Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Cieszyn to brzmi dumnie - polemika z Wyborczą

missjonash

Czytaliście w ten weekend artykuł: "Cieszyn odzyskany. Dobra zmiana nad Olzą"? Poczytajcie... Ale jeśli pochodzicie z Cieszyna musicie mieć mocne nerwy... Jeśli nie jesteście związani z Cieszynem to polecam uwadze ten rodzaj dziennikarstwa. Wygląda jak tekst napisany na zamówienie, aby udowodnić z góry założoną tezę. Pan Igor T. Miecik zaczyna tak:

"W mieście na granicy po zmierzchu nikt nie spaceruje. Nawet w dzień jest pusto. Na ulicach tylko tanie poobijane samochody. Trzeba tu mieć samochód. Nawet stary i poobijany.

Bo do miasta na granicy trudno skądkolwiek przyjechać i trudno z niego dokądkolwiek wyjechać. Zresztą jeździć po samym mieście też trudno. Autobusów nie ma, bo PKS zbankrutował, a dworzec autobusowy zburzono.

Po zniszczonych torach kursuje tylko rozkołysany szynobus. Trzy razy na dobę, znikąd donikąd.

W ruinach zabytkowego dworca kolejowego dzieci wąchają rozpuszczalnik.

W śródmieściu zostały jeszcze dwa spożywcze. W Społem i Żabce można nabyć zupki błyskawiczne, mrożoną pizzę i wódkę.

Jest jeszcze bar, w którym robotnicy, jeśli nie gustują w mrożonej pizzy, kupują obiady. Menu podług portfela: kapuśniak i gulasz z kurzych serc, krupnik i wątróbka, rosół, flaki, bigos, żurek. 8 zł za dwa dania.

Kobiety robotników pakują oba dania do emaliowanych garnków z pokrywkami na zatrzaski i niosą przez graniczny most do Czech. Robotnicy pracują w Czechach, bo po polskiej stronie miasta na granicy nie ma zajęcia."

Nie cytuję dalej. Będę tylko polemizować z kolejnymi akapitami.

Początek to nierzetelność w całości. Zaskoczyła mnie bardzo informacja, że pan redaktor był w Cieszynie, bo najwyraźniej widział coś zupełnie innego niż ja widuję codziennie... Spaceruję po zmroku po granicy i widuję ludzi. Serio. Gdy chcę zrobić zdjęcia muszę nieraz kilkanaście minut czatować na moment kiedy wszyscy wylezą z kadru. Na mieście widuję samochody wszystkich marek (nawet Porsche, Ferrari czy Jaguary). Autobusy, busy i autokary z węzła przesiadkowego odjeżdżają co kilka minut: do okolicznych wiosek, miast, do Katowic, do Krakowa itp. (Żeby nie nudzić wymienię tylko przewoźników: Das II, Transkom, Wispol, Busbrothers... ale jest ich dużo, dużo więcej). Pociągi od grudnia jeżdżą nie tylko do Zebrzydowic czy Czechowic Dziedzic, ale także do Czech. W planach powrót do linii kursującej do Bielska Białej, a nawet do Katowic. Na razie tory na wysokości Goleszowa trzeba naprawić, ale wszystko przed nami. W ruinach zabytkowego dworca sporadycznie użytkuje się substancje psychoaktywne. Młodzież korzysta raczej z innych miejsc i niemal nigdy nie wdycha lotnych rozpuszczalników. To było atrakcyjne w mojej młodości (jakieś 20 - 25 lat temu). W śródmieściu jest zdecydowanie więcej miejsc z artykułami spożywczymi i można tam kupić również inne artykuły w tym wszelkiej maści ryby w PSS Społem, nie mówiąc już o słynnych kanapkach cieszyńskich. Są także dostępne wszystkiego rodzaju piwa i inne alkohole (nawet Bourbon, Malibu czy Johny Wolker)... A propos pizzy - to w najbliższym otoczeniu granicy są dwa miejsca ze świetną pizzą prosto z pieca (nie mrożoną)... Barów (czy inaczej; miejsc z doskonałymi obiadami domowymi) jest od groma i ciut ciut - robotnicy mają w czym wybierać. Jako żywo nie słyszałam o przypadku, aby ktoś biegał z dwojakami do robotników :)) To było jakieś 40 lat temu. Robotnicy pracują po czeskiej stronie (w hucie w Trzyńcu itp.) tak samo często jak w polskich firmach budowlanych... Na litość!!!

Bardzo trudno polemizować z tak długim, stronniczym i nieprzyjemnym tekstem, ale spróbuję. Pominę tylko historię Joanny Wowrzeczki z Krytyki Politycznej, bo nic o niej nie wiem.

"Burmistrz Cieszyna kazał napisać o sobie na stronie urzędu miasta "magister Ryszard Macura". Magister Macura mimo najniższego stopnia naukowego ma kilka specjalizacji: prawnik, teolog, historyk, pedagog i nauczyciel, a w niedzielę jeszcze szafarz w kościele.

Burmistrz chce doprowadzić w mieście nad granicą do dobrej zmiany. Postanowił wesprzeć organizację patriotyczną i zburzyć budynek, w którego oknach wiszą czerwone gwiazdy."

To też wyjątkowo jadowite, a na dodatek niezgodne ze stanem faktycznym. Jeśli nie przebrnęliście przez artykuł Pana Miecika to wyjaśnię: wątpliwości czy budynek przy Zamkowej 1 zburzyć czy nie ciągną się od lat. Jest to budynek po dawnym przejściu granicznym. Nie najpiękniejszy, ale za to jest miejscem działalności 9 organizacji pozarządowych w tym Krytyki Politycznej. Burmistrz Macura mógł podjąć decyzję o wyburzeniu już dawno, ale zastanawia się nad tym, a ostatnio oddał niejako decyzję w ręce Rady Miasta. Gdyby tak strasznie chciał zniszczyć czerwoną zarazę (a taka jest chyba główna myśl przewodnia artykułu) już by to zrobił. Fakt, że ciągnie się to za długo i niepotrzebna niepewność podkopuje morale pracujących tam ludzi. Co więcej sama jestem za pozostawieniem tego budynku w spokoju po gruntownym remoncie (a argumenty wyłuszczyłam w liście otwartym do Pana Burmistrza dwie notki temu)...

"W mieście ogłoszono: wiceburmistrz Bogdan Ścibut złożył stanowisko. Po zapoznaniu się z patriotycznymi i militarnymi dokonaniami Cieszyńskiej Kompanii Obrony Narodowej, której patronował Bogdan Ścibut, minister Antoni Macierewicz wezwał go do Warszawy, aby osiągnięcia ochotniczej jednostki przenieść na grunt ogólnopolski."

I tu się nie zgodzę. Pan Bogdan Ścibut był już wcześniej ścisłym współpracownikiem Antoniego Macierewicza. W roku 1992 był Dyrektorem Generalnym MON. Zaproszony do współpracy przyjął ofertę bycia wiceburmistrzem Cieszyna, gdy jednak Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory, Antoni Macierewicz mógł ponownie ściągnąć ulubionego pracownika do ministerstwa. Choć zarówno Antoni Macierewicz jak i Bogdan Ścibut nie są z mojej bajki, to respektuję prawo ministra do ściągnięcia dawnego współpracownika do ministerstwa. Ironiczne udowadnianie, że przysłużyła się tu "działalność patriotyczna" wiceburmistrza jest naciąganiem faktów. 

"Plac po dworcu PKS porosły wysokie krzaki.

Co wieczór przychodzą tu odsapnąć mężczyźni z dziecięcymi wózkami. Odstawiają wózki na stronę i popijają koktajl wiśniowy, 3,20 za litr. Wózki są puste, bo kartony i puszki po piwie, które zbierali cały dzień pod cieszyńskimi hipermarketami, już zawieźli do skupu po czeskiej stronie miasta.

Niedaleko - bazar, miesiąc w miesiąc sto tysięcy klientów. Ale to kiedyś. Teraz ludzie jeżdżą do hipermarketów, którymi otorbiło się miasto. Łatwiej dojechać, łatwiej zaparkować. W centrum Cieszyna kierowca kręci się i 20 minut.

Kupcy widują burmistrza na rynku. Chcieliby się pożalić, ale on nawet "dzień dobry" nie mówi.

Głęboka to główna aleja handlowa. Jeden z butików w najlepszym punkcie miasta ma Jola G.

- Strasznie dużo cekinów ma pani na wystawie.

- To ciuchy dla klientek z czeskiej strony. One mają trochę inny gust. Lubią świecidełka.

- A klientki z naszej?

- Co pan! Polki z Cieszyna kupują używane, w ciuchlandach."

Trudno mi się z tym zgodzić. Nasi bezdomni nie parkują wokół byłego PKS'u. Różne odczuwam emocje gdy myślę o Panu Burmistrzu, ale z całą mocą powiem tak; nigdy nie zachował się niegrzecznie, kłania się każdemu - nie ma takiej opcji aby nie odpowiedział na "dzień dobry". Sama kupuję w ciucholandzie, ale znam masę kobiet kupujących najdroższe kreacje i teraz już rozumiem czemu nie kupują ich na Głębokiej... Powyższy dialog tłumaczy to aż nadto - oferta jest skierowana do innych klientek...

A reszta tego tekstu? Częściowo to prawda, że mało jest alternatywnych rozrywek kulturalnych dla folkloru, sztuki religijnej i poważnej. Prawda, że straciliśmy znane nazwiska, bo osoby tworzące wizerunek miasta odeszły z Cieszyna. Pewnie w dużej mierze z powodu działań urzędników... Prawdą jest, że nadal straszy dziura po budynku PKS, a zabytkowy dworzec wali się. Sama o tym pisałam ale... Budowa węzła przesiadkowego ruszy niebawem i miejsce to będzie estetyczne i funkcjonalne. Mam także nadzieję, że inwestor, który miał stworzyć Galerię na miejscu PKS'u dogada się z miastem i inwestycja w końcu powstanie. 

A tak poważnie to jestem wściekła. Na koniec Galeria zdjęć z tego zapyziałego miasteczka bezprawia i syfu.

028a24122015

120a26122015

028a15122015

057a10012016

090a10012016

248a1612016

A to budynek przy Zamkowej 1:

052a10012016

Przyjechalibyście?

Marazm

missjonash

Zastanawiam się czy jeszcze jestem wstanie rozruszać to miejsce... Pewnie już nie, musiałabym pisać częściej, może nawet codziennie, ale nie mam na to czasu i siły. Muszę Was nieźle nudzić bo co i raz widzę "odlubienia' strony na Facebooku. Postaram się jednak raz jeszcze.

Ochotę i siły najczęściej odbiera mi niezrozumiałe odbijanie się od ścian. Choć teraz o wiele częściej rozumiem dlaczego nie potrafię trafić do kogoś, dlaczego nie jestem słyszana, a czasem nawet staję się niewidoczna. Nieszczęsne bycie "nie stela" nadal w Cieszynie jest ważne. U osób w moim wieku i starszych. Młodzi ludzie chyba już tego tak nie odczuwają. Z jednej strony rozumiem to: jest to budowanie tożsamości swojej małej ojczyzny, pielęgnowanie tradycji... Z drugiej strony coraz częściej brak już chęci żeby jeszcze raz spróbować zaprezentować swoje racje. A może to nie pochodzenie z dalekich stron ma znaczenie. Są jeszcze w Cieszynie mechanizmy, których do końca nie rozumiem. A może to nie tylko w Cieszynie, może tak jest zawsze. Do tej pory (a minęło już prawie 1,5 roku od wyborów samorządowych) spotykam się często z jadem, nienawiścią, wrogością skierowaną do byłych oponentów politycznych i wypowiedziami rodem jak z kampanii wyborczej. Są to komentarze w rozmowach prywatnych, komentarze pod artykułami w lokalnych portalach internetowych czy na blogach... Są osoby, które nadal śpiewają swoją pieśń jak gdyby dalej trwała walka o fotele. Zastanawiam się czy to redukcja dysonansu poznawczego, chęć usprawiedliwienia sobie tych okropnych słów, które padły wtedy... Może potrzebują uwierzyć, że rozprawiają się z kimś do gruntu złym... A może to już następna kampania wyborcza?

Posłużę się przykładem najbliższym mi i najlepiej znanym. Do tej pory nagminnie spotykam się ze stwierdzeniami, że organizacje społeczne żebrzą dla swoich obmierzłych korzyści, wyciągają ręce po wspólne pieniądze wyciągając je od miasta na nie wiadomo co... Wiecie jak się czuję za każdym razem kiedy to czytam i wiem, że napisał to niby światły człowiek? O to mi chodzi: ludziom nie da się wytłumaczyć, że np. moje poletko musi być obrabiane, bo nakazują to ustawy: O wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi i O przeciwdziałaniu narkomanii. Choćby nienawidzili "pijaków" i "ćpunów" jak imigrantów to punkty informacyjne czy konsultacyjne muszą być w każdym mieście powyżej 25 tysięcy mieszkańców.  Ktoś to musi robić i miasto zleca takie działanie organizacji pozarządowej jeśli nie realizuje tego samodzielnie. W Cieszynie akurat nie robi tego miasto tylko zleca. Nie wiem czy muszę jeszcze tłumaczyć czytelnikom tego bloga jak ważne jest oddziaływanie profilaktyczne i terapeutyczne dla nastolatków zagrożonych narkomanią oraz dla całych rodzin, w których jest alkoholizm. Ja wiem, że bardzo ważne. Ale co z tego kiedy niemal codziennie dowiaduję się, że robię jakieś głupoty, marnując pieniądze podatnika. Pogonić towarzystwo do roboty / kamieniołomów / sportu i będzie spokój, po co to leczyć... 

Inny przykład: mieszkańcy Cieszyna z okolic Błogocic od kilku lat (dokładnie to niedługo będzie 6 lat) próbują ustalić co dalej z ul. Błogocką, której końcowy odcinek spłyną po zboczu skarpy po powodzi w 2010 roku. Od tamtej pory jest tam nieestetyczne osuwisko. Pierwsze dwa lata miały trwać badania geologiczne. No a teraz mieszkańcu gromadzą tylko korespondencję, spotykają się z Burmistrzem i od dłuższego czasu trwa takie "nic się nie da zrobić"... Świadomość tego odbiera chęć do robienia czegokolwiek. Błogocice opiszę niedługo dokładnie, bo to jest kuriozum niesamowite...

Nawet nie wiecie jak podziwiam takie osoby jak Anna Dymna, które prą naprzód mimo przeciwności... Chciałabym tak potrafić...

"Wiara, nadzieja i miłość" na start

missjonash

Nie wiem czy uda mi się to napisać sprawnie i składnie. Na końcu z pewnością odeślę do tekstów źródłowych. Jest w dalekim Lublinie pewna rodzina bardzo mi bliska. Sprawdziłam: ludzie przyzwoici i warci zaufania niejaki Kneź, jego żona i dzieci. Otóż Kneź i Kneziowa Żona są związani miłością do Bułata Okudżawy z Festiwalem Piosenki Poetyckiej im. Bułata Okudżawy. Propagują, wspierają, reklamują. Uważam, że powinnam im pomóc pomagać.

Festiwal jak i w poprzednim roku boryka się z kłopotami finansowymi. Jeśli dobrze to zrozumiałam w zeszłym roku Ministerstwo wycofało się ze wsparcia organizacji koncertu i został od sfinansowany w całości ze składek miłośników piosenki poetyckiej a zwłaszcza twórczości Bułata Okudżawy. Z pewnością są tacy również tu na blogu. Jeśli możecie wesprzeć choćby najmniejszą kwotą to tu są wszelkie informacje:

Jeśli nie możecie finansowo to wspomóżcie reklamą, warto nagłośnić to wydarzenie kulturalne! 

Więcej informacji o historii organizacji tego koncertu na Kneziowisku: Blogi na scenę

Notki innych blogerów: Vulpian i jego tekst "O festiwalu, którego pewnie nie zobaczę"

,,WIARA, NADZIEJA, MIŁOŚĆ” FESTIWAL im. BUŁATA OKUDŻAWY- ZAGROŻONY" - Elżbiety

"Wchodzę w to" - Babci bez mohera

"O wyklepywaniu świata" - Wachmistrza

I grupa dotycząca organizacji Festiwalu na FB.

 ***

 Mżawka dodała ważne uzupełnienie więc je tu wklejam: "ważne żeby dodać, że w czasie koncertu zbierane są pieniądze na hospicjum. Kwota potrzebna na organizację to pieniądze bynajmniej nie na gaże dla artystów, a zwrot kosztów dojazdu czy skromny poczęstunek. Festiwal jest darmowy dla widzów, wśród których stoją artyści, którzy najpierw jak równi z równym dyskutują na temat sztuki by potem nagle zaskoczyć rozmówców i wejść na scenę i zagrać :)
Festiwal odbędzie się w Hajnówce i na niego pieniądze częściowo są, jednak po festiwalu robiono objazd po Polsce z takimi klimatycznymi koncertami, których z przyczyn finansowych może zabraknąć :)"

 

Zamkowa 1 - list do Burmistrza Cieszyna

missjonash

Szanowny Panie Burmistrzu!

Przyłączam się do próśb jakie płyną do Pana z różnych środowisk Cieszyna, aby nie podejmował Pan decyzji o wyburzeniu budynku przy ul. Zamkowej 1. List mój opublikuję na blogu, jestem bowiem cieszyńską blogerką od lat obserwującą i opisującą nasze miasto.

Budynek, o którym mowa jest wynajmowany 9 podmiotom, które nie tylko płacą za wynajem lokali, ale także dają wymierne korzyści miastu oferując solidną porcję kultury, opiekę nad dziećmi, prezentując działanie ekonomii społecznej w praktyce, oferując mieszkańcom najrozmaitsze usługi, promując i zachęcając do działalności społecznej itp.

Jedną z organizacji, która wynajmuje lokal w tym budynku jest "Krytyka Polityczna". Jest to marka znana w całej Europie. Wydaje mi się, że nie stać nas na pozbycie się lub przygaszenie kolejnej znanej marki. Cieszyn tego dłużej nie wytrzyma. Większość najbardziej rozpoznawalnych imprez, organizacji (a nawet niektóre znane i rozpoznawalne osoby) odeszła z naszego miasta. Każdego dnia można usłyszeć: "Cieszyn umiera", "W Cieszynie już nic się nie dzieje" od mieszkańców, którzy boleją nad upadkiem swojego miasta. Nie mnie oceniać czy tak jest, fakt, że zbyt mało jest ofert dla ludzi młodych, o gustach innych niż skupionych na folklorze, sztuce klasycznej czy religijnej. Pamiętajmy, że w każdym miejscu żyją ludzie o różnych potrzebach, ekspresji i gustach. Organizacje z Zamkowej 1 zaspokajały potrzeby kulturalne wielu osób. 

Ważnym argumentem za tym aby budynek został w swoim miejscu jest to, że nic w polityce nie jest pewne i dane na zawsze. Przekonaliśmy się o tym w Polsce w ostatnich miesiącach. Nie mam pełnej gwarancji, że pozostaniemy w Unii Europejskiej. A nawet będąc w UE nadal nie mamy pewności czy z powodu polityki imigracyjnej czy jakichś innych zawirowań nie zostaną ponownie powołane do życia granice wewnętrzne Unii Europejskiej (czasowo lub na stałe). Gdzie wtedy umieścimy Urząd Celny czy WOP?

Zburzenie budynku nie będzie kosztowało mało. To z pewnością solidna pozycja w budżecie miasta. Skoro i tak mamy cięcia we wszystkich dziedzinach funkcjonowania miasta (w tym na promocję Cieszyna) to czy warto wydawać olbrzymią sumę na wyburzenie funkcjonalnego budynku? I to takiego, w którym mieszczą się podmioty promujące miasto w okolicy i w świecie?

Na koniec: planowana ścieżka rowerowa i tak nie będzie w całym swym biegu sąsiadować bezpośrednio z Olzą. Po drugiej stronie ul. Zamkowej stoją bowiem również budynki: kamienica wraz z przylegającymi budynkami byłej Baltony. Czy nie lepiej zatem wyremontować budynek po byłym przejściu granicznym, uczynić go atrakcyjnym wizualnie? "Krytyka Polityczna" zaproponowała 3 warianty remontu budynku przy ul. Zamkowej 1. Któryś (być może po modyfikacji) będzie korzystny dla wszystkich. A może są jeszcze inne rozwiązania bez konieczności niszczenia tego miejsca.

Życząc podjęcia najlepszej dla Cieszyna i Cieszyniaków decyzji, łączę wyrazy szacunku:

Missjonash (www.missjonash.blox.pl)

***

Z ostatniej chwili: decyzji o wyburzeniu na razie nie będzie. Będzie albo decyzja Rady Miasta co do dalszych losów Zamkowej 1 albo konsultacje społeczne i głosowanie mieszkańców!!!

Spotkania

missjonash

Tak się to dziwnie plecie, że kiedy tracę wiarę i chęć do dalszego działania w interesie mojej społeczności czy szerzej w interesie potrzebujących, zaczynam być nieufna i mam ochotę się izolować ktoś mnie postawi do pionu i zreanimuje. Wczoraj kiedy wybiegłam na ograniczony czasowo plener fotograficzny spotkałam pewną Panią. Właściwie to Pani spotkała mnie, bo podeszła do statywu i zaczęła, jak gdyby nigdy nic, rozmowę. Zdarzyło Wam się kiedyś rozmawiać z kimś i wydało Wam się, że rozmawiacie z wierną kopią siebie samego? Tak było tym razem. Pani ma poglądy identyczne do mnie (przynajmniej w tych punktach, które poruszyłyśmy przez 30 minut rozmowy). To było takie ożywcze, takie kontra tego co dzieje się wokół mnie.  W zupełnej opozycji do ogólnej nieufności i pilnowania własnego nosa. Fakt, że ja bym nigdy nie podeszła do niej (bo gdy fotografuję to chciałabym być sama i mieć idealnie święty spokój) Dobrze więc, że ona podeszła do mnie. Przypomniały mi się te wszystkie opowieści o wzajemnej bliskości ludzi mieszkających w sąsiedztwie. Teraz raczej ludzie wolą przechodzić obok siebie wstydliwie odwracając oczy. Bojąc się relacji, bojąc się zagadać do obcych.

Kiedyś już pisałam, że ja w ogóle w życiu mam szczęście do dziwnych i znaczących spotkań (jedno opisywałam tu etapami a znajomość wtedy zawarta nadal istnieje i się rozwija). Pisałam także, że aparat wywiera magiczny wpływ na ludzi, albo chcą rozmawiać, albo chcą byś sfotografowani albo np. podwieźć. Dla samotnych - świetna sprawa na podryw :) Rozważcie to sobie :) Zawarta wczoraj znajomość z Panią będzie miała dalszy ciąg bo warto... Na marginesie: gdyby ktoś był ciekaw zdjęć to maniakalnie dodaję je na stronie fotograficznej na portalu FB. Tu jest link. Zapraszam :)

Dziś kolejne spotkanie: na przystanku autobusowym, dziś gdy czekałam na przejazd do Ustronia nawiązał ze mną rozmowę pewien Pan. Pan potrzebował informacji czy dojedzie tam gdzie mu trzeba akurat tym autobusem a nie innym. Potem rozmawialiśmy o fotografii (patrz wyżej), a potem o innych rzeczach. I nic niezwykłego by nie było w tej interakcji gdyby nie to, że Pan był z Ukrainy. Mówiliśmy każde w swoim języku, bo gdy mam coś powiedzieć w obcym języku to wpadam w panikę, ale każde z nas rozumiało o co chodzi. Pan się wielu rzeczom dziwił, bo u niego inaczej, ale rozmawiało nam się dobrze... I wiem, że teraz uznacie mnie za świra, ale w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać dlaczego niektórzy zamiast brać innych takimi jacy są zaczynają wyszukiwać w nich coś co można znienawidzić, sięgają do najtrudniejszych kart historii, obrażają... Czy powinnam mu była splunąć pod nogi, albo powiedzieć, że z banderowacami nie gadam i że policzymy się za rzeź Wołyńską... Powiedzcie mi dlaczego tak jest, że musimy każdego zaszufladkować (najlepiej wrogo) i izolować się tylko w swojej grupie, a do innych odnosić się co najwyżej obojętnie. Dzieci takie nie są. Małe dzieci bawią się z każdym, nie przeszkadzają im różnice... Jezus mówił, że musimy stać się jak dzieci aby wejść do Królestwa Niebieskiego. To o to chodzi? O tę ufność, o akceptację innych ludzi? Niezależnie od tego w co ja wierzę, w Ewangeliach jest dużo wskazówek psychologicznych jak stać się szczęśliwym człowiekiem. Czasami o tym mówią nam przypadkowe spotkania... To też było ciekawe, choć przelotne i jednorazowe.

 

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci