Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Społeczeństwo

Zwierzątko i bestia

missjonash

Od kilku dni internauci oraz organa ścigania poszukują Bartosza D, który jest podejrzany o bestialskie skatowanie bezbronnego czteromiesięcznego szczeniaczka Fijo. Za oprawcą został wysłany list gończy. Mam ogromna nadzieję, że zostanie szybko znaleziony i ukarany. Żal mi tego pieska. Tak samo żal mi rodziny, która nie dość, że znalazła Fijo w makabrycznym stanie, straciła członka rodziny, bo jest mowa o nowych właścicielach pieska, to jeszcze teraz musi się zmierzyć z przeogromną nienawiścią otoczenia. Syn oprawcy dostaje pogróżki, jest zaczepiany i prześladowany w internecie, co mi się w głowie nie mieści. Bo przecież z pewnością już się nacierpiał wcześniej, a teraz jeszcze stracił przyjaciela.

Może mam już całkiem spaczone oboma zawodami myślenie, ale mam wrażenie, że Fijo uratował swoim państwu zdrowie a może nawet życie. Mam silne przeświadczenie, że atak na pieska to nie jednorazowy, odosobniony incydent. Mogę sobie wyobrazić, ze tak właśnie reaguje sprawca przemocy, który zastrasza najbliższych, a gdy zwierzątko go zdenerwuje (np. złapie zębami jak to szczeniak) jest w stanie wyładować swoje frustracje i gniew na bezbronnym piesku i niemal zabić. Trudno mi sobie wyobrazić, że najłagodniejszy człowiek świata, przykładny mąż i ojciec robi coś takiego. Tak zachowuje się kat nie tylko zwierząt.

Bestialskie skrzywdzenie szczeniaka wywołuje furię i chęć zemsty, ale... Serio zrobilibyśmy Bartoszowi D. to wszystko co jest teraz wypisywane w internecie? Tak z premedytacją?

Może skierujmy słuszną wściekłość na działanie -.na wszelkie działania mające na celu pomagać ofiarom przemocy domowej i zwierzętom. Z tej przeogromnej nienawiści, z tych słów okrucieństwa nikt niczego dobrego miał nie będzie. I oczywiście udostępniajmy gdzie się da list gończy za Bartoszem D.! On musi szybko ponieść karę przewidzianą prawem. 

 

Fijo

 

Depresja!

missjonash

Zaczyna się mało spektakularnie: człowiek staje się smutniejszy, pozbawiony energii, obowiązki stają się trudne do wykonania. Stopniowo spada sprawność intelektualna, osłabiona jest pamięć, trudno się skoncentrować. Dołączają się myśli o własnej nieudolności i beznadziejności, przyczepia się stwierdzenie, że nikt nie kocha, nikomu nie zależy. Jest coraz ciężej funkcjonować, wszystko ma szaro - szare barwy, człowiek zaczyna być przekonany, że jest ciężarem dla innych, jest znużony, przestaje się cieszyć, pojawiają się myśli samobójcze. Dalej mamy kłopoty z zasypianiem, mimo odczuwanego silnego zmęczenia, wybudzanie o 4 rano i trudności z zaśnięciem, czasem senność i przesypianie całego dnia. Ciągłe obracanie w głowie jakim się jest nieudacznikiem, wspominanie każdej nawet najmniejszej porażki, oskarżanie siebie. Człowiek czuje się tragicznie, nie ma siły zmusić się do codziennych obowiązków, a czuje się jeszcze gorzej gdy słyszy: "uśmiechnij się, tylko optymistyczne myślenie cię ustawi". To jest dopiero dramat, bo osoba cierpiąca na depresję sama nie umie się ustawić do pionu pozytywnymi tekstami. A więc obwinia się jeszcze bardziej, jego samoocena leci na łeb na szyję... Dochodzi izolacja od ludzi, chęć schowania się przed całym światem, wolniejsze ruchy. Na koniec pojawia się całkowity brak emocji, takie: "nie chce mi się już nawet umrzeć".

Skąd to wiem? Staram się wiernie odtworzyć ostatnie miesiące mojego życia. Tak, mam depresję, jestem w trakcie leczenia. Po trzech tygodniach brania antydepresantów zmywam naczynia, sprzątam, gotuję, znowu chce mi się wykonywać i obrabiać zdjęcia. Dopiero stan: "nie chce mi się już nawet umrzeć" doprowadził do wizyty u lekarza. Znowu odczuwam emocje. Wiecie, że cieszę się nawet ze  złości? Będę brać leki minimum pół roku, potem czeka mnie psychoterapia. Mam nadzieję, że tamten stan już do mnie nie powróci.

Zaczęło się niewinnie od wielomiesięcznej myśli, która stale mi towarzyszyła "jestem zmęczona", potrafiłam się zapomnieć i wypowiedzieć to głośno. Potem miałam w głowie taki jakby wyryty napis "znikam". Faktycznie starałam się jak najdokładniej zniknąć ludziom z oczu.

Czy ktoś wiedział co się ze mną dzieje? Myślę, że nie bardzo. Jedynym miejscem gdzie starałam się niczego nie okazywać po sobie aż do końca to praca. Automatycznie robiłam to co do mnie należy. Nie miałam ochoty aby ktokolwiek wiedział. I udało mi się zamaskować wszystko niemal do końca - tylko 2 osoby zapytały co się dzieje.

Depresja jest coraz częstsza, nie zawsze wiemy, że ktoś koło nas cierpi. Warto o tym mówić. Dlaczego o tym piszę? Żeby odczarować tę chorobę, bo to nie wstyd źle się czuć. Żeby wesprzeć innych i powiedzieć: świetnie rozumiem co przeżywasz. Cztery tygodnie temu nikt by mnie nie przekonał, że można poczuć się lepiej, bardziej mnie już nie było niż byłam. Dziś znowu jestem już z krwi i kości, a nie cieniem i oby tak zostało. 

FAS na Boże Narodzenie

missjonash

Jutro narodzi się Bóg! Ale dziś jeszcze jest zależny od kobiety, w której ciele mieszka. Wyobraźmy sobie, że Maria z Nazaretu pije przez całą ciążę na umór... Jaki urodziłby się Jezus?

Od kiedy wróciła kwestia ewentualnych zmian w prawie aborcyjnym coraz częściej dochodzą do głosu kobiety, które pełnym głosem mówią: moje ciało - moja sprawa. Nie zapomnę też wywiadu w "Pytaniu na śniadanie" odnośnie projektu Rzecznika Praw Dziecka nowelizującego Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy w zakresie możliwości zastosowania przymusowego leczenie odwykowego dla kobiet w ciąży. Tu link do tej rozmowy. Pamiętam jak Ilona Falicjańska strasznie oburzała się możliwością izolowania od alkoholu kobiet uzależnionych na czas ciąży.

Jak pogodzić fakt iż mające się narodzić dziecko jest całkowicie zależne od tego co robi jego matka podczas ciąży z jej prawem do samostanowienia. Często spotykam się z kobietami, które mówią, że to nie żadne dziecko tylko płód, że matka ma prawo do wolności, że może robić co chce. Co jednak z mającym narodzić się człowiekiem, który będzie dźwigał ten bagaż do końca życia?

Coraz częściej spotykam się też zawodowo z nastolatkami, które mają pełny lub niepełny syndrom FAS. FAS czyli Alkoholowy Zespół Płodowy (Fetal Alcohol Syndrome). Gdyby mamy tych młodych ludzi zachowywały abstynencję podczas ciąży, oni teraz nie borykali by się z dziesiątkami problemów. Spektrum zaburzeń wynikających z ekspozycji płodu na alkohol jest bardzo szerokie. Od pełnoobjawowego FAS do lżejszych form przebiegających bez zniekształceń fizycznych. W formie pełnoobjawowej dziecko ma skrócone szpary powiekowe, opadające powieki, szeroko rozstawione oczy, krótki, szeroki nos, wygładzoną rynienkę nad wargą, wąską górną wargę, krótką szyję, nisko umieszczone uszy, różnego rodzaju wady rozwojowe, np. stawów, serca itp. Spowolniony jest rozwój przed i po urodzeniu, mała głowa, niska waga urodzeniowa, wolniejszy rozwój środkowej części twarzy i całego organizmu. Oprócz tego, co jest najgorsze ma dziesiątki problemów neurologicznych związanych z uszkodzeniem OUN (ośrodkowego Układu Nerwowego). Mamy tu zaburzenia koordynacji wzrokowo - ruchowej, zaburzenia motoryki małej i dużej, problemy z koncentracją, pamięcią, nieprawidłowe odczucia zmysłów, brak równowagi, trudności z gromadzeniem, przetwarzaniem i wykorzystywaniem informacji, trudności w rozumieniu abstrakcji, zachowania impulsywne, nieumiejętność uczenia się na błędach i wiele innych.  

FAS jest nieuleczalny!

W świetle wielu dużych badań przesiewowych wiemy, że około 1/3 badanych kobiet w ciąży piła alkohol świadomie. Z pewnością nie wszystkie były uzależnione od alkoholu.

Nie wiemy jaka dawka alkoholu jest tą, która doprowadzi do nieodwracalnego uszkodzenia.

Miałam ochotę o tym napisać już całe miesiące temu. Od momentu spotkaniu uroczego piętnastolatka, który doświadcza wszystkich opisanych wyżej trudności z wyjątkiem zmian fizycznych. Jest bardzo miły i śliczny, ale mam obawy, że nigdy nie poradzi sobie z tym światem. Wraz z urodzeniem dostał w pakiecie trudności neurologiczne, psychologiczne i doświadczenia życiowe jak z obozu zagłady...

***

Szczerze Wam powiem, że najczęściej nie mam już siły żeby cokolwiek napisać. Czuję się pusta, niezdolna do przekazania niczego ważnego i niepotrzebna. To proste stwierdzenie faktów a nie kokieteria. Czuję się źle i trudno mi się nieraz zmusić do jakiejkolwiek aktywności. Czekam na impuls, który pozwoli mi się zmobilizować i usiąść nad klawiaturą. Dziś ten impuls się pojawił i dlatego

życzę Wam wszystkim Radosnych, Spokojnych i Zdrowych Świąt.

a43z

Janusz i Kulson

missjonash

Tekst od 18 lat!

Od wielu miesięcy miałam ochotę napisać tekst o tym kim my - kobiety właściwie jesteśmy dla innych kobiet i dla mężczyzn. Chęć pogłębiała się przy akcji medialnej #metoo a potem z każdym dniem po słynnej przepychance słownej po wywiadzie z Anną Śmigulec. Pełna niewiary w to co widzę, czytałam każdego dnia coraz to nowe wypowiedzi broniące Janusza Rudnickiego. Teksty, o zgrozo, pisane czy wypowiadane przez niektóre naczelne polskie feministki. Janusz Rudnicki przecież jest jaki jest, jest zabawny, jest piekielnie mocny i inteligentny, ewentualnie jest chory... Powiem szczerze jestem już chyba bardzo stara, bo nie mieści mi się w głowie, żeby ktokolwiek powiedział mi w oczy: "kurwo" czy "kurwy już są". Za plecami pewnie nieraz się zdarzało, bo psychoterapeutka nie zawsze jest kochana... Do tej pory myślałam, że są jakiekolwiek granice żartów, piekielnie mocnej inteligencji czy... właściwie nie wiem już czego. Ale żadnych granic nie ma... Nie ma też przyzwoitości i nawet zagorzała feministka będzie broniła "swojego" mizoginistę, bo jest "swój" obwiniając jednocześnie ofiarę, że przecież mogła zareagować, że nie rozumie niezgłębionej głębi morderczego dowcipu pisarza, że histeryzuje i spłyca... Rzygać się chce. Przecież te wszystkie teksty słyszą ofiary dzień w dzień... 

Kiedyś pewien bloger zadał pytanie dlaczego kobiety starają się odcinać od łatki feminizmu. Napisałam wtedy, że boją się piętna idiotki, histeryczki, babochłopa i "że bolca dawno nie miały"... Przecież ja jestem feministką, ale za nic nie chciałabym żeby ktoś mnie wrzucił do tego samego worka co Kazimiera Szczuka. Tym bardziej teraz. Na marginesie: alkoholizm nie ma w swoich objawach stosowania przemocy słownej (czy fizycznej). Nie ma usprawiedliwienia chorobą dla kogoś kto obraża innych... Co innego nazywanie "kurwą" swojej partnerki w łóżku, kiedy oboje partnerów to kręci i podnieca... a co innego mówienie publicznie do znajomej osoby. Ja rozumiem, że osoby uzależnione od alkoholu są zgryźliwe, złośliwe i potrafią być wyjątkowo wredne, gdy są na głodzie albo złapią akurat taką uszczypliwą fazę podczas picia, ale choroba tego nie usprawiedliwia...

To samo słowo usłyszała według mnie kobieta wpychana przez policję do radiowozu. Możliwe, że ze mną jest coś nie tak, ale wyraźnie słyszę na nagraniu "siadaj kurwo!". Słyszę również ten wykrzyknik! W "Kulsonie" nie ma litery "r" więc trudno się pomylić... Przeciwniczka, oponentka jest podświadomie traktowana jak ktoś najgorszego sortu, jednocześnie najczęściej są to wulgaryzmy kojarzące kobietę jako przedmiot seksualny. Bo kim my właściwie jesteśmy? Nadal dla zbyt wielkiej liczby ludzi: nie człowiekiem, nie partnerką, ale workiem na spermę, kurzym móżdżkiem i zdecydowanie kimś gorszym. A co jest najgorsze? Tak myślą również kobiety i młode dziewczyny...

Akcja #metoo przeraziła mnie z wielu względów. Skala zjawiska światowego to jedno, ale zetknęłam się z opowieściami moich znajomych, moich własnych koleżanek, przyjaciółek, pacjentek... moje historie, choć dla mnie bardzo bolesne, to mały pikuś. Okazuje się, że gwałt (taki z penetracją, przemocą albo podstępem) jest faktycznie zjawiskiem powszechnym. I nie zgłaszanym nikomu... To samo z molestowaniem seksualnym dzieci... I nic tu się nie zmieni jeśli nie będziemy uczyć kolejnych pokoleń szacunku do siebie wzajemnie. Chłopcy z domu muszą wynieść traktowanie kobiet jako równych sobie. Muszą się nauczyć, że kobieta, że drugi człowiek nie jest przedmiotem, że nie mogą macać, wsadzać paluchów, "ruchać" i oblepiać słowami, gdy mi się tylko podoba. Przede wszystkim powinni oduczyć się takich stwierdzeń seksualizujących drugiego człowieka. Dziewczynki muszą także uczyć się szacunku do siebie samych, ale także nie być zatruwane stwierdzeniami, że "każdy facet to chuj". A powiem Wam, że z obserwacji nastolatków wyłania się tragiczny obraz. Mówienie do siebie w związku dwojga szesnastolatków: "ty kurwo" czy "ty chuju" jest coraz częstsze. Mam wrażenie, że dawniej było to nie do pomyślenia, a teraz po prostu się dzieje...  A tłumaczeniem jest "bo byłem zdenerwowany", "bo mnie wkurzył".

Wszyscy jesteśmy równi, wszyscy mamy prawo do szacunku! To żadna nowość, ale mam wrażenie, że teraz trzeba to powtarzać o wiele częściej, może to coś zmieni...

Niebezpieczne związki

missjonash

Bezpośrednim impulsem do napisania tego tekstu jest przeczytanie artykułu (link tutaj) o zabawach młodych ludzi i obrzydliwym potraktowaniu młodej kobiety. Zabawa jest różnie nazywana np. "zaczep świnię" lub "wyrwij świnię". Ma też różne warianty. Może być tak, że młody mężczyzna szuka dziewczyny, która wydaje się być nieatrakcyjna lub/i z nadwagą, udaje przed nią zauroczenia umawia się na romantyczne spotkanie a potem informuje swoją ofiarę za pomocą wiadomości tekstowej lub graficznej, że padła ofiarą żarciku. I wraz z grupą znajomych umiera ze śmiechu. HA, HA HA... Może być wariant, że grupa młodych ludzi wybiera się na imprezę i czynu bohaterskiego dokonuje ten z grupy, kto "wyrwie najbrzydszą laskę" i się z nią prześpi. Wygrywa, bo ochronił swoich kumpli do takiego koszmaru. To się nazywa osłonięcie granatu czy jakoś tak... HA, HA, HA... Subtelne przejawy takich gier i zabaw są widoczne również w Polsce, wśród naszej młodzieży. Ileż to można mieć uciechy z wykorzystania czyjeś bezbronności, naiwności i cudzych marzeń. Przezabawne doprawdy... 

Jeśli jednak myślelibyście, że podobne zabawy są wyłączną domeną młodzieży to byście się pomylili. Panowie (i panie też) czerpią rozrywkę często ze zwykłych hazardowych zakładów. Spotkałam się już nie raz z sytuacją, gdy dwie (nawet trzy) dorosłe osoby zakładają się kto pierwszy "wyrwie" konkretną osobę. Możliwy jest wariant, że finałem jest stosunek seksualny, ale czasem wystarczy deklaracja miłosna na piśmie (np. sms) jako dowód wygranej. Można wygrać dobrą wódę... No i jaki się ma rep na mieście (poważanie ze strony podobnych żartownisiów hazardzistów). Stąd przypomniały mi się tytułowe "Niebezpieczne związki". Niezwykle pouczająca powieść Pierre'a Choderlosa de Laclos wydana w 1782 roku. Osobiście każdemu takiemu żartownisiowi polecałabym przeczytanie lub przynajmniej obejrzenia filmu w reżyserii Stephena Frearsa (pod tym samym tytułem). 

Jestem głęboko przekonana, że krzywdzenia osób niewinnych, niepewnych siebie i ufnych jest wyjątkowym sk..syństwem. Jestem równie głęboko przekonana, że prędzej czy później na żarciku można się przejechać. Bo oto nie zawsze wygląd zewnętrzny ma decydujące znaczenie czy zakochamy się w kimś na śmierć i życie, bo własna podłość i brak zasad, współczucia i zwykłej przyzwoitości nie zawsze chronią skutecznie przed wpadnięciem we własne sidła. Kawaler de Valmont był przekonany, że wie już wszystko, widział wszystko i wszystko go nudzi, chciał się tylko kapkę zabawić, wyrwać z nudy i zbałamucić młodą, pobożną mężatkę. Ale zabawa potoczyła się  nie w tym kierunku, który sobie założył, a na końcu przegrał, można powiedzieć przegrał ostatecznie i nikt się nie śmiał...

Obawiam się, że żartownisiów i tych młodych i tych starych byłoby trudno nawrócić. Skoro rodzice nie nauczyli ich empatii, wrażliwości i elementarnej sympatii do drugiego człowieka to jest raczej za późno na naukę. No chyba, że jest to wyraz kompleksów - wtedy solidna psychoterapia jest w stanie jeszcze ich naprostować. Piszę jednak ten tekst z myślą o młodych i starszych kobietach (ale również mężczyznach), byście uważali na potencjalnych żartownisiów. I byście pamiętali taką maksymę, której nauczyłam się późno, ale wiem, że jest prawdziwa: sama miłość nie wystarczy. Równie ważna jest przyjaźń. I nie ma się gdzie spieszyć... Lepiej dłużej poczekać, upewnić się, że osoba, na której Wam zależy ma poczucie humoru podobne do Waszego

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci