Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Nostalgia

missjonash

Z racji wykonywanych zawodów często mam kontakt z dziećmi doświadczającymi biedy i krzywdy. Ostatnio przypomniała mi się podstawówka. W klasie była część dzieci z dobrze sytuowanych rodzin, część średnio i część ze skrajnej biedy lub / i patologii. Przypomnieli mi się koledzy, którzy byli niedożywieni, dostawali nagany i różnego rodzaju kary za niegrzeczne odpowiedzi do nauczyciela, który powiedział "niech matka przyjdzie". Matka była alkoholiczką lub prostytutką, a mały chłopiec gotów był na walkę o nazywanie jej "mamą". Od najmłodszych lat miałam upodobanie do douczania, pomagania i opiekowania się moimi kolegami z domów dotkniętych przemocą, uzależnieniami i skrajną biedą (u mnie też była bieda,ale działałam mimo to). Do tej pory pamiętam tych kolegów i myślę jak mogło być inaczej gdyby nauczyciele dostrzegli sygnały, że dziecko potrzebuje pomocy zamiast stygmatyzacji słowem "łobuz" lub "głupek". Szczególnie mocno utkwił mi w pamięci jeden z kolegów: bardzo drobny, niedożywiony (teraz to mogę oceniać prawidłowo), ubrany w prawie szmaty, z koszmarną próchnicą, z okularami połączonymi sznurkiem. Był taki miły, a jednocześnie zastraszony (teraz to wiem). Nie umiał się skupić na nauce bo był głodny, miał źle dobrane okulary i bał się tego co w domu. Wspominam go z niesłabnącą sympatią. Od kiedy mam konta na portalach społecznościowych szukam go bezskutecznie w sieci. Byli i inni uczniowie: brudni np. bo nikt nie zadbał aby się umyli, znerwicowani, agresywni, bardzo smutni. Niektórzy dodają mi siły do tej pory. Przykłady, że ze skrajnej patologii można się wyrwać i zbudować sobie alternatywne życie są na wagę złota. Mam kolegę, z którego jest wyjątkowo dumna: syn prostytutki i nieznanego ojca, wychowany w melinie z dziesiątkami nieciekawych "wujków", głodny, brudny, zaniedbany, mając 15 lat zdecydował, że sam stworzy sobie świat i stworzył! Ale ilu innych bez pomocy nie daje rady?

Adwokat Giertych

missjonash

Nadal kibicuję panu mecenasowi. Tak samo bardzo cenię Romana Giertycha jako adwokata, jak bardzo nie lubiłam go jako polityka. Decyzja o rezygnacji z uprawiania polityki była jak dla mnie strzałem w dziesiątkę. Wobec powyższego z przykrością słucham plotek o rychłym powrocie pana mecenasa do polityki. Aczkolwiek pasuje mi do ministra Gowina i prawego skrzydła PO. Te same klimaty. O chęci powrotu miał chyba świadczyć sławny grill u Giertychów, na który zaproszeni byli możni tego świata, a przyszły osoby bardzo mało znane. Prasa trąbiła o towarzyskiej porażce mecenasa. Może jeszcze raz przemyśli sprawę i nie będzie wielkiego "come back'u"?

Widzę także, że Roman Giertych nadal wybiera ciekawe sprawy. Tym razem jest pełnomocnikiem Michała Tuska w sprawach przeciwko "Faktowi", "Wprost" i "Super Expressowi". Ciekawe co dzieje się w tych sprawach: jedna miała być pozwem o przeprosiny a dwie pozostałe wnioskami o ugodę? Roman Giertych zaskakiwał mnie zawsze doborem prowadzonych spraw, ale w mojej ocenie wybierał interesująco. Interesująco również wygląda zbiór osób, które reprezentował lub reprezentuje nadal: syn premiera, była żona posła Palikota, ofiary Simona Mol"a (Moleke Nije) - Kameruńczyka, który zarażał HIV kobiety w Polsce, część rodzin smoleńskich (oficerów BOR), poseł Kylion Munyama itp. A to tylko mała próbka działalności adwokata Giertycha.

Srodze bym się zawiodła, gdyby Pan mecenas zrezygnował ze swojej ciekawej pracy i znowu wytaplał się w polityce. To jemu (i polityce) nie służy...

