Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Społeczeństwo

FAS na Boże Narodzenie

missjonash

Jutro narodzi się Bóg! Ale dziś jeszcze jest zależny od kobiety, w której ciele mieszka. Wyobraźmy sobie, że Maria z Nazaretu pije przez całą ciążę na umór... Jaki urodziłby się Jezus?

Od kiedy wróciła kwestia ewentualnych zmian w prawie aborcyjnym coraz częściej dochodzą do głosu kobiety, które pełnym głosem mówią: moje ciało - moja sprawa. Nie zapomnę też wywiadu w "Pytaniu na śniadanie" odnośnie projektu Rzecznika Praw Dziecka nowelizującego Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy w zakresie możliwości zastosowania przymusowego leczenie odwykowego dla kobiet w ciąży. Tu link do tej rozmowy. Pamiętam jak Ilona Falicjańska strasznie oburzała się możliwością izolowania od alkoholu kobiet uzależnionych na czas ciąży.

Jak pogodzić fakt iż mające się narodzić dziecko jest całkowicie zależne od tego co robi jego matka podczas ciąży z jej prawem do samostanowienia. Często spotykam się z kobietami, które mówią, że to nie żadne dziecko tylko płód, że matka ma prawo do wolności, że może robić co chce. Co jednak z mającym narodzić się człowiekiem, który będzie dźwigał ten bagaż do końca życia?

Coraz częściej spotykam się też zawodowo z nastolatkami, które mają pełny lub niepełny syndrom FAS. FAS czyli Alkoholowy Zespół Płodowy (Fetal Alcohol Syndrome). Gdyby mamy tych młodych ludzi zachowywały abstynencję podczas ciąży, oni teraz nie borykali by się z dziesiątkami problemów. Spektrum zaburzeń wynikających z ekspozycji płodu na alkohol jest bardzo szerokie. Od pełnoobjawowego FAS do lżejszych form przebiegających bez zniekształceń fizycznych. W formie pełnoobjawowej dziecko ma skrócone szpary powiekowe, opadające powieki, szeroko rozstawione oczy, krótki, szeroki nos, wygładzoną rynienkę nad wargą, wąską górną wargę, krótką szyję, nisko umieszczone uszy, różnego rodzaju wady rozwojowe, np. stawów, serca itp. Spowolniony jest rozwój przed i po urodzeniu, mała głowa, niska waga urodzeniowa, wolniejszy rozwój środkowej części twarzy i całego organizmu. Oprócz tego, co jest najgorsze ma dziesiątki problemów neurologicznych związanych z uszkodzeniem OUN (ośrodkowego Układu Nerwowego). Mamy tu zaburzenia koordynacji wzrokowo - ruchowej, zaburzenia motoryki małej i dużej, problemy z koncentracją, pamięcią, nieprawidłowe odczucia zmysłów, brak równowagi, trudności z gromadzeniem, przetwarzaniem i wykorzystywaniem informacji, trudności w rozumieniu abstrakcji, zachowania impulsywne, nieumiejętność uczenia się na błędach i wiele innych.  

FAS jest nieuleczalny!

W świetle wielu dużych badań przesiewowych wiemy, że około 1/3 badanych kobiet w ciąży piła alkohol świadomie. Z pewnością nie wszystkie były uzależnione od alkoholu.

Nie wiemy jaka dawka alkoholu jest tą, która doprowadzi do nieodwracalnego uszkodzenia.

Miałam ochotę o tym napisać już całe miesiące temu. Od momentu spotkaniu uroczego piętnastolatka, który doświadcza wszystkich opisanych wyżej trudności z wyjątkiem zmian fizycznych. Jest bardzo miły i śliczny, ale mam obawy, że nigdy nie poradzi sobie z tym światem. Wraz z urodzeniem dostał w pakiecie trudności neurologiczne, psychologiczne i doświadczenia życiowe jak z obozu zagłady...

***

Szczerze Wam powiem, że najczęściej nie mam już siły żeby cokolwiek napisać. Czuję się pusta, niezdolna do przekazania niczego ważnego i niepotrzebna. To proste stwierdzenie faktów a nie kokieteria. Czuję się źle i trudno mi się nieraz zmusić do jakiejkolwiek aktywności. Czekam na impuls, który pozwoli mi się zmobilizować i usiąść nad klawiaturą. Dziś ten impuls się pojawił i dlatego

życzę Wam wszystkim Radosnych, Spokojnych i Zdrowych Świąt.

a43z

Janusz i Kulson

missjonash

Tekst od 18 lat!

Od wielu miesięcy miałam ochotę napisać tekst o tym kim my - kobiety właściwie jesteśmy dla innych kobiet i dla mężczyzn. Chęć pogłębiała się przy akcji medialnej #metoo a potem z każdym dniem po słynnej przepychance słownej po wywiadzie z Anną Śmigulec. Pełna niewiary w to co widzę, czytałam każdego dnia coraz to nowe wypowiedzi broniące Janusza Rudnickiego. Teksty, o zgrozo, pisane czy wypowiadane przez niektóre naczelne polskie feministki. Janusz Rudnicki przecież jest jaki jest, jest zabawny, jest piekielnie mocny i inteligentny, ewentualnie jest chory... Powiem szczerze jestem już chyba bardzo stara, bo nie mieści mi się w głowie, żeby ktokolwiek powiedział mi w oczy: "kurwo" czy "kurwy już są". Za plecami pewnie nieraz się zdarzało, bo psychoterapeutka nie zawsze jest kochana... Do tej pory myślałam, że są jakiekolwiek granice żartów, piekielnie mocnej inteligencji czy... właściwie nie wiem już czego. Ale żadnych granic nie ma... Nie ma też przyzwoitości i nawet zagorzała feministka będzie broniła "swojego" mizoginistę, bo jest "swój" obwiniając jednocześnie ofiarę, że przecież mogła zareagować, że nie rozumie niezgłębionej głębi morderczego dowcipu pisarza, że histeryzuje i spłyca... Rzygać się chce. Przecież te wszystkie teksty słyszą ofiary dzień w dzień... 

Kiedyś pewien bloger zadał pytanie dlaczego kobiety starają się odcinać od łatki feminizmu. Napisałam wtedy, że boją się piętna idiotki, histeryczki, babochłopa i "że bolca dawno nie miały"... Przecież ja jestem feministką, ale za nic nie chciałabym żeby ktoś mnie wrzucił do tego samego worka co Kazimiera Szczuka. Tym bardziej teraz. Na marginesie: alkoholizm nie ma w swoich objawach stosowania przemocy słownej (czy fizycznej). Nie ma usprawiedliwienia chorobą dla kogoś kto obraża innych... Co innego nazywanie "kurwą" swojej partnerki w łóżku, kiedy oboje partnerów to kręci i podnieca... a co innego mówienie publicznie do znajomej osoby. Ja rozumiem, że osoby uzależnione od alkoholu są zgryźliwe, złośliwe i potrafią być wyjątkowo wredne, gdy są na głodzie albo złapią akurat taką uszczypliwą fazę podczas picia, ale choroba tego nie usprawiedliwia...

To samo słowo usłyszała według mnie kobieta wpychana przez policję do radiowozu. Możliwe, że ze mną jest coś nie tak, ale wyraźnie słyszę na nagraniu "siadaj kurwo!". Słyszę również ten wykrzyknik! W "Kulsonie" nie ma litery "r" więc trudno się pomylić... Przeciwniczka, oponentka jest podświadomie traktowana jak ktoś najgorszego sortu, jednocześnie najczęściej są to wulgaryzmy kojarzące kobietę jako przedmiot seksualny. Bo kim my właściwie jesteśmy? Nadal dla zbyt wielkiej liczby ludzi: nie człowiekiem, nie partnerką, ale workiem na spermę, kurzym móżdżkiem i zdecydowanie kimś gorszym. A co jest najgorsze? Tak myślą również kobiety i młode dziewczyny...

Akcja #metoo przeraziła mnie z wielu względów. Skala zjawiska światowego to jedno, ale zetknęłam się z opowieściami moich znajomych, moich własnych koleżanek, przyjaciółek, pacjentek... moje historie, choć dla mnie bardzo bolesne, to mały pikuś. Okazuje się, że gwałt (taki z penetracją, przemocą albo podstępem) jest faktycznie zjawiskiem powszechnym. I nie zgłaszanym nikomu... To samo z molestowaniem seksualnym dzieci... I nic tu się nie zmieni jeśli nie będziemy uczyć kolejnych pokoleń szacunku do siebie wzajemnie. Chłopcy z domu muszą wynieść traktowanie kobiet jako równych sobie. Muszą się nauczyć, że kobieta, że drugi człowiek nie jest przedmiotem, że nie mogą macać, wsadzać paluchów, "ruchać" i oblepiać słowami, gdy mi się tylko podoba. Przede wszystkim powinni oduczyć się takich stwierdzeń seksualizujących drugiego człowieka. Dziewczynki muszą także uczyć się szacunku do siebie samych, ale także nie być zatruwane stwierdzeniami, że "każdy facet to chuj". A powiem Wam, że z obserwacji nastolatków wyłania się tragiczny obraz. Mówienie do siebie w związku dwojga szesnastolatków: "ty kurwo" czy "ty chuju" jest coraz częstsze. Mam wrażenie, że dawniej było to nie do pomyślenia, a teraz po prostu się dzieje...  A tłumaczeniem jest "bo byłem zdenerwowany", "bo mnie wkurzył".

Wszyscy jesteśmy równi, wszyscy mamy prawo do szacunku! To żadna nowość, ale mam wrażenie, że teraz trzeba to powtarzać o wiele częściej, może to coś zmieni...

Niebezpieczne związki

missjonash

Bezpośrednim impulsem do napisania tego tekstu jest przeczytanie artykułu (link tutaj) o zabawach młodych ludzi i obrzydliwym potraktowaniu młodej kobiety. Zabawa jest różnie nazywana np. "zaczep świnię" lub "wyrwij świnię". Ma też różne warianty. Może być tak, że młody mężczyzna szuka dziewczyny, która wydaje się być nieatrakcyjna lub/i z nadwagą, udaje przed nią zauroczenia umawia się na romantyczne spotkanie a potem informuje swoją ofiarę za pomocą wiadomości tekstowej lub graficznej, że padła ofiarą żarciku. I wraz z grupą znajomych umiera ze śmiechu. HA, HA HA... Może być wariant, że grupa młodych ludzi wybiera się na imprezę i czynu bohaterskiego dokonuje ten z grupy, kto "wyrwie najbrzydszą laskę" i się z nią prześpi. Wygrywa, bo ochronił swoich kumpli do takiego koszmaru. To się nazywa osłonięcie granatu czy jakoś tak... HA, HA, HA... Subtelne przejawy takich gier i zabaw są widoczne również w Polsce, wśród naszej młodzieży. Ileż to można mieć uciechy z wykorzystania czyjeś bezbronności, naiwności i cudzych marzeń. Przezabawne doprawdy... 

Jeśli jednak myślelibyście, że podobne zabawy są wyłączną domeną młodzieży to byście się pomylili. Panowie (i panie też) czerpią rozrywkę często ze zwykłych hazardowych zakładów. Spotkałam się już nie raz z sytuacją, gdy dwie (nawet trzy) dorosłe osoby zakładają się kto pierwszy "wyrwie" konkretną osobę. Możliwy jest wariant, że finałem jest stosunek seksualny, ale czasem wystarczy deklaracja miłosna na piśmie (np. sms) jako dowód wygranej. Można wygrać dobrą wódę... No i jaki się ma rep na mieście (poważanie ze strony podobnych żartownisiów hazardzistów). Stąd przypomniały mi się tytułowe "Niebezpieczne związki". Niezwykle pouczająca powieść Pierre'a Choderlosa de Laclos wydana w 1782 roku. Osobiście każdemu takiemu żartownisiowi polecałabym przeczytanie lub przynajmniej obejrzenia filmu w reżyserii Stephena Frearsa (pod tym samym tytułem). 

Jestem głęboko przekonana, że krzywdzenia osób niewinnych, niepewnych siebie i ufnych jest wyjątkowym sk..syństwem. Jestem równie głęboko przekonana, że prędzej czy później na żarciku można się przejechać. Bo oto nie zawsze wygląd zewnętrzny ma decydujące znaczenie czy zakochamy się w kimś na śmierć i życie, bo własna podłość i brak zasad, współczucia i zwykłej przyzwoitości nie zawsze chronią skutecznie przed wpadnięciem we własne sidła. Kawaler de Valmont był przekonany, że wie już wszystko, widział wszystko i wszystko go nudzi, chciał się tylko kapkę zabawić, wyrwać z nudy i zbałamucić młodą, pobożną mężatkę. Ale zabawa potoczyła się  nie w tym kierunku, który sobie założył, a na końcu przegrał, można powiedzieć przegrał ostatecznie i nikt się nie śmiał...

Obawiam się, że żartownisiów i tych młodych i tych starych byłoby trudno nawrócić. Skoro rodzice nie nauczyli ich empatii, wrażliwości i elementarnej sympatii do drugiego człowieka to jest raczej za późno na naukę. No chyba, że jest to wyraz kompleksów - wtedy solidna psychoterapia jest w stanie jeszcze ich naprostować. Piszę jednak ten tekst z myślą o młodych i starszych kobietach (ale również mężczyznach), byście uważali na potencjalnych żartownisiów. I byście pamiętali taką maksymę, której nauczyłam się późno, ale wiem, że jest prawdziwa: sama miłość nie wystarczy. Równie ważna jest przyjaźń. I nie ma się gdzie spieszyć... Lepiej dłużej poczekać, upewnić się, że osoba, na której Wam zależy ma poczucie humoru podobne do Waszego

Nie pocieszajcie się, że to TYLKO homofobia

missjonash

082a1

Kacper nie miał gdzie się schować, więc uciekł prześladowcom do grobu. Od kilku dni ludzi komentują sprawę samobójczej śmierci czternastoletniego chłopca, który był wyzywany i dręczony za to, że ubiera się inaczej niż rówieśnicy. Był wyzywany od pedałów i grożono mu pobiciem za inną orientację seksualną. Przeczytałam wczoraj, że problemem jest homofobia, rasizm, ksenofobia i wszystko to co jest nakręcane od lat: lęk przed innymi. Ale nie mamy się co pocieszać, że zdiagnozowaliśmy problem i już wiemy co się stało i kto zawinił. Dziecko czy nastolatek może być prześladowany za swoją inność z dowolnego powodu. Od jakiegoś czasu mówi się o zjawisku społecznym nazywanym bullying (za moich czasów nazywało się to przemoc rówieśnicza). Jest to dręczenie psychiczne i fizyczne danego ucznia przez swoich rówieśników. Ma na celu zastraszenie i wykluczenie z grona rówieśniczego. 

Bullying rozwija się najczęściej fazowo. Agresor wyszukuje w grupie potencjalną ofiarę i zaczepia ją (np. wyzywając i znęcając się słownie) - sprawdza jak zareaguje na atak. Jeżeli ofiara jest bierna i nie reaguje w zdecydowany sposób, skutecznie się broniąc, agresor posuwa się coraz dalej i dalej.  Kolejna faza rozwoju takiej przemocy utwierdza ofiarę w poczuciu bycia nic nie wartym, czasem nawet - zasługującym na złe traktowanie. Prześladowany uczeń czuje się gorszy od innych, zamyka się w sobie oraz izoluje od grupy. Najczęściej siedzi sam w ławce, nie zabiera głosu podczas lekcji, nie spędza czasu z rówieśnikami. Reszta klasy może izolować się od doznającego przemocy kolegi, aby samemu nie dostać się na celownik sprawcy (sprawców). 

Ofiarą bullyingu najczęściej staje się uczeń słaby psychicznie, nieśmiały lub „inny” w porównaniu z rówieśnikami. Przyczyną tej inności może być praktycznie wszystko – kolor włosów, oczu, wzrost, tusza, styl ubierania, sposób mówienia, pochodzenie, noszenie okularów czy aparatu, inne wyznanie itp. Ofiarami są najczęściej prymusi, „niezdary klasowe”, dzieci o małej sprawności fizycznej, jąkające się, ciche, wycofane, które nie potrafią się same obronić przed prześladowcą. Prześladowcą jest najczęściej uczeń silniejszy psychicznie oraz fizycznie w stosunku do swoich ofiar. Agresor dążący do całkowitej dominacji najczęściej jest pełen kompleksów. Stosując przemoc rekompensuje własne braki, odreagowuje problemy rodzinne i osobiste (przemoc w domu, alkoholizm rodziców, trudne relacje z rodzicami itp.), a nawet brak uzdolnień, których zazdrości innym. Osoba prześladowana może zaprzestać chodzenia do szkoły, wiedząc nawet, że skończy się to w sądzie rodzinnym, może symulować choroby lub się rozchorować naprawdę, może wreszcie umrzeć...

Jednym ze sposobów dokuczania kolegom jest faktycznie wyzywanie ich od gejów. Ostatnio mój Zajączek powiedział to słowo w gniewie. Spytałam co to znaczy. Powiedział, że to najgorsza z możliwych obelg i straszne przekleństwo... Długo trwało zanim mu wytłumaczyłam co to znaczy gej i że nie jest to przekleństwo i że nie wolno nigdy takich słów traktować jak obelgi. No ale gdzieś to usłyszał, gdzieś to funkcjonuje. Coraz bardziej się boję, że jesteśmy na drodze, z której nie ma powrotu.

Bardzo żal mi Kacpra, Dominika, Kamila (czternastolatków, którzy w ciągu ostatnich 2 lat popełnili samobójstwo na skutek prześladowań) i wszystkich innych, których nie znam z imienia. Rany ze szkoły, napiętnowanie i szykany zostają na zawsze w sercu w postaci blizny. kilka tygodni temu czytałam artykuł o kobiecie, która odpisała na zaproszenie na zjazd absolwentów, że nie przyjedzie bo do  tej pory nie poradziła sobie z inwektywami, krzywdami i odtrąceniem jakich doznała w klasie. A minęło 30 lat od końca szkoły... Mam koleżankę, która czuje tak samo, dla której kontakt z kolegami ze szkoły nawet na portalach społecznościowych nie jest przyjemnością a kolejną traumą...

Kilka dni temu toczyłam dyskusję z Mżawką i Kneziem o tym kto odpowiada za wychowanie w szkole. Mam w sobie wiele gniewu na nauczycieli w obydwu gimnazjach, do których chodził Kacper. Nie mieli prawa nie widzieć. Ale zdecydowanie więcej gniewu mam do rodziców tych prześladowców, że nie nauczyli ich tolerancji dla innych, bo może sami jej w sobie nie mają. Jak dziecko ma zaakceptować inność kolegi, gdy w domu słyszy najgorsze słowa na "pedałów", gdy ktoś opowiada że ci dwaj, który zakatowali na śmierć Jima Reevesa to właściwie dobrze zrobili, bo "cioty" powinno się gwałcić. Jeśli nie zaczniemy od siebie zmiany to i młodzi ludzie będą coraz bardziej naładowani wrogością do wszelkiej inności.

Szok! Czternastoletnia Nikola zmarła po marihuanie...

missjonash

Czytaliście takie nagłówki? Po pierwsze niesamowicie mnie irytuje to w jaki sposób tworzy się nagłówki artykułów. Mam wrażenie, że chodzi tylko i wyłącznie o klikalność. Pytanie czy przy merytorycznym i sensownym tytule będzie mniejsze zainteresowanie jego treścią? Ale do rzeczy:

Nikola zmarła, bo skusiła się na swojego pierwszego w życiu jointa. Dała się namówić, koledzy poczęstowali. Miało być tak pięknie, wesoło i kolorowo. Wakacje to okres najczęstszej inicjacji nastolatków w wieku 13 - 15 lat. Nikola miała 14. Pasuje? Ale nastolatka zamiast śmiać się jak norka poczuła się bardzo źle. Tak źle, że koledzy wezwali karetkę. Ale od marihuany się nie umiera, nieprawdaż? Dlatego też dyspozytor zlekceważył młodzież i karetki nie przysłał. Przecież trawa jest zdrowa, dobra i naturalna i nikt po niej nie może umrzeć. Ale Nikola umarła. Bo nie zapaliła trawy, albo inaczej: to nie była tylko trawa. Przyjęła jakiś dopalacz, jest mózg uległ śmiertelnemu zatruciu. A dyspozytor nie jest od wierzenia na słowo nastolatkom, że mają pełną wiedzę co takiego wykurzyli. Bo nigdy nie mogą mieć tej pewności. Tak jak na moim terenie mam nadzieję, że wszyscy wiedzą, że trawa jest tuningowana i to porządnie. Tylko skończony naiwniak może wierzyć dilerowi, co do składu narkotyku. Dlaczego? Jeśli jest pośrednikiem sam może nie wiedzieć co jest w składzie, jeśli zaś jest producentem, jest duża szansa, że dąży do maksymalizacji zysków na różne sposoby. Po pierwsze narkotyki wziewne mogą mieć (i mają) w składzie tłuczone szkło, po drugie narkotyki mogą mieć (i mają) domieszki innych substancji aby zwiększać wagę produktu: może to być wszystko od mąki, poprzez substancje szkodliwe i niebezpieczna jak np. nawozy sztuczne czy nawet trutki na szczury. Po trzecie narkotyki często są chrzczone innymi narkotykami, aby jak najszybciej uzależnić klientów. Liczy się zysk!

Załóżmy jednak na chwilę, że wypaliła czystą jak śnieg marihuanę. Czy mogła jej zaszkodzić? Osobiście uważam, że mogłaby. Dlaczego? Każdy z nas jest inny. I chyba wszyscy zgadzamy się, że trans-Δ9-tetrahydrokannabinol jest substancją psychoaktywną. Jak podziała na danego człowieka zależy od wielu czynników: od nastawienia psychicznego przed przyjęciem, od rodzaju i stanu Ośrodkowego Układu Nerwowego oraz od stężenia THC. Pamiętajmy, że nawet alkohol u osoby nieuzależnionej i pijącej rzadko może spowodować upojenie patologiczne z objawami jak przy psychozie. Tak może stać się przy przyjęciu dowolnej substancji psychoaktywnej.

Należy o tym wszystkim rozmawiać z dziećmi, z nastolatkami i ich rodzicami. Ciekawość różnych doznań jest naturalna u młodych ludzi, ale nie za każdą cenę. Nikola chciała tylko zobaczyć jak to jest i zapłaciła tę za wysoką cenę. Nie każde doświadczenie jest tego warte. Pozostaje żal i smutek, bo nastolatki w to wszystko nie wierzą, myślą, że ich nic złego nie spotka. A takich zgonów rocznie jest więcej.

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci