Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Bezstresowe wychowanie

missjonash

Bardzo często gdy słyszymy o jakiejś makabrycznej zbrodni czy nawet wypadku, wykroczeniu czy przestępstwie, które popełniła osoba młoda, czyta się i słyszy, że to wszystko to bezstresowe wychowanie i gdyby tak gówniarza lać od młodości to by takich rzeczy nie robił. Staram się walczyć jak umiem ze stawianiem znaku równości między wychowaniem bezstresowym a rezygnacją ze stosowania kar cielesnych, które notabene są w tym kraju zabronione prawem i stanowią przestępstwo.

Tradycyjnie wychowanie bezstresowe, jak je rozumieją wspomniani komentatorzy, to rezygnacja z wymagań wobec dziecka, jeśli dziecko odbiera te wymagania jako stresujące/krzywdzące/męczące/obciążające (niepotrzebne skreślić). To co jest rozumiane jako bezstresowe wychowanie jest najbliższe teorii wychowania bez granic czyli braku oczekiwań wobec dziecka i dawania mu bardzo dużej swobody. Termin ten, tak naprawdę, wywodzi się z wielu różnych teorii pedagogicznych opartych na psychologii humanistycznej. Nie czas tu i nie pora na przybliżanie ich, ale w tym nurcie były i opcje pajdokratyczne (dziecko rządzi w rodzinie) i całkiem sensowne postulujące szacunek do dziecka. 

Osobiście jestem bardzo przeciw bezstresowemu wychowaniu czyli pozostawieniu dziecku prawie nieograniczonej wolności i braku oczekiwań wobec niego. Uważam, że takie podejście robi dziecku (i stykającym się z nim ludziom) krzywdę. Jestem przekonana, że dziecko potrzebuje wyraźnych granic, dużo uwagi i stawiania przed nim realistycznych wyzwań i oczekiwań. Bo jakby inaczej miało się czuć szczęśliwe i w pełni się rozwijać i czerpać ze swojego potencjału?

Ale choć jestem pewna, że system kar i nagród jest niezbędny jestem równie mocno przekonana, że nie mogą to być kary fizyczne. Odwoływanie się do ich skuteczności jest wynikiem wspomnień i tradycji rodzinnych wielu z nas. I jest to zrozumiałe ale nie do zaakceptowania. Pomijając oczywisty fakt, że kary fizyczne są przestępstwem i że na krótką metę bywają bardzo skuteczne zastanówmy się czego uczą na dłuższą metę. I to nawet ten klaps, o którego kruszy się kopie nieraz bardzo długo dyskutując o przemocy i polskim systemie prawa. Ano uderzenie (nawet ten klaps) uczy, że silniejszy może wymusić posłuch, nawet jeśli nie ma racji. I na krótką metę często działa. Pytanie czy tego chcemy nauczyć dziecka. A może chcemy żeby rozumiało zagrożenia czy też niewłaściwość swojego zachowania. Wtedy ważny jest odpowiednio dobrany system nagród (tak, one są ważniejsze) i kar. I takie postępowanie wcale nie oznacza bezstresowości wychowania. Wielu ludzi śmieje się z karnego krzesełka, ale zapewniam, że dla małego człowieka to jest i solidna kara i całkiem niemały stres. Tak czy owak najskuteczniejsze jest wyłapywanie i  wzmacnianie dobrych zachowań oraz nagradzanie ich.

A na koniec zgodnie z nową tradycją ozdoby fotograficzne czyli Cieszyn po zmierzchu :)

031290115Choinka na Rynku

Park Pokoju

Pigułka niezgody

missjonash

Z początku miałam mieszane uczucia jeśli chodzi o dostępność EllaOne bez recepty, wydawało mi się, że może to być niebezpieczne dla nastolatek, które używałyby tej tabletki często. Doszłam jednak do wniosku, że cena tego preparatu (najtaniej znalazłam w sieci za 126,99, a sugerowana cena w aptekach to ponad 140 zł) jest doskonałym elementem zaporowym dla stosowanie tego specyfiku zamiast antykoncepcji. Na marginesie osobiście uważam, że środki antykoncepcyjne powinny być zdecydowanie tańsze, gdyż wtedy stosowanie EllaOne czy innych Escapelle nie będzie potrzebne (co ciekawe inne tabletki "po", te na receptę są zdecydowanie tańsze i kosztują poniżej 50 zł). 

Po informacjach, że EllaOne będzie dostępna bez recepty wyczytałam wiele komentarzy i kilka artykułów w których cytowano pracowników aptek, że nie będą sprowadzać i sprzedawać tej tabletki bo jest to sprzeczne z ich sumieniem. Zastanawiające są te oświadczenia. Przecież pracownicy aptek są doskonale wykształconymi ludźmi i zdają sobie sprawę z mechanizmu działania EllaOne. To nie jest typowa tabletka wczesnoporonna. To preparat, który opóźnia owulację i zmienia wyściółkę macicy tak aby nie doszło do zagnieżdżenia zapłodnionej komórki (jeśli do owulacji doszło już przed stosunkiem). Co innego protestować przeciw aborcji w 9 - 12 tygodniu ciąży a czym innym jest protest przeciwko zabezpieczeniu przed niechcianą ciążą zanim do niej dojdzie

Uważam, że zastosowanie EllaOne np. po gwałcie jest oczywiste i nie powinno wywoływać niczyjego protestu czy zdumienia. Prawda jest taka, że większość kobiet nie informuje nikogo o takim wydarzeniu i logiczne jest, że powinna mieć prawo do nabycia tabletki bez recepty i bez potrzeby tłumaczenia komukolwiek co się stało.

Jeśli już chodzi o tłumaczenie to zastanawiam się nad dwiema kwestiami:

a) jak farmaceuta ma sprawdzać wiek kupującego (i czy będzie go sprawdzał także w wypadku kupującego tabletkę młodego mężczyzny)? Pytałam znajomej pani z apteki i powiedziała, że sama się nad tym zastanawia bo pracownik apteki nie ma żadnego prawa do legitymowania klientów.

b) jak ma wyglądać intymna rozmowa edukująca młodą dziewczynę, o której wspominali pracownicy Ministerstwa Zdrowia i Rządowego Centrum Legislacji? Padło stwierdzenie "pracownicy aptek będą mogli porozmawiać z młodą dziewczyną o konsekwencjach dla zdrowia itp." Będą mogli? 

Ciekawe to wszystko! Ilu pracownikom aptek będzie się chciało rozmawiać o pigułce "po" (zakładam, że wielu bo najczęściej ludzie przejmujący się swoją pracą i odpowiedzialni) a ile nastolatek zechce wysłuchać takiego wykładu? No tak, ale w ilu aptekach w ogóle będzie do nabycia EllaOne? W ilu klauzula sumienia zabroni preparat sprzedawać? Czy jednak nasze państwo nie przesadza w ochronie obywateli i myśleniu za nich?

A Wy co o tym myślicie?

P.S. Na poprawienie nastroju zimowy i nocny Cieszyn!

102a2601

101a2601

Wahanie

missjonash

Od wczoraj przeżywam pierwszy poważny kryzys dotyczący angażowania się w sprawy mojego miasta. Skoro próby dyskusji jak również deklaracja chęci współpracy z obecnym Burmistrzem Cieszyna (gdyby była taka potrzeba i wola) kończą się informacją, że to tylko demagogia, snucie utopijnych planów oraz chęć reklamy (i jak rozumiem zabłyśnięcia) to po co to wszystko. Szkoda mojego czasu na jakiekolwiek działania. Bo jak wczoraj przeczytałam w komentarzu (ale to już kolejny taki głos) nie jestem potrzebna. Skoro wyborcy mnie nie wybrali to działalność społeczna jest zbędna. A w ogóle to są inni z większymi kompetencjami. No o tych kompetencjach to też już było. Gdy z najbardziej niewinnych powodów chciałam służyć wiedzą okazywało się, że to byłoby zagrożenie dla innych i byłam zbywana a nawet dowiadywałam się, że są lepsi ode mnie. Zdaję sobie z tego sprawę, że są lepsi ode mnie ale odrzucanie oferty pomocy to dla mnie marnotrawstwo. 

Zaczęłam się zastanawiać po co mi to wszystko już dawniej kiedy notorycznie, wprost albo za plecami, podważano szczerość moich intencji. Usłyszałam nawet, że o ile osoba religijna ma wytłumaczenie dla swoich ciągot czynienia dobra i działalności społecznej, o tyle ja nie mam wytłumaczenia dla swoich dziwactw i pewnie mam w tym jakiś podejrzany interes. Pewnie mam...

Jak zauważyliście zgłosiłam ten blog do konkursu Blog Roku 2014 w kategorii "Życie i społeczeństwo". Cel jest taki sam jak w zeszłym roku: promocja tematów społecznych oraz mojego Cieszyna. W tym roku nawet bardziej mi zależało na tym drugim bo skoro nie zostałam wybrana do Rady Miasta Cieszyna to przynajmniej tyle mogę zrobić dla jego (miasta) promowania. No ale okazuje się, że to nie jest potrzebne, że są inni którzy się na tym znają... A ja pewnie chcę promować siebie i zaspakajać swoje ambicje. 

Wiecie jaka jestem zła i rozgoryczona? Poświęciłam tyle czasu swojej idei, no pewnie, że nie bezinteresownie, bo ja tu mieszkam i jeśli miasto stanie się perełką to i ja skorzystam. Poświeciłam tyle wolnych chwil, które mogłam spędzić z moimi Zajączkami albo na fotografowaniu albo na innych pasjach... Ale dla całkiem pokaźnej grupy ludzi to jest zbędne. To może faktycznie należy dać sobie spokój, żyć swoim życiem i nie przejmować się. W końcu są inni. Oby mi jak najszybciej przeszło... Na pocieszenie zimowy obrazek sprzed ponad dwóch tygodni żeby się zrobiło ładniej i optymistyczniej.

092abc

Marzenie

missjonash

Zdaję sobie sprawę, że mam dziwne pomysły (dziwne dla przeciętnego obywatela), ale mam ochotę podzielić się dziś moim zawodowym marzeniem. Nie znaczy to, że moja obecna praca nie sprawia mi satysfakcji (choć na efekty przychodzi długo czekać, a najczęściej efektu nie ma wcale lub jest niewielki).

Moje zawodowe marzenie przypomniało mi się dzięki Pkanalii i jego tekstowi na temat marihuany (temat, który nas zaprawia w gorącej dyskusji od wielu miesięcy). W swojej notce napisał o redukcji szkód. I to sformułowanie przypomniało mi moje największe, niespełnione marzenie zawodowe. Już dawno chciałam zająć się streetworkingiem. Dla tych, którzy jeszcze nie spotkali się z tym terminem lub nie wiedzą co oznacza: streetworking to specyficzna forma pracy socjalnej w terenie z osobami wykluczonymi społecznie lub zagrożonymi takim wykluczeniem (bezdomnymi, osobami uzależnionymi, młodzieżą zagrożoną demoralizacją lub prostytutkami itp.). To właśnie forma pracy socjalnej nastawiona na redukcję szkód, obejmuje: poradnictwo, wsparcie psychologiczne, profilaktykę. A najczęściej oznacza mówiąc po ludzku, że jednostka ludzka traktuje po ludzku osoby, które zazwyczaj tak traktowane nie są. I stara się uratować jak najwięcej osób lub zachować w nich jak najwięcej zdrowia i sprawności. Choćby z tego względu, że nigdy nie wiemy kto i kiedy się przebudzi do innego życia.

Próbkę takiej pracy (w pewnym sensie) miałam będąc pracownikiem socjalnym w Fundacji "Być Razem". Cele udawało się osiągnąć pracując razem z osobami, które wymagały jakiejś formy wsparcia czyli np. szlifując ramki razem na stolarni :)) Przy takim szlifowaniu niejednokrotnie udawało się poprowadzić niemal sesję terapeutyczną. Fajna sprawa :)) Bo niektóre osoby nie pójdą do poradni czy Ośrodka Pomocy Społecznej. Z wielu przyczyn: zraziły się, duma albo strach im nie pozwala itp. A czasami podczas wspólnej pracy można porozmawiać, pokazać inne rozwiązania. I nie jako guru czy ktoś lepszy. Nie! To działa jeśli jest się osobą jedną z nich i jest się obdarzonym zaufaniem.

Myślę, że docieranie bezpośrednio do osób najciężej poszkodowanych przez los, takich, które same się odsunęły lub zostały odsunięte przez społeczeństwo i rozmowa z nimi w ich środowisku, w znanym (i bezpiecznym) otoczeniu ma sens. Tak po ludzku: każdy potrzebuje czasem drugiego człowieka i tak ekonomicznie: nie stać nas na pogłębianie się szkód zdrowotnych u osób silnie uzależnionych od alkoholu i narkotyków, osób bezdomnych i zupełnie bezradnych...

Ciekawe rozwiązanie

missjonash

W Cieszynie po wyborach samorządowych stało się wiele rzeczy jasnych, czekaliśmy tylko z zapartym tchem na decyzję nowego burmistrza Pana Ryszarda Macury kto zostanie wiceburmistrzem. Wiadomo było niemal od dnia wyborów, że wiceburmistrz będzie jeden (wcześniej były dwa stanowiska wiceburmistrza) z przyczyn oszczędnościowych. Od listopada do zeszłego tygodnia zapadła cisza. Pojawiały się spekulacje, że na stanowisku zostanie dotychczasowy wiceburmistrz Jan Matuszek, że zostanie nim Mariusz Andrukiewicz, z którego Komitetu Wyborczego do Rady Miasta wybranych zostało 11 radnych (co stanowi większość w Radzie). Było nawet takie społeczne oczekiwanie aby uszanować w ten sposób wybór mieszkańców, którzy głosowali na członków komitetu firmowanego konkretnym nazwiskiem.

Nowy burmistrz potrzebował czasu do namysłu i dopiero w zeszłym tygodniu zdecydował, że wiceburmistrzem zostanie osoba zupełnie spoza miasta (nie stela). Został nim Pan Bogdan Ścibut, pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego, mieszkający w Bystrej koło Bielska Białej. Jako student rozpracowywany przez SB, wyrzucony z Wydziału Historii UŁ w 1985 roku za m. in za kolportaż ulotek i działanie w KPN, organizacjach katolickich oraz w NZS. Ukończył psychologię (źródło profil na Facebook) oraz Zarządzanie zasobami ludzkimi na UJ. Był członkiem zarządu Ruchu SA aż do jego likwidacji, był Dyrektorem Generalnym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, był trenerem i konsultantem biznesowym.

Celem jego powołania jest (jak się mówi w kuluarach) rozbicie układu, ładniej mówiąc spojrzenie na sprawy Cieszyna z zewnątrz. Nowy wiceburmistrz jest związany wspólnymi pasjami (historycznymi) z burmistrzem i członkami jego komitetu wyborczego. 

Na razie pojawiają się głosy zadowolenia i entuzjazmu zwolenników nowej władzy (chyba w większości) ale i głosy krytyczne ludzi obawiających się nadmiernego związku władzy z Kościołem Katolickim (trzeba wspomnieć, że nasz nowy burmistrz jest szafarzem w jednej z parafii) czy prawą stroną sceny politycznej. Wysłuchałam również głosów krytycznych względem nowego wiceburmistrza jako jednego z likwidatorów Ruchu S.A.

Dla mnie ten wybór i całe nowe rozdanie jest jedną wielką niewiadomą. Czas pokaże w którym kierunku pójdzie miasto, czy był jakiś układ do rozbijania.

***

Ponieważ usłyszałam, że daję za mało zdjęć to podzielę się dwoma ujęciami Rotundy Św. Mikołaja znanej wszystkim z banknotu 20 zł. Starałam się jak mogłam aby ujęcia były identyczne ale chyba się do końca nie udało.

084ab1310

***

No i na koniec informacja techniczna: zostawiam oba sposoby komentowania bo każdy odwiedzający mnie czytelnik i potencjalny komentator jest dla mnie zbyt cenny aby go zrazić.

 

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci