czwartek, 24 lipca 2014

Muszę przyznać, że opuściłam się w czytaniu nowych horrorów i dopiero z mediów dowiedziałam się, że "zabójca z Sopotu" realizował scenariusz z książki S. Kinga "Pan mercedes". Okazuje się, że moje obawy były przedwczesne. Prasa i portale internetowe poświęcają wiele uwagi tej sprawie i nie zamiatają sprawy pod dywan.

Zastanawiam się tylko czy to:

a) faktycznie przypadek poważnej chory psychicznej - to możliwe. Chorzy na takie chorzenia jak schizofrenia np. w okresach pogorszenia odstawiają leki i wtedy zaczyna się piekło.

b) a może doskonała linia obrony - to też możliwe. "Pan Honda" powiedział policjantom "jestem chory i niczego wam nie powiem. A to już wygląda na premedytację i zaplanowaną wcześniej linię obrony. 

Oby to nie była ta druga sytuacja, bo to by oznaczało, że młody psychopata lub / i osoba używająca narkotyków pojechał się zabawić... Aż ciarki przechodzą. 

Na marginesie chciałam podkreślić, że to co zamierzał zrobić "Pan Honda" (ale na szczęście mu nie wyszło) to właśnie miała być masakra. A nie spóźnienie się do pracy czy podsłuchanie jak mnie znajomi obgadują. I nie otrzymanie jedynki z matematyki! Już kiedyś pisałam na ten temat, powtarzam, bo gdy słyszę słowo masakra w idiotycznym kontekście staję się krwiożercza.

Definicja tego słowa według Słownika Języka Polskiego brzmi: "zabijanie, mordowanie, zwłaszcza masowe, w okrutny, bestialski sposób; rzeź".

wtorek, 22 lipca 2014

Dziś wykonałam tysiące czynności. Plany miałam przebogate, a wykonałam jeszcze więcej niż w planie. A zapowiadało się nieciekawie. W nocy obudził mnie koszmarny ból. Było całkiem ciemno więc zakładam, że przed trzecią w nocy. Do rana już nie spałam tylko kręciłam się w kółko i szukałam pozycji w jakiej da się zdrzemnąć. Nie znalazłam takiej. Zajączki obudziły się przed szóstą więc już nie było szans na dalsze próby. Zadzwoniłam zaraz z rana do przychodni, ale pani doktor nie było, postanowiłam więc zaczekać na rozwój wypadków. Na szczęście ból po lekach zelżał i mogłam przystąpić do bieganie po urzędach.

W ZUS obsługiwała mnie pani będącą kwintesencją kompetencji i życzliwości. Żeby mnie tak zawsze obsługiwano :)) Nie tylko złożyłam wniosek o pozostanie w OFE, pani mi go zweryfikowała, ale także zaproponowała szereg udogodnień w tym założenie konta w serwisie internetowym aby na bieżąco śledzić co dzieje się z moimi wirtualnymi pieniędzmi. Dostałam login i informację, że możliwość zmiany hasła przyjdzie emailem. Na marginesie wypróbowałam ten system i mi się spodobało.

W kolejnych urzędach spotykałam równie kompetentne co miłe urzędniczki. Aż chciało się żyć. Poza tym zebrałam plon własnej życzliwości do drugiego człowieka, który akurat dziś mi się odwdzięczył i zaoszczędził mi godzinę czasu, którą mogłam poświęcić na wspomożenie akcji zdobywanie kontraktu przez OREW. Humor poprawił mi się jeszcze bardziej :)) Dobrze jest być dobrym dla innych także ze zwykłego egoizmu!

Dzień obfitował w różne dobre zdarzenia, ból już się nie pojawił w takim natężeniu. Czego chcieć więcej :D Wszystkim moim czytelnikom życzę dobrej nocy:

P.S. Zapomniałam dodać, że pewien znajomy ostatnio mnie rozpieszcza obdarzając wartościowymi komplementami oraz usługami informatycznymi na najwyższym poziomie. Aż chce się żyć :)) Co prawda zielona fala pewnie się niebawem skończy, ale mam zamiar się nią cieszyć jak najdłużej!

Tagi: dobro
22:17, missjonash , Społeczeństwo
Link Komentarze (8) »
niedziela, 20 lipca 2014

Rzadko mi się zdarza pisać o czymś o czym nie mam w sumie pojęcia. Ale napiszę...

Podstawowe informacje podawane we wszystkich ogólnopolskich portalach internetowych są takie same i bardzo skąpe. Podczas szaleńczego rajdu po Molo i ul. Monte Cassino w Sopocie, 32-letni kierowca potrącił i ranił 22 osoby. Wszystkie są w szpitalu. Nie wyklucza się, że był pod wpływem środków psychoaktywnych innych niż alkohol. Kropka. Koniec. Aktualizacje tego materiału są najczęściej z rana, a jedyna z po 18.00 jest najbardziej skąpa (jedynie ma wiele makabrycznych zdjęć). Skąd ta niezwykłą powściągliwość? Przypomnijmy sobie tragedię ze stycznia kiedy to naćpany mężczyzna wjechał w idących ludzi i zabił 6 osób. Aktualizacje były dosłownie co chwilę, Pojawiły się "raporty specjalne"... A tu tyle godzin cisza. Czy zatem prawdą jest, że sprawa zostanie uciszona ze względu na matkę sędzię? Z pewnością będę tę sprawę śledzić!

Dlaczego napisałam "zabójca"? Bo w świetle relacji świadków była to zamierzona akcja i chciał zabijać. Cudem nikt nie zginął choć ranni są w bardzo różnym stanie. To nie spowodowanie "katastrofy w ruchu lądowym" tylko próba zabójstwa z premedytacją. A, że być może po amfetaminie, kokainie czy innym środku psychoaktywnym? Tym gorzej.

Nie mam w sobie tolerancji dla pijanych czy naćpanych zabójców i nie będę jak była żona Dariusza K. nawoływać, aby okazać współczucie rodzinie Dariusza K. Rodziny mi jak najbardziej szkoda (gdyż członek ich rodziny ma problem z narkotykami i w konsekwencji tego faktu zabił niewinną kobietę), ale o wiele silniej będę nawoływać o pochylenie się nad rodziną zabitej kobiety. Im należą się słowa współczucia w o wiele większym stopniu o czym pani Górniak zdała się zapomnieć!

Pytanie co można zrobić aby uniknąć takich sytuacji? Zwiększenie wymiaru kary? To nic nie da... W sumie przychodzi mi do głowy głównie nieuchronność kary i mam nadzieję, że tak się stanie w tych przypadkach. Ani bycie znanym muzykiem, ani posiadanie mamy sędzi nie może tego zmienić. 

sobota, 19 lipca 2014

Kilka wpisów temu pisałam o dziwnym zachowaniu śląskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. Przypomnę: po 15 latach stałego kontraktowania w tym roku NFZ nie podpisał kontraktu z Punktem Wczesnej Interwencji w Ośrodku Rehabilitacyjno–Edukacyjno–Wychowawczym (OREW) Polskiego Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym Koło w Cieszynie. Placówka ta od kilkunastu lat zajmuje się rehabilitacją najmłodszych pacjentów (od urodzenie do siódmego roku życia). Personel jest doskonale wykształcony, cały czas podwyższający kwalifikacje, a na dodatek z doskonałym podejściem do dzieci. Cóż stało się tym razem, że kontraktu nie otrzymali? Ano psycholog nie ma wpisanej specjalizacji z psychologii klinicznej do dyplomu, nie ma neuropedagoga (za to jest neurolog dziecięcy, ale za to punktów się nie dostaje przy postępowaniu kontraktowym) i nie ma wirówki do hydromasażu (nie stosowanej u małych dzieci, bo się jej boją). Ale dodatkowe wymagania prezesa NFZ nie są podzielone na te dotyczące rehabilitacji dorosłych i rehabilitacji dzieci (zapewniam, że odmiennie prowadzonej). Nas odesłano do Ustronia (malutka placówka, która długo dzieci nie zapisywała), do Bielska Białej, Żywca, Jaworza lub Żor (między 15 a 60 km od Cieszyna). NFZ twierdzi, że wygrały placówki z lepszą ofertą a rehabilitacja dzieci nie uległą przerwaniu. Nie uległa! Dlatego, że nasz cieszyński OREW kontynuuje przyjmowanie dzieci za swoje pieniądze przeznaczone na inwestycje. Ustroń zaczął zapisywać dzieci od piątku, ale najwcześniej rehabilitacja zacznie się od 25 lipca, w Bielsku zapisy na koniec października, w Żywcu na wrzesień... Gdzie ta kontynuacja? NFZ twierdzi ponadto, że dostępność jest doskonała. Ale co innego znaczy dostępność dla urzędnika, a co innego dla rodziców bez samochodu z dzieckiem na wózku. Ten przejazd autobusami, i dostanie się na przykład na zbocze góry Jaszowiec w Ustroniu to nie jest prosta sprawa. Ale kogo to obchodzi...

W całym województwie takich sytuacji jest coraz więcej. W Sosnowcu w podobny sposób ograniczono kontrakt z odziałem szpitalnym rehabilitacji dzieci, a poradnia nie dostała kontraktu wcale. Jak się przyjrzeć temu i kontraktom rehabilitacji dla dorosłych to przychodzi mi do głowy taka spiskowa teoria: chodzi o to aby tak ograniczyć dostępność do rehabilitacji i tak ja zohydzić aby pacjent machnął ręką i poszedł po usługę prywatnie. Szybko i blisko tylko drogo...

Jeśli chodzi o cieszyński OREW to grupa rodziców postanowiła nie odpuszczać i legalnymi metodami uświadomić urzędników o popełnianym błędzie. Nagłośniono sprawę. Włączyły się portale internetowe, samorządowcy, prasa, wreszcie i telewizja. Bardzo licznie poparli protest mieszkańcy Cieszyna i okolicznych gmin. Na dzień dzisiejszy mamy zapewnienie rzecznika Śląskiego Oddziału NFZ, że zostanie przeprowadzony jeszcze jeden konkurs. Trzymamy za słowo i czekamy coraz bardziej niecierpliwie, bo zasoby OREW topnieją, a większość dzieci musi stale korzystać z zabiegów. Walka z czasem trwa...

wtorek, 15 lipca 2014

Specjalnie dla Spokojnego dalsze losy opisanych tu kiedyś nastolatków.

Oczywiście pierwszy będzie Kamil, bo Spokojny przejął się specjalnie jego sytuacją życiową. (Linki do notek o konkretnych dzieciakach pod ich imionami).

Kamil

Kamil spotykał się jeszcze ze mną długo (około 9 miesięcy od napisania notki). Przestał palić trawę, nie przestał palić tytoniu. Alkohol potraktował ostrożnie i z rozwagą. Nadal ma ciężkie warunki życia, ale poradzi sobie. Niedawno spotkałam jego mamę na mieście i powiedziała mi, że wszystko jest w najlepszym porządku (z wyjątkiem tych papierosów i zbytniej impulsywności Kamila). Ze swoim byłym przyjacielem spotkali się kilka razy. Relacja jest poprawna i bardzo na dystans. Z tego już nie będzie bliskich kontaktów. Choć Kamil był jednym z najbardziej zamkniętych "pacjentów" to chyba najwięcej zrozumiał i przyjął do siebie. Kurator po kilku miesiącach sam poprosił sąd o zniesienie dozoru. Nie było się do czego przyczepić i nadal tak jest. W szkole jest znośnie - radzi sobie. Nie wchodzi w konflikty z prawem. Nawet nie wiecie jakim komplementem dla mnie było pytanie o radę w sprawie dziewczyny i to, że Kamil przyszedł się ze mną pożegnać. Wtedy, gdy już nie musiał. To świetny chłopak i życzę mu jak najlepiej.

 

Karol

Jednak pomyliłam się myśląc, że rodzice Karola będą konsekwentni i zrobią co trzeba aby był zdrowy. Woleli swoje zachować status quo, nie zgodzili się kontynuować terapii rodzinnej. Pożegnali się ze mną gdy zachowanie Karola zrobiło się poprawne. Wiem jednak, że już po kilku dniach zachował się skrajnie agresywnie wobec mamy. Alkoholu nadużywa dalej i pewnie kiedyś spotkamy się już na innej terapii. Albo i nie, bo Karol w dalszym ciągu jest chory, choć już pełnoletni... Szkoda

 

Kordian

Kordian to jest jedna z moich największych porażek zawodowych. Właściwie nie on, tylko relacja z nim, a właściwie jej brak. Jeśli przeczytacie tamtą notkę to wiedzcie, że prawdziwe w niej były tylko fakty dotyczące przeszłości tego człowieka. Przez cały czas naszych spotkań kłamał. O używkach, bo o reszcie milczał. Gdy go przyłapywałam na czymś zaprzeczał patrząc spokojnie w oczy. Nigdy się nie złamał żeby powiedzieć prawdę. Przez cały czas trwania jego "terapii" palił marihuanę często, pod koniec niemal codziennie. Jest silnie uzależniony. Ma kłopoty ze szkołą. Wszystkie moje obawy urzeczywistniają się z każdym dniem coraz bardziej. Jest twardy i zamknięty w sobie. Dorosłych nienawidzi. Wobec swoich rówieśników jest poetą. Nie mam tu ani grama optymizmu...

 

Marek

Marek poszedł swoją drogą, palił dalej, oszukiwał rodziców. Nie wiem co dzieje się z nim teraz. Nasze spotkania skończyły się gdyż pewnego dnia przestał mi ufać i cokolwiek mówić. Siedział i patrzył jak "krowa na pociąg". Przestał współpracować. Co się stało  - nie wiem. Był moment kiedy wierzyłam, że wszystko skończy się dobrze, ale skończyło się. Szkoda!

 

Natalia

Natalia usiłowała popełnić samobójstwo i prawie jej to wyszło. Była bardzo długo w szpitalu. Wyszła odmieniona. Już nie walczy z mamą i siostrą, zmieniał całkowicie styl bycia, ubierania się, malowania. Ma już postawioną diagnozę, uczęszcza regularnie na psychoterapię. Ja już niedługo się z nią pożegnam, bo nie jestem jej już do niczego potrzebna. Ta stabilna relacja musi się skończyć. Dała coś nam obu, choć wydarzyła się nie wiem czemu. Natalia nigdy nie potrzebowała terapeuty uzależnień. Ale ciesze się, że miałyśmy kontakt ze sobą. Teraz już się o nią nie boję. Dobrze, że żyje i wszystko idzie ku lepszemu.


sobota, 12 lipca 2014

Dziś mija 4 lata od napisania pierwszej notki na "Okiem obserwatora". Nie możecie jej przeczytać bo dwa lata temu usunęłam całego bloga. Trochę żałuję, a trochę się cieszę, że tak się stało. Jednak po dwóch miesiącach zaczęłam pisać na nowo. Obiecałam też uroczyście, że niczego już nie usunę (czego z małymi wyjątkami udało mi się dotrzymać).

Wiele się zmieniało od początku blogowania. Z początku był to blog typowo polityczny i komentowałam bieżące wydarzenia polityczne. Po powrocie przekształcił się w blog o kwestiach społecznych, głównie o mojej pracy zawodowej oraz o ukochanym mieście  - Cieszynie. Przewijały się także moje zdjęcia.

Wątkiem przewodnim od początku było nawoływanie do zgody i zakończenia podziałów pogłębiających się w naszym narodzie. Udało mi się (chwilami) doprowadzić do tego, że dawno antagoniści zaczęli ze sobą rozmawiać, niektórzy spotkali się nawet osobiście :) To mój sukces.

Nie udało się nawiązać kontaktu z wieloma osobami. Okazało się, że nie potrafię jasno i precyzyjnie wyrażać myśli. Wiele osób uznało, że celowo ich obrażam - odeszli z bloga. U niektórych chęć do podziałów się tylko pogłębiła. To moja porażka. Porażką było i to, ze przeczytałam na blogu, że nienawidzę ludzi. Zaraz potem skasowałam wszystko. Nigdy tak o sobie nie myślałam. Zawsze wiedziałam, że nie jestem miłą osobą - raczej skuteczną, ale żeby zaraz nienawidzić?

Jeszcze jedno się zmieniło. Bardzo długo dodawałam notki na stronę liiil i miałam grono czytelników napływających z tej strony. Ale odeszłam i już tam nie publikuję. Zniknęło wiele osób. Może nawet połowa wszystkich czytelników.

Nie piszę tak często jakbym chciała. Może to też jest jeden z powodów, że kolejni czytelnicy odeszli. Została grupa wiernych czytelników i komentatorów.

Dziękuję wszystkim z całego serca za Wasza obecność. Wiele tu dostałam, dużo się nauczyłam. Dzięki Wam się zmieniłam. Ściskam wszystkich razem i każdego z osobna.


środa, 09 lipca 2014

Od kiedy piszę bloga (a zaczęłam 3 miesiące po katastrofie smoleńskiej) podziały między naszymi rodakami zaostrzają się. Wczoraj po pewnej wymianie zdań zaczęłam się jeszcze intensywniej zastanawiać jak to wygląda dziś i co będzie dalej.

Cztery lata temu podział był bardziej polityczny. Byli Polacy i "Wolacy" czyli złośliwie nazywani stronnicy Jarosława Kaczyńskiego i Prawa i Sprawiedliwości. Od jakiegoś czasu w moim otoczeniu i świadomości pojawił się nowy podział: na ateistów i wierzących. Dzięki najbardziej skrajnym skrzydłom obydwu grup, ich wpływy i stopień nasilenia postaw skrajnych bardzo szybko się nasila. Nawet w moim najbliższym blogowym otoczeniu zauważam zmiany. Kiedyś współegzystowałam pokojowo z osobami wierzącymi, teraz to już nie zawsze takie łatwe. Ten nienazwany nacisk wypływający ze skrajnych skrzydeł (tak mi się zdaje) powoduje, że ludzie coraz częściej oczekują jednoznacznego stanięcia po którejś ze stron. Nie można być letnim - trzeba być gorącym lub zimnym, białym lub czarnym czy jak by tam nazwać antagonistów. Widać też tendencje do protestowania przeciwko przekonaniom i poglądom innych ludzi (patrz to co się dzieje wokoło Golgota Picnic). I mam tu na myśli radykalne reakcje obu stron barykady.

Ludzie już nie chcą zaakceptować, że ktoś ma odmienny pogląd i przy nim zostaje. A brak podjęcia dyskusji jest nazywany zamykaniem się na dialog. I tę frazę słyszę bardzo często zarówno od wojujących ateistów, jak i radykalnych wierzących. Jeśli ktoś nie chce podjąć debaty to jest jakiś (w domyśle nietolerancyjny, beton itp.). A i to są jeszcze delikatne stwierdzenia. Bo niektórzy uwazają, ze ten kto ma odmienne przekonania staje się wrogiem. Moje pytanie brzmi: czy nie możemy być znajomymi, kolegami, przyjaciółmi, mając jednocześnie odmienne poglądy na dany temat?

Skąd krystalizacja powyższych przemyśleń? Ano jest wynikiem tego co dzieje się wokół sprawy profesora Chazana. Mam (tu akurat) jasno sprecyzowane myśli i przekonania. I ich nie zmienię. Pan profesor dokonywał aborcji komercyjnie licząc w setkach zabiegów. Teraz się tego wstydzi i aby pokazać, że jest świętszy od Boga nie dokona już żadnej. Nawet w sytuacji gdy dziecko będzie umierać dłuższy czas i nie ma szansy na życie nawet jako osoba niepełnosprawna. Ze skrajności w skrajność... Boję się takich ludzi.

Nie jestem wierząca. Ale wielokrotnie podkreślałam, że kieruję się w życiu nauką Jezusa Chrystusa. Bo mi się podoba i uważam ją za słuszną! Bo posługując się nią człowiek jest przyzwoity. I według tego co rozumiem liczy się miłość do innych ludzi, a nie twarde przepisy i nieludzkie trzymanie się zasad.

I jeszcze morał, który wypływa z kilku dni mojego myślenia nad tym wszystkim:

Heroizmu możemy wymagać od siebie, nie możemy do niego zmuszać innych ludzi...

piątek, 04 lipca 2014

Czuję silną presję aby ubrać w słowa myśli jakie krążą mi po głowie od rana. Czytam kolejne doniesienia prasowo - internetowe na temat profesora Chazana, profesora Romualda Dębskiego oraz posłów Żalka, Jaworskiego itp.

Tyle tu wątków i aspektów, że można się zagubić ale:

1) najbardziej współczuję mamie dziecka, o którym mówi cała Polska. Mimo prawa do zakończenia ciąży z powodu bardzo poważnych wad płodu, dziecko urodziła i (jeśli wierzyć mediom - a tu akurat wierzę) jest w traumie. Jak ma wyjść z tej traumy w takim medialnym harmidrze? 

2) Profesor Bogdan Chazan naraził na cierpienie tę mamę, nie ratując jednocześnie dziecka zdolnego do przeżycia - przedłużył mu tylko agonię. W moim odczuciu wystąpił przeciwko obowiązującemu prawu i przykazaniu miłości bliźniego, bo nawet Kościół Katolicki dopuszcza możliwość rezygnacji z uporczywej i wywołującej cierpienie terapii w przypadkach, gdy nie ma szans na uratowanie życia człowieka.

3) Profesor Romuald Dębski chciał naruszyć etykę lekarską, wywołać szok, upublicznić najbardziej intymne dokumenty przedstawiające drugiego człowieka - jego wizerunek. Właściwe zrobił to prezentując zdjęcia dziennikarzom. Możliwe, że cel był słuszny, ale przeraziło mnie to postępowanie.  Nie można tak odzierać ludzi z intymności nawet w imię wzniosłych celów. To instrumentalne potraktowanie dziecka, skrzywdzonego już przez los i ludzi. No i chyba jakieś prawo reguluje możliwość udostępniania dokumentacji medycznej?

4) Stacja TVN zachowała się przyzwoicie i jestem pod wrażeniem, że nie skorzystali z możliwości zrobienia sensacji. Rezygnacja z pokazania zdjęć z powodu ich zbyt dużej drastyczności wskazuje też na to, że stan zdrowia jest naprawdę tragiczny.

5) Posłowie wykazali się brakiem wrażliwości, empatii i pokazali, że są gotowi zrobić każde świństwo byle zaistnieć w mediach. Samego siebie przeszedł poseł Jaworski jednocześnie depcząc godność ludzką dzieci, których podobizny zaprezentował oraz obrażając profesor Joannę Senyszyn. W tym kontekście to było odrażające! Właściwe to posłowie pokazali, że to z ich mózgami jest kiepsko, bo mają trudności ze zrozumieniem wypowiedzi innych osób w języku polskim.

Generalnie odrażające to wszystko! Szkoda tylko głównych postaci dramatu: mamy i jej dziecka!

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Cieszyńska opinię publiczną zelektryzowały ostatnio informacje o dużych cięciach lub odmowie zawarcia kontraktu z placówkami świadczącymi usługi  opiekuńcze i medyczne dla najsłabszych członków naszej społeczności; seniorów i dzieci (niepełnosprawnych dzieci!!!).

Oto NFZ w Katowicach ucięło 40% kontraktu na prowadzenie Zakładu Opiekuńczo Leczniczego prowadzonego przez Siostry Boromeuszki. Według NFZ pacjenci mogą tracić do innych ZOL'i w województwie np. do Kóz (miejscowość między Bielskiem Białą a Andrychowem). Cóż to za problem przerzucić bezbronnego starszego człowieka na obcy teren... A, że rodzina nie da rady tak często dojeżdżać? Pora umierać panie i panowie....

NFZ odmówił także dalszego kontraktowania usług rehabilitacji leczniczej dla niepełnosprawnych dzieci. Ośrodek Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczy Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym Koło w Cieszynie od 15 lat świadczył usługi rehabilitacyjne, zapewniał pomoc psychologiczną, logopedyczną, neurologiczną najmłodszym pacjentom. I oto nagle nie spełnił warunków kontraktu - podobno kadra ma jest za mało przeszkolona. Życzyłabym każdemu rodzicowi aby trafił na taki profesjonalizm, zarówno jeśli chodzi o wykształcenie personelu, dodatkowe szkolenia a także podejście do dzieci! W sumie gdy dzwoniłam do NFZ dowiedzieć się co mam teraz robić z Zajączkiem dowiedziałam się;

a) mam iść do innej placówki w Cieszynie, a gdy zapytałam gdzie jest inna placówka świadcząca wszystkie wyżej wymienione usługi dowiedziałam się, że "faktycznie takiej nie ma";

b) pojedynczy pacjent nie musi znać kryteriów i powodów przyznawania i odmawiania kontraktów, a gdy się dopytywałam dlaczego 

c) mam znaleźć sobie potrzebne informacje na stronie internetowej NFZ.

Rzecznik NFZ indagowany przez dziennikarzy stwierdził, że "to nie oni tworzą te kryteria" (sic!). Na litość, jak nie oni to kto???

Dzieci potrzebują pomocy aby poradzić sobie w życiu. Rodzice niepełnosprawnych dzieci mają już wszystkiego dość i potrzebują realnej pomocy a nie rzucania kłód pod nogi. Czy rodziny tych 780 dzieci mają jeździć teraz po całym województwie śląskim z ciężko chorymi maluchami? Ciekawostką jest to (uwaga to plotka, ale częściowo w nią wierzę bo parę ładnych lat związana byłam w różny sposób ze służbą (hehehe!) zdrowia), że zupełnie nowe placówki, które kontrakty podpisały właśnie szukają kadry, która kontrakt będzie realizować...

czwartek, 26 czerwca 2014

Niedawno ( notka "Nocą słyszę jak krąg się zaciska" apelowałam o pomoc w poszukiwaniach trójki młodych ludzi z naszej okolicy. Po 12 dniach "wycieczki" wrócił Mateusz. Paulina nadal nie jest jeszcze w domu, ale pojawiła się nadzieja, że już bardzo niedługo rodzina do niej dotrze. Łukasz jest zaś pełnoletni i może decydować o sobie, jeśli nie zechce wrócić - jego prawo, choć rodzina i przyjaciele bardzo za nim tęsknią (dziś jest już 16 dzień tej "eskapady życia"). Z okazji tej ucieczki mam bardzo wiele materiałów do przemyśleń. Ogólnych (o kondycji rodziny, lojalności, wierności, przyjaźni, umiejętności przyznania się do błędu) i osobistych. Nadal zastanawiam się czemu z moich blisko 200 znajomych na pewnym portalu społecznościowym na rozpaczliwe apele o pomoc w poszukiwaniach, udostępnianie zdjęć itp. zareagowało tylko 8 osób. Przecież kliknięcie nic nie kosztuje, a czasem zwykły przypadek sprawia, ze zauważy się kogoś widzianego na zdjęciu. Druga sprawa: obojętność rówieśników. To mnie rozłożyło na łopatki. Młodzi ludzie podśmiewali się z tej sytuacji, w większości skrupulatnie unikali tematu. Tylko nieliczni koledzy tej trójki pomagali w poszukiwaniach. Ich dramat prawie nikogo nie obszedł. Czemu? Ta dziewczyna jest poważnie chora, gigant mógł zakończyć się śmiercią. Ale młodzi ludzie nie traktują tego poważnie. Bardzo mnie to zasmuciło.

Historia tej ucieczki powinna kiedyś posłużyć jako podstawa doskonałego filmu o nastolatkach i ich problemach, relacjach rodzinnych, znieczulicy ale i bezinteresownej pomocy (bez setek ludzi, którzy się jednak zaangażowali znalezienie jej nie byłoby możliwe oraz relacjach międzyludzkich...

 ***

Kilkakrotnie opisywałam spotkania z pewnym tajemniczym nieznajomym nad Olzą np. w notce: "Do trzech razy sztuka". Od tamtego czasu spotykaliśmy się przypadkowo sporo razy. Ba, jesteśmy teraz znajomymi i mamy na siebie namiary. Ale niestety nie mogę tu dopisać szczęśliwego zakończenia. Nic się nie zmienia, a  w przypadku uzależniania od alkoholu to oznacza pogorszenie. A tak mi szkoda potencjału tego człowieka. Wyjątkowo mądry, uzdolniony i w sumie dobry człowiek, który pędzi ku własnemu przeznaczeniu. Czy jakiś radosny ciąga dalszy tej historii nastąpi? Nie wiem. Bardzo bym chciała...

 ***

Pisałam też niedawno o klonach przy ul. Sienkiewicza w Cieszynie, które mają zostać wycięte, z nie do końca jasnych powodów. Pisałam list otwarty do Burmistrza w tej sprawie 23 kwietnia 2014. Od tamtego czasu była już petycja podpisywana na stronie www.petycje.pl, były protesty, poprzyklejane klepsydry na tych klonach. Była też całkiem niedawno wizja lokalna pracowników Starostwa. Decyzja jaka w tej sprawie zapadnie nie będzie błyskawiczna. Po wizji uznano, że trzy z tych drzew zostaną usunięte z powodu choroby lub zbyt dużej wysokości (???). Nie wiadomo co będzie z resztą i w ogóle z całą uliczką. Nadal czekamy...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
Napisz do Missjonash Page Rank Check