Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Nie pocieszajcie się, że to TYLKO homofobia

missjonash

082a1

Kacper nie miał gdzie się schować, więc uciekł prześladowcom do grobu. Od kilku dni ludzi komentują sprawę samobójczej śmierci czternastoletniego chłopca, który był wyzywany i dręczony za to, że ubiera się inaczej niż rówieśnicy. Był wyzywany od pedałów i grożono mu pobiciem za inną orientację seksualną. Przeczytałam wczoraj, że problemem jest homofobia, rasizm, ksenofobia i wszystko to co jest nakręcane od lat: lęk przed innymi. Ale nie mamy się co pocieszać, że zdiagnozowaliśmy problem i już wiemy co się stało i kto zawinił. Dziecko czy nastolatek może być prześladowany za swoją inność z dowolnego powodu. Od jakiegoś czasu mówi się o zjawisku społecznym nazywanym bullying (za moich czasów nazywało się to przemoc rówieśnicza). Jest to dręczenie psychiczne i fizyczne danego ucznia przez swoich rówieśników. Ma na celu zastraszenie i wykluczenie z grona rówieśniczego. 

Bullying rozwija się najczęściej fazowo. Agresor wyszukuje w grupie potencjalną ofiarę i zaczepia ją (np. wyzywając i znęcając się słownie) - sprawdza jak zareaguje na atak. Jeżeli ofiara jest bierna i nie reaguje w zdecydowany sposób, skutecznie się broniąc, agresor posuwa się coraz dalej i dalej.  Kolejna faza rozwoju takiej przemocy utwierdza ofiarę w poczuciu bycia nic nie wartym, czasem nawet - zasługującym na złe traktowanie. Prześladowany uczeń czuje się gorszy od innych, zamyka się w sobie oraz izoluje od grupy. Najczęściej siedzi sam w ławce, nie zabiera głosu podczas lekcji, nie spędza czasu z rówieśnikami. Reszta klasy może izolować się od doznającego przemocy kolegi, aby samemu nie dostać się na celownik sprawcy (sprawców). 

Ofiarą bullyingu najczęściej staje się uczeń słaby psychicznie, nieśmiały lub „inny” w porównaniu z rówieśnikami. Przyczyną tej inności może być praktycznie wszystko – kolor włosów, oczu, wzrost, tusza, styl ubierania, sposób mówienia, pochodzenie, noszenie okularów czy aparatu, inne wyznanie itp. Ofiarami są najczęściej prymusi, „niezdary klasowe”, dzieci o małej sprawności fizycznej, jąkające się, ciche, wycofane, które nie potrafią się same obronić przed prześladowcą. Prześladowcą jest najczęściej uczeń silniejszy psychicznie oraz fizycznie w stosunku do swoich ofiar. Agresor dążący do całkowitej dominacji najczęściej jest pełen kompleksów. Stosując przemoc rekompensuje własne braki, odreagowuje problemy rodzinne i osobiste (przemoc w domu, alkoholizm rodziców, trudne relacje z rodzicami itp.), a nawet brak uzdolnień, których zazdrości innym. Osoba prześladowana może zaprzestać chodzenia do szkoły, wiedząc nawet, że skończy się to w sądzie rodzinnym, może symulować choroby lub się rozchorować naprawdę, może wreszcie umrzeć...

Jednym ze sposobów dokuczania kolegom jest faktycznie wyzywanie ich od gejów. Ostatnio mój Zajączek powiedział to słowo w gniewie. Spytałam co to znaczy. Powiedział, że to najgorsza z możliwych obelg i straszne przekleństwo... Długo trwało zanim mu wytłumaczyłam co to znaczy gej i że nie jest to przekleństwo i że nie wolno nigdy takich słów traktować jak obelgi. No ale gdzieś to usłyszał, gdzieś to funkcjonuje. Coraz bardziej się boję, że jesteśmy na drodze, z której nie ma powrotu.

Bardzo żal mi Kacpra, Dominika, Kamila (czternastolatków, którzy w ciągu ostatnich 2 lat popełnili samobójstwo na skutek prześladowań) i wszystkich innych, których nie znam z imienia. Rany ze szkoły, napiętnowanie i szykany zostają na zawsze w sercu w postaci blizny. kilka tygodni temu czytałam artykuł o kobiecie, która odpisała na zaproszenie na zjazd absolwentów, że nie przyjedzie bo do  tej pory nie poradziła sobie z inwektywami, krzywdami i odtrąceniem jakich doznała w klasie. A minęło 30 lat od końca szkoły... Mam koleżankę, która czuje tak samo, dla której kontakt z kolegami ze szkoły nawet na portalach społecznościowych nie jest przyjemnością a kolejną traumą...

Kilka dni temu toczyłam dyskusję z Mżawką i Kneziem o tym kto odpowiada za wychowanie w szkole. Mam w sobie wiele gniewu na nauczycieli w obydwu gimnazjach, do których chodził Kacper. Nie mieli prawa nie widzieć. Ale zdecydowanie więcej gniewu mam do rodziców tych prześladowców, że nie nauczyli ich tolerancji dla innych, bo może sami jej w sobie nie mają. Jak dziecko ma zaakceptować inność kolegi, gdy w domu słyszy najgorsze słowa na "pedałów", gdy ktoś opowiada że ci dwaj, który zakatowali na śmierć Jima Reevesa to właściwie dobrze zrobili, bo "cioty" powinno się gwałcić. Jeśli nie zaczniemy od siebie zmiany to i młodzi ludzie będą coraz bardziej naładowani wrogością do wszelkiej inności.

Szok! Czternastoletnia Nikola zmarła po marihuanie...

missjonash

Czytaliście takie nagłówki? Po pierwsze niesamowicie mnie irytuje to w jaki sposób tworzy się nagłówki artykułów. Mam wrażenie, że chodzi tylko i wyłącznie o klikalność. Pytanie czy przy merytorycznym i sensownym tytule będzie mniejsze zainteresowanie jego treścią? Ale do rzeczy:

Nikola zmarła, bo skusiła się na swojego pierwszego w życiu jointa. Dała się namówić, koledzy poczęstowali. Miało być tak pięknie, wesoło i kolorowo. Wakacje to okres najczęstszej inicjacji nastolatków w wieku 13 - 15 lat. Nikola miała 14. Pasuje? Ale nastolatka zamiast śmiać się jak norka poczuła się bardzo źle. Tak źle, że koledzy wezwali karetkę. Ale od marihuany się nie umiera, nieprawdaż? Dlatego też dyspozytor zlekceważył młodzież i karetki nie przysłał. Przecież trawa jest zdrowa, dobra i naturalna i nikt po niej nie może umrzeć. Ale Nikola umarła. Bo nie zapaliła trawy, albo inaczej: to nie była tylko trawa. Przyjęła jakiś dopalacz, jest mózg uległ śmiertelnemu zatruciu. A dyspozytor nie jest od wierzenia na słowo nastolatkom, że mają pełną wiedzę co takiego wykurzyli. Bo nigdy nie mogą mieć tej pewności. Tak jak na moim terenie mam nadzieję, że wszyscy wiedzą, że trawa jest tuningowana i to porządnie. Tylko skończony naiwniak może wierzyć dilerowi, co do składu narkotyku. Dlaczego? Jeśli jest pośrednikiem sam może nie wiedzieć co jest w składzie, jeśli zaś jest producentem, jest duża szansa, że dąży do maksymalizacji zysków na różne sposoby. Po pierwsze narkotyki wziewne mogą mieć (i mają) w składzie tłuczone szkło, po drugie narkotyki mogą mieć (i mają) domieszki innych substancji aby zwiększać wagę produktu: może to być wszystko od mąki, poprzez substancje szkodliwe i niebezpieczna jak np. nawozy sztuczne czy nawet trutki na szczury. Po trzecie narkotyki często są chrzczone innymi narkotykami, aby jak najszybciej uzależnić klientów. Liczy się zysk!

Załóżmy jednak na chwilę, że wypaliła czystą jak śnieg marihuanę. Czy mogła jej zaszkodzić? Osobiście uważam, że mogłaby. Dlaczego? Każdy z nas jest inny. I chyba wszyscy zgadzamy się, że trans-Δ9-tetrahydrokannabinol jest substancją psychoaktywną. Jak podziała na danego człowieka zależy od wielu czynników: od nastawienia psychicznego przed przyjęciem, od rodzaju i stanu Ośrodkowego Układu Nerwowego oraz od stężenia THC. Pamiętajmy, że nawet alkohol u osoby nieuzależnionej i pijącej rzadko może spowodować upojenie patologiczne z objawami jak przy psychozie. Tak może stać się przy przyjęciu dowolnej substancji psychoaktywnej.

Należy o tym wszystkim rozmawiać z dziećmi, z nastolatkami i ich rodzicami. Ciekawość różnych doznań jest naturalna u młodych ludzi, ale nie za każdą cenę. Nikola chciała tylko zobaczyć jak to jest i zapłaciła tę za wysoką cenę. Nie każde doświadczenie jest tego warte. Pozostaje żal i smutek, bo nastolatki w to wszystko nie wierzą, myślą, że ich nic złego nie spotka. A takich zgonów rocznie jest więcej.

Magiczna moc słów

missjonash

Jak zwykle przeoczyłam kolejną rocznicę bloga. Tak około południa 13 lipca Missjonash skończyła 7 lat. Ale do rzeczy.

Opowiedziałam się po jednej ze stron konfliktu, jestem z protestującymi... Zależy mi jednak żeby to był protest pokojowy, hippisowski wręcz. Wiem, jestem pewna, że słowa mają moc, mogą zarazić szybciej niż wirus albo przynieść spokój i ukojenie równie błyskawicznie. Dajemy się nakręcać. Strona opowiadająca się za partią rządzącą składa się w dużej mierze z osób, które już nas oceniły, odczłowieczyły, uznały za wrogów: głupków lub sprzedawczyków. W oczach wielu ludzi jestem pewnie kanalią, zdrajcą, ubecką wdową czy jak to tam było... Łatwiej mnie, nas nie lubić, może nawet łatwiej będzie się w przyszłości szkolić w strzelaniu mając w wyobraźni nasze twarze tarczach strzeleckich. Oby nigdy do tego nie doszło...

A my co robimy? Tak, my bo biję się w piersi, że i jak tak mówię w gronie najbliższych (postaram się już tego nie robić). Mam zamiar nauczyć się mówić prezydent Andrzej Duda, a nie Adrian, długopis, marionetka. Tak wiem, nic szczególnie w tym złego, to nie wyzwiska, prawda? A jednak to taka inteligencka złośliwa jadowitość, może nawet poczucie wyższości? Nie chcę tak. To człowiek, który sprawuje urząd prezydenta, mój polityczny oponent. Tylko tyle. To prawnik, mąż, ojciec, zięć, szwagier. Gdy tak myślę nie czuję wyższości. Jest mi smutno, że mamy kompletnie odmienną wizję świata, ale go nie ośmieszam i nie odczłowieczam...

Jarosław Kaczyński nie jest wariatem, idiotą, furiatem, debilem, pojebem jak można usłyszeć niemal wszędzie dookoła. Jest politykiem, człowiekiem jednej idei, sprawnym (bardzo sprawnym) socjotechnikiem. Jak każdy z nas czasami nie panuje nad nerwami. Możliwe, że jest złym człowiekiem (nie wiem na pewno, bo go nie znam osobiście, mogę wnioskować tylko z tego co widzę w mediach). Sądząc z opisów jest troskliwym stryjecznym dziadkiem, osobą nieobytą w nowinkach technicznych, nie umie osobiście zadbać o siebie - inni robią to za niego i kocha zwierzęta (przynajmniej te domowe). Jest politycznym przeciwnikiem i sądząc po wypowiedziach, być może potraktowałby mnie jak wroga (takiego prawdziwego na śmierć i życie). Gdy poddajemy się silnej presji nazwania przeciwnika politycznego wrogiem, zaczynamy niemal automatycznie używać słów deprecjonujących oponenta. Robimy tym krzywdę sobie (nienawiść zmienia człowieka, wykrzywia, go, pozwala przekraczać kolejne granice i wyłączać kolejne hamulce), ale robimy też krzywdę innym. Oddalamy się od przyjaciół, członków rodziny, znajomych, którzy są z PiS czyli straty ponosimy i oni i my. No i używając bez zahamowań tych wszystkich stygmatyzujących słów krzywdzimy postronne osoby np. z upośledzeniem intelektualnym i schorzeniami psychicznymi.

Wiem, jak zawsze mi powiecie, że to ich wina, oni zaczęli, oni powinni przestać. Po którejkolwiek stronie byście nie stali (są tu - o ile jeszcze są - czytelnicy z obu stron barykady), uznacie, że to tamci są winni, to tamci mają przestać. W zakresie stanowionego prawa, tak, zgadzam się z Wami to tamci mają przestać, ale w jeśli chodzi o wypowiadane słowa i to jak podchodzimy do rozmówcy - oponenta mamy władzę być cyniczni, złośliwi, obraźliwi, nienawistni i napastliwi, albo merytoryczni, spokojni i życzliwi (dopóki nie musimy się bronić przed agresją i chamstwem). 

Dowiem się pewnie, że Soros mnie opłacił, stosuję socjotechnikę, że jestem idiotką, pięknoduchem lub symetrystką... No co mam zrobić, nie umiem inaczej. Będę na tych demonstracjach, ale nie usłyszycie ode mnie "Adrian podpisz", wolę: "wolność, równość, domokracja". Mam zamiar zadbać o własną higienę języka i dalsze praktykowanie zwyciężanie złej rzeczywistości dobrymi uczynkami. Pomożecie?

Antykoncepcja awaryjna w Czechach

missjonash

Oj dawno nie pisałam. Dziś za to temat na czasie.

Sejm przegłosował sprzedaż wszystkich środków hormonalnych na receptę, w tym tzw. antykoncepcji awaryjnej. W Polsce jedynym preparatem dostępnym bez recepty przez kilkanaście miesięcy był EllaOne. Tu ważna uwaga: wolę to zamieścić na początku, bo do końca postu nie wszyscy zostają. Ten preparat nie jest środkiem poronnym. Skład EllaOne jest tak skonstruowany, że nie dopuszcza do owulacji przez kilka dni, a tym samym redukuje możliwość zajścia w ciążę w przypadku niezabezpieczonego seksu. Jeśli jednak doszło do zapłodnienia nie szkodzi ciąży (tu link do ulotki). Skuteczność tym większa im szybciej od zapłodnienia połknie się pigułkę (maksymalnie 98%).

 lekarna1

Wiedząc już, że prawo Polskie zostało ponownie zmienione i jedyny dostępny dotychczas lek znowu będzie na receptę, z ciekawości weszłam do apteki w Czeskim Cieszynie (LÉKÁRNA AGEL Český Těšín - Hlavní třída 34). Zapytałam pani farmaceutki czy mogę kupić EllaOne. Dowiedziałam się, że może zostaćdla mnie zamówiona na dziś po południu. Zaczęłyśmy rozmawiać. Dowiedziałam się, że antykoncepcja awaryjna w Republice Czeskiej jest dostępna bez recepty stosunkowo niedawno (jeśli dobrze zrozumiałam 3 lata). Dostępne są trzy środki: EllaOne, Escapelle i jakiś trzeci środek, o którym pani powiedziała, że nie poleca i w ogóle nie ma o czym mówić (hmmm ciekawe dlaczego, ale jednak bariera językowa nie pozwoliła mi drążyć tematu dokładniej). Escapelle jest dostępne od ręki, w każdej chwili, gdyż trzeba je zażyć do 72 godzin po stosunku bez zabezpieczenia. Ten preparat działa trojako: nie dopuszcza do wydostania się komórki jajowej (opóźnia owulację), utrudnia zapłodnienie uwolnionej komórki oraz nie dopuszcza do zagnieżdżenia zapłodnionej komórki jajowej (link do ulotki tutaj). Skuteczność około 84%. Porozmawiałyśmy, że wcześniej w Czechach też trzeba było okazać dowód, że ma się powyżej 16 roku życia i sprzedać te preparaty mógł tylko magister farmacji. Dowiedziałam się również, że pacjentka otrzymuje informację o tym, że nie powinno się użyć takich środków w tym samym cyklu, a najlepiej nie częściej niż raz w roku. Pani powiedziała mi, że przed wprowadzeniem EllaOne bez recepty mieli dużo klientów z Polski i że teraz też spodziewają się zwiększenia obrotów tym asortymentem. Aha jeszcze kwestia ceny. Escapelle kosztuje w Czechach (przynajmniej w tej aptece) 465 koron czyli 73, 40 zł - w Polsce na receptę kosztuje od 35 do 65 zł. ElleOne w Czechach 500 koron czyli około 79 zł, a w Polsce około 100 zł.

Innymi słowy Polki mieszkające blisko niektórych granic Polski sobie poradzą, inne mające wiedzę i swobodny dostęp do internetu też dadzą radę zapobiec niezaplanowanej ciąży. Pozostałe muszą ewentualnie zdobyć receptę. I tu wszystko zależy od nastawienia lekarza...

 

Niebieski wieloryb

missjonash

Od kilku tygodni po sieci krąży przerażająca informacja o niebezpiecznej zabawie nastolatków polegającej na wypełnianiu 50 zadań, w którym pierwsze polegają na samookaleczaniu, a ostatnie to popełnienie samobójstwa. Drugi podobny news to informacja także pochodząca z Rosji, że małe dzieci są namawiane przez nieznanego szaleńca do zabawy w "ognistą wróżkę" czy coś podobnego. Małe dziecko namówione przez swojego rozmówcę z internetu ma za zadanie rozkręcić w nocy wszystkie palniki gazu dzięki czemu stanie się rano wróżką z mocą ognia. Niezależnie czy jest to prawda czy nie (a mam wątpliwości i wydaje mi się, że to fałszywka) najbardziej niebezpieczne jest udostępnianie tych artykułów i posyłanie ich coraz dalej. Zamiast "szerować" tego rodzaju niesprawdzone informacje wskazane byłoby porozmawiania ze swoimi dziećmi na ten temat. 

Z małymi dziećmi należy porozmawiać o bezpieczeństwie w sieci, o nieznajomych (i o gazie - jak działa, co się stanie kiedy się go rozkręci na całą noc itp. i całym domowym BHP), a ze starszymi również o bezpieczeństwie kontaktów z nieznajomymi w sieci, ale przede wszystkim o ich sprawach i samopoczuciu. No i zamiast epatować wszystkich wykrytymi grupami na portalach społecznościowych należałoby po prostu być ze swoim dzieckiem, obserwować je aby dostrzec ewentualne objawy depresji czy niebezpiecznych fascynacji. No i oczywiście w pierwszej kolejności należy zastosować kontrolę rodzicielską na komputerze swojego dziecka. Więcej na ten temat było w notce "W sieci". Polecam uwadze - to akurat warto rozpowszechniać :)

Niczemu dobremu nie służy rozprowadzanie m. in wśród młodzieży informacji o takich "zabawach". Dzięki hashtagom wiedza o tym dociera do coraz większej ilości ludzi, w tym niezrównoważonych. Jakoś czuję przez skórę, że w tej nowinie maczali palce karaluszanie lub podobne stwory z "darknetu". Nie wiem czy karachan nadal działa, ale z pewnością są inne miejsca w czarnym internecie, gdzie trolle wymyślają różne akcje skierowane przeciwko konkretnym osobom czy grupom osób. Ludzie z miejsc takich jak karaczan (nie wchodźcie na tę stronę, bo można dostać zawału po komunikacie, że prokuratura ma Wasze dane w związku z przechowywaniem pornografii dziecięcej) mają największą uciechę, gdy wywołają u zwykłych ludzi tzw. "ból dupy" czy okazywanie emocji zgrozy, szoku i lęku w związku z czymś zachowaniem (tu akurat  w związku z postępowaniem maniakalnych instruktorów sugerujących dzieciom samobójstwo lub wysadzenie domu w powietrze). Nie upieram się, że to na pewno fikcja, ale z tego co pamiętam wiele akcji w darknecie miało powiązania z Rosją, a tu też mamy do czynienia z historiami z Rosji właśnie. 

Podsumowując nie lepiej tego nie udostępniać, zamiast tego przyglądać się uważnie swoim dzieciom, spędzać z nimi dużo czasu, otaczać wsparciem i rozmawiać o problemach.

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci