Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

W butach innego

missjonash

Pewnie prawie każdy spotkał się z powiedzeniem, że aby kogoś zrozumieć/poznać trzeba przejść wiele/setki/100 mil w jego butach... Jeśli się nie spotkał to zapewniam, że takie powiedzenie istnieje.

Nurtuje mnie bardzo wizyta w urzędzie opisywanym w poprzedniej notce. Wiecie czemu mnie tak bardzo nurtuje? Bo kiedyś byłam pracownikiem socjalnym pracującym na rejonie (trudnym żeby być tu rzetelnym). Gdy tak sobie patrzę w tył to z ręką na sercu muszę napisać: specyfika rejonu (bardzo wielu chętnych do pomocy, bo rejon prawdziwej biedy) oraz ograniczone mocno środki finansowe doprowadziły do tego, że pod koniec pracy na widok klienta miałam dreszcze. Nie, nie byłam nieuprzejma, ale skręcałam się w środku wiedząc, że w wielu przypadkach będę musiała walczyć o zasiłek (w wielu przypadkach przegram z koleżanką, która walczy o zasiłek dla "swoich' rodzin), czasem zdobywać podpis kierowniczki podstępem itp. Cała ta sytuacja powodowała, że czasem myślałam na widok tej samej osoby znowu wracającej do mnie po pomoc "O matko! Znowu?". Miałam tak wyprany mózg i brak noża finansowego na gardle, że złościłam się (wewnętrznie, ale nie dam głowy czy jakoś tego nie było widać) gdy przychodził ktoś z malutkim dochodem (przekraczającym jednak kryteria dochodowe pomocy społecznej). Myślałam sobie: "przecież masz tak dużo!" Tak, tak było. Byłam młoda i bardzo mało doświadczona (finansowo, bo w inne doświadczenia życiowe bardzo bogata).

I oto musiałam teraz zmierzyć się sama z takim urzędem. Nie z pomocą społeczną stricte, ale z czymś podobnym. I mam dwie refleksje:

1. Szkoła i studia nie nauczą empatii finansowej. pracownik pomagający nie będzie chyba nigdy w stanie wczuć się w człowieka, który stoi po drugiej stronie jeśli sam nie doświadczy krachu finansowego i nie będzie musiał utrzymywać rodziny za kilkaset złotych (bo reszta idzie na opłaty i zobowiązania). Może się tu zresztą mylę i skorygujecie moje myślenie...

2. Każdy uczeń Kolegiów Pracowników Socjalnych i student pracy socjalnej powinien mieć jako zadanie udać się incognito do swojego ośrodka i zgłosić się po pomoc. Zobaczy wtedy jak czuje się klient. Jeśli trafi na osobę miłą i życzliwą będzie maił dobry punkt odniesienia, a jeśli zostanie zmieszany z błotem, to będzie wiedział czego nie robić. Nie wiem czemu ale zdaje mi się, że nauka na własnej skórze jakoś bardziej zapada w pamięć. Bo w czasie praktyk uczniowskich to wszyscy w Ośrodku (MOPS, GOPS, OPS) są przekochani i prezentują się jako anioły opiekuńcze.

Piszę tu tylko o wymiarze finansowym, bo spotykałam najróżniejszych pracowników socjalnych - w zdecydowanej większość bardzo oddanych swojej pracy, starających się pomagać jak się da (głownie emocjonalnie i doradzając różne mądre i sprytne rozwiązania). Wiecie, klient nie wie, że pracownik socjalny musi iść z papierami i wnioskiem o pomoc do swojego przełożonego i często walczyć o zasiłek. Tak, walczy, argumentuje, błaga. A w tym samym czasie inny pracownik socjalny też walczy o pieniądze dla swojego klienta. Ktoś dostanie, a ktoś nie. A tak jest na co dzień. Środków jest za mało, a potrzebujących za dużo. To też rodzi frustrację i wypalenie

Oświadczenia zamiast zaświadczeń

missjonash

Ustawa z 25 marca 2011 r. o ograniczania barier administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców (Dz.U. 2011 nr 106 poz. 622), która weszła w życie dnia 1 lipca 2011 miała ułatwić życie obywatelom i przedsiębiorcom. Mieliśmy się pławić w luksusie przedstawiania oświadczeń. (Na marginesie polecam lekturę ustawy, bo można się na nią powoływać i ułatwiać sobie życie w różnych sytuacjach).

Ustawa ujmuje to tak:

„Art. 220. § 1.  Organ administracji publicznej nie może żądać zaświadczenia ani oświadczenia na potwierdzenie faktów lub stanu prawnego, jeżeli:

1) znane są one organowi z urzędu,

2)  możliwe są do ustalenia przez organ na podstawie:

a)  posiadanych przez niego ewidencji, rejestrów lub innych danych,

b)  rejestrów publicznych posiadanych przez inne podmioty publiczne, do których organ ma dostęp w drodze elektronicznej na zasadach określonych w przepisach ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne,

c)  wymiany informacji z innym podmiotem publicznym na zasadach określonych w przepisach o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne,

d)  przedstawionych przez zainteresowanego do wglądu dokumentów urzędowych (dowodu osobistego, dowodów rejestracyjnych i innych).

§ 2.  Organ administracji publicznej żądający od strony lub innego uczestnika postępowania zaświadczenia albo oświadczenia na potwierdzenie faktów lub stanu prawnego jest obowiązany wskazać przepis prawa wymagający urzędowego potwierdzenia tych faktów lub stanu prawnego w drodze zaświadczenia albo oświadczenia.”.

A jak jest w praktyce?

Właśnie przekonałam się na własnej skórze, że w zależności od miasta czy gminy wszystko jest zależne od praktyki urzędników. Zażądano ode mnie w pewnym urzędzie stosu zaświadczeń i gdy zaprotestowałam i zaproponowałam złożenie oświadczeń (gdy okazało się, że brakuje następnego stosu dokumentów). Pani urzędniczka spytała: "ale dlaczego?", a ja no to: "ponieważ w przypadku poświadczenia nieprawdy własnym podpisem grozi mi kara pozbawienia wolności do lat 5". Pani zmierzyła mnie zdumionym wzrokiem i powiedziała:"no tak, pani to wie, bo pani jest pracownikiem socjalnym (miała przed sobą zaświadczenia z moich wszystkich prac), ale inni tego nie wiedzą i kłamią, więc bierzemy na wszystko zaświadczenia". Aha kontakt m.in. z urzędem, który miał wystawić zaświadczenie pani ma codziennie i sama może ustalić sobie co jej trzeba. Kropka.

Pani domagała się także ode mnie zaświadczenia z Urzędu Miasta o zawieszeniu działalności gospodarczej i nie chciała słuchać o żadnym CEIDG i o tym, że powinna sobie sama to wydrukować z rzeczonej Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej.  Na marginesie chyba ani jeden urząd w Cieszynie (po ponad roku jej funkcjonowania) nie przyjął do wiadomości, że nie ma już zaświadczeń z GUS o nadaniu numeru REGON i wpisuje się teraz nadany REGON bezpośrednio do CEIDG oraz, że Urząd Miasta nie wydaje żadnych zaświadczeń o działalności gospodarczej, bo wszystko jest dostępne dla każdego kto posiada dostęp do internetu...

To chyba nie prawo jest wadliwe tylko my tępi... (w każdym razie w tym przypadku).

Zasady

missjonash

Jak widać na załączonym obrazku wytrzymałam tylko 3 miesiące bez pisania. Może kogoś powrotem ucieszę, innych z pewnością zasmucę. Trudno takie życie...

 

Tym razem zacznę od podstaw. Najpierw zasady:

1. Blog nie jest związany z żadną partią, wyznaniem czy grupą polityczną.

2. Przedstawione poglądy są moimi subiektywnymi przekonaniami. Gdy będę pisać jako specjalista zostanie to odpowiednio zaznaczone

3. Proszę o przyzwoite traktowanie Rozmówców oraz autorki.

4. Proszę, o ile to możliwe, o ograniczanie używania wyrazów powszechnie uważanych za obraźliwe.

5. Można pisać co się chce, można nie zgadzać się politycznie lub merytorycznie, ale...

6. Jeśli ktoś będzie obrażał moich Gości lub mnie, jego komentarze będą usuwane.

7. W skrajnych przypadkach wyraźnie zaznaczonej niechęci, nienawiści czy chęci skrzywdzenia będę blokować.

8 Ci, którzy mnie znają wiedzą, że usuwałam dotychczas jedynie powtórzone komentarze na prośbę autora. Chciałabym aby tak zostało.

9. Jeśli ktoś nadal ma do mnie żal o usunięcie tamtych wpisów, to chcę powiedzieć dwie rzeczy:

a) uważam, że dobrze się stało choć nadal żałuję, że zniknęły również cenne dla mnie komentarze

b) więcej tego nie zrobię. Co będzie w tym blogu już na nim zostanie, nawet gdybym kiedyś miała znowu atak rezygnacji...

10. Życzę wszystkim miłej lektury, owocnych dyskusji i przyjaznej atmosfery (o ile da się ponownie rozruszać to miejsce)...

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci