Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Chudszy i chudszy

missjonash

Do tej pory nie poruszałam tego tematu. Aż się sobie dziwię bo to jest prawdziwy społeczny problem i to bardzo złożony i wielowymiarowy. Waga a zdrowie psychiczne i fizyczne. Otóż nadszedł dzień (a było to na początku roku, ale tradycyjnie nie na samiuśkim początku bo postanowień noworocznych z zasady nie dotrzymuję) kiedy postanowiłam zacząć się odchudzać. Nie z powodu urody i samooceny. Gdyby o to chodziło nie miałabym tyle siły i samozaparcia. Powód jest poważniejszy. Oto zaczął mi już całkiem dokuczać kręgosłup, który nie jest zdrowy (i nigdy nie był). Miałam coraz większe trudności z chodzeniem bo ucisk na nerw kulszowy powodował silny ból w nodze (najdotkliwszy w pięcie). Chwilami ból był taki jakby mi ktoś przy każdym kroku wbijał nóż. Ponieważ chodzę wiele kilometrów dziennie i nie wyobrażam sobie innego życia wpadłam w panikę. Muszę chodzić: mam dzieci, za którymi trzeba biegać, mam zdjęcia i piesze wędrówki do wykonania... No i zaczęłam dietę MŻ. Do dnia dzisiejszego schudłam 6 kilo a noga choć odczuwana podczas chodzenia już nie szaleje. Niestety to jeszcze nie koniec. Jeśli chcę być miłosierna dla kręgosłupa to muszę schudnąć jeszcze z 10 kilo. Kości zostały rzucone. Napisałam to publicznie. Głupio będzie teraz nie dotrzymać :) To jeden z trików, który pomaga w podtrzymaniu podjętej decyzji np. o rzuceniu palenia: opowiedzieć każdemu. Potem jest trudniej znowu zapalić narażając się na drwiny (lub dopytywanie) otoczenia.

Ta prywata posłuży jako początek rozważania nad problemem tuszy. Zbytnie obciążenie organizmu niesie za sobą ryzyko chorób, mniejszej wydolności i sprawności (choć nie jest to regułą). Mogą pojawić się problemy z ciśnieniem, cukrzycą, zwyrodnieniem kręgosłupa, dolegliwościami bólowymi itp. itd. 

Największy problem jest w momencie gdy oprócz nadwagi człowiek dotkliwie się nią przejmuje i zaczyna się wstydzić swojego ciała. Otoczenie bardzo często mu w tym pomaga zawstydzając go, odrzucając, wytykając. Wystarczy poczytać komentarze pod dowolnym zdjęciem gwiazdy filmowej aby dowiedzieć się, że jest grubą świnią (nawet jeśli jest szczupła). Współczesny kanon urody to bardzo, bardzo szczupła kobieta. Jest on zaszczepiany już malutkim dzieciom za pomocą kreskówek i tego co mówią rodzice. Nienaturalnie wychudzone i wydłużone postacie występują w wielu bajkach zwłaszcza japońskich. I nie chcecie wiedzieć jakie dzieci nazywane są przez rówieśników "grubas'. Normalne, o prawidłowej wadze, w granicach 50 centyla są uważane za tłuste. A, że dzieci same nie wpadają na takie pomysły to raczej jest to zasługa ich rodziców. Dużo ludzi ma skrajnie negatywny stosunek do osób nieco grubszych. Czasem jest to wynik własnej otyłości w przeszłości i efektu neofity.

Jeśli dziecko dostanie się pod pręgierz rówieśników zaczynają się stopniowo problemy, niechęć do ćwiczenia na WF (i pokazywania tłustego ciała) a co za tym idzie może dojść rzeczywiście do powstania nadwagi. Jeszcze gorzej jeśli dziecko faktycznie jest otyłe. Epitety kolegów i konfrontacja z okładkami pism (zwłaszcza w okresie dojrzewania) dokonują działa. Pojawiają się kompleksy i cierpienie. Czasem zajadane co nakręca spiralę. Rzadko kiedy we współczesnym świecie można spotkać osobę z nadwagą czy otyłością, która jest z siebie zadowolona.

Najgłupsze jest to, że współczesny ideał kobiecości jest nieosiągalny dla zdecydowanej większości normalnie zbudowanych kobiet. Okazuje się, że nawet modelki promujące taki wizerunek kobiety wcale nie wyglądają tak jak my to widzimy. Zdjęcia z pism są skrajnie wypaczone i wyretuszowane. Bo jednak zdecydowana większość bioder, pośladków i biustów nie jest w stanie zaniku tylko w naturalnych rozmiarach.  

Zazwyczaj wyznaję filozofię złotego środka. W tej sprawie też. Myślę, że należy przestać się przejmować zewnętrznymi modami i kanonami, jednocześnie pilnując swojego zdrowia i samopoczucia. 

***

Na koniec optymistyczne początki wiosny:

Przylaszczka pospolita (Heptica nobilis)

099a1315

Seksting

missjonash

Od 10 lutego trwa kampania społeczna "Myślę, więc nie ślę" przygotowana przez Fundację Dzieci Niczyje. Dotyczy sekstingu czyli wysłania swoich nagich lub niemal nagich zdjęć przez nastolatki swoim znajomym. Ma na celu uświadomienie nastolatkom z czym wiąże się wysłanie takiego zdjęcia swojemu chłopakowi / dziewczynie czy koleżance. Kampania ta spotkała się z duża ilością komentarzy negatywnych. Bodaj pierwszy raz widzę tyle krytyki pod adresem FDN. 

Spotkałam się z całymi artykułami poświęconymi tej kampanii. Np. na blogu Szprotest jest cała notka pt.: "Ufam, więc ślę". Autorka stwierdza, że kampania stygmatyzuje ofiarę, że takie rozbierane fotki to normalne zachowanie zakochanych, flirtujących nastolatek i nikt nie ma prawa nazywać głupią (bo nie myślącą) nastolatki, która swoje fotki wysyła ukochanemu. To po jego stronie leży zachowanie zdjęcia dla siebie i to on jest winny jego opublikowania. No tak tylko blogerka oparła swoje przemyślenia jedynie na tym 31 sekundowym spocie reklamującym główny film kampanii:


Aby wypowiadać się o całości problemu i tego jak przedstawia go FDN należałoby najpierw zobaczyć cały film pt.: "Na zawsze".

Autorka notki (i wielu innych krytyków tej kampanii) nie zna scenariusza i choć piętnuje stereotypowe myślenia sama mu uległa. Bo w filmie jest pokazane zupełnie coś innego niż to wydaje się być w zajawce. W tym spocie widać jak zdjęcie wysłane chłopakowi zaczyna krążyć w sieci powodując coraz większy kryzys psychiczny Julki. Z filmu natomiast dowiadujemy się, że to nie jej chłopak rozesłał zdjęcie a na dodatek, że Julka sama też jest agresorem, a nie tylko ofiarą. Uważam, że ta kampania pokazuje problem w dosadny i sposób. Niestety tak się dzieje. Najgorsze, że raz puszczone w ruch zdjęcie może krążyć w nieskończoność w sieci. Nie da się go usunąć, zawsze może wrócić jak zły sen. Od tego nie da się uciec do innego miasta... Autorzy kampanii nie mają na celu pokazywać, że nastolatki są głupie. Przecież faktycznie często wysyłają zdjęcia w dobrej wierze do ukochanej osoby. I jasne jest to, że winnym krzywdzenia i nękania jest ten kto zdjęcia posyła w świat i publikuje tak aby ośmieszyć. Ale jak usłyszałam: co jej z tego, że jest niewinna, że jest ofiarą jeśli rozpoczął się proces, którego nie da się już zatrzymać. I to jej krzywda. I teraz w pełni się zgadzam, że czymś innym jest obarczać odpowiedzialnością ofiarę, a czym innym ostrzegać przed niebezpieczeństwami, które można samemu sobie zafundować. Przed pedofilami też ostrzegamy dzieci mówiąc im o zdrowej nieufności. Tu też się przydaje.

Dla piętnastoletniej dziewczyny fala hejtu internetowego to największa tragedia. Trzeba pamiętać, że dla nastolatków popularność w sieci (fame - "fejm") jest teraz czymś niebywale ważnym. Ilość polubień pod zdjęciem profilowym może wbić w depresję. A taka odwrócona popularność to już łatwy przyczynek do samobójstwa. Z dziećmi trzeba o tym rozmawiać i film "Na zawsze" obejrzany razem jest świetnym pretekstem. Polecam!

 

Same straty

missjonash

Pisząc notkę o meandrach biurokracji zahaczyłam o temat alimentów, funduszu alimentacyjnego oraz dłużnika alimentacyjnego. Zaczęłam się też zastanawiać nad tym problemem głębiej.

Osoba, która uporczywie nie łoży na swoje dzieci prędzej czy później może spodziewać się kłopotów z prawem. Drugi rodzic najczęściej stara się wtedy o świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego. A dług rośnie na koncie niepłacącego rodzica. Jeśli ma dochód to komornik ściąga zadłużenie (wraz z odsetkami i swoim wynagrodzeniem) bezpośrednio z pensji, renty, emerytury itp. A jeśli nie ma dochodu (pracuje na czarno aby uniknąć spłaty zadłużenia) dług rośnie i się kumuluje. Jeśli zadłużenie jest uporczywe a żadne kwoty nie wpływają na poczet zadłużenia sprawa może zakończyć się w sądzie wyrokiem skazującym na pozbawienie wolności np. na rok. A jeśli już raz się karę odbędzie, to ponowna sprawa sądowa dotycząca alimentów jest już skazywaniem recydywisty. I ponownie raczej trafia się do więzienia. Można tak kilka razy w życiu. W tej chwili wyroki za uchylanie się łożenia na dzieci odsiaduje w Polsce nieznana mi ilość ludzi (tacy z pewnością istnieją) ale trudno znaleźć jakieś sensowne statystyki. W latach 1985 - 1988 było to około 16 tysięcy ludzi w każdym roku. Jedyne co można znaleźć w statystykach to informację, że wyrok z art 209 KK jest jednym z częściej zasądzanych (z tym, że tam jest szerszy wybór kar niż tylko osadzenie w ZK). 

Niezależnie od tego ile osób odsiaduje wyroki ja znam kilka, które już odsiedziały takie po kilka razy. I moje pytanie brzmi: jaki jest sens zasądzania takiej kary? Straty ponosi budżet państwa czyli my, bo za każdy miesiąc pobytu delikwenta w ZK idzie na jego utrzymanie ponad 2400 zł. Dług alimentacyjny nie znika, bo zdecydowana większość więźniów nie pracuje. Dzieci też nic na tym nie zyskują: nie mają ani pieniędzy ani rodzica (niektórzy mimo niepłacenia utrzymują kontakt z rodziną). Oczywiście odpowiedzialność musi być. Kara też. Skoro już ktoś sam się nie poczuwa do utrzymywania swoich dzieci to jakoś należy to wyegzekwować. Ale nie wysyłając człowieka na darmowe wczasy (do których i tak w dużej liczbie przypadków jest przyzwyczajony). Niech już ktoś miał cokolwiek z tego. Czyli prace społeczne albo coś w tym stylu. Aż trudno uwierzyć jak dużo pieniędzy marnujemy. A podobno jest tak trudno z planowaniem budżetu. Za mało środków za dużo wydatków. Jasne. Zwłaszcza jeśli duża część tych wydatków nie ma sensu

Od dwóch lat mówi się o tym, że "alimenciarze" znikną z zakładów karnych. Ale nie zniknęli.

Na poprawienie nastroju: wiosna :))

043a24215

Miszmasz

missjonash

Dziś zgodnie z obietnicą coś lżejszego. I nie jeden temat tylko kilka: taki miszmasz :))

1. Po zakończeniu etapu głosowania przestałam się interesować losami konkursu Blog Roku 2014. I czasu nie ma za dużo i pierwsze miejsce w mojej kategorii zniesmaczyło mnie niepomiernie. Raz czy dwa zastanawiałam się tylko jako to będzie z jurorowaniem przez Kamila Durczoka w kategorii Życie i społeczeństwo. I zupełnie niechcący odkryłam, że juror się zmienił. Czy to z powodu kłopotów zdrowotnych pana Durczoka, czy też z powodu całej atmosfery jurorem został ktoś inny. Ale tej informacji nie ma ani na stronie głównej konkursu ani na jego stronie w portalu społecznościowym. Myślę, że warto byłoby o tym powiedzieć.

2. Jakiś czas temu pisałam o biurokratycznych problemach współczesnego petenta. Notka "Meandry biurokracji" dotyczyła niezgodności Ustawy o NIP z Rozporządzeniem Ministra Pracy i Polityki Społecznej w sprawie wzoru wywiadów alimentacyjnych dla dłużników alimentacyjnych. Przy okazji śledztwa w tej sprawie okryłam stare Rozporządzenie na stronie internetowej ministerstwa. Kilka dni temu zauważyłam, że pierwszym skutkiem mojej interwencji było zamieszczenia na stronie MPiPS aktualnego rozporządzenia. I tyle. Odpowiedzi na mojego emaila nie dostałam nadal. Poczekam do 30 dni i zobaczymy co dalej.

3. W bocznej szpalcie tego bloga odkryjecie link do bloga Marzateli: "Jak związać koniec z końcem". Pomysł bardzo mi się podoba i jest jak najbardziej na czasie. Znajdziecie tam porady na temat jak oszczędzać, jak sobie ułatwiać życie w sprawach urzędowych i nie tylko itp. Polecam. Ostatnio znalazłam inny nowy blog na podobny temat. "Małpi biznes" porusza tematykę zarabiania, oszczędzania i finansów dla laików. Nie pomija także ważnych tematów społecznych. Jak dla mnie to obiecujące odkrycie. Polecam :))

4. Od zmiany szablonu na obecny minął miesiąc. I wiecie co odkryłam? Jest zasadnicza i spektakularna zmiana w podejściu czytelników do bloga. Analizując statystyki odkryłam niespodziankę. Oto ze średnie około 70% odrzuceń w chwili obecnej wskaźnik spadł do 14%. To nie jest przypadek. To gigantyczna różnica. Nawet gdy przez kilkadziesiąt godzin byłam na pierwszej stronie Gazety 4/5 wchodzących czytało całość tekstu, a nawet co najmniej jeszcze jedną notkę (ze średniej 1,13 notki na sesję wskaźnik skoczył na 2,20). Czyli jak już ktoś tu trafi to zostaje przeczytać całą notkę a najczęściej czyta ich więcej. Przed zmianą szablonu tak nie było. Długość średniej sesji także się wydłużyła. Poprzednio średnia długość pobytu na stronie gdy notka była na pierwszej stronie Gazety wynosiła od 3 do 10 sekund. W chwili obecnej w takiej samej sytuacji długość ta wynosiła ponad 58 sekund. To także potwierdza, że obcy czytelnicy zamiast natychmiast wyjść jak robili to w 70% jeszcze dwa miesiące temu teraz raczej zostają czytać. To nie moja zasługa bo nie piszę inaczej. Główna różnica to czytelność - duże litery i jasne tło.Polecam uwadze wszystkim, którzy chcą bardziej przykuwać uwagę czytelników :) A za szablon bardzo dziękuję administratorom Bloxa :))

Portret Adama - zakończenie

missjonash

Prawie dwa lata temu napisałam ten tekst o Adamie:

"Adam jest moją największą porażką jako terapeuty i jako człowieka. A właściwie nie Adam tylko to co się z nim stało - jego losy.

Adam tak jak jego poprzednicy z innych portretów ma inne imię. Należy do grupy młodzieży słuchającej reggae. Ma wielką szopę dredów i jest śliczny. Skończył 18 lat. Chodził do LO, ale został z niego później wyrzucony. Przywiozła go do mnie mama, która była u kresu wytrzymałości. Nie uczył się, wagarował, wychodził w nocy, nie odbierał telefonów itp. Czarę goryczy przelało okradanie młodszego brata. Potrafił wywęszyć każde pieniądze, wcześniej okradał też mamę, ale ona milczała. Przyszli do mnie w momencie kiedy Adam dostał ultimatum od dyrektorki szkoły: albo pozalicza przedmioty (6) i zacznie chodzić do szkoły albo go wyrzucą.

Ne od razu zrozumiałam co się w tej rodzinie dzieje. Rozbijałam się o solidarne i wypowiadane półgębkiem "wszystko jest ok". Pierwsza sypnęła mama. Pierwsze co powiedziała to, że mąż od ponad roku nie rozmawia z synem. pewnego dnia powiedział: "Nie ma, cię, nie istniejesz dla mnie". I tego się trzymał. Nie zauważył syna ani się do niego nie odezwał od 15 miesięcy. Jak myślicie jakie przestępstwo popełnił Adam? Cóż mógł zrobić takiego, że ojciec potraktował go gorzej niż bandytę i śmiecia? Otóż Adam nie zdał z klasy do klasy. Znacznie później dowiedziałam się dlaczego. Adam był niewidzialnym dzieckiem w rodzinie alkoholowej. Ojciec jest alkoholikiem i daje w domu ostrego czadu. Chłopak od zawsze uciekał do swojego pokoju i w swój świat. Gdy nie zdał i ojciec go odrzucił zaczął do tego palić trawę - gdy się spotkaliśmy palił codziennie po kilka razy. Ojciec zresztą odrzucił go już w ciąży. Od zawsze to Adam był dla niego powodem klęski i zrujnowanego życia. Szanowny tatuś musiał rzucić studia i zacząć zarabiać na dziewczynę i dziecko, które poczęło się przypadkowo. Nigdy tego Adamowi nie zapomniał.

Ja zaś nigdy nie zapomnę momentu kiedy chłopak zaczął płakać i wyrzucać z siebie wszystkie złe myśli na swój temat. Skoro dla ojca jest nikim to musi być NIKIM. Terapia się nie powiodła mimo nawiązania jako takiego kontaktu. Nie umiałam mu pokazać, że istnieje inne życie. Za wcześnie, za mało strat. Przez opary marihuany i tak bym się nie przebiła. Nie potrafił utrzymać abstynencji. Ośrodek terapeutyczny odrzucił kategorycznie. Nie zdał tych 6 przedmiotów, wagarował dalej, usunęli go ze szkoły. Ojciec natychmiast wystawił mu rzeczy na wycieraczkę odzywając się wreszcie: "Won!". I poszedł... Nie wiem gdzie jest i czy nadal w ogóle jest. Bardzo często o nim myślę. O nim i o jego udręczonej i bezradnej matce. Ona też nie chciała pomocy."

Wczoraj dowiedziałam się jaki był koniec tej historii. Otóż Adam do dawna nie żyje. Został znaleziony martwy, naszpikowany dopalaczami i narkotykami w tym alkoholem. Ojca na pogrzebie nie było...

Wszelka zbieżność jest przypadkowa bo w tym opisie sprzed lat zmieniłam mu imię, wygląd i wiek...

Długo myślałam czy to napisać. Mój blog jest już i tak bardzo trudny, a tematy ciężkie i straszne. Ale uznałam, że należy zakończyć tę opowieść. Dokończyć historię złych relacji, uzależnień i porażki. Jest mi bardzo, bardzo przykro, że tak to się skończyło i że nie można się nawet łudzić, że kiedyś będzie lepiej, że coś zrozumie, zacznie żyć pełnią życia. Pierwszy raz spotkaliśmy się trzy lata temu a ja nadal pamiętam każdy gest, każde słowo.

[*] [*] [*]

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci