środa, 23 kwietnia 2014

Szanowny Panie Burmistrzu!

 

Od kilkunastu miesięcy nasze miasto boryka się z remontem kanalizacji. Większości mieszkańców Cieszyna już dawno zabrakło cierpliwości. Mnie też czasem nerwy ponoszą ale staram się zrozumieć sama i tłumaczę innym, trudności obiektywne jak brak naniesienia na mapę przyłącza, odkrycia archeologiczne w miejscach wykopów itp. Jestem pełna chęci zrozumienia działań innych ludzi. Nie mogę jednak zrozumieć i zaakceptować decyzji o wycince wszystkich drzew na ul. Sienkiewicza w Cieszynie. Jak wyczytałam dziś w GazecieCodziennej.pl - zlecił Pan Miejskiemu Zarządowi Dróg wycinkę 7 klonów rosnących przy wspomnianej ulicy. A informacja ta została też potwierdzona z innych źródeł.

Mam gorącą prośbę aby jeszcze raz przemyślał Pan tę decyzję. Ulica Sienkiewicza jest urocza nie tylko dzięki pięknym starym kamienicom. Magii dodaje jej także te 7 klonów. To zdrowe drzewa. Na tyle niewielkie, że nie stanowią zagrożenia dla ludzi czy samochodów nawet przy silnym wietrze. Wystarczy przycinać im korony. Trudno mi uwierzyć w wyczytane w portalu stwierdzenie, że "drzewa te stanowią nikłe walory estetyczne i krajobrazowe". To przecież nieprawda. Poniższe zdjęcia do najlepszych nie należą ale i na nich widać, że te drzewa ozdabiają ulicę w olbrzymim stopniu:

 

 

 

Jestem pewna, że wszystkim mieszkańcom Cieszyna zależy w takim samy stopniu na ochronie piękna naszego miasta i zachowaniu go dla przyszłych pokoleń oraz turystów. Od dłuższego czasu staram się zachęcać naszych rodaków do odwiedzenia Cieszyna. Zrozumiałam (choć z bólem), że w tym roku są inne priorytety niż zaprezentowanie magnolii z ul. 3-go Maja. To nic - magnolie zakwitną i za rok. Ale raz wycięte drzewa (i to bez planów nasadzenia innych w ich miejsce) nie będą zdobić miasta już nigdy. Posadzenie 7 malutkich drzewek na terenie przedszkola, nie równoważy tej straty.

 

Mam do Pana prośbę: po ciężkim dniu pracy proszę przejść się ulicą Sienkiewicza i rozejrzeć się wokół siebie. Czy względy wygody przy asfaltowaniu ulicy są warte utraty tego widoku? Czy te klony faktycznie zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców? 

Z wyrazami szacunku:

Blogerka z Cieszyna - Missjonash (list mój zamieszczam na blogu o Cieszynie "Okiem Obserwatora"

wtorek, 22 kwietnia 2014

Od jakiegoś czasu borykam się z poczuciem bezradności w pracy zawodowej. Pamiętacie historię spotkania z tajemniczym nieznajomym opisywanym w kilku notkach? Otóż w Niedzielę Wielkanocną zobaczyłam go po raz trzeci. Znowu znak? Jeśli nawet to mało optymistyczny. Tajemniczy nieznajomy znalazł się kilkanaście metrów od mojego domu. Niby znak. Może mnie szuka? Niby wie w jakim rejonie miasta mieszkam. Ale tym razem wydaje mi się, że to przypadek. Nie zauważył mnie gdy przejeżdżałam obok niego. Wygląda coraz gorzej. A ja nic nie mogę zrobić. Tak jak tysiące członków rodziny osób uzależnionych od alkoholu. I tak jak w przypadku młodych "pacjentów" z przymusu, którzy na moich oczach brną dalej w swoje kłopoty. A ja nic nie mogę. Do nich nie dociera, że już się pogrążają. Patrzą jak na wroga. Kilka dni temu jeden oświadczył, że żeby nie wiem co to już do mnie nie przyjdzie. Nie chce już słuchać pie..nia... On nie ma problemu, jego to nie dotyczy. Fajny chłopak, fajna rodzina, choć nie bez problemów. I co? I nic...


Na szczęście na pocieszenie mam kilka refleksji z dzisiejszej podróży do Bielska Białej do specjalisty z Zajączkiem. Po pierwsze unikniemy operacji (przynajmniej na razie). Po drugie gdy oglądałam mijane krajobrazy bardzo mocno odczułam jakim pięknym krajem jest Polska. Gdybym mogła to zatrzymywałabym się bez końca aby robić zdjęcia sielskich widoczków. Ale nie mogłam się zatrzymać więc tylko symboliczny obrazek piękna naszej ziemi. 


sobota, 19 kwietnia 2014

Zdrowych, radosnych, spokojnych Świąt dla wszystkich czytelników i komentatorów :)

czwartek, 17 kwietnia 2014

Wybrałam się dziś z aparatem na Wzgórze Zamkowe. Podziwiałam jak bujna jest już zieleń i jak pięknie kwitną kwiaty:

 

Gdy doszłam do Wieży Piastowskiej spotkałam jednego z 200 smutnych, poranionych i pobandażowanych misiów, które wczoraj wolontariusze Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy rozłożyli w centrum Cieszyna:

 

Większość misiów już zniknęła - ale ten spod Wieży Piastowskiej nadal siedzi i prosi aby go kochać. Takie same smutne misie znalazły się w centrach innych miast. "Akcja MIŚ" ma ponownie zwrócić uwagę ludzi na problem przemocy wobec dzieci. A problem nadal jest niemały.

piątek, 11 kwietnia 2014

Wczorajszy komentarz Almetyny wywołał we mnie lawinę skojarzeń i przemyśleń. Dziś hasając ponownie wzdłuż Olzy musiałam sobie to nieco poukładać. Uświadomiłam sobie, że faktycznie to pierwsze spotkanie opisane w notce "Znak (spotkanie)" nadaje się na scenariusz filmu pełnego symboli. Do wczoraj nie dotarło do mnie, że zobaczyliśmy się będą przegrodzeni granicą państwa (nic to, że po Schengen już tylko symboliczną).

I tajemniczy nieznajomy, aby do mnie podejść musiał tę granicę sforsować. Zrobił symboliczny pierwszy krok przechodząc na moją stronę. Drugi symbol jaki do mnie dotarł, to fakt, że za drugim razem spotkaliśmy się już po tej samej stronie granicy. Moje myśli poszybowały do granic między ludźmi. Gdybym na jego widok zapiszczała "idź sobie brudny pijaku" nie dowiedziałabym się wielu ciekawych rzeczy, nie powstałoby (bardzo na razie kruche i tymczasowe) porozumienie. A prozaiczniej nie dowiedziałabym się, że mam przed sobą ciekawą, mądrą i uzdolnioną osobę. I jeszcze coś mi się przypomniało:

"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu" Antoine de Saint-Exupéry 

Nieprawdaż? Kocham Małego Księcia a ten tekst jest dla mnie jednym z najważniejszych.

Warto wychodzić poza nasze granice. Może nie zawsze, ale jednak.

I kolejne sprawa. Uświadomiłam sobie, że kiedyś bałabym się powiedzieć większości z tego co do niego powiedziałam obawiając się dwuznacznego zrozumienia i tego co sobie pomyśli. Ale ja już nie jestem nastolatką. Nie martwię się co ludzie sobie pomyślą, gdy mówię im coś prawdziwego czy miłego. Ostatnio byłam świadkiem jak kierowca autobusu, wysłany w związku z awarią poprzedniego, zbiera cięgi od ludzi, którzy czekali na przystanku pół godziny w zimnym deszczu. Wysiadając życzyłam mu spokojnego popołudnia po niewątpliwych atrakcjach jakich zażył rano. Był wdzięczny za ludzkie słowo. Dawno temu nie wykrztusiłabym z siebie czegoś takiego bojąc się, że pomyśli, iż go uwodzę albo co... Teraz opinia ludzi (taka powierzchowna) jest mi zupełnie obojętna. Podobnie było gdy siedziałam pod pomnikiem w towarzystwie "menela", a matki z wózkami przyglądały mi się krytycznie.

Wrócę do wątku, który tu się przewijał już wiele razy. Warto być (w rozsądnych granicach) otwartym na drugiego człowieka. Warto przekraczać umowne granice, warto też być miłym dla innych. I co z tego, że inni nie są mili dla mnie? Kropla spada do wody i tworzy kręgi, które oddalają się aż do brzegu. A potem fala odbija się i wraca do nas...

czwartek, 10 kwietnia 2014

Nie uwierzycie co się stało. Opowiem po kolei, bo mnie samej trudno w to uwierzyć. A było to tak.

Postanowiłam wybrać się na spacer w okolice Wzgórza Zamkowego i porobić zdjęcia. Dzień bez choćby godzinki z aparatem jest dla mnie trudny do przełknięcia :) Gdy wyszłam z domu zaczęło kropić. Ale postanowiłam się nie zrażać. Rozpoczęłam fotograficzną wyprawę  i szłam w kierunku miejsca, w którym kilka dni temu spotkałam tajemniczego nieznajomego opisanego w notce "Zna (spotkanie)". Byłam po polskiej stronie i dochodziłam właśnie do miejsca, gdzie pierwszy raz go zobaczyłam siedzącego nad Olzą.


 

Szłam pewna, że go spotkam. I co się okazało? Z naprzeciwka nadchodził nie kto inny tylko właśnie on. Tak jakby spieszył się na umówione spotkanie. Rozpoczęliśmy rozmowę. A brzmiała ona tak jakbyśmy kontynuowali kilkugodzinną dyskusję... M.in. o historii jego terapii. Będziecie się śmiać, ale ta historia trzyma mnie w napięciu. Zastanawiam się głęboko co to znaczy. Co to znaczy dla mnie? Jaki jest cel tych spotkań. Czy to taka wygrana w totolotka oparta na rachunku prawdopodobieństwa czy też ktoś (a może Ktoś) chce mi coś powiedzieć?

I chciałabym aby te nasze spotkania oznaczały też coś dla tego człowieka. Chciałabym aby wytrzeźwiał bo warto być trzeźwym, ale też dlatego, że ma do zaoferowania naszemu miastu i społeczeństwu bardzo wiele talentów. Celowo nie piszę jakich, bo nie chcę ryzykować jego rozpoznania. Chciałabym aby wyrwał się zza drutu kolczastego własnej niemożności:

Obawiam się jednak, że tylko mnie zależy. Uwierzycie, że powyższe zdjęcie zrobiłam jakieś 7 minut przed naszym dzisiejszym spotkaniem z myślą o tym, że może kiedyś napiszę podobny tekst właśnie o tym panu? Mnie samej trudno w to uwierzyć.

Gdy rozstaliśmy się poszłam sobie dalej rozmyślając i obserwując "Krytykę Polityczną", Kościół Jezusowy i wieżę Kościoła Marii Magdaleny w oddali:

Co o tym sądzicie? Dziwaczne, nieprawdaż?

niedziela, 06 kwietnia 2014

Kilka dni temu zauważyłam w materiałach Fundacji Dzieci Niczyje pytanie: "Jak to możliwe, że rodzice nie wiedzą, że ich nastoletnie dziecko tnie się od roku". Też zadaję sobie to pytanie. I o wiele więcej innych: Jak to możliwe, że rodzice nie wiedzą, że dziecko jest regularnie pijane (niepełne 16 lat)? Jak to możliwe że dają się nabrać na bajeczkę o wypiciu jednego piwa, gdy dziecko jest prawie nieprzytomne po wypiciu morza wódki? Jak to możliwe, że dziecko chce opowiadać o swoich problemach sercowych / szkolnych / egzystencjonalnych obcej babie, a z rodzicami milczy jak zaklęte? Rozumiem bunt, rozumiem obsesję na punkcie, że oto moja rodzina jest inna i dziwaczna i rozumiem, że grupa rówieśnicza jest najważniejsza, bo to wynika z psychologii rozwojowej, ale nie rozumiem tej całkowitej obcości.

Wiele razy doświadczam wrażenia, że rodzice i dzieci działają na zasadzie milczącej umowy "nie chcę wiedzieć co robisz". Łatwo byłoby zrobić test na obecność THC w moczu, ale z niezbadanych przyczyn go nie robią. Nie chcą wiedzieć... I te powroty cichutko prosto do swojego pokoju. Niby słychać, że wymiotuje, ale jednak zostańmy przy przekonaniu, że to zatrucie pokarmowe. Choć przecież, gdyby takie przekonanie było szczere i silne, żadna siła nie powstrzymałaby rodzica przed wyjściem ze swojego pokoju zamiast nasłuchiwania zza drzwi.

Wielokrotnie widzę potrzebę terapii rodzinnej, albo terapii uzależnienia jednego z  rodziców, aby w ogóle można było mówić o pracy z dzieckiem. Najczęściej słyszę odmowę. Mam naprawić nastolatka i nie wnikać czemu się popsuł. Ale to nie działa. Tak naprawdę powinnam dać sobie spokój z jakąkolwiek pracą z takim dzieckiem. Ale nie mam sumienia. Bo stosunkowo często chcą się spotykać, potrzebują aby ich ktoś słuchał bez wrzasku, bez cichych dni. To trochę taka praca na zasadzie redukcji szkód. Bo o terapii w takiej sytuacji trudno mówić.

piątek, 04 kwietnia 2014

Od kiedy snuję się z aparatem fotograficznym tam i tu (zarówno po centrum miasta

 

jak i po wsiach i opłotkach)

zauważyłam jedną prawidłowość.

Spokojnie mogłabym w poradniku "Jak poderwać upragnionego faceta na 24 sposoby" dokładnie opisać sposób "na aparat" :)) Nie uwierzycie ile miałam już propozycji (nawet jedną prawie matrymonialną). W centrum miasta zazwyczaj jest propozycja rozmowy, w opłotkach panowie chcą mnie podwieźć do celu. Aparat i rozmowa o zdjęciach skutecznie służy do podrywania ale także do zawierania ciekawych znajomości. Szkopuł w tym, że gdy robię zdjęcia chcę być sama.

Żeby daleko nie szukać gdyby nie aparat fotograficzny, nie doszłoby do wczorajszego spotkania. Dla lubiących wszystko umiejscowić sobie w przestrzeni dodaję zdjęcie mostu kolejowego po którym tajemniczy nieznajomy przeleciał galopem na czeską stronę

i miejsca gdzie musiałam zmagać się z angielskim :))

 

Gdyby nie zdjęcia, które dodaję na Facebooku nie byłoby wielu zacieśnionych znajomości. Ja nie skorzystam z podrywczej mocy aparatu, ale oddaję pomysł koleżankom blogerkom i czytelniczkom. Uwierzcie mi, że to działa. Szkoda, że nie wiedziałam o tym dawno, dawno temu. Albo raczej nie nie szkoda :)) Co więcej działa nawet gdy nie wygląda się jak Natalia Siwiec czy Małgorzata Kożuchowska (ja z pewnością nie wyglądam :))

czwartek, 03 kwietnia 2014

Dziś udało mi się wybrać na moje samotne wędrówki z aparatem. Już rano coś mi mówiło, że to będzie niezwykły dzień. Wschód słońca wydawał mi się jak znaczące chrząknięcie "uważaj, coś się wydarzy".

 

I faktycznie. Widoki były szczególne a i zdjęcia udały mi się nad wyraz.

 

Szłam sobie spokojnie, robiłam zdjęcia. Po drugiej stronie Olzy zarejestrowałam obecność mężczyzny siedzącego nad samą wodą i zażywającego wypoczynku na łonie przyrody. Zaintrygował mnie (zboczenie zawodowe). Nawet cyknęłam mu z przyczajki ze trzy zdjęcia, udając, że skąd znowu ja tu poluję na sikorkę czy inne ptaszę:

 

Pan popijał wino, ale dostrzegł chyba moje zainteresowanie. Ja szłam sobie wolno po czeskiej stronie cykając zdjęcia. A tymczasem pan przegalopował mostem kolejowym, po którym ruch pieszych nie jest przewidziany i podszedł do mnie. Rozpoczął konwersację po angielsku, gdyż jak się potem okazało uznał mnie za angielską turystkę :)) I wiecie co? Według mnie on bardzo potrzebuje terapii, jest niesamowicie inteligentnym i uzdolnionym człowiekiem, ale właśnie szoruje mocno brzuchem po dnie. Jest z nim już bardzo źle. To coś musi znaczyć, że galopował z tak daleka, aby zaczepić terapeutę uzależnień (nawet o tym nie wiedząc). Usiedliśmy sobie pod czeskim pomnikiem upamiętniającym ofiary II Wojny Światowej i chwilę porozmawialiśmy. Sam w pewnym momencie rozmowy powiedział "ale ja nie jestem psychoterapeutą", na co żywo powiedziałam "ale ja jestem i to uzależnień". Nie da się opisać szoku jaki był widoczny w oczach tego człowieka. W czasie rozmowy powiedziałam mu tylko, że to musi coś znaczyć, że akurat mnie zaczepił i jeśli zechce może mnie znaleźć tam gdzie przyjmuję. Był wstrząśnięty. Nie wiem co zrobi, ale może uzna to za znak.

Ale i dla mnie ta sytuacje jest wstrząsająca. Dziwnie się ten los plecie. Zauważyłam już dawno, że wiele zdarzeń ma swój cel i sens. Mimo, że wydają się być przypadkiem.

wtorek, 01 kwietnia 2014

Tabliczki o takiej treści są rozmieszczone na "magnoliowej ulicy" czyli na ul. 3-go Maja:

Magnolie są faktycznie piękne, choć ulica niestety jest w trakcie kolejnego remontu i namęczyłam się nieźle aby tego nie było widać.

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec jedno z ujęć z koparką...

Mam nadzieję, że kiedyś obejrzycie te cuda na własne oczy :))

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36
Napisz do Missjonash Page Rank Check