Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Tajemnica

missjonash

Niby wiem dlaczego tak się dzieje, ale w zetknięciu z tym zjawiskiem ciągle jednak czuję się zdumiona. Wydawałoby się, że tyle się zmieniło w postrzeganiu uzależnienia od alkoholu, że coraz więcej osób wie, że to choroba, że korzystanie z pomocy w związku z nią w rodzinie już tak nie zawstydza. Nic bardziej mylnego.

Niemal każdego dnia spotykam się z taką sytuacją: nastolatek przywleczony w związku ze złapaniem go z narkotykami (lub w podobnej sytuacji) rozmawia ze mną, a potem (albo wcześniej) rozmawiam z rodzicem, który go przyprowadził. Najczęściej jedna z tych osób mówi mi o tym, że ktoś z członków rodziny nadużywa alkoholu. A druga starannie to ukrywa mówiąc, że "nie, skąd znowu, nikt w rodzinie nie używa alkoholu ani innych substancji zmieniających nastrój". Ostatnio miałam takie dwa kontrastowe zdarzenia: najpierw mama opowiadająca o różnych problemach rodzinnych i małżeńskich (ale bez jakichkolwiek odniesień do alkoholu) a zaraz potem nastolatek mówiący, że tata pije, gdy sobie przypomni o jego istnieniu to wyzywa np. telefonicznie, obraża i poniewiera. A w następnej kolejności znowu para: mama opowiada o nadużywaniu alkoholu przez męża, o tym, że jest przekonana  jego uzależnieniu, a zaraz potem nastolatek mówiący, że w domu jest wszystko w porządku, są co prawda niesnaski z tatą na różnym tle, ale środków psychoaktywnych w domu nie ma (wiedział o co pytam i że alkohol też w to wchodzi). Osoby, które zatajają popijanie lub poważniejszy problem są niespokojne, napięte, unikają wzroku... Widać po nich wstyd. Uzależnienie męża czy ojca (albo matki) jest traktowane jak wstydliwy sekret i coś co mogłoby umniejszyć tego kto to ujawnił w oczach rozmówcy. 

A przecież to nie ich wstyd!!! Te wulgarne, agresywne, złośliwe zachowania to problem i powód do wstydu dla osoby chorej. Na marginesie: ani przemoc ani obsceniczne zachowanie nie jest objawem uzależnienia, nie ma więc co zwalać na alkohol i chorobę swoich zachowań.

Powtarzam z całą mocą: to co robi Twój partner, to co robi Twoje dorosłe czy też nastoletnie dziecko, to co robi Twój rodzic w związku z przyjmowaniem substancji psychoaktywnych (narkotyków w tym alkoholu) nie jest Twoim zachowaniem. Nie musisz tego ukrywać! Nie szukaj winy w sobie! To ulubiona taktyka osoby uzależnionej: zwalić winę za swoje brewerie na otoczenie. To nie Twoja wina. Masz prawo mówić komu chcesz i co chcesz. Milczenie nie pomaga. Są osoby, które możesz obdarzyć zaufaniem i znaleźć wsparcie. Tajemnica sprzyja rozwojowi choroby u uzależnionego i coraz większym problemom emocjonalnym osób z otoczenia uzależnionego. Osoba chora chce zmusić wszystkich do ukrywania jego przypadłości np. posługując się szantażem: jeśli powiesz mojej mamie to ona dostanie zawału i umrze. Spotkałam się ostatnio z taką sytuacją. Synowa w końcu powiedziała teściowej co się dzieje w domu. Teściowa żyje i wzięła się ostro za syna.

A ma koniec: picie kobiet nie jest ani trochę bardziej makabryczne od picia mężczyzn. Mężowie alkoholiczek i ich dzieci ukrywają picie ukochanej kobiety jeszcze skrzętniej. Wstyd jest jeszcze silniejszy. Pokutuje mit: przyzwoita kobieta się nie uzależnia. Nie prawda!!! Uzależnienie jako takie nie ma nic wspólnego z moralnością. 

Nie ogarniam (po staremu: nie pojmuję)

missjonash

Wczoraj zetknęłam się z dziwnym zjawiskiem. Zostałam wieczorem ze smutkiem. Rano zaś dostałam kolejnego kopa. I tak się zastanawiam : po co to jest? Bo nie ogarniam...

Zrobię dziś coś czego część blogsfery nie lubi. Ale trudno. Odniosę się do innej notki i komentarzy na innym blogu. Wczoraj z wielką przykrością czytałam kolejne komentarze krytykujące innych blogerów. Jednego za pisanie staropolskim językiem, który według krytyków jest kompletnie niezrozumiały. Potem padły i inne epitety. Inny bloger został potraktowany z buta właściwie nie wiem za co i po co. Za to, że puszcza bąki? Znaczy nudny jest? To co pisze śmierdzi? Nie wiem... Dostało się też całej pewnej społeczności. Krytyk uważał, że ma prawo krytykować jak lubi, bo pisząc publicznie wystawiamy się pod osąd społeczny. Prawda! Ale od wczoraj dźwięczy mi w głowie: po co? Czy to czysta niechęć? Czy jakieś nieznane mi wzajemne zaszłości? Bo jaki ma sens atakować blogera za niezrozumiały język... Jeśli ktoś jest dla mnie niezrozumiały, trudny, niemiły to znikam i pa. I może będę teraz to ja będę niemiła, ale dodam: "Wolnoć Tomku w swoim domku". Jeśli Wachmistrz chce pisać po staropolsku to niech sobie pisze. Jego prawo, jego blog, jego życie... Niektórzy czytelnicy nie wrócą, niektórzy się pomęczą czytając, ale będą ciekawi treści a niektórzy w ogóle są zachwyceni. Takie życie. Taka sytuacja. 

Dziś rano druga sytuacja: czytałam sobie artykuł o tatuażach. A pod artykułem? O matuchno! Dziesiątki ludzi postanowiło podzielić się swoimi przemyśleniami na temat ludzi z tatuażem (tatuażami). Wysłano m. in. mnie (bo mam tatuaż) do psychiatry, do psychologa, do czubków. Stwierdzono, że jesteśmy ohydni, obrzydliwi, odrażający, śmieszni, wstrętni... no i głupi, bo przecież to przemijająca moda, a my głupki nie zdajemy sobie z tego sprawy. 

Pytanie jest takie: co komu przeszkadza styl pisania na blogu, tatuaż na ciele, przynależność do takiego a nie innego blogowiska. Czy czymś krzywdzimy, czy zmuszamy nieszczęśników do bywania na blogu czy oglądania naszego ciała. Dlaczego tak łatwo dajemy sobie prawo do oceniania, krytykowania (niekonstruktywnego), wyszydzania, mieszania z błotem. Bawi nas to? Leczymy kompleksy? O co chodzi? Nie ogarniam. Nie rozumiem... 

Nie lepiej jest szukać dobrych stron, doceniać jasne aspekty rzeczywistości, chwalić ludzi za to co dobre? A jeśli już krytykować to coś co można zmienić. Nie sztuka kogoś obryzgać błotem, sztuką jest pokazanie jak ma się poprawić (o ile to możliwe).

Jakby co to już wiem, że jestem egzaltowana, próżna, pyszna, śmieszna, labilna emocjonalnie i przewrażliwiona... a i moralizuję za dużo. Tego m. in. dowiedziałam się o sobie prowadząc bloga. Zgodnie z zalecaniami krytyków i komentatorów pracuję nad sobą. 

124a1315

Memento mori...

Wiele wątków trawy

missjonash

Ostatnio nie chce mi się pisać. Jakaś chandra przedwiosenna czy coś takiego? No i nawał obowiązków. Muszę podziękować Nocriemu za wyciągnięcie mnie z marazmu. Jego notka: "http://nocri.blox.pl/2015/03/Zmiekczanie-marihuany.html dała mi kopa do napisania tego co już miałam dawno zaplanowane.

Od kilku dni (albo nawet dłużej) nosiłam się z zamiarem napisania notki o prawie narkotykowym w Czechach. Władze Czeskiego Cieszyna postanowiły zareagować w końcu na niekończące się pielgrzymki młodych Polaków biegających przez Most Przyjaźni tylko po trawę, papierki z LSD oraz dopalacze. Wydały w związku z tym ulotkę zaadresowaną do polskiego odbiorcy:

Marihuana_czeski_cieszyn

Ja już wcześniej musiałam zgłębić czeskie prawo i ustaliłam co następuje: posiadanie niewielkich ilości narkotyków w Republice Czeskiej jest wykroczeniem i za ich posiadania jest się karanym przepisami z kodeksu wykroczeń. Kary nie są takie małe jak mi się wcześniej zdawało i mogą sięgać nawet 15 tysięcy koron (a to jest 2275 zł). Małe ilości to:

Substancje typu (nazwy) z reguły ustanowione / substancja czynna

Ilość narkotyków większych niż małe

Najmniejsza ilość substancji czynnej

Metamfetamina / metamfetamina

2 g

0,6 g zasady, 0,72 g hydrochloriod

Heroina / dwuacetylomorfina

1,5 g

0,2 g zasady, chlorowodorek 0,22 g

Kokaina / benzoylekgoninmetylester

1 gram

0.54 podstawa, chlorowodorek 0,6 g

Subutex, Suboxone / buprenorfiny

0,52 podstawy 0,56 g chlorowodorku

Metadon

0,5 g zasady, chlorowodorek 0,56 g

Ecstasy / MDMA, MDA, MDEA

4 tabletki / kapsułki lub 0,4 g proszku / krystaliczna substancja

0,34 g zasady, 0,4 g chlorowodorku

LSD (LSD 25, lysergid)

5 tabletek, papiery, kryształy, kapsułki impregnowane LSD

0.000134 g zasady, 0.000250 g (winian)

Marihuana (THC)

15 g suchej masy

1,5 g of delta-9-THC

Haszysz (THC)

5 g

1 g of delta-9-THC

Pieczarki i inne grzyby psylocybiny zawierające psylocybina i psylocynę lub

40 owocniki grzybów

0,05 g zasady (psylocyny) lub odpowiadające im ilości psylocybiny

Powyżej tych ilości posiadacz odpowiada za przestępstwo karane surowiej niż w Polsce na podstawie Kodeksu karnego.

Posiadania narkotykach w Republice Czeskiej NIE JEST legalne!!!

A teraz drugi wątek. Od kilku dni możemy spotkać się w parsie i nie tylko z informacją o zastosowaniu leczenia dzieci z lekoodporną padaczką substancjami wyabstrahowanymi z marihuany. Nocri w swojej notce obawia się, że jest to kolejny krok zmiękczania marihuany.

Osobiście tak nie uważam. Dostrzegam też możliwość podyskutowania z młodymi ludźmi o marihuanie wykorzystując właśnie tę nowinę jako pretekst. Nauczyłam się, że trzeba otwarcie mówić i pytać. Nastolatki bardzo łatwo podchwytują wszelkie argumenty, które mogłyby uprawomocnić ich palenie. Ale iluż z nich ma padaczkę z 300 atakami dziennie? Pewnie nikt więc łatwo ten argument wykorzystać odmiennie niż chciałyby tego palące nastolatki. Warto rozmawiać o trawie ale posługując się rzetelną wiedzą i nie bać się mówić również o przyjemnych skutkach palenia. Palacze świetnie wiedzą, że są przyjemne skutki, jeśli pomijamy ten wątek to od razu spalamy się w ich oczach - oznacza to, że nic nie wiemy. Liczą się fakty!

I tu trzeci wątek, który chcę tu poruszyć i który może pomóc w rzetelnej dyskusji: wczoraj usłyszałam od trzeciej osoby w tym tygodniu, że marihuana bardzo silnie uzależnia. Nie powiedział mi tego terapeuta, psychiatra ani nauczyciel tylko moi pacjenci. Lat 17, lat 22 i lat 35. Każdy niezależnie, każdy nie pali kilka tygodni, każdy nie umiał przestać palić. Wszyscy trzej stwierdzili, że potrzebowali siły z zewnątrz aby przestać, że utracili kontrolę, że przez 2 pierwsze tygodnie odczuwali niesamowity głód... Ba jeden z nich powiedział nawet, że tak samo dzieje się z nieprzebraną liczbą jego znajomych, że teraz mu w pewnym sensie zazdroszczą, ale nie potrafią przestać.

Marihuana uzależnia! Podobnie jak tytoń i alkohol. Każdy kto intensywne pali ma określony procent ryzyka, że się uzależni.

Odpowiedź z ministerstwa

missjonash

Tak mnie wczoraj zaskoczył list z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, a właściwie jego treść, że podaję Wam bez zbędnego komentarza mój email i treść odpowiedzi. To kontynuacja notki "Meandry biurokracji"

Treść mojego listu:

 
"Dzień dobry!
 
Jestem blogerką z Cieszyna i psychoterapeutą uzależnień. Podczas rozmowy z jednym z moich pacjentów usłyszałam historię, która sprowokowała mnie do porównania Rozporządzenia Ministra z 23 marca 2011 w sprawie wzoru wywiadów alimentacyjnych (dotyczących postepowania w sprawach Funduszu alimentacyjnego) z obowiązującym prawem dotyczącym nadawania numeru NIP. Otóż mój pacjent stracił wszystkie dokumenty z numerem NIP. Udał się po ten numer do Urzędu Skarbowego gdzie usłyszał, że mu jest niepotrzebny bo od 1 stycznia 2012 osoby fizyczne posługują się tylko numerem PESEL. W MOPS nie chciano przyjąć tej informacji powołują się na Rozporządzenia i wzór wywiadu. Ten pan z pewnością w końcu uzyska numer NIP i załatwi sprawę w urzędzie. Co jednak z młodymi dłużnikami alimentacyjnymi, którzy numeru NIP nie mają w ogóle? Wzór wywiadu należałoby chyba dostosować do obowiązującego prawa.
 
Po drugie macie Państwo na stronie internetowej w dokumentach prawnych zamieszczone Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 18 kwietnia 2008 r. w sprawie wzoru kwestionariusza wywiadu alimentacyjnego oraz wzoru oświadczenia majątkowego dłużnika alimentacyjnego, które wszak przestało obowiązywać 4 lata temu. Nie mówiąc już o tym, że w tym dokumencie zamieszczonym na stronie brak jest jednego z dwóch wzorów, o którym mówi Rozporządzenie.
 
Z wyrazami szacunku:"

A tu jest odpowiedź:

Mpips2xx

Dodam tylko, że Rozporządzenie na stronie zmieniono na aktualne kilka dni później.

Co o tym sądzicie?

Spirala

missjonash

Od kiedy robię zdjęcia nauczyłam się patrzeć na los człowieka i na swoją historię jako na spiralę - przesuwające się koło. Przestałam traktować czas liniowo i zrozumiałam (choć trochę) co moja polonistka w liceum miała na myśli omawiając "Chłopów". Pamiętam jak mówiła, że ludzie wsi i inni ściśle związani z przyrodą patrzą na świat nie jak na linię z początkiem i końcem a jak na wieczne koło, cykl powtarzających się zdarzeń. Potem to samo wyczytałam w książkach Anny Zadrożyńskiej o tradycji i świętowaniu. Świetne prace. Napisane bardzo przystępnym językiem. Dla mnie wręcz fascynujące. Polecam zwłaszcza: "Światy, zaświaty. O tradycji świętowań w Polsce, 2000, Wydawnictwo Książkowe "Twój Styl" i "Świętowania polskie. Przewodnik po tradycji" tego samego wydawcy. Resztę książek też polecam :)

To niemal codzienne wycieczki (dłuższe lub krótsze) z aparatem i uwiecznianie zmian w przyrodzie spowodowało, że mam świadomość powtarzalności i zataczania koła. Już nie patrzę na swoje życie jaka na galop od startu do bliżej niezbadanej mety. Gdy odejdę świat się nie zawali, zostaną Zajączki, które będą toczyć swoje koło i tworzyć swoją spiralę życia. I widzę też zbieżność cyklu przyrody z życiem ludzkim. Ze swoim życiem. Odkrywając nowe zmarszczki zdaję sobie jasno sprawę, że jestem już w drugiej połowie lata. I dziś patrząc w lustro zrozumiałam, że nie żałuję przemijającej młodości. Teraz mam to co mi trzeba, doświadczenie, powoli zbieram to co zasiałam. Dziwne to ale nie martwię się jesienią, która nadejdzie. Bo od kiedy fotografuję zmieniającą się przyrodę najbardziej lubię jesień. I może nie uwierzycie, ale wolę siebie ze zmarszczkami i siwymi włosami. To dodaje charakteru, można nawet powiedzieć, że uroku. Cieszę się, że silne wiosenne burze już dawno za mną. Młodość wcale nie zawsze jest piękna i romantyczna. Przyroda jest bardzo delikatna i bezbronna wobec nieoczekiwanych przymrozków w czasie wiosny. W lecie już ich nie ma. W lecie zbiera się efekty wcześniejszej pracy.

W tej chwili czekam z utęsknieniem na jeszcze żywsze przejawy wiosny choć i tak nie da się ukryć, że przyroda powoli budzi się do życia. Bo patrzeć na wiosnę jest miło, szukać kwiatów, pszczół i motyli. Wiem, że każda pora roku ma swoje atuty. W tym roku odkryłam także piękno zimy, ale tęsknię już za słońcem i mocnymi barwami kwiatów i zapachem młodości. Bo popatrzeć i powęszyć zawsze jest miło :))

034a3315Pierwiosnek  zwyczajny (Phylloscopus collybita) 

Dzwoniec  (Chloris chloris)

050a3315Rannik zimowy (Eranthis hyemalis)

 

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci