środa, 20 sierpnia 2014

Uzależnienie od alkoholu jest trudne do leczenia z powodu silnych mechanizmów obronnych chorego. Mechanizmy te nie pozwalają mu na obserwowanie świata takim jaki on jest. Zniekształcenia są poważne i dotyczą zarówno rejestrowania bodźców zmysłami ale także myślenia. Wielokrotnie pisałam już o tych mechanizmach (nałogowego regulowania emocji, iluzji i zaprzeczania oraz dumy i kontroli). To przez ich działanie dany delikwent nie chce się leczyć i uparcie twierdzi, że nic złego się nie dzieje. Oddziaływanie tych mechanizmów obronnych nie jest taka samo intensywne w każdej chwili życia. Okresowo słabnie i wtedy do człowieka dochodzi prawda o jego stanie: zarówno zdrowia jak i aktualnych relacji społecznych. To powoduje wstyd, ból, frustrację - jednym słowem silne cierpienie. A alkoholik zna prawie wyłącznie jeden sposób na zredukowanie tego cierpienia - picie.

Żeby to błędne koło przerwać informacje z otoczenia muszą być tak silne żeby rozwiać "pijane" myślenie. Jednocześnie straty z dalszego picia muszą się jawić jako gorsze niż kontynuowanie picia. To jest to tzw. dno. Każdy ma je inne. Jeden musi przejechać kogoś po pijanemu, inny zostać sam w pustym domu, bez prądu, wody, gazu itp. a jeszcze innemu wystarczy uświadomienie sobie, że z oczu dziecka wyziera wstyd, wstręt i cierpienie. Najczęściej jest to groźba zostania samemu lub / i śmierci w przypadku dalszego picia.

Ale są też takie sytuacje gdy człowiek straci wszystko, wie, że w przypadku dalszego picia koniec jest bliski, ale nie ma już siły i motywacji żeby spróbować jeszcze raz. Instynkt samozachowawczy już dawno nie działa prawidłowo. Człowiek, do którego dociera ogrom strat i zniszczeń widzi je w pewnym momencie w całej rozciągłości ale uważa, że już za późno, że nie da rady. Poddaje się. Koniec jest nieuchronny i bliski... W takiej sytuacji można liczyć już tylko na cud. Cuda się zdarzają! Wiem to z całą pewnością. Opisywałam tu już takie przypadki. Ot choćby w tym wpisie:  Anioł. O takim cudzie mówił mi ostatnio jeden z moich pacjentów, który po kilkunastu próbach, nie pije jakieś dwa lata. Żeby daleko nie szukać można wykorzystać tu także historię Billa W. (założyciela AA), który też nigdy nie zrozumiał do końca co stało się punktem przełomowym. Może to światło w głowie lub sercu to ostatnia próba instynktu samozachowawczego? Wielu ludzi wierzy, ze to głos Boga. Nie wiem! Ale bardzo często w fazie chronicznej bez tego cudu historia chorego kończy się śmiercią.

Pewnie są tu osoby, które śledzą historię mojej tajemniczej znajomości z pewnym bardzo mądrym i uzdolnionym człowiekiem, który jednak nie chce przestać pić. To moje ćwiczenie bezsilności i nieustanne oczekiwanie cudu. Bo to sytuacja spod dna...

sobota, 16 sierpnia 2014

Jakoś ten temat we mnie utkwił. Przy smażeniu placków z cukinii zastanawiałam się nad własną klasyfikacją pomocy i wyszły mi takie rodzaje (lista z pewnością nie jest pełna)

1. Opieka - to pomoc całkowita, zaspakajanie potrzeb osoby (lub zwierzęcia), która sama tego nie potrafi. Dotyczy to małych dzieci, osób z niepełnosprawnością intelektualną, osób bardzo ciężko chorych (chwilowo lub przewlekle) i zwierząt w mniejszym lub większym zakresie. Wynika z miłości lub obowiązku, nie można liczyć na podobną wzajemność, aczkolwiek "zapłatą" jest miłość / przywiązanie i bliskość. Może łączyć się ze wstydem lub przykrością osoby, która wymaga opieki oraz ze zmęczeniem ze strony opiekuna. Bywa trudną relacją dla obu stron.

2. Pomoc społeczna - instytucja państwa, polegająca na udzielaniu pomocy osobie, która w danej chwili własnymi środkami i możliwościami nie jest wstanie przezwyciężyć trudnej sytuacji. Aby taką pomoc dostać należy spełnić pewne ustawowe przesłanki oraz brać aktywny udział w przezwyciężaniu swoich trudności. Więcej o zasadach udzielania pomocy (gdyby kogoś interesowało we wpisie: pomoc społeczna. Często wiąże się z poczuciem wstydu i głębokiego upokorzenia osoby, która korzysta, ale zdarza się też postawa "należy mi się". Pracownicy socjalni są narażeni na stres i wypalenie zawodowe (jeśli ktoś chciałby się zapoznać bardziej szczegółowo z pracą w tym zawodzie to odsyłam do notek: Pracownik socjalny i W butach innego

3. Pomoc wzajemna (np. sąsiedzka) - drobne usługi, wsparcie emocjonalne, pomoc finansowa - świadczone sobie wzajemnie na zasadzie "dziś ja tobie, jutro ty mnie). Taka pomoc jest przyjmowana i dawana naturalnie, nie ma poczucia zażenowania. Strony relacji mają poczucie równowagi. Nie piszę tu o sytuacjach wypaczonych, gdy jedna osoba wykorzystuje nagminnie drugą, nic nie dając w zamian. 

4. Jałmużna - dawanie  (najczęściej drobnych) kwot pieniędzy aby spełnić warunki wyznawanej religii (np. w Islamie) lub aby zadbać o swoje dobre samopoczucie. Daje ułudę pomagania i dobrze spełnionego obowiązku wobec bliźnich. Wzbudza raczej przykre emocje w biorącym (nie zawsze) i uspakaja sumienie. Dla mnie określenie zdecydowanie pejoratywne.

5. Psychoterapia - pomoc psychologiczna udzielana przez zawodowca. Pomagający opiera się na szczegółowej wiedzy i doświadczeniu. Nie ma relacji wzajemności - to pacjent jest głównym aktorem i to on jest w świetle jupitera, psychoterapeuta pokazuje siebie tylko na tyle na ile to jest potrzebne w terapii. Z jednej strony taka relacja sprzyja otwieraniu się (do osoby obcej można w ostateczności już więcej nie iść), a drugiej jest trudna i często wywołuje dyskomfort i chęć odwzajemnienia. W niektórych formach terapii grozi przeniesieniem (w zależności od formy terapii jest oczekiwane albo nie). Przeniesienie to sytuacja gdy w bliskiej relacji terapeutycznej pacjent zaczyna przenosić na terapeutę myśli i uczucia, które dotyczą innej bliskiej osoby np. rodzica. W wielu formach terapii jest to oczekiwane i stanowi materiał do pracy z pacjentem nad jego relacjami z ważnymi ludźmi. W określonych wypadkach pacjent doświadcza zauroczenia terapeutą (sytuacja jest doskonałą okazją do pracy), a wynika często z tego iż terapeuta jest pierwszą osobą, która uważnie i z zaangażowaniem słucha i towarzyszy pacjentowi. 

Więcej form nie przyszło mi do głowy przy tych plackach, ale może komuś z Was przyjdzie i podzieli się pomysłami w komentarzu :D

Dobranoc Kochani :))

wtorek, 12 sierpnia 2014

Dziś trzy różne części sprowokowane komentarzami i wydarzeniami.

*

Niedawno jeden z moich znajomych skomentował link o eksperymencie, w którym pokazano, że osoba ubrana w elegancki garnitur otrzyma nawet większe kwoty niż o nie prosi (nie ma drobnych na kawę) niż osoba ubrana w przepocony podkoszulek (osoba wyglądająca na bezdomną nie dostała ani grosza). Komentarz sens miał taki, że dawajcie te drobne proszącym nawet jeśli je wydadzą na piwo, bo każdy taki uczynek będzie policzony. Brzmi nieźle i wiem, że intencje komentującego są dobre - bo to bardzo dobry i przyzwoity człowiek. Ale... Myślę i myślę nad jego słowami. I po raz kolejny dochodzę do wniosku, że nie dam na piwo czy wino, bo bym mnie pokręciło. Mogę podejść do sklepu i kupić jedzenie czy bilet, ale kasy nie dam gdy mam uzasadnione podejrzenie (lub wręcz deklarację), że to na alkohol. Nie potrafiłabym się przyczynić do rozwoju śmiertelnej, przewlekłej i wyniszczającej choroby. Nie chcę! Nie przyłożę ręki do deliriów, białych nocy, rozpaczy rodzin, pogłębiania się chorób somatycznych. Nie zrobię tego nawet jednym łykiem piwa czy wina... Mimo że wiem jak bardzo ten łyk potrafi być pożądany, a może właśnie dlatego...

**

Druga sprawa: pod ostatnią notka pojawiły się słowa "pomaganie na siłę". Nie da się pomagać na siłę. Prawdziwe pomaganie wymaga taktu, dyskrecji, pokory i celu innego niż podkarmienie własnego poczucia wartości. Pomagając należy mieć na uwadze to, że być może osoba, której pomogliśmy już nigdy nie zechce nam spojrzeć w oczy (ze względu na wstyd, upokorzenie własną niemożnością czy słabością). Pomaganie to także  (w zdecydowanej większości) próba uaktywnienia zasobów własnych tej osoby, która pomoc przyjmuje. To nie może być tylko osławiona ryba (nie cierpię tego porównania o czym już kiedyś pisałam). Od dostawania ryb łatwo się uzależnić, ale co potem... Pomaganie to rzetelność, odpowiedzialność i wyraz miłości (a przynajmniej jako takiej sympatii) do rodzaju ludzkiego. Ja to tak rozumiem i widzę. Pomoc z łaski czy dla poprawy własnego nastroju nie spełni swojego zadania. Ta druga osoba zostanie potraktowana jak przedmiot...

***

I ostatnia sprawa. W Cieszynie od kilku dni został ujawniony problem odkopywania, a w końcu i próby zniszczenia schronu bojowego, który równo 75 lat temu zbudowano na terenie Cieszyna. Przetrwał wiele m.in II Wojnę Światową ale oto 8 sierpnia ekipa budowlana miała zacząć niszczenie stropów. Już dobrych kilka dni wcześniej mieszkańcy alarmowali, że zaczęły się pospieszne prace przy bunkrze - został całkowicie odsłonięty i odkopany. Krzysztof Neścior (założyciel Muzeum 4 Pułku Strzelców Podhalańskich oraz Sekcji Militariów przy Cieszyńskim Klubie Hobbystów, patriota, uczestnik interwencji wojsk NATO w Kosowie jako dowódca drużyny w plutonie rozpoznawczym, a swoją służbę został odznaczony przez sekretarza generalnego NATO medalem ”In Servis Peace and Freedom”)  od lat starał się aby obiekt został zabezpieczony. Nie udało się aż do dnia 8 sierpnia, kiedy zainteresował się problemem wicewojewoda śląski.  Po interwencji głównego konserwatora zabytków w Katowicach wstrzymano prace rozbiórkowe. Około godziny 14 tego dnia kierownik budowy powiedział mi, że "skąd znowu oni niczego tu nie niszczą, a w ogóle to wcale nie jest zabytek". Na szczęście dziś  bunkier został wpisany do rejestru zabytków. Działalność Pana Krzysztofa oraz kilku innych zaangażowanych współpracowników oraz sporej grupy mieszkańców Cieszyna przyniosła pozytywne zakończenie. I to po raz kolejny uświadamia mi, że aby uzyskać spodziewany efekt trzeba rozpocząć działania, najlepiej w grupie innych osób mających ten sam cel. Zamiast siedzenia i narzekania :))


P.S. Konkurs na świadczenia usług rehabilitacyjnych dla dzieci z całościowymi zaburzeniami rozwoju został rozpisany przez NFZ, OREW złożył stosowne dokumenty i teraz czekamy na rozstrzygnięcie. Można? Można!

środa, 06 sierpnia 2014

Mój Starszy Zajączek znowu zachorował, mam wiele, wiele i jeszcze raz wiele obowiązków, a "urlop" idzie nam jak po grudzie ze względu na pogodę i chorobę. Dodatkowo jestem nabuzowana z różnych przyczyn. Wobec powyższego wyszłam na szybką przebieżkę z aparatem żeby się wyciszyć i nabrać proporcji oraz dystansu. Idąc łąkami, polami i wykrotami (jak dobrze, że mam je pod ręką) spotkałam idącego na przeciw mnie człowieka. Byłam zafascynowana obfotografowywaniem motylka więc i na człowieka nie zwróciłam szczególnej uwagi. W uszach miałam słuchawki i słuchałam sobie ulubionej muzyki. Ale akurat traf chciał, że muzyka zamilkła, gdy osoba ta mnie mijała (szła wolno i niezdecydowanie rozmawiając przez telefon). Usłyszałam parę słów, które powiedziały mi, że dzieje się coś złego w życiu tego człowieka. Minęliśmy się jednak i rozeszliśmy w przeciwna strony. Gdy wracałam z mojej włóczęgi, spotkałam tę osobę drugi raz. Siedziała na łące (ale blisko cywilizacji) pogrążając się w smutku (żeby nie powiedzieć rozpaczy) i beznadziei. Przeszłam raz, przeszłam drugi (z dala, nie przeszkadzając). Miałam już wracać do domu, ale powiedziałam sobie, że nie zapomnę, ani się nie uspokoję jeśli nie podejdę... Zawróciłam i spytałam czy mogę w czymś pomóc. Nie mogło być innej odpowiedzi. "Nie" wystrzeliło jak pocisk. Też bym pewnie chciała być sama. Upewniwszy się, że nic tu po mnie, odmaszerowałam.

 

Czy faktycznie mogłam coś zrobić, w czymś pomóc, czemuś zapobiec? Pewnie nie. Ale gdybym sobie poszła bez pytania do teraz czułabym niepokój. Nadal go czuję, ale inny. Coś zrobiłam, spróbowałam, nie minęłam bez słowa. Z tego jestem zadowolona. Choć być może wyszłam na wścibską jędzę lub naraziłam się na śmieszność jak wtedy gdy pod sklepem osiedlowym  zapytałam dyszącego straszliwie faceta, który zgiął się w ukłonie czy wszystko w porządku. Myślałam, że się dusi, a on tylko uprawiał jogging :))

Mam nadzieję, że tej osobie wszystko się poukłada. Jutro też jest dzień...

A czemu o tym piszę? Może jak chcą niektórzy jestem tak zadufana w sobie, że lubię się sobą zachwycać... A może dlatego, że to wcale nie łatwo odrzucić społeczne okowy i zareagować, wbrew nauce, że nie należy się wtrącać... Może dlatego, że ja uważam, że należy... Ten mężczyzna od joggingu był wdzięczny, że się zainteresowałam jego "duszeniem się". Powiedział, że tak rzadko ktoś zwraca uwagę na drugiego człowieka... No właśnie! Wcale się nie śmiał z mojego występu...

Kolorowych snów :)


niedziela, 03 sierpnia 2014

Od kiedy pamiętam podczas terapii pada pytanie "Dlaczego ja?"/"Dlaczego mnie to spotkało?". Pewien bardzo mądry terapeuta, dawno, dawno temu u zarania mojej drogi zawodowej powiedział kiedyś taką ripostę: "No dobrze, zastanów się, ale dlaczego nie Ty". Coś w tym jest!

Pacjenci zawsze mają taki moment kryzysu, złości, przeklinania. To charakterystyczne dla procesu żałoby. Bo rezygnacja z alkoholu/narkotyków lub poczucia omnipotencji w swojej rodzinie (w przypadku osób współuzależnionych) wiąże się z poczuciem dotkliwej straty. A zatem na początku jest niewiara, że mnie to spotyka, potem złość na kolegów, uzależnionego rodzica, Boga, partnera życiowego czy kogo tam chcecie, a kogo obwinia się w takiej chwili o swój obecny stan i konieczność wyrzeczenia się czegoś istotnego. W ogóle w przypadku osób uzależnionych docierają do człowieka własnego ograniczenia (nie tylko wyrzeczenie się używki, ale także grupy ludzi z którymi się piło / brało). W przypadku osób bardzo młodych takie ograniczenie kojarzy się raczej z apokalipsą. 

Kiedy konieczność przeprowadzenia zmiany w życiu wiążę się z przyparciem do muru (śmierci, zawodowego niebytu, utraty wolności, skraju załamania psychicznego) czyli tzw. dna delikwentowi jest łatwiej uznać, że to konieczne, bo trzeba ratować coś bardzo cennego. Cenniejszego niż wóda / kontrolowanie otoczenia. Ale i wtedy pojawia się jak mantra; "Dlaczego mnie to spotkało?", "Dlaczego ja?", "Za jakie grzechy?" itp.

Pogodzenie się z tym, że się jest chorym na ciężką, przewlekłą, śmiertelną (jeśli nie leczona) chorobę jest długim procesem. Podobnie jak pogodzenie się, że tkwi się w chorym i niebezpiecznym układzie i trzeba zacząć zmiany od siebie jest trudne do przełknięcia przez osoby współuzależnione. Według mnie bardzo pomaga takie powieszenie sobie "Ale dlaczego nie ja". Po prostu tak czasem jest, że chorujemy, cierpimy... Nie ma sensu doszukiwać się przekleństwa czy złośliwości losu. Zresztą powiem Wam w tajemnicy, że są gorsze choroby niż uzależniania. Alkoholik w sumie ma tylko jedno ograniczenie, nazwijmy je dietetyczne, unikać jak ognia alkoholu i wszelkich produktów z jego zawartością. Kropka. Tak mało. I tak wiele. Ale mimo wszystko lepsze to niż cukrzyca czy stwardnienie rozsiane. Bo uzależnienie można łatwo zatrzymać i kontrolować (tak wiem, że słowo łatwo jest tu względne), a tamtych chorób już nie. Porządnie leczone uzależnienie czy współuzależnienie niesie też bardzo pozytywne treści i zmienia optykę patrzenia na życie. Można oczywiście zatrzymać się na etapie użalania nad sobą, złoszczenia na pijących rodziców czy kolegów, wynajdować powody swojego obecnego stanu, ale co to da? Nieprzyjemne emocje, które zakończą swą świadomość w knajpie... 

Może ta choroba czy zaburzenie ma coś Ci dać? Może potrzeba Ci doświadczeń życiowych? Skoro to już się wydarzyło - nie żałuj, podnieś się i idź dalej. I bądź szczęśliwy. Tego co było już się nie cofnie... A wiele dopiero przed Tobą - już innym Tobą :))

czwartek, 31 lipca 2014

Gdy piszę to mam w głowie wyobrażenie jakiejś abstrakcyjnej grupy osób, które po drugiej stronie monitora czytają moje teksty. Komentarz to potwierdzenie, że ktoś notkę przeczytał. Inne dowody są dla mnie mało przekonujące np. liczba mówiąca o ilości odwiedzin w danym dniu. Mogli wejść przecież przez pomyłkę.

Gdy spada ilość komentarzy (i wejść na dodatek) człowiek zaczyna się zastanawiać czy wszystko robi dobrze. Choć jedną z głównych przyczyn jest powiedzenie "co z oczu to i z serca". Piszę coraz rzadziej, bo nie mam kiedy. Oprócz zajmowania się Zajączkami, domem (praniem, sprzątaniem, gotowaniem), pracą zawodową dochodzą takie zabawne obowiązki jak walka z systemem. Wieczorem nie mam już siły, w ciągu dnia - możliwości. Brak czasu to jedno. Okresowo pojawiające się przekonanie o braku sensu to drugie. Ileż to już osób opuściło to miejsce obrażone na mnie. W wielu przypadkach nie wiem o co, w innych mój sposób dyskusji został uznany za blokujący porozumienie, niektórzy odpadli w sposób naturalny gdy zniknęłam z liiil.

Wiecie jak brzmiałoby moje hasło wyborcze, gdybym miała startować w wyborach na prezydenta? Brzmiałoby: "Nie jestem miła, jestem skuteczna". I nie wygrałabym albowiem ludzie wolą miłych. Ja miła nie jestem, ale od lat robię swoje. Często nie jest to akceptowane.

Roztrwoniłam to co miałam. Na własne życzenie! Miałam tętniący życiem blog z liczną rzeszą komentatorów, ale urażona do żywego usunęłam go. Tamtych wpisów nie żałuję, ale atmosfery już tak. Ona nie wróci. Błędem logistyczno - strategicznym było startowanie w konkursie na blog roku. Choć też nie żałuję, bo była fajna zabawa i ogromne wsparcie. Ale uczestnictwo w konkursie okazało się początkiem końca (w wielu płaszczyznach). Kolejnym krokiem w samotność było odejście z liiil. Następnym krokiem w nicość było napisanie dwóch notek broniących mojego stanowiska w bardzo dzielącej ludzi sprawie. Za to pogniewali się ludzie z dwóch stron tzw. barykady.

To miejsce zostanie już niszowe i mało atrakcyjne komercyjnie. Kończy się. Bo bloga nie tworzy wcale autor a czytelnicy. Gdy mi czas pozwoli to zawsze coś napiszę (jeśli ktoś chce to na zamówienie o danym problemie społecznym czy detalu związanym z uzależnieniami). Ten blog jest częścią mojego życia i nim pozostanie. Bo tu poznałam przyjaciół, dostałam lekcje (pokory i inne cenny nauczki).

Pozdrawiam ciepło, dobranoc :D

czwartek, 24 lipca 2014

Muszę przyznać, że opuściłam się w czytaniu nowych horrorów i dopiero z mediów dowiedziałam się, że "zabójca z Sopotu" realizował scenariusz z książki S. Kinga "Pan mercedes". Okazuje się, że moje obawy były przedwczesne. Prasa i portale internetowe poświęcają wiele uwagi tej sprawie i nie zamiatają sprawy pod dywan.

Zastanawiam się tylko czy to:

a) faktycznie przypadek poważnej chory psychicznej - to możliwe. Chorzy na takie chorzenia jak schizofrenia np. w okresach pogorszenia odstawiają leki i wtedy zaczyna się piekło.

b) a może doskonała linia obrony - to też możliwe. "Pan Honda" powiedział policjantom "jestem chory i niczego wam nie powiem. A to już wygląda na premedytację i zaplanowaną wcześniej linię obrony. 

Oby to nie była ta druga sytuacja, bo to by oznaczało, że młody psychopata lub / i osoba używająca narkotyków pojechał się zabawić... Aż ciarki przechodzą. 

Na marginesie chciałam podkreślić, że to co zamierzał zrobić "Pan Honda" (ale na szczęście mu nie wyszło) to właśnie miała być masakra. A nie spóźnienie się do pracy czy podsłuchanie jak mnie znajomi obgadują. I nie otrzymanie jedynki z matematyki! Już kiedyś pisałam na ten temat, powtarzam, bo gdy słyszę słowo masakra w idiotycznym kontekście staję się krwiożercza.

Definicja tego słowa według Słownika Języka Polskiego brzmi: "zabijanie, mordowanie, zwłaszcza masowe, w okrutny, bestialski sposób; rzeź".

wtorek, 22 lipca 2014

Dziś wykonałam tysiące czynności. Plany miałam przebogate, a wykonałam jeszcze więcej niż w planie. A zapowiadało się nieciekawie. W nocy obudził mnie koszmarny ból. Było całkiem ciemno więc zakładam, że przed trzecią w nocy. Do rana już nie spałam tylko kręciłam się w kółko i szukałam pozycji w jakiej da się zdrzemnąć. Nie znalazłam takiej. Zajączki obudziły się przed szóstą więc już nie było szans na dalsze próby. Zadzwoniłam zaraz z rana do przychodni, ale pani doktor nie było, postanowiłam więc zaczekać na rozwój wypadków. Na szczęście ból po lekach zelżał i mogłam przystąpić do bieganie po urzędach.

W ZUS obsługiwała mnie pani będącą kwintesencją kompetencji i życzliwości. Żeby mnie tak zawsze obsługiwano :)) Nie tylko złożyłam wniosek o pozostanie w OFE, pani mi go zweryfikowała, ale także zaproponowała szereg udogodnień w tym założenie konta w serwisie internetowym aby na bieżąco śledzić co dzieje się z moimi wirtualnymi pieniędzmi. Dostałam login i informację, że możliwość zmiany hasła przyjdzie emailem. Na marginesie wypróbowałam ten system i mi się spodobało.

W kolejnych urzędach spotykałam równie kompetentne co miłe urzędniczki. Aż chciało się żyć. Poza tym zebrałam plon własnej życzliwości do drugiego człowieka, który akurat dziś mi się odwdzięczył i zaoszczędził mi godzinę czasu, którą mogłam poświęcić na wspomożenie akcji zdobywanie kontraktu przez OREW. Humor poprawił mi się jeszcze bardziej :)) Dobrze jest być dobrym dla innych także ze zwykłego egoizmu!

Dzień obfitował w różne dobre zdarzenia, ból już się nie pojawił w takim natężeniu. Czego chcieć więcej :D Wszystkim moim czytelnikom życzę dobrej nocy:

P.S. Zapomniałam dodać, że pewien znajomy ostatnio mnie rozpieszcza obdarzając wartościowymi komplementami oraz usługami informatycznymi na najwyższym poziomie. Aż chce się żyć :)) Co prawda zielona fala pewnie się niebawem skończy, ale mam zamiar się nią cieszyć jak najdłużej!

Tagi: dobro
22:17, missjonash , Społeczeństwo
Link Komentarze (8) »
niedziela, 20 lipca 2014

Rzadko mi się zdarza pisać o czymś o czym nie mam w sumie pojęcia. Ale napiszę...

Podstawowe informacje podawane we wszystkich ogólnopolskich portalach internetowych są takie same i bardzo skąpe. Podczas szaleńczego rajdu po Molo i ul. Monte Cassino w Sopocie, 32-letni kierowca potrącił i ranił 22 osoby. Wszystkie są w szpitalu. Nie wyklucza się, że był pod wpływem środków psychoaktywnych innych niż alkohol. Kropka. Koniec. Aktualizacje tego materiału są najczęściej z rana, a jedyna z po 18.00 jest najbardziej skąpa (jedynie ma wiele makabrycznych zdjęć). Skąd ta niezwykłą powściągliwość? Przypomnijmy sobie tragedię ze stycznia kiedy to naćpany mężczyzna wjechał w idących ludzi i zabił 6 osób. Aktualizacje były dosłownie co chwilę, Pojawiły się "raporty specjalne"... A tu tyle godzin cisza. Czy zatem prawdą jest, że sprawa zostanie uciszona ze względu na matkę sędzię? Z pewnością będę tę sprawę śledzić!

Dlaczego napisałam "zabójca"? Bo w świetle relacji świadków była to zamierzona akcja i chciał zabijać. Cudem nikt nie zginął choć ranni są w bardzo różnym stanie. To nie spowodowanie "katastrofy w ruchu lądowym" tylko próba zabójstwa z premedytacją. A, że być może po amfetaminie, kokainie czy innym środku psychoaktywnym? Tym gorzej.

Nie mam w sobie tolerancji dla pijanych czy naćpanych zabójców i nie będę jak była żona Dariusza K. nawoływać, aby okazać współczucie rodzinie Dariusza K. Rodziny mi jak najbardziej szkoda (gdyż członek ich rodziny ma problem z narkotykami i w konsekwencji tego faktu zabił niewinną kobietę), ale o wiele silniej będę nawoływać o pochylenie się nad rodziną zabitej kobiety. Im należą się słowa współczucia w o wiele większym stopniu o czym pani Górniak zdała się zapomnieć!

Pytanie co można zrobić aby uniknąć takich sytuacji? Zwiększenie wymiaru kary? To nic nie da... W sumie przychodzi mi do głowy głównie nieuchronność kary i mam nadzieję, że tak się stanie w tych przypadkach. Ani bycie znanym muzykiem, ani posiadanie mamy sędzi nie może tego zmienić. 

sobota, 19 lipca 2014

Kilka wpisów temu pisałam o dziwnym zachowaniu śląskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. Przypomnę: po 15 latach stałego kontraktowania w tym roku NFZ nie podpisał kontraktu z Punktem Wczesnej Interwencji w Ośrodku Rehabilitacyjno–Edukacyjno–Wychowawczym (OREW) Polskiego Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym Koło w Cieszynie. Placówka ta od kilkunastu lat zajmuje się rehabilitacją najmłodszych pacjentów (od urodzenie do siódmego roku życia). Personel jest doskonale wykształcony, cały czas podwyższający kwalifikacje, a na dodatek z doskonałym podejściem do dzieci. Cóż stało się tym razem, że kontraktu nie otrzymali? Ano psycholog nie ma wpisanej specjalizacji z psychologii klinicznej do dyplomu, nie ma neuropedagoga (za to jest neurolog dziecięcy, ale za to punktów się nie dostaje przy postępowaniu kontraktowym) i nie ma wirówki do hydromasażu (nie stosowanej u małych dzieci, bo się jej boją). Ale dodatkowe wymagania prezesa NFZ nie są podzielone na te dotyczące rehabilitacji dorosłych i rehabilitacji dzieci (zapewniam, że odmiennie prowadzonej). Nas odesłano do Ustronia (malutka placówka, która długo dzieci nie zapisywała), do Bielska Białej, Żywca, Jaworza lub Żor (między 15 a 60 km od Cieszyna). NFZ twierdzi, że wygrały placówki z lepszą ofertą a rehabilitacja dzieci nie uległą przerwaniu. Nie uległa! Dlatego, że nasz cieszyński OREW kontynuuje przyjmowanie dzieci za swoje pieniądze przeznaczone na inwestycje. Ustroń zaczął zapisywać dzieci od piątku, ale najwcześniej rehabilitacja zacznie się od 25 lipca, w Bielsku zapisy na koniec października, w Żywcu na wrzesień... Gdzie ta kontynuacja? NFZ twierdzi ponadto, że dostępność jest doskonała. Ale co innego znaczy dostępność dla urzędnika, a co innego dla rodziców bez samochodu z dzieckiem na wózku. Ten przejazd autobusami, i dostanie się na przykład na zbocze góry Jaszowiec w Ustroniu to nie jest prosta sprawa. Ale kogo to obchodzi...

W całym województwie takich sytuacji jest coraz więcej. W Sosnowcu w podobny sposób ograniczono kontrakt z odziałem szpitalnym rehabilitacji dzieci, a poradnia nie dostała kontraktu wcale. Jak się przyjrzeć temu i kontraktom rehabilitacji dla dorosłych to przychodzi mi do głowy taka spiskowa teoria: chodzi o to aby tak ograniczyć dostępność do rehabilitacji i tak ja zohydzić aby pacjent machnął ręką i poszedł po usługę prywatnie. Szybko i blisko tylko drogo...

Jeśli chodzi o cieszyński OREW to grupa rodziców postanowiła nie odpuszczać i legalnymi metodami uświadomić urzędników o popełnianym błędzie. Nagłośniono sprawę. Włączyły się portale internetowe, samorządowcy, prasa, wreszcie i telewizja. Bardzo licznie poparli protest mieszkańcy Cieszyna i okolicznych gmin. Na dzień dzisiejszy mamy zapewnienie rzecznika Śląskiego Oddziału NFZ, że zostanie przeprowadzony jeszcze jeden konkurs. Trzymamy za słowo i czekamy coraz bardziej niecierpliwie, bo zasoby OREW topnieją, a większość dzieci musi stale korzystać z zabiegów. Walka z czasem trwa...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40
Napisz do Missjonash Page Rank Check