Posłowie też to robią

missjonash

Pragnę za pośrednictwem bloga podziękować Pani Katarzynie Figurze za publiczne wyznanie na temat swojego życia jakie prowadziła przez ostatnie 12 lat. Ten głos jest nie do przecenienia, podobnie jak wcześniej wyznania żony Roberta Smoktunowicza - Zofii Ragankiewicz.

Bardzo dotknęły mnie komentarze, czasami wydawałoby się, inteligentnych ludzi, że Katarzyna Figura lansuje się takim wyznaniem. Czy informacja, że przez 12 lat było się bitą, kopaną, opluwaną (dosłownie), wyzywaną, poniżaną jest dobrym materiałem na lans? Dla mnie informacja, że dopiero atak na córkę spowodował otrząśnięcie się z okowów strachu i decyzję o zakończeniu związku, jest jak najbardziej wiarygodna i logiczna. Wierzę, że kobieta odchodząca od oprawcy boi się śmierci. Śmierć z ręki osoby stosującej przemoc domową jest bardzo prawdopodobne. Ostatnio mąż zabił żonę z Tarnowie za to, że złożyła na niego doniesienia za skrzywdzenie ich 15 miesięcznego synka, a przypadki zabójstwa po wyjściu z więzienie czy aresztu są dość powszechne.

Mam nadzieję, że dzięki m. in. wyznaniu Pani Figury ludzie zrozumieją, że przemoc domowa to nie tylko wybryki tzw. "marginesu społecznego", że nie biją jedynie alkoholicy i bezrobotni biedacy. Przemoc wcale nie zawsze wiąże się z alkoholem i frustracją. Podobno żonę bije jeden z posłów (tak twierdził Robert Biedroń poseł z RP), swoją żonę - Julitę Sokołowską krzywdził także znany kardiochirurg doktor Mirosław G. (tak właściwie to potwierdziły się zarzuty przemocy domowej i mobbingu, nie wiem jak z resztą). Sprawcy przemocy są w każdej warstwie społecznej, w każdym, zawodzie, wśród uzależnionych od alkoholu i narkotyków, ale również wśród abstynentów. Powiem więcej leczenie uzależnienia od alkoholu nie gwarantuje, że przemoc się zakończy - czasem jest nawet gorzej.

Przemoc stosują także kobiety. Częściej psychiczną, a fizyczna jest raczej mniej zagrażająca życiu mężczyzny (nie piszę tu o przemocy wobec dzieci). Jednak w przypadku przemocy między partnerami to mężczyźni częściej są groźni a przemoc domowa ciągle jest bagatelizowana i kwitowana różnymi głupimi przysłowiami. Nie dajmy się zmanipulować: często jest tak, że elegancki i spokojny pan staje na przeciwko "rozhisteryzowanej wariatki". Komu uwierzymy? Po latach życia w piekle można być rozhisteryzowanym. A kwitowanie relacji o przemocy stwierdzeniem: "pewnie chce coś od niego wydusić" może zakończyć się naszymi wyrzutami sumienia. Obyśmy nigdy nie byli "współsprawcą".

Sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem

missjonash

A teraz ciekawostka:

"Na podstawie przepisu art. 21 ust. 1 pkt 46 ustawy z dnia 26.07.1991r. o podatku dochodowym od osób fizycznych /Dz. U. z 2000r., nr 14, poz. 176 z późn. zm./ wolne od podatku dochodowego są dochody otrzymane przez podatnika z tak zwanych środków pomocowych, o ile dochody te spełniają łącznie następujące kryteria:

- pochodzą od rządów państw obcych, organizacji międzynarodowych lub międzynarodowych instytucji finansowych ze środków bezzwrotnej pomocy, w tym ze środków programów ramowych badań, rozwoju technicznego i prezentacji Unii Europejskiej i z programów NATO, przyznanych na podstawie jednostronnej deklaracji lub umów zawartych z tymi państwami, organizacjami lub instytucjami przez Radę Ministrów, właściwego ministra lub agencje rządowe, w tym również w przypadkach, gdy przekazanie tych środków jest dokonywane za pośrednictwem podmiotu upoważnionego do rozdzielania środków bezzwrotnej pomocy;

- podatnik bezpośrednio realizuje cel programu finansowanego z bezzwrotnej pomocy; zwolnienie nie ma zastosowania do dochodów osób fizycznych, którym podatnik bezpośrednio realizujący cel programu zleca - bez względu na rodzaj umowy - wykonanie określonych czynności w związku z realizowanym przez niego programem. Dochody osób fizycznych korzystają ze zwolnienia od podatku dochodowego na postawie w/w przepisu, o ile osoby te wykonują prace na rzecz bezpośredniej realizacji programu i otrzymują wynagrodzenie finansowane ze środków bezzwrotnej pomocy pochodzące m. in. od organizacji międzynarodowych." (interpretacja 1421/BF/415-38/GJ/06 strona internetowa: interpretacje-podatkowe.org) 

Organizacja Narodów Zjednoczonych i jej agendy są niewątpliwie organizacją międzynarodową. Zatem zawarcie z kontraktu np. z UNDP (Biuro Projektowe Programu Narodów Zjednoczonych do spraw Rozwoju), które jest upoważnione do rozdzielania środków bezzwrotnej pomocy i wykonanie samodzielnie zleconej pracy skutkuje zwolnieniem z polskiego podatku dochodowego? Tak?

Niby tak, ale połowa Urzędów Skarbowych w Polsce zgadza się z tym, a połowa - nie. Ta druga połowa nakazuje podatnikowi zapłacić jednak podatek np. uzasadniając, że UNDP nie zawarło z rządem polskim umowy albo coś w tym stylu. Podatnik mający siłę i czas podejmuje nierówną walkę i w końcu trafia do NSA. I tam zawsze (jak do tej pory przy spełnieniu przez obywatela podanych warunków) zapada decyzja o zmianie decyzji Naczelnika Urzędu Skarbowego. Przeczytałam już kilkanaście takich decyzji gdzie albo NSA albo Dyrektor Izby Skarbowej kwestionują interpretację poszczególnych Naczelników US. Prześledziłam sprawę od 2006 roku i tak dzieje się stale. I nadal (np. w roku 2012) Urzędy Skarbowe w całej Polsce wydają interpretacje kwestionujące prawo do zwolnienia z podatku.

Czy Polskę stać na to, aby wydawać pieniądze podatników (czyli nas) na stałe potyczki na ten sam temat? Jak widać żadna wykładnia NSA nie zmienia faktu, że Naczelnik Urzędu Skarbowego sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem...

 

 

Tolerancja po polsku

missjonash

Na wstępie chcę zaznaczyć, że przerwa spowodowana była bardzo przykrymi wydarzeniami osobistymi. Ale już jestem...

***

Tekst przeznaczony dla osób pełnoletnich!

Dziś obrazek z polskiego wesela, na które przyszedł cudzoziemiec. Na jego nieszczęście na pierwszy rzut oka niestety widać, że Polakiem nie jest. Kiedyś już pisałam tu na blogu o koledze, który przyjechał do Polski z arabskiego kraju. Oto brat jego żony brał ślub. Mój kolega z pracy wziął udział w imprezie elegancko ubrany i pełen dobrej woli. Niestety świadek pana młodego po kilku głębszych zaczął udowadniać naszą przysłowiową gościnność. Teraz nastąpią cytaty, które mogą urazić, więc proszę o rezygnację z lektury jeśli ktoś nie lubi przekleństw:

Świadek: - Wypierdalaj z Polski, jebany Arabie (arabie?)... No co się gapisz, wypierdalaj...(3X lub coś koło tego).

Za każdym razem kiedy widział ponownie rzeczonego obcokrajowca wybuchał podobnymi tekstami. Gdy uznał, że słowa to a mało, odepchnął go z krzesła i zaczął przytulać polską żonę do siebie dodając: - Teraz ja ją będę jebał i co mi zrobisz?

Pech chce, że aby dostać obywatelstwo polskie mój kolega z pracy nie może mieć na sumieniu nawet wykroczenia. Poza tym nie chciał psuć żonie i jej bratu uroczystości. W dodatku to dobrze ułożony młody człowiek... Żona już prędzej mogła kogoś strzelić w twarz, tłumacząc się potem upojeniem lub afektem, ale również nie chciała psuć wesela bratu.

Ale: nie rozumiem wszystkich gości weselnych. NIKT nie zareagował, NIKT nie powiedział słowa w obronie postponowanego, NIKT nie powiedział temu polskiemu idiocie, że zachowuje się w sposób urągający godności ludzkiej. NIKT...

Wstyd mi...


© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci