Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Zdjęcia

Moje uzależnienie

missjonash

Oprócz tego, że jestem uzależniona od nikotyny (choć nie palę już ponad 11 lat) mam drugie uzależnienie. Nie do końca odpowiada kryteriom diagnostycznym ;) ale zaczęłam się ostatnio zastanawiać co by się stało gdyby zepsuł mi się aparat fotograficzny. To byłby dopiero zespół abstynencyjny! Pewnie po kilku dniach oswoiłabym się z brakiem możliwości robienia zdjęć, ale najpierw szok byłby potężny. 

 

Na razie mam to szczęście, że mam kiedy wychodzić w plener. Choć w tym tygodniu raczej będzie to mocno ograniczone, bo moje Zajączki są chore i nie mogą wychodzić z domu. Dziś radziłam sobie z głodem fotografowania w taki sposób, że brałam aparat w drogę (załatwiając sprawy urzędowe, idąc do i wracając z pracy :))

 

Zauważyłam, że coś fajnego można znaleźć w każdym miejscu. Gdy mam mało czasu znajduję obiekty w przydomowych ogrodach na trasie swojej drogi. Fotografia (czy będzie to parę fotek po drodze czy dłuższe wyjście o świcie) daje mi możliwość odpoczynku, naładowania akumulatorów, wyciszenia się i nabrania optymizmu. Więc może jeszcze nie uzależnienie skoro nie ma szkód :))


A Wy macie takiego pozytywnego hopla? Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

 


Piękno jest wszędzie

missjonash

Od kiedy publikuję zdjęcia bardzo często słyszę (czytam) stwierdzenie: "Ale u Ciebie jest pięknie, u mnie tak nie ma". Na marginesie: pewnie, że u mnie jest pięknie i nadal trzymam za słowo tych, którzy obiecali odwiedzić Cieszyn (Bagiennego, Kocicę, Piotra Opolskiego i Jolene). Ale uważam, że wszędzie można znaleźć piękno. 

 

Zwłaszcza gdy kocha się swoją "mała ojczyznę" warto obejrzeć ją dokładnie. Dla każdego coś innego jest ładne. Dla jednych będą to ruiny starych budowli, dla innych portrety ludzi a jeszcze dla innych kwiatki i ptaszki:


 

Zapewniam Was jednak, że absolutnie wszędzie można znaleźć coś ślicznego. Wystarczy się rozejrzeć. Czasem nawet nie trzeba zbyt wiele czasu. Wystarczy popatrzeć na wróble. Są takie drobne i niepozorne, ale przecież urocze:

A najpiękniejsze kwiaty rosną najzwyczajniej w świecie przy drodze:


Serdecznie wszystkich namawiam do oderwania się od komputera od czasu do czasu i powędrowania na spacer. Nawet całkiem niedaleko są magiczne miejsca. Poszukajcie ich i jeśli Wam się zechce napiszcie coś o tym.

Tylko po co?

missjonash

Od kilku dni zastanawiam nad pytaniem, które zadała pewna osoba jako komentarz pod artykułem o prawniku, który za pomocą długopisu potrafi "zrobić" zdjęcie. Tu link do innego artykułu o Samuelu Silvie. Dokładnie ten komentarz brzmiał jakoś tak: "Wspaniałe!!! Piękne!!! Tylko po co?". To co potrafi zrobić ten artysta za pomocą długopisów jest wręcz niewiarygodne. Założyłabym się przy każdej jego pracy, że to fotografia. I bym przegrała. Ale z drugiej strony to wcale nie musi być "fotografia" konkretnej kobiety, dziecka czy pejzażu... 

Ten komentarz skłonił mnie do filozoficznych przemyśleń (tu pozdrawiam Starszego58) po co w ogóle jest sztuka? Po jaką cholerę ludzie malują, rysują, szkicują naśladując to co ich otacza. I po co np. ja robię zdjęcia. Gdyby to jeszcze była dokumentacja techniczna do nowo powstającego domu, albo zdjęcia produktów do reklamy... No ostatecznie fotki do dokumentów. Ale ja takich bym nie zrobiła. I wcale nie chcę tylko odwzorowywać rzeczywistości. Tam musi być coś jeszcze. nie zawsze wychodzi, ale choć to jest to co widzę to nie tylko. Nie umiem tego wyrazić.

 

 

Tylko po co? Czemu ludzie głodują, nie śpią, poświęcają życie pięknu? Wcale nie żartuję: znam paru malarzy, którzy obraz sprzedają w ostateczności i z niechęcią. Niby chcą aby ich ego i to piękno było docenione, ale jednocześnie chcieliby te "swoje dzieci" zostawić dla siebie. Dlaczego wbrew piramidzie potrzeb Abrahama Maslova niektórzy zapominają o potrzebach biologicznych aby tworzyć? I po co? Komu to potrzebne?

Ja bez tego żyć już nie umiem... Macie pomysł po co nam sztuka?

Sposób na podryw :))

missjonash

Od kiedy snuję się z aparatem fotograficznym tam i tu (zarówno po centrum miasta

 

jak i po wsiach i opłotkach)

zauważyłam jedną prawidłowość.

Spokojnie mogłabym w poradniku "Jak poderwać upragnionego faceta na 24 sposoby" dokładnie opisać sposób "na aparat" :)) Nie uwierzycie ile miałam już propozycji (nawet jedną prawie matrymonialną). W centrum miasta zazwyczaj jest propozycja rozmowy, w opłotkach panowie chcą mnie podwieźć do celu. Aparat i rozmowa o zdjęciach skutecznie służy do podrywania ale także do zawierania ciekawych znajomości. Szkopuł w tym, że gdy robię zdjęcia chcę być sama.

Żeby daleko nie szukać gdyby nie aparat fotograficzny, nie doszłoby do wczorajszego spotkania. Dla lubiących wszystko umiejscowić sobie w przestrzeni dodaję zdjęcie mostu kolejowego po którym tajemniczy nieznajomy przeleciał galopem na czeską stronę

i miejsca gdzie musiałam zmagać się z angielskim :))

 

Gdyby nie zdjęcia, które dodaję na Facebooku nie byłoby wielu zacieśnionych znajomości. Ja nie skorzystam z podrywczej mocy aparatu, ale oddaję pomysł koleżankom blogerkom i czytelniczkom. Uwierzcie mi, że to działa. Szkoda, że nie wiedziałam o tym dawno, dawno temu. Albo raczej nie nie szkoda :)) Co więcej działa nawet gdy nie wygląda się jak Natalia Siwiec czy Małgorzata Kożuchowska (ja z pewnością nie wyglądam :))

Po zarazie

missjonash

Dziś pierwszy dzień przebywałam na powietrzu z własnej i nieprzymuszonej woli po ponad tygodniowej grypie. Skutki odczuwamy nadal i dlatego zaraz idę spać. Od zeszłej soboty właściwie najczęściej śpię (z przerwami na wyjście do pracy, bo tego nie mogłam uniknąć nawet z wysoką gorączką). Zachorowaliśmy kolejno od najmłodszego Zajączka, przez męża a skończywszy na mnie dzień po dniu. Gorączka przez trzy dni około 39,7C, przez kolejne dni brak sił, totalne zmęczenie i inne takie... Ale przeżyliśmy. A starszy Zajączek nawet nie zaraził się zarazą. Gdy wczoraj pierwszy raz tak na poważnie ogarnęłam włości zobaczyłam jaką niespodziankę przyszykowały mi moje Amarylisy (czyli Hippeastrum czyli zwartnice):

Pierwszy raz mam po dwa kwiaty z jednej cebuli (i to w dwóch doniczkach). A dziś wyszłam na spacer i zrobiłam te kilka fotek szalejącej wiosny:

 

 

 

 

Nigdy bym nie uwierzyła, że można się tak fatalnie czuć... Dobranoc wszystkim :))

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci