Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Wszystko

Krzywdy dziecka nie zamiatajmy pod dywan

missjonash

Już prawie zmieniłam pomysł na ten wpis pod wpływem macierzystej platformy blogowej, Przed chwilą przeczytałam artykuł reklamujący złego do szpiku kości blogera na Gazeta.pl i zrobiło mi się przykro. Są pewne ograniczenia nawet przy pozyskiwaniu świętej klikalności. Ale jednak nie dam się zbić z pantałyku. Może jedynie na sekundę żeby zamieścić tę grafikę: 

Podobny obraz

Wracając jednak do zaplanowanej opowieści: bardzo często spotykam się z historiami dzieci doświadczających przemocy rówieśniczej. Coraz częściej także przekonuję się, że takie sytuacje są bagatelizowane, zamiatane pod dywan i dziecko nie otrzymuje niezbędnej pomocy. Pisałam już o bullyingu (wpis: "Nie pocieszajcie się, że to TYLKO homofobia"), ale myślę, że trzeba o tym wspominać stale i wciąż. Może to pozwoli uniknąć tragedii i cierpienia chociaż kilku dzieciom. Teoria już była we wspomnianym wyżej artykule. To teraz będą historie z życia wzięte, może to poruszy skuteczniej wyobraźnię i serca czytelników, którzy mają z młodzieżą i dziećmi do czynienia na co dzień.

Rozmawiałam jakiś czas temu z piętnastolatkiem, który przez całe lata doświadczał przemocy psychicznej i fizycznej ze strony rówieśników. Na pytanie: "jak sobie radziłeś ze stresem i cierpieniem?" usłyszałam "nie poradziłem sobie". To był drugi raz w ciągu moich 18 lat pracy zawodowej kiedy miałam łzy w oczach, jego opowieść i bezradność odbijająca się w oczach bardzo mnie wzruszyły. Ale przecież poradził sobie. Jest, istnieje, nie zabił się, choć miał na to ochotę. Ale ileż musiał znieść przez tyle lat nauki w szkole podstawowej i gimnazjum. I za co? Absolutnie za nic. Tylko dlatego, że jest delikatny, wrażliwy i... wszyscy byli przeciwko niemu. Nikt nie udzielił mu pomocy: ani koledzy, ani pracownicy szkoły. Dobrze, że teraz już jest bezpieczny. 

Kiedyś myślałam, że przemoc rówieśnicza to odosobnione przypadki nagłaśniane w mediach. Ale okazuje się, że to powszechne zjawisko. Może nie w takiej skrajnej formie, ale jednak występują niemal w każdej szkole.

Inna historia: chłopak lat 14, taki trochę kosmita, bardzo grzeczny, bardzo zdolny i bardzo delikatny. Określenie "pedał" to był stanowczo komplement wobec tego co jeszcze usłyszał i czego doświadczył. Był bity, popychany, upokarzany na wszystkie możliwe sposoby. Na szczęście rodzice zmienili mu szkołę i klasę i mógł wreszcie odetchnąć.

Odkryłam tak doświadczalnie (nie tylko w teorii), że czasem wystarczy jedna, jedyna osoba, która stanie za osobą doświadczająca prześladowania. Jeśli znajdzie się wsparcie ze strony kumpla, nauczyciela, dowolnego pracownika szkoły sytuacja potrafi się całkowicie zmienić. Nawet jeśli oficjalnie placówka oświatowa nadal nie zauważa problemu to wsparcie często powoduje, że osoba prześladowana zaczyna sobie radzić emocjonalnie, czasem nawet zaczyna się stawiać prześladowcom, dzięki czemu dają jej spokój.

Dlatego nie możemy sobie powiedzieć "mój głos nic nie znaczy", bo jesteśmy tylko kolegą rówieśnikiem, nauczycielem ze świetlicy, złotą rączką w szkole, rodzicem kolegi ze szkoły, który nam opowiada co przytrafia się koledze czy koleżance. Reakcja każdego z nas może przywrócić siły i wiarę w siebie młodego człowieka. Nie warto odwracać oczu. Warto zachować się przyzwoicie. Nawet jeśli się boimy, nie potrafimy, możemy znaleźć kogoś kto da radę. 

 

Śmierć Szarego Obywatela

missjonash

Nie napisałam o tym zdarzeniu ani słowa. Wczoraj zastanawiałam się dlaczego. Sparaliżowało mnie i bałam się efektu Wertera i jeszcze tłukło mi się po głowie, że żeby coś zmienić trzeba żyć, a na koniec tak bardzo bałam się zapeszyć - myślałam, że jeśli coś napiszę to Pan Piotr umrze... A jednak umarł i należy mu się ten post!

Nie można sobie wyobrazić straszniejszej śmierci niż ta w płomieniach. Wielu ludzi uważa, że trzeba być osobą zaburzoną, niezrównoważoną, popie..doloną i tak dalej. Szary Obywatel uprzedził te dywagacje i w swoim liście do prasy napisał, że od lat choruje na depresję. Straszna choroba. Niedawno czytałam, że 25% chorych umiera śmiercią samobójczą. Czy jednak nie zadawał sobie sprawy z tego co robi? Wszystko było tak dokładnie zaplanowane, list jest logiczny i powiem szczerze, że nigdy nie umiałabym tak tego precyzyjnie pozbierać i napisać. Nie ma tam wrogości, nie ma agresji,  jest widoczne zrozumienie naszej sytuacji politycznej i tego koszmarnego podziału. Pan Piotr nie obraża wyborców partii rządzącej. Namawia nas w swoim manifeście do działania zgodnie z prawem i w granicach demokracji.

Gdy czytałam różne publikacje o samobójstwach spotykałam się z ich podziałem. Jednym z rodzajów opisywanych w literaturze jest samobójstwo altruistyczne. Mam wrażenie, że Pan Piotr miał dość życia (pewnie z powodu choroby), ale postanowił nami wstrząsnąć odchodząc w blasku ognia. Żebyśmy się zastanowili dokąd zmierzamy i dlaczego siedzimy cicho, choć z tak wieloma sprawami się nie zgadzamy. 

W pracy zawodowej niejednokrotnie mam za zadanie do samobójstwa nie dopuścić, skierować osobę z myślami 's" do specjalisty, starać się skierować postrzeganie na zewnątrz, a myślenie na przyszłość. Tu odczuwam bezradność i wielkie współczucie dla rodziny Pana Piotra. Nie chcę jednak, aby jego poświęcenie poszło na marne. Zgodnie z jego prośbą publikuję poniżej cały manifest (jak wspomniałam nigdy nie sformułowałabym tego lepiej):

     „1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władzę wolności obywatelskich.

  1. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji, w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.
  1. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakiekolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.
  1. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z Prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.
  1. Protestuje przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.
  1. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją chronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).
  1. Protestuję przeciwko dzieleniu społeczeństwa, umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie” i przeciwko językowi nienawiści i ksenofobii wprowadzanemu przed władze do debaty publicznej.
  1. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk swoimi ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.
  1. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak np. Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.
  1. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.
  1. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych (i innych z LGBT), muzułmanów i innych.
  1. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia, i zrobieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze nie całkowite), Trójki – radia, którego słucham od czasów młodości.
  1. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.
  1. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, nieskonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.
  1. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych potrzeb służby zdrowia.

Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa.

Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało.

Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już te władze do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzucani błotem. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem też takim błotem zostanę obrzucony. Ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.

Natomiast chciałbym żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.

Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych którzy decydują o tym kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję.

I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni, czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już raz zdobyli.

Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my, to kto? Kto jak nie my, obywatele ma zrobić porządek w naszym kraju? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej będzie wszystko naprawić.

Przede wszystkim wzywam, aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę. że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie w taki sposób jak obecnie.

Tych, którzy nie popierają PiS, bo polityka jest im obojętna albo mają inne preferencje, wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form możliwości jest naprawdę dużo.

Proszę was jednak, pamiętajcie, że wyborcy PiS to nasze matki, bracia, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to żeby toczyć z nimi wojnę (tego właśnie by chciał PiS) ani „nawrócić ich” (bo to naiwne), ale o to, aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji. Być może wystarczy zmiana kierownictwa partii.

Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej. Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj; zanim całkowicie pozbawi nas wolności.

A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”

 

Seks

missjonash

Poprzedni wpis  w sposób bezpośredni łączy się z tym. Dodatkowo zelektryzowała mnie wiadomość o projekcie Anji Rubik, która wraz ze znanymi postaciami: aktorami, politykami, piosenkarzami produkuje właśnie 14 minutowych filmów o seksie skierowanych głównie do młodzieży. Zgadzam się z tym, że edukacja w tym zakresie leży i kwiczy. Młodzi ludzie nie mają często pojęcia w wielu ważnych rzeczach mimo iż są przekonani, że wiedzą wszystko najlepiej. Ileż się już razy spotkałam z sytuacją, że młoda kobieta czy młody mężczyzna twierdzi, że wie absolutnie wszystko w tym zakresie i na przestrzeni kilku miesięcy później dowiaduje się o ciąży (swojej lub partnerki) i nie była to ciąża planowana.

Zgadzam się w pełni, że my dorośli jesteśmy w dużej mierze pruderyjni i nie potrafimy rozmawiać otwarcie o seksie. Wstydzimy się, udajemy, że nie rozumiemy pytań, wściekamy się na dziecko, że w ogóle pyta o takie ohydne rzeczy :) Ohydne? Przecież seks poza tym, że jest czymś bardzo przyjemnym, jest też niesamowitym relaksem, pogłębia relację, jest doskonałym ćwiczeniem gimnastycznym, no a przede wszystkim jest jedną z podstawowych, biologicznych potrzeb człowieka. Jak jedzenie i sen :) Niezaspokojenie tej potrzeby niesie ze sobą frustrację i cierpienie. Owszem potrafimy przerobić tę tęsknotę na działania w innych dziedzinach życia (Jung pisał o tym, że niezaspokojone libido daje napęd do działań artystycznych, społecznych itp.), ale w dalszym ciągu nie traktujemy seksualności człowieka naturalnie. To jakiś wstydliwa sprawa. 

A przecież trudno nawet udawać, że młodzież tego nie robi. Nie dalej jak wczoraj czytałam artykuł o ukaraniu dyrektora domu poprawczego za umożliwianie nocowania i uprawiania seksu wychowanka z czternastoletnią dziewczyną (link do artykułu tutaj). Doskonale zdaję sobie sprawę, że większość nastolatków kocha się ze sobą, wobec czego powinni mieć szeroką wiedzę o antykoncepcji, o pozycjach, o konsekwencjach różnych zachowań, o granicach zachowań, na które nie należy się zgadzać itp.

Generalnie jestem za tym aby seksu nie uprawiać z przypadkowym partnerem zwłaszcza w młodym wieku i poczekać na kogoś kogo się kocha i ma się do niego duże zaufanie. Dlaczego? Z prostej przyczyny: młodzi ludzie są bardzo często pełni niepewności co do własnej atrakcyjności, na początku także nie zawsze potrafią wykazać się sprawnością (bo wszystkiego trzeba się nauczyć). Młody chłopak niesamowicie napalony nie zawsze będzie potrafił kontrolować swoją ejakulację. Już kiedyś to pisałam wyobraźmy sobie nieporadność podczas seksu z kimś kto nie kocha, nie jest czuły i wyrozumiały. Znam takie sytuacje, że czternastolatek czy piętnastolatek został tak ośmieszony i wyśmiany przez dziewczynę, że przez lata leczy nerwicę seksualną. Przypadkowy partner może się okazać kimś niewrażliwym, egoistycznym lub nawet sadystycznym. Po co młodej osobie taka trauma na starcie?

Dodatkowym problemem jest lawinowy wzrost oglądania pornografii w sieci przez coraz młodsze dzieci. Młodzi ludzie wchodzą potem w życie seksualne z bardzo spaczonym obrazem płci przeciwnej, nie wspominając już o spaczonym wyobrażeniu możliwości seksualnych człowieka. Któż potrafi kochać się 2 godziny bez przerwy? Mało który nastolatek zdaje sobie też sprawę jak drugorzędną albo nawet trzeciorzędną jest kwestia wielkości penisa w seksie. Najstarszy mit psujący humor mężczyznom to przekonanie o tym, że im większy tym lepszy. Nic bardziej mylnego. Poza tym oglądanie pornografii powoduje, że młodzi ludzie bywają zszokowani tym jak naprawdę wygląda naturalne kobieta bez silikonu...

Myślę, że temat rzeka i jeden wpis i tak go nie wyczerpie :)

#Ja też

missjonash

Zastanawiałam się czy napisać ten tekst. Rzadko zdarza mi się brać udział w łańcuszkach i tego rodzaju hasztagowych akcjach, ale uznałam, że warto. 

Gdy wypływa temat molestowania seksualnego sprawa jest kwitowana kilkoma stwierdzeniami (najczęstszymi): "nie znasz się na żartach", "no coś ty, to komplement był", "feministki coś wymyślają", "powinna się cieszyć, że molestował - znaczy ma powodzenie". Słyszeliście, prawda? Albo, że o co chodzi w końcu się zgodziła du..ą zarabiać (o modelkach, aktorkach, piosenkarkach, które były molestowane seksualnie np. przez reżysera, producenta itp....). Też słyszeliście? W związku z aferą z Harvey'em Weinstein'em jedna z molestowanych przez niego aktorek  rozpoczęła akcję internetową z hasztagiem #metoo (po polsku #jatez). Zaproponowała aby pokazać światu, nie tyle, że problem istnieje, ale jego olbrzymią skalę. Co więcej nie dotyczy tylko kobiet (choć tych jest zdecydowana większość), dotyczy również molestowanych lub zgwałconych mężczyzn... Oni też odważają się dodać historie z tym hasztagiem. Sama poznałam kilka historii, w których mężczyzna był molestowany seksualnie i przeżywał to tak samo paskudnie jak ja. A oto moje historie:

Miałam jakieś 11 lat kiedy kolega mojej mamy z pracy (na oko lat ze 60) gdy przechodziłam korytarzem położył dłonie na moich piersiach i powiedział "pączkują już, co"? Chyba pierwszy raz w ogóle o tym komuś mówię (piszę). Przez całe lata to wydarzenie wydawało mi się tak wstrętne, brudne i nie do pomyślenia, że nawet by mi przez gardło nie przeszło poskarżyć się komukolwiek. Nawet do tej pory mnie dławi ze wstrętu...

Gdy miałam 17 - 23 lata pracowałam w wakacje w piekarni, lubiłam tę pracę, ale była jedna rzecz, której nie cierpiałam. Te wszystkie obleśne, oślizgłe komentarze seksualne. To stamtąd zapamiętałam: "Aśkę to bym zerżnął na workach"... To tam panowie myśleli, że mają prawo klepnąć i dotknąć bez pytania o zgodę. A burzyć się znaczyło być jakimś dzikusem, przecież to takie naturalne. Przecież to komplement...

W pracy zawodowej też mi się przydarzyła wesoła przygoda. Była do tego stopnia wesoła, że wyparłam ją skutecznie na całe lata z pamięci. Będąc pracownikiem socjalnym i wychodząc już z domu klienta, w korytarzu przy drzwiach wyjściowych pan postanowił dać upust swojej fantazji: objął mnie i pocałował w szyję. Całą ta sytuacja była tak koszmarna, łącznie z idącym po ścianie karaluchem, że całkowicie wymazałam to zdarzenie z pamięci na jakieś 10 lat. A teraz, gdy o tym myślę to całą się trzęsę. Nie da się wytłumaczyć komuś jak wstrętna jest taka ingerencja w cudzą intymność... Myślę, że starczy przykładów. Znalazło by się więcej, ale nie o to chodzi. A jeśli mnie jedną spotkało to wielokroć to aż boję się zastanawiać co z innymi kobietami...

#metoo #jateż #jatez 

Przemiana

missjonash

Kiedy w życiu osoby uzależnionej następuje koniec świata i można już tylko zapić (zaćpać) się na śmierć lub zrezygnować z dotychczasowego życia, zaczyna się przemiana (nie u każdego). Stopniowa przemiana jest warunkiem utrzymania stabilnej i długotrwałej abstynencji (czystości).

Na początku jest słowo abstynencja (czystość) czyli rezygnacja z używania substancji psychoaktywnej, od której dany człowiek jest uzależniony. Etapy dochodzenia do siebie (stan odstawienia, euforia z bycia trzeźwym, faza zniechęcenia i stagnacji oraz faza oswajania się z normalnością) zazwyczaj trwają około roku. Potem Ośrodkowy Układ Nerwowy jest już w dużo lepszym stanie, stan zdrowia powraca zazwyczaj do normy, emocje są ustabilizowane. Piszę tu oczywiście o modelowym przypadku dochodzenia do zdrowia u osoby, której zależy na trzeźwieniu. Ale to nie koniec.

To jest dopiero pierwsza faza przemiany. Na tym etapie człowiek zaczyna poznawać siebie. Poznaje również swoje ograniczenia. Bo niestety nie jest tak jak chciałoby to widzieć wielu coachów i trenerów rozwoju osobistego, że zawsze możemy osiągnąć dowolne marzenie, że wystarczy tylko chcieć i wierzyć :) Nie zawsze jest to takie proste. Są osoby, które doznały traum na tak wczesnym etapie rozwoju, że nie są w stanie (niezależnie od ilości przebytych terapii) stać się osobami wewnątrzsterownymi, budującymi poczucie własnej wartości na przekonaniu o własnych kompetencjach. Nie każdemu powtarzanie do lustra "jestem piękna" pozwoli w to uwierzyć. Są ludzie, którzy będą zawsze czuć się dobrze tylko wtedy, gdy usłyszą to od bliskich. Czy należy zatem rwać włosy z głowy? I dokopywać sobie, że musi być ze mną coś dodatkowo nie tak skoro nie potrafię uwierzyć w mantry. Uważam, że znajomość własnych ograniczeń bardzo ułatwia sprawę. Świadomość "dlaczego" to pierwszy krok do dalszych przemian i zaakceptowania siebie razem z niedoskonałościami. 

Niektórzy ludzie zatrzymują przemianę. Pozornie wszystko jest ok, jest zachowania mechaniczna abstynencja od alkoholu czy narkotyków, ale nie ma spodziewanych efektów w postaci wzrastającej samoświadomości i satysfakcji z życia. Opowiem dwa sytuacje;

1) Dawno, dawno temu chodził do mnie pewien przemiły chłopaczek (celowo piszę zdrobniale, bo i wyglądał na dużo młodszego niż był i był bardzo drobniutki. Używał narkotyków. Nic nie wynikło z naszych spotkań i kiedyś zniknął. Pewnego pięknego dnia stałam sobie na przystanku autobusowym. Obok mnie chodził nerwowo tam i z powrotem młody człowiek. Potężny, wyćwiczony na siłowni. I z napięciem rysującym się na twarzy. Właściwie poznałam go tylko po oczach, które się nie zmieniły. Coś go wyraźnie nurtowało. W końcu zrobił ostatni manewr, wyrzucił nonszalancko papierosa do studzienki kanalizacyjnej i zatrzymał się z impetem przede mną. "My się chyba znamy". Powiedziałam, że tak, znamy się i wymieniłam jego imię. "Pani mnie jeszcze pamięta? Po trzech latach?"... Dziwne, ale pamiętam ich wszystkich... Zaczęliśmy rozmawiać. Przechwalał się, że przestał ćpać... Ale po chwili rozmowy bardzo posmutniał i powiedział "ale zacząłem za dużo pić"...

2) Pewien nastolatek trafił do mnie po ośrodku terapeutycznym. Po zebraniu solidnego wywiadu, po wielu spotkaniach zrozumiałam, że niczego nie zmienił, że wszystko jest tak jakby dalej brał. Ale z różnych przyczyn wykluczone było używanie przez niego narkotyków i alkoholu. Tryb życia też niby ok. Ale absolutnie żadnych głodów i wszystko takie dziwne... Nurtowało mnie to długo, aż w końcu powiedział, że pije ponad 1,5 litra energetyków dziennie...

Przemiana nie nastąpi jeśli nie zmieni się system rozładowywania i wyrażania emocji, jeśli będą się zmieniać tylko substancje czy czynności wykonywane kompulsywnie. Koniecznymi warunkami trwałej przemiany (według mnie) są: zbudowanie silnych i wspierających relacji z dobrymi ludźmi (naprawa relacji rodzinnych i bliskie przyjaźnie), znalezienie pasji, która nada życiu sens i będzie zdrowym zamiennikiem środków psychoaktywnych, zdrowy tryb życia. Do tego autoanaliza stanów emocjonalnych i adekwatne reagowanie na pojawiające się uczucia, Wtedy możemy mówić o takiej prawdziwej przemianie :)

feniks1avatar

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci