Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Janusz i Kulson

missjonash

Tekst od 18 lat!

Od wielu miesięcy miałam ochotę napisać tekst o tym kim my - kobiety właściwie jesteśmy dla innych kobiet i dla mężczyzn. Chęć pogłębiała się przy akcji medialnej #metoo a potem z każdym dniem po słynnej przepychance słownej po wywiadzie z Anną Śmigulec. Pełna niewiary w to co widzę, czytałam każdego dnia coraz to nowe wypowiedzi broniące Janusza Rudnickiego. Teksty, o zgrozo, pisane czy wypowiadane przez niektóre naczelne polskie feministki. Janusz Rudnicki przecież jest jaki jest, jest zabawny, jest piekielnie mocny i inteligentny, ewentualnie jest chory... Powiem szczerze jestem już chyba bardzo stara, bo nie mieści mi się w głowie, żeby ktokolwiek powiedział mi w oczy: "kurwo" czy "kurwy już są". Za plecami pewnie nieraz się zdarzało, bo psychoterapeutka nie zawsze jest kochana... Do tej pory myślałam, że są jakiekolwiek granice żartów, piekielnie mocnej inteligencji czy... właściwie nie wiem już czego. Ale żadnych granic nie ma... Nie ma też przyzwoitości i nawet zagorzała feministka będzie broniła "swojego" mizoginistę, bo jest "swój" obwiniając jednocześnie ofiarę, że przecież mogła zareagować, że nie rozumie niezgłębionej głębi morderczego dowcipu pisarza, że histeryzuje i spłyca... Rzygać się chce. Przecież te wszystkie teksty słyszą ofiary dzień w dzień... 

Kiedyś pewien bloger zadał pytanie dlaczego kobiety starają się odcinać od łatki feminizmu. Napisałam wtedy, że boją się piętna idiotki, histeryczki, babochłopa i "że bolca dawno nie miały"... Przecież ja jestem feministką, ale za nic nie chciałabym żeby ktoś mnie wrzucił do tego samego worka co Kazimiera Szczuka. Tym bardziej teraz. Na marginesie: alkoholizm nie ma w swoich objawach stosowania przemocy słownej (czy fizycznej). Nie ma usprawiedliwienia chorobą dla kogoś kto obraża innych... Co innego nazywanie "kurwą" swojej partnerki w łóżku, kiedy oboje partnerów to kręci i podnieca... a co innego mówienie publicznie do znajomej osoby. Ja rozumiem, że osoby uzależnione od alkoholu są zgryźliwe, złośliwe i potrafią być wyjątkowo wredne, gdy są na głodzie albo złapią akurat taką uszczypliwą fazę podczas picia, ale choroba tego nie usprawiedliwia...

To samo słowo usłyszała według mnie kobieta wpychana przez policję do radiowozu. Możliwe, że ze mną jest coś nie tak, ale wyraźnie słyszę na nagraniu "siadaj kurwo!". Słyszę również ten wykrzyknik! W "Kulsonie" nie ma litery "r" więc trudno się pomylić... Przeciwniczka, oponentka jest podświadomie traktowana jak ktoś najgorszego sortu, jednocześnie najczęściej są to wulgaryzmy kojarzące kobietę jako przedmiot seksualny. Bo kim my właściwie jesteśmy? Nadal dla zbyt wielkiej liczby ludzi: nie człowiekiem, nie partnerką, ale workiem na spermę, kurzym móżdżkiem i zdecydowanie kimś gorszym. A co jest najgorsze? Tak myślą również kobiety i młode dziewczyny...

Akcja #metoo przeraziła mnie z wielu względów. Skala zjawiska światowego to jedno, ale zetknęłam się z opowieściami moich znajomych, moich własnych koleżanek, przyjaciółek, pacjentek... moje historie, choć dla mnie bardzo bolesne, to mały pikuś. Okazuje się, że gwałt (taki z penetracją, przemocą albo podstępem) jest faktycznie zjawiskiem powszechnym. I nie zgłaszanym nikomu... To samo z molestowaniem seksualnym dzieci... I nic tu się nie zmieni jeśli nie będziemy uczyć kolejnych pokoleń szacunku do siebie wzajemnie. Chłopcy z domu muszą wynieść traktowanie kobiet jako równych sobie. Muszą się nauczyć, że kobieta, że drugi człowiek nie jest przedmiotem, że nie mogą macać, wsadzać paluchów, "ruchać" i oblepiać słowami, gdy mi się tylko podoba. Przede wszystkim powinni oduczyć się takich stwierdzeń seksualizujących drugiego człowieka. Dziewczynki muszą także uczyć się szacunku do siebie samych, ale także nie być zatruwane stwierdzeniami, że "każdy facet to chuj". A powiem Wam, że z obserwacji nastolatków wyłania się tragiczny obraz. Mówienie do siebie w związku dwojga szesnastolatków: "ty kurwo" czy "ty chuju" jest coraz częstsze. Mam wrażenie, że dawniej było to nie do pomyślenia, a teraz po prostu się dzieje...  A tłumaczeniem jest "bo byłem zdenerwowany", "bo mnie wkurzył".

Wszyscy jesteśmy równi, wszyscy mamy prawo do szacunku! To żadna nowość, ale mam wrażenie, że teraz trzeba to powtarzać o wiele częściej, może to coś zmieni...

Śmierć Szarego Obywatela

missjonash

Nie napisałam o tym zdarzeniu ani słowa. Wczoraj zastanawiałam się dlaczego. Sparaliżowało mnie i bałam się efektu Wertera i jeszcze tłukło mi się po głowie, że żeby coś zmienić trzeba żyć, a na koniec tak bardzo bałam się zapeszyć - myślałam, że jeśli coś napiszę to Pan Piotr umrze... A jednak umarł i należy mu się ten post!

Nie można sobie wyobrazić straszniejszej śmierci niż ta w płomieniach. Wielu ludzi uważa, że trzeba być osobą zaburzoną, niezrównoważoną, popie..doloną i tak dalej. Szary Obywatel uprzedził te dywagacje i w swoim liście do prasy napisał, że od lat choruje na depresję. Straszna choroba. Niedawno czytałam, że 25% chorych umiera śmiercią samobójczą. Czy jednak nie zadawał sobie sprawy z tego co robi? Wszystko było tak dokładnie zaplanowane, list jest logiczny i powiem szczerze, że nigdy nie umiałabym tak tego precyzyjnie pozbierać i napisać. Nie ma tam wrogości, nie ma agresji,  jest widoczne zrozumienie naszej sytuacji politycznej i tego koszmarnego podziału. Pan Piotr nie obraża wyborców partii rządzącej. Namawia nas w swoim manifeście do działania zgodnie z prawem i w granicach demokracji.

Gdy czytałam różne publikacje o samobójstwach spotykałam się z ich podziałem. Jednym z rodzajów opisywanych w literaturze jest samobójstwo altruistyczne. Mam wrażenie, że Pan Piotr miał dość życia (pewnie z powodu choroby), ale postanowił nami wstrząsnąć odchodząc w blasku ognia. Żebyśmy się zastanowili dokąd zmierzamy i dlaczego siedzimy cicho, choć z tak wieloma sprawami się nie zgadzamy. 

W pracy zawodowej niejednokrotnie mam za zadanie do samobójstwa nie dopuścić, skierować osobę z myślami 's" do specjalisty, starać się skierować postrzeganie na zewnątrz, a myślenie na przyszłość. Tu odczuwam bezradność i wielkie współczucie dla rodziny Pana Piotra. Nie chcę jednak, aby jego poświęcenie poszło na marne. Zgodnie z jego prośbą publikuję poniżej cały manifest (jak wspomniałam nigdy nie sformułowałabym tego lepiej):

     „1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władzę wolności obywatelskich.

  1. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji, w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.
  1. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakiekolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.
  1. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z Prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.
  1. Protestuje przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.
  1. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją chronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).
  1. Protestuję przeciwko dzieleniu społeczeństwa, umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie” i przeciwko językowi nienawiści i ksenofobii wprowadzanemu przed władze do debaty publicznej.
  1. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk swoimi ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.
  1. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak np. Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.
  1. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.
  1. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych (i innych z LGBT), muzułmanów i innych.
  1. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia, i zrobieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze nie całkowite), Trójki – radia, którego słucham od czasów młodości.
  1. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.
  1. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, nieskonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.
  1. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych potrzeb służby zdrowia.

Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa.

Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało.

Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już te władze do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzucani błotem. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem też takim błotem zostanę obrzucony. Ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.

Natomiast chciałbym żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.

Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych którzy decydują o tym kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję.

I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni, czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już raz zdobyli.

Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my, to kto? Kto jak nie my, obywatele ma zrobić porządek w naszym kraju? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej będzie wszystko naprawić.

Przede wszystkim wzywam, aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę. że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie w taki sposób jak obecnie.

Tych, którzy nie popierają PiS, bo polityka jest im obojętna albo mają inne preferencje, wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form możliwości jest naprawdę dużo.

Proszę was jednak, pamiętajcie, że wyborcy PiS to nasze matki, bracia, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to żeby toczyć z nimi wojnę (tego właśnie by chciał PiS) ani „nawrócić ich” (bo to naiwne), ale o to, aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji. Być może wystarczy zmiana kierownictwa partii.

Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej. Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj; zanim całkowicie pozbawi nas wolności.

A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”

 

Seks

missjonash

Poprzedni wpis  w sposób bezpośredni łączy się z tym. Dodatkowo zelektryzowała mnie wiadomość o projekcie Anji Rubik, która wraz ze znanymi postaciami: aktorami, politykami, piosenkarzami produkuje właśnie 14 minutowych filmów o seksie skierowanych głównie do młodzieży. Zgadzam się z tym, że edukacja w tym zakresie leży i kwiczy. Młodzi ludzie nie mają często pojęcia w wielu ważnych rzeczach mimo iż są przekonani, że wiedzą wszystko najlepiej. Ileż się już razy spotkałam z sytuacją, że młoda kobieta czy młody mężczyzna twierdzi, że wie absolutnie wszystko w tym zakresie i na przestrzeni kilku miesięcy później dowiaduje się o ciąży (swojej lub partnerki) i nie była to ciąża planowana.

Zgadzam się w pełni, że my dorośli jesteśmy w dużej mierze pruderyjni i nie potrafimy rozmawiać otwarcie o seksie. Wstydzimy się, udajemy, że nie rozumiemy pytań, wściekamy się na dziecko, że w ogóle pyta o takie ohydne rzeczy :) Ohydne? Przecież seks poza tym, że jest czymś bardzo przyjemnym, jest też niesamowitym relaksem, pogłębia relację, jest doskonałym ćwiczeniem gimnastycznym, no a przede wszystkim jest jedną z podstawowych, biologicznych potrzeb człowieka. Jak jedzenie i sen :) Niezaspokojenie tej potrzeby niesie ze sobą frustrację i cierpienie. Owszem potrafimy przerobić tę tęsknotę na działania w innych dziedzinach życia (Jung pisał o tym, że niezaspokojone libido daje napęd do działań artystycznych, społecznych itp.), ale w dalszym ciągu nie traktujemy seksualności człowieka naturalnie. To jakiś wstydliwa sprawa. 

A przecież trudno nawet udawać, że młodzież tego nie robi. Nie dalej jak wczoraj czytałam artykuł o ukaraniu dyrektora domu poprawczego za umożliwianie nocowania i uprawiania seksu wychowanka z czternastoletnią dziewczyną (link do artykułu tutaj). Doskonale zdaję sobie sprawę, że większość nastolatków kocha się ze sobą, wobec czego powinni mieć szeroką wiedzę o antykoncepcji, o pozycjach, o konsekwencjach różnych zachowań, o granicach zachowań, na które nie należy się zgadzać itp.

Generalnie jestem za tym aby seksu nie uprawiać z przypadkowym partnerem zwłaszcza w młodym wieku i poczekać na kogoś kogo się kocha i ma się do niego duże zaufanie. Dlaczego? Z prostej przyczyny: młodzi ludzie są bardzo często pełni niepewności co do własnej atrakcyjności, na początku także nie zawsze potrafią wykazać się sprawnością (bo wszystkiego trzeba się nauczyć). Młody chłopak niesamowicie napalony nie zawsze będzie potrafił kontrolować swoją ejakulację. Już kiedyś to pisałam wyobraźmy sobie nieporadność podczas seksu z kimś kto nie kocha, nie jest czuły i wyrozumiały. Znam takie sytuacje, że czternastolatek czy piętnastolatek został tak ośmieszony i wyśmiany przez dziewczynę, że przez lata leczy nerwicę seksualną. Przypadkowy partner może się okazać kimś niewrażliwym, egoistycznym lub nawet sadystycznym. Po co młodej osobie taka trauma na starcie?

Dodatkowym problemem jest lawinowy wzrost oglądania pornografii w sieci przez coraz młodsze dzieci. Młodzi ludzie wchodzą potem w życie seksualne z bardzo spaczonym obrazem płci przeciwnej, nie wspominając już o spaczonym wyobrażeniu możliwości seksualnych człowieka. Któż potrafi kochać się 2 godziny bez przerwy? Mało który nastolatek zdaje sobie też sprawę jak drugorzędną albo nawet trzeciorzędną jest kwestia wielkości penisa w seksie. Najstarszy mit psujący humor mężczyznom to przekonanie o tym, że im większy tym lepszy. Nic bardziej mylnego. Poza tym oglądanie pornografii powoduje, że młodzi ludzie bywają zszokowani tym jak naprawdę wygląda naturalne kobieta bez silikonu...

Myślę, że temat rzeka i jeden wpis i tak go nie wyczerpie :)

#Ja też

missjonash

Zastanawiałam się czy napisać ten tekst. Rzadko zdarza mi się brać udział w łańcuszkach i tego rodzaju hasztagowych akcjach, ale uznałam, że warto. 

Gdy wypływa temat molestowania seksualnego sprawa jest kwitowana kilkoma stwierdzeniami (najczęstszymi): "nie znasz się na żartach", "no coś ty, to komplement był", "feministki coś wymyślają", "powinna się cieszyć, że molestował - znaczy ma powodzenie". Słyszeliście, prawda? Albo, że o co chodzi w końcu się zgodziła du..ą zarabiać (o modelkach, aktorkach, piosenkarkach, które były molestowane seksualnie np. przez reżysera, producenta itp....). Też słyszeliście? W związku z aferą z Harvey'em Weinstein'em jedna z molestowanych przez niego aktorek  rozpoczęła akcję internetową z hasztagiem #metoo (po polsku #jatez). Zaproponowała aby pokazać światu, nie tyle, że problem istnieje, ale jego olbrzymią skalę. Co więcej nie dotyczy tylko kobiet (choć tych jest zdecydowana większość), dotyczy również molestowanych lub zgwałconych mężczyzn... Oni też odważają się dodać historie z tym hasztagiem. Sama poznałam kilka historii, w których mężczyzna był molestowany seksualnie i przeżywał to tak samo paskudnie jak ja. A oto moje historie:

Miałam jakieś 11 lat kiedy kolega mojej mamy z pracy (na oko lat ze 60) gdy przechodziłam korytarzem położył dłonie na moich piersiach i powiedział "pączkują już, co"? Chyba pierwszy raz w ogóle o tym komuś mówię (piszę). Przez całe lata to wydarzenie wydawało mi się tak wstrętne, brudne i nie do pomyślenia, że nawet by mi przez gardło nie przeszło poskarżyć się komukolwiek. Nawet do tej pory mnie dławi ze wstrętu...

Gdy miałam 17 - 23 lata pracowałam w wakacje w piekarni, lubiłam tę pracę, ale była jedna rzecz, której nie cierpiałam. Te wszystkie obleśne, oślizgłe komentarze seksualne. To stamtąd zapamiętałam: "Aśkę to bym zerżnął na workach"... To tam panowie myśleli, że mają prawo klepnąć i dotknąć bez pytania o zgodę. A burzyć się znaczyło być jakimś dzikusem, przecież to takie naturalne. Przecież to komplement...

W pracy zawodowej też mi się przydarzyła wesoła przygoda. Była do tego stopnia wesoła, że wyparłam ją skutecznie na całe lata z pamięci. Będąc pracownikiem socjalnym i wychodząc już z domu klienta, w korytarzu przy drzwiach wyjściowych pan postanowił dać upust swojej fantazji: objął mnie i pocałował w szyję. Całą ta sytuacja była tak koszmarna, łącznie z idącym po ścianie karaluchem, że całkowicie wymazałam to zdarzenie z pamięci na jakieś 10 lat. A teraz, gdy o tym myślę to całą się trzęsę. Nie da się wytłumaczyć komuś jak wstrętna jest taka ingerencja w cudzą intymność... Myślę, że starczy przykładów. Znalazło by się więcej, ale nie o to chodzi. A jeśli mnie jedną spotkało to wielokroć to aż boję się zastanawiać co z innymi kobietami...

#metoo #jateż #jatez 

Niebezpieczne związki

missjonash

Bezpośrednim impulsem do napisania tego tekstu jest przeczytanie artykułu (link tutaj) o zabawach młodych ludzi i obrzydliwym potraktowaniu młodej kobiety. Zabawa jest różnie nazywana np. "zaczep świnię" lub "wyrwij świnię". Ma też różne warianty. Może być tak, że młody mężczyzna szuka dziewczyny, która wydaje się być nieatrakcyjna lub/i z nadwagą, udaje przed nią zauroczenia umawia się na romantyczne spotkanie a potem informuje swoją ofiarę za pomocą wiadomości tekstowej lub graficznej, że padła ofiarą żarciku. I wraz z grupą znajomych umiera ze śmiechu. HA, HA HA... Może być wariant, że grupa młodych ludzi wybiera się na imprezę i czynu bohaterskiego dokonuje ten z grupy, kto "wyrwie najbrzydszą laskę" i się z nią prześpi. Wygrywa, bo ochronił swoich kumpli do takiego koszmaru. To się nazywa osłonięcie granatu czy jakoś tak... HA, HA, HA... Subtelne przejawy takich gier i zabaw są widoczne również w Polsce, wśród naszej młodzieży. Ileż to można mieć uciechy z wykorzystania czyjeś bezbronności, naiwności i cudzych marzeń. Przezabawne doprawdy... 

Jeśli jednak myślelibyście, że podobne zabawy są wyłączną domeną młodzieży to byście się pomylili. Panowie (i panie też) czerpią rozrywkę często ze zwykłych hazardowych zakładów. Spotkałam się już nie raz z sytuacją, gdy dwie (nawet trzy) dorosłe osoby zakładają się kto pierwszy "wyrwie" konkretną osobę. Możliwy jest wariant, że finałem jest stosunek seksualny, ale czasem wystarczy deklaracja miłosna na piśmie (np. sms) jako dowód wygranej. Można wygrać dobrą wódę... No i jaki się ma rep na mieście (poważanie ze strony podobnych żartownisiów hazardzistów). Stąd przypomniały mi się tytułowe "Niebezpieczne związki". Niezwykle pouczająca powieść Pierre'a Choderlosa de Laclos wydana w 1782 roku. Osobiście każdemu takiemu żartownisiowi polecałabym przeczytanie lub przynajmniej obejrzenia filmu w reżyserii Stephena Frearsa (pod tym samym tytułem). 

Jestem głęboko przekonana, że krzywdzenia osób niewinnych, niepewnych siebie i ufnych jest wyjątkowym sk..syństwem. Jestem równie głęboko przekonana, że prędzej czy później na żarciku można się przejechać. Bo oto nie zawsze wygląd zewnętrzny ma decydujące znaczenie czy zakochamy się w kimś na śmierć i życie, bo własna podłość i brak zasad, współczucia i zwykłej przyzwoitości nie zawsze chronią skutecznie przed wpadnięciem we własne sidła. Kawaler de Valmont był przekonany, że wie już wszystko, widział wszystko i wszystko go nudzi, chciał się tylko kapkę zabawić, wyrwać z nudy i zbałamucić młodą, pobożną mężatkę. Ale zabawa potoczyła się  nie w tym kierunku, który sobie założył, a na końcu przegrał, można powiedzieć przegrał ostatecznie i nikt się nie śmiał...

Obawiam się, że żartownisiów i tych młodych i tych starych byłoby trudno nawrócić. Skoro rodzice nie nauczyli ich empatii, wrażliwości i elementarnej sympatii do drugiego człowieka to jest raczej za późno na naukę. No chyba, że jest to wyraz kompleksów - wtedy solidna psychoterapia jest w stanie jeszcze ich naprostować. Piszę jednak ten tekst z myślą o młodych i starszych kobietach (ale również mężczyznach), byście uważali na potencjalnych żartownisiów. I byście pamiętali taką maksymę, której nauczyłam się późno, ale wiem, że jest prawdziwa: sama miłość nie wystarczy. Równie ważna jest przyjaźń. I nie ma się gdzie spieszyć... Lepiej dłużej poczekać, upewnić się, że osoba, na której Wam zależy ma poczucie humoru podobne do Waszego

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci