Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Janusz i Kulson

missjonash

Tekst od 18 lat!

Od wielu miesięcy miałam ochotę napisać tekst o tym kim my - kobiety właściwie jesteśmy dla innych kobiet i dla mężczyzn. Chęć pogłębiała się przy akcji medialnej #metoo a potem z każdym dniem po słynnej przepychance słownej po wywiadzie z Anną Śmigulec. Pełna niewiary w to co widzę, czytałam każdego dnia coraz to nowe wypowiedzi broniące Janusza Rudnickiego. Teksty, o zgrozo, pisane czy wypowiadane przez niektóre naczelne polskie feministki. Janusz Rudnicki przecież jest jaki jest, jest zabawny, jest piekielnie mocny i inteligentny, ewentualnie jest chory... Powiem szczerze jestem już chyba bardzo stara, bo nie mieści mi się w głowie, żeby ktokolwiek powiedział mi w oczy: "kurwo" czy "kurwy już są". Za plecami pewnie nieraz się zdarzało, bo psychoterapeutka nie zawsze jest kochana... Do tej pory myślałam, że są jakiekolwiek granice żartów, piekielnie mocnej inteligencji czy... właściwie nie wiem już czego. Ale żadnych granic nie ma... Nie ma też przyzwoitości i nawet zagorzała feministka będzie broniła "swojego" mizoginistę, bo jest "swój" obwiniając jednocześnie ofiarę, że przecież mogła zareagować, że nie rozumie niezgłębionej głębi morderczego dowcipu pisarza, że histeryzuje i spłyca... Rzygać się chce. Przecież te wszystkie teksty słyszą ofiary dzień w dzień... 

Kiedyś pewien bloger zadał pytanie dlaczego kobiety starają się odcinać od łatki feminizmu. Napisałam wtedy, że boją się piętna idiotki, histeryczki, babochłopa i "że bolca dawno nie miały"... Przecież ja jestem feministką, ale za nic nie chciałabym żeby ktoś mnie wrzucił do tego samego worka co Kazimiera Szczuka. Tym bardziej teraz. Na marginesie: alkoholizm nie ma w swoich objawach stosowania przemocy słownej (czy fizycznej). Nie ma usprawiedliwienia chorobą dla kogoś kto obraża innych... Co innego nazywanie "kurwą" swojej partnerki w łóżku, kiedy oboje partnerów to kręci i podnieca... a co innego mówienie publicznie do znajomej osoby. Ja rozumiem, że osoby uzależnione od alkoholu są zgryźliwe, złośliwe i potrafią być wyjątkowo wredne, gdy są na głodzie albo złapią akurat taką uszczypliwą fazę podczas picia, ale choroba tego nie usprawiedliwia...

To samo słowo usłyszała według mnie kobieta wpychana przez policję do radiowozu. Możliwe, że ze mną jest coś nie tak, ale wyraźnie słyszę na nagraniu "siadaj kurwo!". Słyszę również ten wykrzyknik! W "Kulsonie" nie ma litery "r" więc trudno się pomylić... Przeciwniczka, oponentka jest podświadomie traktowana jak ktoś najgorszego sortu, jednocześnie najczęściej są to wulgaryzmy kojarzące kobietę jako przedmiot seksualny. Bo kim my właściwie jesteśmy? Nadal dla zbyt wielkiej liczby ludzi: nie człowiekiem, nie partnerką, ale workiem na spermę, kurzym móżdżkiem i zdecydowanie kimś gorszym. A co jest najgorsze? Tak myślą również kobiety i młode dziewczyny...

Akcja #metoo przeraziła mnie z wielu względów. Skala zjawiska światowego to jedno, ale zetknęłam się z opowieściami moich znajomych, moich własnych koleżanek, przyjaciółek, pacjentek... moje historie, choć dla mnie bardzo bolesne, to mały pikuś. Okazuje się, że gwałt (taki z penetracją, przemocą albo podstępem) jest faktycznie zjawiskiem powszechnym. I nie zgłaszanym nikomu... To samo z molestowaniem seksualnym dzieci... I nic tu się nie zmieni jeśli nie będziemy uczyć kolejnych pokoleń szacunku do siebie wzajemnie. Chłopcy z domu muszą wynieść traktowanie kobiet jako równych sobie. Muszą się nauczyć, że kobieta, że drugi człowiek nie jest przedmiotem, że nie mogą macać, wsadzać paluchów, "ruchać" i oblepiać słowami, gdy mi się tylko podoba. Przede wszystkim powinni oduczyć się takich stwierdzeń seksualizujących drugiego człowieka. Dziewczynki muszą także uczyć się szacunku do siebie samych, ale także nie być zatruwane stwierdzeniami, że "każdy facet to chuj". A powiem Wam, że z obserwacji nastolatków wyłania się tragiczny obraz. Mówienie do siebie w związku dwojga szesnastolatków: "ty kurwo" czy "ty chuju" jest coraz częstsze. Mam wrażenie, że dawniej było to nie do pomyślenia, a teraz po prostu się dzieje...  A tłumaczeniem jest "bo byłem zdenerwowany", "bo mnie wkurzył".

Wszyscy jesteśmy równi, wszyscy mamy prawo do szacunku! To żadna nowość, ale mam wrażenie, że teraz trzeba to powtarzać o wiele częściej, może to coś zmieni...

Śmierć Szarego Obywatela >

< FAS na Boże Narodzenie

Wszystkie prawa zastrzeżone

Komentarze (9)

Dodaj komentarz
  • mlodylew

    Brak poważnej edukacji seksualnej, brak rozmowy rodziców z dziećmi, traktowanie sfery seksualnej jako temat tabu i rola kościoła katolickiego który sprowadza seks tylko do prokreacji, odrywa go od emocji i traktuje jako przykry małżeński obowiązek to doprowadza do traktowania kobiet jako maszynę do służenia.

  • missjonash

    Witaj Młody Lwie - zgadzam się, aczkolwiek tak jest na całym świecie więc wpływ akurat tej czy innej doktryny jest podobny.

  • danekstraszynski

    Opowiadała mnie już kilka lat temu pewna sympatyczna doktorantka znanego w Warszawie profesora, który rano witał swoje asystentki Moje kurwy już się wyspały ale sądząc po smutnych minach, żaden hui nie dał się skusić. Powitanie miało oczywiście kilka wariantów. Wiadomo profesor. Kiedy moja znajoma grzecznie zaprotestowała, usłyszała, Takie tutaj zwyczaje. I ty chcesz zrobić w stolicy doktorat?
    Schamiała nam ta Polska.
    Natomiast metoo jest pożyteczną akcją, pomimo wielu wad i zastrzeżeń. Warto przypominać hujom, że mają wolną wolę i od bardzo prawdziwych mężczyzn można oczekiwać odrobinę samokontroli.

  • Gość: [Jaskółka] *.adsl.inetia.pl

    Miss, nie jesteś stela, więc i Ty może zauważyłaś, jak się zachowują panowie stela wobec swoich zon, córek, partnerek. Jeżeli widzisz to samo, co ja, to śmiało wtedy powiem, że cieszyniacy to specyficzny gatunek mężczyzny. Niestety niechlubny. Ja mam często klientów, którzy "swoją" kobietę traktują jak coś niegodnego ich uwagi. Pcha się taki pierwszy przed nią do sklepu, na jej pytania odburkuje. Często zdarza się, że kiedy ona chce jeszcze coś kupić (jakąś przyprawę), to słyszy opryskliwe: "a na co ci to babo, dyć mosz dosyć w chałpie tego". Potem ona płaci i pakuje, a on stoi z łapami w kieszeniach i czeka ze zniecierpliwieniem. O pomocy nie ma mowy. po czym oboje opuszczają sklep w kolejności- on przodem, a ona za nim z siatami. On wsiada do samochodu, a ona upycha zakupy na tylnym siedzeniu. Zdarza się, że coś przy zakupach nie zagra, to, oczywiście, na nią spada całe odium złego.
    Kiedyś jednej z matek (kiedy uczyłam w szkole) zaproponowałam coś, co dotyczyło dziecka. To była błaha sprawa i przeważnie kod razu powinna paść decyzja. A nie, nierzadko słyszałam, ze ona musi się zapytać męża. na moje stwierdzenie, ze na pewno się zgodzi, było wahanie, a potem potwierdzenie, ze jednak zapyta. Kiedy powiedziałam jednemu ojcu, żeby się naradził z żona i razem podjęli decyzję, usłyszałam: "Óna?! A co óna mo do godania?". Obserwuję tutejsze układy damsko-męskie i przeważnie mi wychodzi, że ona ma mało do gadania, a rej wodzi on- pón. One usuwają się same w cień, a oni to wykorzystują. Moi poprzedni mężowie byli cieszyniakami i też próbowali tak ze mną zagrywać. Ja ze Śląska, to nie dawałam się, ale widzę, że moja siostra przycichła, sama mówi, że nie ma już sił na walkę 'o swoje", a szwagier bryluje i pomiata nią w towarzystwie. I widzę takie rzeczy w wielu znajomych rodzinach. To jak mają młode kobiety walczyć o szacunek dla siebie, kiedy ich matki są tak traktowane przez ojców, a one przez facetów wychowanych w tym duchu?
    A to, co opisuję widzi także mój mąż (urodził się w Puławach, jest nie stela) i też nie potrafi tego pojąć. Zdarzyło się już, że uprzejmie i stanowczo wcisnął siaty facetowi widząc, że schyla się po nie kobieta, a ten buc ani drgnie. Były chłopak mojej córki, cieszyniok miał pretensje, że ona nie nadaje się na żonę, bo go na piwo nie wozi. Kobieta służka, kobieta potulna, kobieta tłumok do pogardliwego traktowania.
    Moja ciotka odwodziła moją kuzynkę od rozwodu, kiedy się źle działo. Na moje pytanie (dorosła już byłam) dlaczego to robi, wpycha ją w takie życie, odpowiedziała z rezygnacją: "Ja dziołcho, taki to już los baby". Ona też nie miała w domu nic do gadania. Rządził wujek.
    Te określenia kobiet, te zwroty, o których piszesz, to wyraz skrajnego chamstwa i maczyzmu. W czasach młodości mojej matki, w czasach mojej/naszej młodości za taki zwrot w stosunku do kobiety, cham dostałby od razu w mordę. I to od obrażonej kobiety. Tylko żule spod budki rzucały publicznie takim mięsem.
    Wmawianie mężczyznom na każdym kroku(w kościele, w domach, w reklamach itp), że najważniejszy jest tradycyjny model rodzinny właśnie procentuje. Większość facetów podchwyci taka opcję z radością, bo ma z niej same korzyści. Szkoda tylko, że nie stać ich na refleksje, że krzywdzą istoty, które rzekomo kochają.
    Ten cham, który obrzuca epitetami kobiety, czy on pomyśli, że w takiej sytuacji może się znaleźć jego żona, córka, wnuczka lub partnerka. Typowe podejście "mnie to nie dotyczy" do czasu, aż inny cham zadziała.

  • missjonash

    Jaskółko - dziękuję Ci za ten długi komentarz. Szczerze mówiąc nigdy się nie zastanawiałam, że to akurat tustelizm jest tego przyczyną. Miałam wrażenie, że to jest norma w różnych grupach w całej Polsce. Ale faktycznie jest coś z tego "tradycyjnego" postrzegania ról męskiej i kobiecej. Musze to jeszcze dobrze przemyśleć i napisać więcej.

    Denku - dziękuję za Twoją wypowiedź. Dzięki #metoo bardzo dużo mężczyzn feministów zaczyna głośno mówić o konieczności zrównania praw.

  • Gość: [PKanalia] *.dynamic.chello.pl

    #trzymamstronekobiet
    mimo fragmentaryczności, wręcz szkicowości naszych kontaktów nie powinno to być dla Ciebie tajemnicą...
    pozdrawiać jzns :)...

  • missjonash

    Pkanalio - bardzo mi szkoda, że tylko ta szkocowość nam zostaje :) Pogadałby z Tobą na żywo :)

  • rycho_po_zawodowce

    Ja optuję za kulsonem.

  • barness

    Bardzo dobrze napisane podoba mi się ten post.

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci