Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Polityka

Lekcja historii

missjonash

"- Jasiu - to jakie były bezpośrednie przyczyny wybuchu wojny domowej w 2016 roku?

- No więc bezpośrednią przyczyną wybuchu zamieszek było niedopuszczenie mediów do prac sejmu, wykluczenie z debaty posła Michała Szczerby (hehehe, bo wie pani poseł miał kartkę z napisem "wolne media" czy jakoś tak i powiedział do marszałka sejmu <<marszałku kochany>>) i przeniesienie głosowania do sali kolumnowej. Przegłosowano budżet na 2017 rok bez obecności opozycji. Zaczęły się zamieszki pod sejmem....

- Dobrze wystarczy. Piątka..."

Od kilkunastu tygodni chciałam coś napisać, ale nie umiałam się przełamać i zmusić. Wydarzenia polityczne były szybsze niż moje myśli, a życie prywatne nie dawało wytchnienia... Od wczoraj jednak zapragnęłam coś napisać. Bo jesteśmy świadkami przełomowych wydarzeń. I nie chodzi tu o blokowanie wyjazdu z sejmu czy mównicy - to już bywało. Chodzi mi o coraz mocniej nasilone emocjonalne reakcje i interpretacje tego co robi strona przeciwna. Nakręca się spirala... Ale to nie może trwać w nieskończoność i niestety jest szansa na rozlew krwi. Wszyscy uczestnicy sporu okopali się na stanowiskach. Nikt z nich nie myśli o Polsce. A my kupujemy te emocje. Tyle już razy pisałam, że wystarczyłoby założyć, że kolega z pracy czy ciocia - osoby mające skrajnie różne poglądy od nas wcale nie muszą chcieć źle dla Polski. Tylko inaczej oceniają co jest dla Polski dobre a co nie. Tam na górze nie ma już chyba szans na normalne rozmowy. My tu na dole możemy jeszcze ze sobą normalnie rozmawiać zanim będzie za późno.

Jasne, że nie chcę władzy PiS-u, że protestuję przeciwko odebraniu standardów okołoporodowych milionom Polek, że nie zgadzam się na wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej, że jestem bardziej niż krytyczne wobec deformy edukacji, że nie chcę żadnego donosicielstwa a edukacja seksualna widzi mi się inaczej niż ekspertek z partii rządzącej, jestem przeciwna piotrowiczom i misiewiczom we władzach różnego szczebla, jestem przeciw ekshumacjom wbrew woli rodzin. Ale nie daję się wkręcać w nieprawdziwe memy i staram się zachować minimum zdrowego rozsądku i obiektywizmu. Wiem jakie to trudne i jak czasem wychodzi ze mnie furia, ale to jedyna rozsądna droga. Jakiś czas temu przeczytałam wywiad z Moniką Jaruzelską "Nie chciałabym być w skórze Kingi Dudy". W wielu punktach zgodziłam się z Panią Moniką, choć takie totalne wypranie z emocji nie jest mi dostępne (nie ten typ osobowości) i zaczęłam się zastanawiać (na zasadzie przekory) gdzie jest granica tego racjonalnego oglądania świata, a gdzie jest miejsce na włączenie się (nawet) do walki o ponadczasowe wartości. 

Prawdziwe tragedie na świecie już się działy i dzieją. Codziennie widzimy tragedię cywili z Aleppo, przypominamy sobie dzięki tym przekazom walczącą Warszawę sprzed 72 lat. Czy znowu chcemy być świadkiem zabijania, sami zabijać? Wiem, że to odległa perspektywa, ale jeśli nie zaczniemy ze sobą rozmawiać przyjdzie taki dzień kiedy innych argumentów już nie będzie. Najpierw przytrzymamy mównicę siłą, a za jakiś czas będziemy się bić z oponentami, tratować, a na koniec zabijać. Wiemy z historii, że to nie jest takie niemożliwe. Tak się dzieje, gdy to emocje zaczynają rządzić ludźmi. Emocje kumulują się w nas od lat. Od czasu katastrofy smoleńskiej dajemy się wmanewrować w istnienie Polski i Wolski. Ale Polska jest jedna. I od nas zależy jak wspólnie będziemy tu żyć. I póki jest wybór uważam, że należy korzystać z demokratycznych form protestów. Bardzo boje się dnia kiedy nie będzie wyjścia i trzeba będzie np. mówić dzieciom, że pani nauczycielka mówi rzeczy nieprawdziwe (o historii, seksie czy wiedzy o społeczeństwie), że będę musiała zabronić moim dzieciom uczestnictwa w konkretnych uroczystościach czy czytania lektur szkolnych. Boję się tego nadchodzącego dnia konfrontacji i walki o wartości. Mam nadzieję, że da się temu przeciwdziałać bez rozlewu krwi, pokojowo i z szacunkiem.

Czarny poniedziałek

missjonash

Miałam dać sobie spokój, bo wszyscy o tym piszą, ale czuję, że powinnam:

Dlaczego wczoraj ubrałam się na czarno od stóp do głów? Dlaczego zmieniłam zdjęcie profilowe, dlaczego popieram #czarnyprotest? Dlaczego wczoraj się dobrze bawiłam, jak chce pan Waszczykowski? (Albo brałam udział w idiotycznym proteście, jak chcą moi niektórzy znajomi?) Czy jestem godną następczynią ssmanów? Marzą mi się małe ciałka rozrywane narzędziami zwyrodniałych ginekologów? A może jestem czarownicą biorącą udział w karnawale szatana?

Otóż nie szanowni Czytelnicy. Wielokrotnie pisałam na tym blogu, że jestem przeciwniczką aborcji np wpis "Aborcja" albo "Obrzydzenie" z pewnymi wyjątkami. Gdy pisałam wpis "Aborcja" nie uświadamiałam sobie jeszcze jakie konsekwencje dla malutkiego chłopczyka miała decyzja pana Chazana. Nie wiedziałam, że umierał przez kilka dni, a żadne dawki morfiny nie były wstanie zneutralizować bólu gnijących resztek ośrodkowego układu nerwowego. Są takie sytuacje, że poświęca się dobro mniejsze w imię ratowania większego. Nawet chrześcijanie dopuszczali "coup de grâce" czyli cios łaski - dobicie ciężko rannego i cierpiącego przeciwnika. Co dopiero mówić o bezbronnym dziecku. Są różne sytuacje...

Aborcja jest w Polsce zakazana z trzema wyjątkami. W tych wyjątkach nikt nie zmusza kobiety do jej dokonania, Ona z ważnych przyczyn (ratowanie dobra większego kosztem mniejszego) ma do tego prawo. Dlaczego kobieta, która została zgwałcona i przez straszną krzywdę powstało w jej ciele nowe życie, nie ma prawa zdecydować o swoim dalszym losie i ciele? Każdy kto miał do czynienia z przemocą wie, że to powtórna wiktymizacja. Drugi gwałt. To kobieta musi mieć prawo zdecydować co dalej. I zdecydowana większość nie usuwa takiej ciąży. 

Nie może być tak, że zakładamy, iż każda kobieta, która poroniła chciała zabić swoje dziecko. Jest dokładnie odwrotnie takich przypadków nie jest dużo. Znam bardzo wiele kobiet, które leczą się, po traumie utraty wyczekiwanego dziecka, od miesięcy czy lat. Wyobraźmy sobie do tego śledztwo, nawet jeśliby później zostało umorzone...

Z całą mocą powiem to: mężczyźni, którzy napisali projekt ustawy zakazującej aborcji kojarzą mi się z działaczami inkwizycji. Iluż tam było frustratów seksualnych, sadystów i zboczeńców. Jakąż oni czerpali rozkosz z torturowania i poniżania kobiet. Nie mówię, że wszyscy - żeby nie było myślę, że duża część wierzyła w to co robi i chciała nawrócić grzeszników zanim zginą w piekle. Ale lwia część znalazła sobie idealne zajęcie... Przykro mi, ale odczuwam to samo gdy słyszę wypowiedzi różnych polityków, publicystów i dostojników kościelnych. Może mniej tu sadyzmu, ale na pewno całe morze chęci pokazania kto tu jest podrzędny. Kobiety mają rodzić, sprzątać i milczeć. Nie, nie jestem feministką. Jestem "hoministką". Uważam, że jesteśmy równi, a różnice i podobieństwa są bardzo cenne. I chciałabym tu bardzo podziękować mężczyznom, którzy widzą naszą równość i walczą o równe traktowanie kobiet i mężczyzn. Cześć Wam i chwała. 

Zdaję sobie sprawę, że ta ustawa nie wejdzie nigdy w życie. Została napisana tylko po to, aby pokazać nam, że można nas sprowadzić do roli przedmiotu jeśli tak panowie zechcą, że nie jesteśmy ważne. Ważny jest tylko owoc łona naszego (aż chciałoby się dodać "w domyśle syn"). Ustawa zostanie w takim kształcie, albo zostanie usunięta przesłanka eugeniczna. I co wtedy? Takich malutkich chłopczyków bez mózgu lub innych niezbędnych do życia narządów umierających w męczarniach będzie więcej. Bo tu nie chodzi o Zespół Downa tylko najgorsze wady wrodzone uniemożliwiające życie... Ale jeśli będą miały akurat zdrowe płuca i serce to się pomęczą. W imię czego?

I na koniec: słyszeliście pewnie nie raz takie powiedzenie, że nikt mocniej nie walczy o idee niż nowo nawrócony na nią neofita. No i przysłowiowej wręcz hipokryzji polityków. To prawda. Wedle relacji kobiet i doniesień prasowych pan Chazan dokonywał wcześniej bardzo wielu aborcji. A w mediach można zaleźć opisy przypadków polityków ultraprawicowych, którzy tłumaczą ginekologowi, że trzeba usunąć uszkodzony płód, bo w ich wypadku to zupełnie wyjątkowy przypadek...

Moja prawda jest mojsza

missjonash

To nie są tylko moje autorskie przemyślenia. Spotkałam się już z takimi głosami w sieci. Są coraz liczniejsze. Najmocniej przemówił do mnie ten tekst: Post Tomasza Sikory z Facebooka.. Wiem, że teraz narażę się wielu osobom, ale co tam. Tak myślę i muszę to powiedzieć. To nie jest tak, że wszyscy wyborcy koalicji PiS, Solidarnej Polski i Zjednoczonej Prawicy, członkowie tych partii i ich sympatycy to oszołomy. Nawet jeśli wierzą w rzeczy dla mnie absurdalne to czy mam prawo czuć wyższość i ironicznie nazywać ich moherowym betonem? Mam prawo drwić i obrażać? Gdy się myśli o partiach jako o grupie anonimowych ludzi łatwiej jest poniżać. Kilka dni temu napisałam do kogoś dla mnie ważnego w prywatnej wiadomości "kaczyści". Miałam na myśli osoby zaślepione, takie, którym się nie da przetłumaczyć, osoby wręcz na granicy szaleństwa. Przemyślałam to. Zbyt blisko to zabrzmiało słowa "faszyści". Ja nie mam pewności, że wszyscy wyborcy i sympatycy Jarosława Kaczyńskiego są złem wcielonym. Co więcej mam znajomości bliskie i ważne z osobami, które są zwolennikami Prezesa lub Posła Pawła Kukiza. Wiem, że to dobrzy ludzie, którym zależy na Polsce. Wiem od wczoraj, że z Pawłem Kukizem już bym się raczej nie dogadała. Obraziłam się za te "kurwy", których nienawidzi, ale przy odrobinie dobrej woli to kto wie... Ale moi znajomi nie są agresywni, można z nimi podyskutować. Tak samo ze Spokojnym nie wyzywamy się na tym blogu, dajemy radę rozmawiać ze sobą od co najmniej 4 lat. Nadal się najczęściej nie zgadzamy, ale nie zakładam, że chce źle. Po prostu wierzy w to z czym ja się nie zgadzam albo w co nie wierzę. Ma prawo? Ma! Ja mam prawo? Mam!

Czy na pewno wszyscy jesteśmy sterowani przez wrogie/ żydowskie / bankierskie lobby, ogłupieni i niezdolni do samodzielnego analizowania sytuacji politycznej? Sterowani przez miliony i naszą chciwość? Czy wszyscy trzymamy się koryta i władzy? Jesteśmy złodziejami i zdrajcami, ukrytą opcją i zaprzańcami?

A czy wszyscy oni są ograniczonymi, mściwymi, szalonymi, paranoicznymi, ortodoksyjnymi i fanatycznymi dewotami? Nie sądzę!

Kilka dni temu miałam silne wrażenie, że naszą klasę polityczną zaczadzono jakimś jadowitym gazem, że to się udziela i roznosi. Do tej pory nie wiem czemu Poseł Siemoniak przepraszał NATO i Europę za "nocny najazd" na Centrum Eksperckie NATO. Od analizy tego co się tam stało jest prokuratura oraz m.in. posłowie opozycji pilnujący aby sprawy nie zamieść pod dywan. Ale ostentacyjne przepraszanie na konferencji prasowej wpisuje się w pewien schemat. Otóż zdecydowana większość z nas automatycznie interpretuje wypowiedzi i czyny osób z tej drugiej strony barykady w najgorszy możliwy sposób. Zakłada celowe działanie, złą wolę i chęć krzywdzenia. Od tego jak będziemy interpretować słowa zależy nasze zdrowie psychiczne. Możemy sobie stres ograniczać lub go rozkręcać. Od tego też zależy czy będziemy jeszcze zdolni do porozumienia i wspólnego działania dla dobra naszego kraju czy też na zawsze będziemy dla siebie wrogami a za jakiś czas zaczniemy się dziabać nożami w imię swojej najświętszej racji. A może to nie jest jadowity gaz tylko duch Otto von Bismarcka, który chichocząc zaciera ręce z ektoplazmy i mówi "a nie mówiłem"?

Popatrzcie na ten fragment filmu Dzień Świra:

Wiem, wiem co teraz usłyszę o braku symetrii. O tym, że to tamci są upartymi świrami / złodziejskimi knurami i oni muszą się zmieć / odejść / zawisnąć... Zgadzam się jedynie z tym, że zdecydowana asymetria wynika z tego, że to strona Prezydenta i Jarosława Kaczyńskiego jest przy władzy, ma wszelkie karty. I w tym kontekście ponosi większą odpowiedzialność za swoje słowa i czyny. Ale mimo tego iż jestem sercem z jedną stroną, czuję się kurwą i złodziejem, to z drugiej strony mam nie tylko emocje. Mam jeszcze rozum, który podpowiada mi, że pomijając pogłębianie się podziałów wynikających z czynów i słów liderów politycznych, za tym wszystkim stoją jeszcze inne siły. Być może są to agenci innych państw, ale mam też silne przeczucie, że padamy ofiarą zabaw młodzieży z karachana i darknetu. Nie musimy się dawać szczuć na siebie.

Bardzo spodobały mi się podziękowania Pana Adama z Krucjaty Różańcowej, które złożył pracownikowi Agory za to, że podczas modlitw za Ojczyznę pod siedzibą Agory pracownicy z Czerskiej częstował członków Krucjaty ciepłą herbatą. Jak to napisał Dudi: Można? Można!

List otwarty do Prezesa Jarosława Kaczyńskiego (i nie tylko)

missjonash

Szanowny Panie Prezesie!

Starałam się jak mogłam nie reagować na Pana poprzednie słowa o genie zdrady narodowej i o gorszym sorcie człowieka (Polaka). Uznałam bowiem, że może nie jestem aż tak skażona skoro nie skarżę się ani zagranicznym mediom, ani naszym reżimowym (tak się teraz nazywają, nieprawdaż?) ani nawet zagranicznym znajomym. Staram się jak mogę pokazać piękno fragmentu Polski, w którym żyję i ściągnąć tu turystów. Nie reagowałam także dlatego iż poczułam się zażenowana, bo kilka tygodni temu to Pan Prezydent Andrzej Duda skarżył się na Polskę tymi słowami: "Niestety Polska nie jest dziś krajem, o którym można by powiedzieć, że jest państwem sprawiedliwym, sprawiedliwym dla swoich obywateli, że jest państwem, w którym obywatele traktowani są równo." W sumie nie wypada mi nawet myśleć, że Pan Prezydent ma w sobie gen zdrady i jest tego gorszego sortu.

Jednak poruszyły mnie Pańskie słowa: "Czy według pana współpracownicy gestapo i AK-owcy to ten sam sort ludzi? Według mnie nie."

To nie jest takie proste Panie Prezesie. Po pierwsze po raz kolejny usłyszałam o sortowaniu ludzi na takich i innych. Przypomniałam sobie słowa bohaterki Ireny Sendlerowej: "Ludzi należy dzielić na dobrych i złych. Rasa, pochodzenie, religia, wykształcenie, majątek – nie mają żadnego znaczenia. Tylko to, jakim kto jest człowiekiem." Po drugie z cała pewnością w AK bywali źli ludzie, a nie wszyscy którzy donosili do gestapo byli źli. Niektórzy bali się bólu, bali się o swoich najbliższych, czasami wykonywali także skomplikowaną misję pod przykryciem, która wymagała bycia współpracownikiem gestapo. Co więcej zdarzali się dobrzy ludzie w samym gestapo. Moją babcię uratował w czasie II Wojny Światowej od pewnej śmierci oficer SS. Dlaczego? Nie wiem, ale sprzeniewierzył się swojej partii i rozkazom. Jestem socjologiem i nauczyłam się paru rzeczy o naturze człowieka jako istoty społecznej. Wiem z pewnością, że w PZPR niektórzy byli dobrzy a w Solidarności niektórzy byli źli. Nie da się w tak prosty sposób podzielić ludzi na "sorty" takie i inne. Wiem także, że ludzie robią czasem złe rzeczy z lęku, słabości oraz dlatego, że ulegają autorytetem. Czy to oznacza, że są gorszego sortu? Gorszy sort człowieka dla mnie to tylko taki, który kieruje się nienawiścią...

Nie da się w nieskończoność dzielić ludzi. Niezgoda rujnuje...

Missjonash

 

Wnioski

missjonash

Muszę przyznać, że mi się nie chce. Właściwie to nic mi się nie chce. Częściowo ma na to wpływ pogoda, bo pada i pada od wielu dni, a nawet jak nie pada to jest pochmurno. Godziny ze słońcem były przed tygodniem ale i te dało się policzyć na palcach jednej ręki. Życie wydaje się bardzo ciężkie i skomplikowane. Na pocieszenie i dla zachęty dla innych: schudłam już 11 kg i prawie mogę chodzić bez bólu. Jeszcze trochę i będę śmigać.

Przyszedł jednak czas na wnioski z politycznej lekcji ostatnich tygodni. Może Was zaskoczę, ale doszłam do wniosku, że Pan Andrzej Duda jest moim prezydentem. Co prawda na niego nie głosowałam w żadnej turze, ale uznaję głos większości. Tak to już jest. I nie utożsamiam się ze stwierdzeniem, że tylko przypadkowo więcej niż połowa tumanów zadecydowała. No i skoro od 5 lat staram się nawoływać do dialogu i zgody to nie przyłożę ręki do zabetonowania tego podziału na dwie Polski. Postaram się obserwować poczynania nowego prezydenta bez uprzedzenia. 

Nie oznacza to, że się cieszę. Nie chcę powrotu IV RP. Jednak straszenie nią nie wystarczyło do przekonania Polaków aby oddać głos na Bronisława Komorowskiego. Najmłodsi wyborcy nie pamiętają już tych wszystkich akcji CBA i innych takich, a troszkę starsi mają to w nosie. A zresztą... PO zawaliła na własne życzenie wierząc, że strach przed PiS wystarczy. Nie wystarczył. Nawet najgorszy lęk traci siłę rażenia. Zabrakło kandydata na portalach społecznościowych, w sieci... Młodzi już teraz nawet nie mają telewizorów. Zabrakło zwykłego kontaktu z ludźmi. Zabrakło prawdy i konkretów. Pycha gubi. Jeszcze kilka dni temu mogłam przeczytać, że prezydent Komorowski musi wygrać, że nie ma żadnych obaw, że po prostu nie może przegrać z tym Dudą. Jak widać może...

A teraz jeszcze dwa kontrastowe obrazki z mojego podwórka. Oto nasz rodzimy senator odchodzi z Platformy, bo już mu nie po drodze, bo zawsze był chrześcijański i konserwatywny i nie może się światopoglądowo znaleźć w tej partii. Hmmm. I to w dniu kiedy to 45 posłów PO odrzuciło nawet możliwość porozmawiania o związkach partnerskich, a kolejnych kilkudziesięciu wstrzymało się od głosu... Nic z tego jako żywo nie rozumiem. Czyżby senator po prostu porzucał konającego? Nieładnie. 

***

Do końca nie rozumiem dlaczego ludziom zależy na kierowaniu życiem innych. W imię ideologii takiej czy innej. Dlaczego partnerzy homoseksualni nie mogą dziedziczyć po sobie, pytać się o stan zdrowia partnera w szpitalu, załatwiać formalności różnej maści? To zgorszenie i zgroza? Dajmy im żyć jak chcą... I w kontekście niedawnej Eurowizji: ja nie miałam szczególnej trudności wytłumaczyć Zajączkowi dlaczego ta pani ma brodę. Taką trudność miał pan Chajzer młodszy, który wyśmiewał Conchitę, z którą uprzednio radośnie pozował do zdjęć. Dlaczego nie potrafimy przejść zwyczajnie obok inności (tym bardziej jeśli jest to zwykła prowokacja np. artystyczna). Czy wszystko musi być czarno białe? Pal licho drag queen... Ale nawet Monika Kuszyńska oberwała, że paraolimpiady to są w sporcie, a nie w śpiewaniu. Powinna siedzieć w domu i nie wychodzić, bo jest inna, bo chce wyżebrać litość, bo to żenujące... Coraz mniej w nas empatii? Mam nadzieję, że setki tysięcy wyborców Janusz Korwin Mikkego nie podziela jego zdania o niepełnosprawnych dzieciach i dorosłych. A może właśnie podziela? Może nadchodzić czas zabijania chorych niemowląt, zamykania inności w gettach. A wracając do wątku bardziej politycznego. Od teraz będę głosować tylko na ludzi, którzy są przyzwoici, tolerancyjni i potrafią patrzeć ponad interesem własnej wąskiej grupy. Na takich, którzy nie ustawiają innym życia, mimo iż to jak żyją ci inni nijak nie wpływa na ich własne istnienie. 

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci