Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Depresja!

missjonash

Zaczyna się mało spektakularnie: człowiek staje się smutniejszy, pozbawiony energii, obowiązki stają się trudne do wykonania. Stopniowo spada sprawność intelektualna, osłabiona jest pamięć, trudno się skoncentrować. Dołączają się myśli o własnej nieudolności i beznadziejności, przyczepia się stwierdzenie, że nikt nie kocha, nikomu nie zależy. Jest coraz ciężej funkcjonować, wszystko ma szaro - szare barwy, człowiek zaczyna być przekonany, że jest ciężarem dla innych, jest znużony, przestaje się cieszyć, pojawiają się myśli samobójcze. Dalej mamy kłopoty z zasypianiem, mimo odczuwanego silnego zmęczenia, wybudzanie o 4 rano i trudności z zaśnięciem, czasem senność i przesypianie całego dnia. Ciągłe obracanie w głowie jakim się jest nieudacznikiem, wspominanie każdej nawet najmniejszej porażki, oskarżanie siebie. Człowiek czuje się tragicznie, nie ma siły zmusić się do codziennych obowiązków, a czuje się jeszcze gorzej gdy słyszy: "uśmiechnij się, tylko optymistyczne myślenie cię ustawi". To jest dopiero dramat, bo osoba cierpiąca na depresję sama nie umie się ustawić do pionu pozytywnymi tekstami. A więc obwinia się jeszcze bardziej, jego samoocena leci na łeb na szyję... Dochodzi izolacja od ludzi, chęć schowania się przed całym światem, wolniejsze ruchy. Na koniec pojawia się całkowity brak emocji, takie: "nie chce mi się już nawet umrzeć".

Skąd to wiem? Staram się wiernie odtworzyć ostatnie miesiące mojego życia. Tak, mam depresję, jestem w trakcie leczenia. Po trzech tygodniach brania antydepresantów zmywam naczynia, sprzątam, gotuję, znowu chce mi się wykonywać i obrabiać zdjęcia. Dopiero stan: "nie chce mi się już nawet umrzeć" doprowadził do wizyty u lekarza. Znowu odczuwam emocje. Wiecie, że cieszę się nawet ze  złości? Będę brać leki minimum pół roku, potem czeka mnie psychoterapia. Mam nadzieję, że tamten stan już do mnie nie powróci.

Zaczęło się niewinnie od wielomiesięcznej myśli, która stale mi towarzyszyła "jestem zmęczona", potrafiłam się zapomnieć i wypowiedzieć to głośno. Potem miałam w głowie taki jakby wyryty napis "znikam". Faktycznie starałam się jak najdokładniej zniknąć ludziom z oczu.

Czy ktoś wiedział co się ze mną dzieje? Myślę, że nie bardzo. Jedynym miejscem gdzie starałam się niczego nie okazywać po sobie aż do końca to praca. Automatycznie robiłam to co do mnie należy. Nie miałam ochoty aby ktokolwiek wiedział. I udało mi się zamaskować wszystko niemal do końca - tylko 2 osoby zapytały co się dzieje.

Depresja jest coraz częstsza, nie zawsze wiemy, że ktoś koło nas cierpi. Warto o tym mówić. Dlaczego o tym piszę? Żeby odczarować tę chorobę, bo to nie wstyd źle się czuć. Żeby wesprzeć innych i powiedzieć: świetnie rozumiem co przeżywasz. Cztery tygodnie temu nikt by mnie nie przekonał, że można poczuć się lepiej, bardziej mnie już nie było niż byłam. Dziś znowu jestem już z krwi i kości, a nie cieniem i oby tak zostało. 

Krzywdy dziecka nie zamiatajmy pod dywan

missjonash

Już prawie zmieniłam pomysł na ten wpis pod wpływem macierzystej platformy blogowej, Przed chwilą przeczytałam artykuł reklamujący złego do szpiku kości blogera na Gazeta.pl i zrobiło mi się przykro. Są pewne ograniczenia nawet przy pozyskiwaniu świętej klikalności. Ale jednak nie dam się zbić z pantałyku. Może jedynie na sekundę żeby zamieścić tę grafikę: 

Podobny obraz

Wracając jednak do zaplanowanej opowieści: bardzo często spotykam się z historiami dzieci doświadczających przemocy rówieśniczej. Coraz częściej także przekonuję się, że takie sytuacje są bagatelizowane, zamiatane pod dywan i dziecko nie otrzymuje niezbędnej pomocy. Pisałam już o bullyingu (wpis: "Nie pocieszajcie się, że to TYLKO homofobia"), ale myślę, że trzeba o tym wspominać stale i wciąż. Może to pozwoli uniknąć tragedii i cierpienia chociaż kilku dzieciom. Teoria już była we wspomnianym wyżej artykule. To teraz będą historie z życia wzięte, może to poruszy skuteczniej wyobraźnię i serca czytelników, którzy mają z młodzieżą i dziećmi do czynienia na co dzień.

Rozmawiałam jakiś czas temu z piętnastolatkiem, który przez całe lata doświadczał przemocy psychicznej i fizycznej ze strony rówieśników. Na pytanie: "jak sobie radziłeś ze stresem i cierpieniem?" usłyszałam "nie poradziłem sobie". To był drugi raz w ciągu moich 18 lat pracy zawodowej kiedy miałam łzy w oczach, jego opowieść i bezradność odbijająca się w oczach bardzo mnie wzruszyły. Ale przecież poradził sobie. Jest, istnieje, nie zabił się, choć miał na to ochotę. Ale ileż musiał znieść przez tyle lat nauki w szkole podstawowej i gimnazjum. I za co? Absolutnie za nic. Tylko dlatego, że jest delikatny, wrażliwy i... wszyscy byli przeciwko niemu. Nikt nie udzielił mu pomocy: ani koledzy, ani pracownicy szkoły. Dobrze, że teraz już jest bezpieczny. 

Kiedyś myślałam, że przemoc rówieśnicza to odosobnione przypadki nagłaśniane w mediach. Ale okazuje się, że to powszechne zjawisko. Może nie w takiej skrajnej formie, ale jednak występują niemal w każdej szkole.

Inna historia: chłopak lat 14, taki trochę kosmita, bardzo grzeczny, bardzo zdolny i bardzo delikatny. Określenie "pedał" to był stanowczo komplement wobec tego co jeszcze usłyszał i czego doświadczył. Był bity, popychany, upokarzany na wszystkie możliwe sposoby. Na szczęście rodzice zmienili mu szkołę i klasę i mógł wreszcie odetchnąć.

Odkryłam tak doświadczalnie (nie tylko w teorii), że czasem wystarczy jedna, jedyna osoba, która stanie za osobą doświadczająca prześladowania. Jeśli znajdzie się wsparcie ze strony kumpla, nauczyciela, dowolnego pracownika szkoły sytuacja potrafi się całkowicie zmienić. Nawet jeśli oficjalnie placówka oświatowa nadal nie zauważa problemu to wsparcie często powoduje, że osoba prześladowana zaczyna sobie radzić emocjonalnie, czasem nawet zaczyna się stawiać prześladowcom, dzięki czemu dają jej spokój.

Dlatego nie możemy sobie powiedzieć "mój głos nic nie znaczy", bo jesteśmy tylko kolegą rówieśnikiem, nauczycielem ze świetlicy, złotą rączką w szkole, rodzicem kolegi ze szkoły, który nam opowiada co przytrafia się koledze czy koleżance. Reakcja każdego z nas może przywrócić siły i wiarę w siebie młodego człowieka. Nie warto odwracać oczu. Warto zachować się przyzwoicie. Nawet jeśli się boimy, nie potrafimy, możemy znaleźć kogoś kto da radę. 

 

FAS na Boże Narodzenie

missjonash

Jutro narodzi się Bóg! Ale dziś jeszcze jest zależny od kobiety, w której ciele mieszka. Wyobraźmy sobie, że Maria z Nazaretu pije przez całą ciążę na umór... Jaki urodziłby się Jezus?

Od kiedy wróciła kwestia ewentualnych zmian w prawie aborcyjnym coraz częściej dochodzą do głosu kobiety, które pełnym głosem mówią: moje ciało - moja sprawa. Nie zapomnę też wywiadu w "Pytaniu na śniadanie" odnośnie projektu Rzecznika Praw Dziecka nowelizującego Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy w zakresie możliwości zastosowania przymusowego leczenie odwykowego dla kobiet w ciąży. Tu link do tej rozmowy. Pamiętam jak Ilona Falicjańska strasznie oburzała się możliwością izolowania od alkoholu kobiet uzależnionych na czas ciąży.

Jak pogodzić fakt iż mające się narodzić dziecko jest całkowicie zależne od tego co robi jego matka podczas ciąży z jej prawem do samostanowienia. Często spotykam się z kobietami, które mówią, że to nie żadne dziecko tylko płód, że matka ma prawo do wolności, że może robić co chce. Co jednak z mającym narodzić się człowiekiem, który będzie dźwigał ten bagaż do końca życia?

Coraz częściej spotykam się też zawodowo z nastolatkami, które mają pełny lub niepełny syndrom FAS. FAS czyli Alkoholowy Zespół Płodowy (Fetal Alcohol Syndrome). Gdyby mamy tych młodych ludzi zachowywały abstynencję podczas ciąży, oni teraz nie borykali by się z dziesiątkami problemów. Spektrum zaburzeń wynikających z ekspozycji płodu na alkohol jest bardzo szerokie. Od pełnoobjawowego FAS do lżejszych form przebiegających bez zniekształceń fizycznych. W formie pełnoobjawowej dziecko ma skrócone szpary powiekowe, opadające powieki, szeroko rozstawione oczy, krótki, szeroki nos, wygładzoną rynienkę nad wargą, wąską górną wargę, krótką szyję, nisko umieszczone uszy, różnego rodzaju wady rozwojowe, np. stawów, serca itp. Spowolniony jest rozwój przed i po urodzeniu, mała głowa, niska waga urodzeniowa, wolniejszy rozwój środkowej części twarzy i całego organizmu. Oprócz tego, co jest najgorsze ma dziesiątki problemów neurologicznych związanych z uszkodzeniem OUN (ośrodkowego Układu Nerwowego). Mamy tu zaburzenia koordynacji wzrokowo - ruchowej, zaburzenia motoryki małej i dużej, problemy z koncentracją, pamięcią, nieprawidłowe odczucia zmysłów, brak równowagi, trudności z gromadzeniem, przetwarzaniem i wykorzystywaniem informacji, trudności w rozumieniu abstrakcji, zachowania impulsywne, nieumiejętność uczenia się na błędach i wiele innych.  

FAS jest nieuleczalny!

W świetle wielu dużych badań przesiewowych wiemy, że około 1/3 badanych kobiet w ciąży piła alkohol świadomie. Z pewnością nie wszystkie były uzależnione od alkoholu.

Nie wiemy jaka dawka alkoholu jest tą, która doprowadzi do nieodwracalnego uszkodzenia.

Miałam ochotę o tym napisać już całe miesiące temu. Od momentu spotkaniu uroczego piętnastolatka, który doświadcza wszystkich opisanych wyżej trudności z wyjątkiem zmian fizycznych. Jest bardzo miły i śliczny, ale mam obawy, że nigdy nie poradzi sobie z tym światem. Wraz z urodzeniem dostał w pakiecie trudności neurologiczne, psychologiczne i doświadczenia życiowe jak z obozu zagłady...

***

Szczerze Wam powiem, że najczęściej nie mam już siły żeby cokolwiek napisać. Czuję się pusta, niezdolna do przekazania niczego ważnego i niepotrzebna. To proste stwierdzenie faktów a nie kokieteria. Czuję się źle i trudno mi się nieraz zmusić do jakiejkolwiek aktywności. Czekam na impuls, który pozwoli mi się zmobilizować i usiąść nad klawiaturą. Dziś ten impuls się pojawił i dlatego

życzę Wam wszystkim Radosnych, Spokojnych i Zdrowych Świąt.

a43z

Janusz i Kulson

missjonash

Tekst od 18 lat!

Od wielu miesięcy miałam ochotę napisać tekst o tym kim my - kobiety właściwie jesteśmy dla innych kobiet i dla mężczyzn. Chęć pogłębiała się przy akcji medialnej #metoo a potem z każdym dniem po słynnej przepychance słownej po wywiadzie z Anną Śmigulec. Pełna niewiary w to co widzę, czytałam każdego dnia coraz to nowe wypowiedzi broniące Janusza Rudnickiego. Teksty, o zgrozo, pisane czy wypowiadane przez niektóre naczelne polskie feministki. Janusz Rudnicki przecież jest jaki jest, jest zabawny, jest piekielnie mocny i inteligentny, ewentualnie jest chory... Powiem szczerze jestem już chyba bardzo stara, bo nie mieści mi się w głowie, żeby ktokolwiek powiedział mi w oczy: "kurwo" czy "kurwy już są". Za plecami pewnie nieraz się zdarzało, bo psychoterapeutka nie zawsze jest kochana... Do tej pory myślałam, że są jakiekolwiek granice żartów, piekielnie mocnej inteligencji czy... właściwie nie wiem już czego. Ale żadnych granic nie ma... Nie ma też przyzwoitości i nawet zagorzała feministka będzie broniła "swojego" mizoginistę, bo jest "swój" obwiniając jednocześnie ofiarę, że przecież mogła zareagować, że nie rozumie niezgłębionej głębi morderczego dowcipu pisarza, że histeryzuje i spłyca... Rzygać się chce. Przecież te wszystkie teksty słyszą ofiary dzień w dzień... 

Kiedyś pewien bloger zadał pytanie dlaczego kobiety starają się odcinać od łatki feminizmu. Napisałam wtedy, że boją się piętna idiotki, histeryczki, babochłopa i "że bolca dawno nie miały"... Przecież ja jestem feministką, ale za nic nie chciałabym żeby ktoś mnie wrzucił do tego samego worka co Kazimiera Szczuka. Tym bardziej teraz. Na marginesie: alkoholizm nie ma w swoich objawach stosowania przemocy słownej (czy fizycznej). Nie ma usprawiedliwienia chorobą dla kogoś kto obraża innych... Co innego nazywanie "kurwą" swojej partnerki w łóżku, kiedy oboje partnerów to kręci i podnieca... a co innego mówienie publicznie do znajomej osoby. Ja rozumiem, że osoby uzależnione od alkoholu są zgryźliwe, złośliwe i potrafią być wyjątkowo wredne, gdy są na głodzie albo złapią akurat taką uszczypliwą fazę podczas picia, ale choroba tego nie usprawiedliwia...

To samo słowo usłyszała według mnie kobieta wpychana przez policję do radiowozu. Możliwe, że ze mną jest coś nie tak, ale wyraźnie słyszę na nagraniu "siadaj kurwo!". Słyszę również ten wykrzyknik! W "Kulsonie" nie ma litery "r" więc trudno się pomylić... Przeciwniczka, oponentka jest podświadomie traktowana jak ktoś najgorszego sortu, jednocześnie najczęściej są to wulgaryzmy kojarzące kobietę jako przedmiot seksualny. Bo kim my właściwie jesteśmy? Nadal dla zbyt wielkiej liczby ludzi: nie człowiekiem, nie partnerką, ale workiem na spermę, kurzym móżdżkiem i zdecydowanie kimś gorszym. A co jest najgorsze? Tak myślą również kobiety i młode dziewczyny...

Akcja #metoo przeraziła mnie z wielu względów. Skala zjawiska światowego to jedno, ale zetknęłam się z opowieściami moich znajomych, moich własnych koleżanek, przyjaciółek, pacjentek... moje historie, choć dla mnie bardzo bolesne, to mały pikuś. Okazuje się, że gwałt (taki z penetracją, przemocą albo podstępem) jest faktycznie zjawiskiem powszechnym. I nie zgłaszanym nikomu... To samo z molestowaniem seksualnym dzieci... I nic tu się nie zmieni jeśli nie będziemy uczyć kolejnych pokoleń szacunku do siebie wzajemnie. Chłopcy z domu muszą wynieść traktowanie kobiet jako równych sobie. Muszą się nauczyć, że kobieta, że drugi człowiek nie jest przedmiotem, że nie mogą macać, wsadzać paluchów, "ruchać" i oblepiać słowami, gdy mi się tylko podoba. Przede wszystkim powinni oduczyć się takich stwierdzeń seksualizujących drugiego człowieka. Dziewczynki muszą także uczyć się szacunku do siebie samych, ale także nie być zatruwane stwierdzeniami, że "każdy facet to chuj". A powiem Wam, że z obserwacji nastolatków wyłania się tragiczny obraz. Mówienie do siebie w związku dwojga szesnastolatków: "ty kurwo" czy "ty chuju" jest coraz częstsze. Mam wrażenie, że dawniej było to nie do pomyślenia, a teraz po prostu się dzieje...  A tłumaczeniem jest "bo byłem zdenerwowany", "bo mnie wkurzył".

Wszyscy jesteśmy równi, wszyscy mamy prawo do szacunku! To żadna nowość, ale mam wrażenie, że teraz trzeba to powtarzać o wiele częściej, może to coś zmieni...

Śmierć Szarego Obywatela

missjonash

Nie napisałam o tym zdarzeniu ani słowa. Wczoraj zastanawiałam się dlaczego. Sparaliżowało mnie i bałam się efektu Wertera i jeszcze tłukło mi się po głowie, że żeby coś zmienić trzeba żyć, a na koniec tak bardzo bałam się zapeszyć - myślałam, że jeśli coś napiszę to Pan Piotr umrze... A jednak umarł i należy mu się ten post!

Nie można sobie wyobrazić straszniejszej śmierci niż ta w płomieniach. Wielu ludzi uważa, że trzeba być osobą zaburzoną, niezrównoważoną, popie..doloną i tak dalej. Szary Obywatel uprzedził te dywagacje i w swoim liście do prasy napisał, że od lat choruje na depresję. Straszna choroba. Niedawno czytałam, że 25% chorych umiera śmiercią samobójczą. Czy jednak nie zadawał sobie sprawy z tego co robi? Wszystko było tak dokładnie zaplanowane, list jest logiczny i powiem szczerze, że nigdy nie umiałabym tak tego precyzyjnie pozbierać i napisać. Nie ma tam wrogości, nie ma agresji,  jest widoczne zrozumienie naszej sytuacji politycznej i tego koszmarnego podziału. Pan Piotr nie obraża wyborców partii rządzącej. Namawia nas w swoim manifeście do działania zgodnie z prawem i w granicach demokracji.

Gdy czytałam różne publikacje o samobójstwach spotykałam się z ich podziałem. Jednym z rodzajów opisywanych w literaturze jest samobójstwo altruistyczne. Mam wrażenie, że Pan Piotr miał dość życia (pewnie z powodu choroby), ale postanowił nami wstrząsnąć odchodząc w blasku ognia. Żebyśmy się zastanowili dokąd zmierzamy i dlaczego siedzimy cicho, choć z tak wieloma sprawami się nie zgadzamy. 

W pracy zawodowej niejednokrotnie mam za zadanie do samobójstwa nie dopuścić, skierować osobę z myślami 's" do specjalisty, starać się skierować postrzeganie na zewnątrz, a myślenie na przyszłość. Tu odczuwam bezradność i wielkie współczucie dla rodziny Pana Piotra. Nie chcę jednak, aby jego poświęcenie poszło na marne. Zgodnie z jego prośbą publikuję poniżej cały manifest (jak wspomniałam nigdy nie sformułowałabym tego lepiej):

     „1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władzę wolności obywatelskich.

  1. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji, w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.
  1. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakiekolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.
  1. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z Prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.
  1. Protestuje przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.
  1. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją chronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).
  1. Protestuję przeciwko dzieleniu społeczeństwa, umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie” i przeciwko językowi nienawiści i ksenofobii wprowadzanemu przed władze do debaty publicznej.
  1. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk swoimi ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.
  1. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak np. Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.
  1. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.
  1. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych (i innych z LGBT), muzułmanów i innych.
  1. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia, i zrobieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze nie całkowite), Trójki – radia, którego słucham od czasów młodości.
  1. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.
  1. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, nieskonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.
  1. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych potrzeb służby zdrowia.

Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa.

Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało.

Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już te władze do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzucani błotem. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem też takim błotem zostanę obrzucony. Ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.

Natomiast chciałbym żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.

Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych którzy decydują o tym kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję.

I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni, czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już raz zdobyli.

Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my, to kto? Kto jak nie my, obywatele ma zrobić porządek w naszym kraju? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej będzie wszystko naprawić.

Przede wszystkim wzywam, aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę. że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie w taki sposób jak obecnie.

Tych, którzy nie popierają PiS, bo polityka jest im obojętna albo mają inne preferencje, wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form możliwości jest naprawdę dużo.

Proszę was jednak, pamiętajcie, że wyborcy PiS to nasze matki, bracia, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to żeby toczyć z nimi wojnę (tego właśnie by chciał PiS) ani „nawrócić ich” (bo to naiwne), ale o to, aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji. Być może wystarczy zmiana kierownictwa partii.

Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej. Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj; zanim całkowicie pozbawi nas wolności.

A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”

 

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci