Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Przemiana

missjonash

Kiedy w życiu osoby uzależnionej następuje koniec świata i można już tylko zapić (zaćpać) się na śmierć lub zrezygnować z dotychczasowego życia, zaczyna się przemiana (nie u każdego). Stopniowa przemiana jest warunkiem utrzymania stabilnej i długotrwałej abstynencji (czystości).

Na początku jest słowo abstynencja (czystość) czyli rezygnacja z używania substancji psychoaktywnej, od której dany człowiek jest uzależniony. Etapy dochodzenia do siebie (stan odstawienia, euforia z bycia trzeźwym, faza zniechęcenia i stagnacji oraz faza oswajania się z normalnością) zazwyczaj trwają około roku. Potem Ośrodkowy Układ Nerwowy jest już w dużo lepszym stanie, stan zdrowia powraca zazwyczaj do normy, emocje są ustabilizowane. Piszę tu oczywiście o modelowym przypadku dochodzenia do zdrowia u osoby, której zależy na trzeźwieniu. Ale to nie koniec.

To jest dopiero pierwsza faza przemiany. Na tym etapie człowiek zaczyna poznawać siebie. Poznaje również swoje ograniczenia. Bo niestety nie jest tak jak chciałoby to widzieć wielu coachów i trenerów rozwoju osobistego, że zawsze możemy osiągnąć dowolne marzenie, że wystarczy tylko chcieć i wierzyć :) Nie zawsze jest to takie proste. Są osoby, które doznały traum na tak wczesnym etapie rozwoju, że nie są w stanie (niezależnie od ilości przebytych terapii) stać się osobami wewnątrzsterownymi, budującymi poczucie własnej wartości na przekonaniu o własnych kompetencjach. Nie każdemu powtarzanie do lustra "jestem piękna" pozwoli w to uwierzyć. Są ludzie, którzy będą zawsze czuć się dobrze tylko wtedy, gdy usłyszą to od bliskich. Czy należy zatem rwać włosy z głowy? I dokopywać sobie, że musi być ze mną coś dodatkowo nie tak skoro nie potrafię uwierzyć w mantry. Uważam, że znajomość własnych ograniczeń bardzo ułatwia sprawę. Świadomość "dlaczego" to pierwszy krok do dalszych przemian i zaakceptowania siebie razem z niedoskonałościami. 

Niektórzy ludzie zatrzymują przemianę. Pozornie wszystko jest ok, jest zachowania mechaniczna abstynencja od alkoholu czy narkotyków, ale nie ma spodziewanych efektów w postaci wzrastającej samoświadomości i satysfakcji z życia. Opowiem dwa sytuacje;

1) Dawno, dawno temu chodził do mnie pewien przemiły chłopaczek (celowo piszę zdrobniale, bo i wyglądał na dużo młodszego niż był i był bardzo drobniutki. Używał narkotyków. Nic nie wynikło z naszych spotkań i kiedyś zniknął. Pewnego pięknego dnia stałam sobie na przystanku autobusowym. Obok mnie chodził nerwowo tam i z powrotem młody człowiek. Potężny, wyćwiczony na siłowni. I z napięciem rysującym się na twarzy. Właściwie poznałam go tylko po oczach, które się nie zmieniły. Coś go wyraźnie nurtowało. W końcu zrobił ostatni manewr, wyrzucił nonszalancko papierosa do studzienki kanalizacyjnej i zatrzymał się z impetem przede mną. "My się chyba znamy". Powiedziałam, że tak, znamy się i wymieniłam jego imię. "Pani mnie jeszcze pamięta? Po trzech latach?"... Dziwne, ale pamiętam ich wszystkich... Zaczęliśmy rozmawiać. Przechwalał się, że przestał ćpać... Ale po chwili rozmowy bardzo posmutniał i powiedział "ale zacząłem za dużo pić"...

2) Pewien nastolatek trafił do mnie po ośrodku terapeutycznym. Po zebraniu solidnego wywiadu, po wielu spotkaniach zrozumiałam, że niczego nie zmienił, że wszystko jest tak jakby dalej brał. Ale z różnych przyczyn wykluczone było używanie przez niego narkotyków i alkoholu. Tryb życia też niby ok. Ale absolutnie żadnych głodów i wszystko takie dziwne... Nurtowało mnie to długo, aż w końcu powiedział, że pije ponad 1,5 litra energetyków dziennie...

Przemiana nie nastąpi jeśli nie zmieni się system rozładowywania i wyrażania emocji, jeśli będą się zmieniać tylko substancje czy czynności wykonywane kompulsywnie. Koniecznymi warunkami trwałej przemiany (według mnie) są: zbudowanie silnych i wspierających relacji z dobrymi ludźmi (naprawa relacji rodzinnych i bliskie przyjaźnie), znalezienie pasji, która nada życiu sens i będzie zdrowym zamiennikiem środków psychoaktywnych, zdrowy tryb życia. Do tego autoanaliza stanów emocjonalnych i adekwatne reagowanie na pojawiające się uczucia, Wtedy możemy mówić o takiej prawdziwej przemianie :)

feniks1avatar

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • Gość: [PKanalia] *.dynamic.chello.pl

    choć nie jest łatwo mnie zaburzyć, wyprowadzić z równowagi, to na każdego jest jakiś sposób, więc na mnie również... oczywiście jestem pełen zrozumienia /nie mylić z akceptacją, bo tej we mnie nie ma/ dla faktu, że alkohol jest dość specyficznym narkotykiem, jeśli chodzi o jego miejsce w życiu społecznym, że towarzyszy mu koszmarna obłuda i swego rodzaju syndrom zaprzeczania, jakoby alkohol nie był narkotykiem, ale "czymś innym"... potrafię zachować obojętność, gdy zwykły człowiek z ulicy lub dziennikarz dyletant bezmyślnie, odruchowo wręcz używa zwrotu "alkohol i narkotyki" w różnych kontekstach, wyraźnie rozdzielając te tematy, ale gdy to robi fachowiec, pojawiają się we mnie negatywne emocje, np. smutek spowodowany konstatacją, jak głęboko ta obłuda potrafi sięgać...
    człowiek z przykładu 1/ jest po części ofiarą takiej obłudy... zdarzało mi się spotykać ludzi po terapii pełnych awersji do narkotyku będącego ich głównym problemem, którzy po jakimś czasie wkręcali się w inny narkotyk, a mianowicie alkohol właśnie...
    ale to nie wyczerpuje tematu, bo przykład nr. 2/ ilustruje coś jeszcze, co ja nazywam czasem "niedoleczeniem"... sprawa jest szersza, bo niekoniecznie musi chodzić o uzależnienie od jakiego narkotyku /na przykład alkoholu/, lecz także od innego zachowania /np. hazard, jedzenie, gry komputerowe, pracoholizm i cała masa innych/... taki klient jest zaiste niedoleczony, bo zabrakło wyposażenia go w mechanizmy obronne, których wcześniejszy brak tworzył podatny grunt do wcześniejszego uzależnienia... zabrakło tej "przemiany" o której piszesz i taki pacjent nadal porusza się po tej samej stronie medalu, zamiast znaleźć się po tej drugiej...
    oczywiście można też spojrzeć na tą sprawę z punktu widzenia filozofii redukcji szkód, bo nieraz bywa tak, że owa "przemiana" jest niemożliwa i trzeba się jedynie zadowolić połowicznym wynikiem, np. takim, iż klient funkcjonuje mniej autodestruktywnie, niemniej jednak wyleczeniem /zaleczeniem?/ trudno jest to nazwać...
    pozdrawiać jzns :)...

  • missjonash

    Pkanalio - inny jest nieco przebieg uzależnienia i dobrze o tym wiesz. No i inna legalność (a więc i konsekwencje). No i taki podział jest naturalny dla czytelników. Osobiście uważam, że alkohol jest takim samym narkotykiem jak i inne, ba nawet cięższym i też dobrze o tym wiesz choćby z rozmów z Niedźwiedziem (, który przez to mnie znienawidził). Więc się nie złość, bo złość piękności szkodzi...

  • Gość: [PKanalia] *.dynamic.chello.pl

    @Missy...
    luz... nie bierz tego osobiście, bo nie takie były moje intencje... owszem, można uznać, że zwracanie uwagi na ten niuans to tylko takie moje nieszkodliwe dziwactwo, wcale się nie obrażę, rzecz jednak w tym, że ten niuans to nie jest wcale taki niuans, można wręcz mówić o "społecznym współuzależnieniu" w temacie tego narkotyku, które bynajmniej jako zjawisko pozytywne nie jest i świetnie wiesz, o co mi chodzi...
    ...
    a wracając do meritum to podoba mi się to Twoje określenie "przemiana"... wielu klientów trafiających do ośrodków traktuje ten pobyt jako swoisty "urlop" od brania, po którym wszystkie sprawy w ich życiu "same" się ułożą i sprawa załatwiona... tymczasem na miejscu okazuje się, że żarty się skończyły i czeka ich ciężka robota polegająca na gruntownym remanencie w głowie i totalnym przewartościowaniu zawartości tej głowy...
    natomiast bywa tak, jak w podanych przez Ciebie przykładach, że po formalnym zakończeniu leczenia /formalnym, bo realne nigdy się nie kończy/ mamy do czynienia ze zjawiskiem "zamienił stryjek siekierkę na kijek"... kiedyś, dawno temu, to zjawisko nie dawało mi spokoju... dopiero po wielu latach przepracowałem ten temat w sobie i pojąłem, że nie można być w tej robocie zbyt ambitnym i próbować z pacjenta zrobić "supermena", że często trzeba się zadowolić skromniejszym rezultatem... pamiętam, jak kiedyś spieraliśmy się o to :)...
    co oczywiście nie znaczy, by nie próbować popracować nad kolesiem z przykładu nr.2/, bo choć dojenie 1,5 litra "turboptysiów" dziennie pozornie wygląda na mniejszą autodestrukcję, niż dojenie 1,5 gorzały, to jest to tylko pozornie... kardiolog na przykład tak by tego nie ocenił...

  • Gość: [PKanalia] *.dynamic.chello.pl

    @Missy /suplement/...
    wspomniałaś o legalności alkoholu, a przecież to jest kompletnie nieistotna sprawa, bo legalność /lub nielegalność/ jakiegoś narkotyku czy używki to pomysł ludzki i ludzie zawsze mogą to zmienić, zmodyfikować... czy gdy zdelegalizujesz alkohol, to zacznie on inaczej działać?... będzie działał tak samo, będą te same problemy związane z nadużywaniem: przemoc domowa i inne akty agresji, uzależnienia, jazda autem pod wpływem etc...
    ups... sorry... będzie pewna różnica... przybędzie pracy szpitalom na oddziałach ratunkowych na okoliczność zatruć, bo pojawią się na rynku wynalazki, trunki z różnymi dziwnymi domieszkami...

  • missjonash

    Pkanalio - jest różnica i to duża. Po pierwsze to co legalne jest dostępne, a więc dużo częściej spożywane. Druga sprawa jest traktowane bardziej lajtowo, bo nie grozi za to więzienie tylko ewentualnie mandat lub sprawa o demoralizację w sądzie rodzinnym. Przy kalkulacjach to wszystko się bardzo liczy :)

  • Gość: [PKanalia] *.dynamic.chello.pl

    @Missy...
    otwieramy nowy temat?... okay :)... siłą rzeczy będzie to fragmentaryczny skrót, bo to jest temat na całą noc dyskusji...
    nie byłbym taki pewien, że stopień /nie/legalności jakiejś substancyji przekłada się na ilościowy wskaźnik spożycia... zacznijmy od marihuany /powszechnie też uznawanej za narkotyk/, w której procentowy wskaźnik spożycia wśród Holendrów /podkreślam: wśród Holendrów/ jest jeden z najniższych w Europie, mocno poniżej średniej, pomimo, że stopień jej legalności w Holandii jest bardzo wysoki...
    wróćmy do alkoholu... otóż prohibicja w USA wcale nie zmniejszyła spożycia, za to zwiększyła tzw. "koszty społeczne" np. ogólny wzrost przestępczości albo wspomniane wcześniej pojawienie się na rynku produktów pozbawionych kontroli jakości, wręcz trujących...
    natomiast niewykluczone, że masz rację w przypadku wielu substancji... gdyby teraz w Polsce zalegalizować /w jakiejś formie/ któryś ze znanych nielegalnych narkotyków, to na początku poziom spożycia by podskoczył /efekt "miodowego miesiąca"/, nie jest jednak takie pewne, co by się działo dalej...
    generalnie to myślę sobie, że w dyskusji na temat /stopnia/ legalności lub nielegalności czegoś tam sam wskaźnik spożycia nie jest dobrą miarą oceny i zbyt dobrą podstawą do wyciągania wniosków... poza tym na rynek narkotykowy trzeba patrzeć całościowo, gdyż poziomy spożycia różnych substancji są ze sobą powiązane... np. gdy w Polsce pojawiły się legalne sklepy z tzw. "dopalaczami" spadła czarnorynkowa sprzedaż amfetaminy... albo taki drobiazg, że gdy w klubie spada sprzedaż trunków w barze to oznacza, iż ktoś pod klubem sprzedaje jakieś prochy, np. extasy...
    ale wróćmy znowu do alkoholu... czy wyobrażasz sobie teraz w Polsce taki drobny krok w kierunku delegalizacji, jak podniesienie granicy legalnej sprzedaży z 18 lat do 21 l. /tak jak w USA/?... dodam, że obecnie prokuratury z klucza umarzają sprawy w przypadkach sprzedaży w sklepie flaszki małolatowi under 18 lat ze względu na tzw. "małą szkodliwość społeczną"...
    czyli wnioski są też takie, że w teorii na papierze można dowolnie majstrować przy prawie, ale gdy się nie bierze pod uwagę realiów, tzw. "praktyki prawa" to takie majstrowanie może przynieść skutki nie do przewidzenia... zwłaszcza, że w tym kraju prawo dotyczące narkotyków tworzą dyletanci, a fachowcy nie są dopuszczani do głosu...
    ...
    wspomniałaś wcześniej o jakiejś nienawiści w wyniku dyskusji na forum... początkowo nie chciałem się do tego odnosić, ale teraz mi się odmieniło, więc powiem/napiszę na ten temat tylko tyle, że gdy się umie rozmawiać to nawet duża różnica zdań nie jest w stanie popsuć dobrych relacji pomiędzy dyskutującymi... wspomniany przez Ciebie osobnik nie umiał, i zresztą nie dziwota, gdyż ma stwierdzone uporczywe zaburzenia urojeniowe /wg. ICD - 10/, co rzutuje też na brak kontroli nad emocjami... ale to już historia, zamierzchła przeszłość, nie ma co więcej do tego przypadku klinicznego wracać...
    pozdrawiać jzns :)...

  • missjonash

    Pkanalio - nie wiem jak jest u dorosłych, ale badania przeprowadzane na młodzieży wskazywały, że im bardziej coś łatwo dostać tym częściej jest stosowane. Nie wiem czy to to słynne lenistwo młodych czy co, ale jednak wszędzie podkreślano, że u nieletnich dostępność powoduje zwiększone spożycie. I tak sobie myślę, że jednak spożycie w czasie prohibicji spadło (mimo iż istniało podziemie i mafia). Myślę, że spora liczba ludzi , którzy z są z założenia legalistami nie szukało wrażeń i czekało na zmianę przepisów. Możliwe, że się mylę :) No i Ci powiem, że u mnie zdarza się za jedno piwo trafić delikwentowi do ośrodka (bo miał już wcześniej dozór kuratorski. U nas (cały czas mam na myśli nieletnich) raczej dużo przypadków przyłapania z alkoholem (a czasem nawet z papierosami) trafia do sądu rodzinnego. Co kraj to obyczaj. U nas dostępność marihuany jest powszechna więc i spożycie bardzo duże. Wystarczy przejść przez most graniczny i już :( I mniejsze konsekwencje są za palenie po tamtej stronie granicy. Więc mnie się to potwierdza z tą dostępnością :) Pozdrawiam Cię. Trzeba by kiedyś przegadać jakąś noc :)

  • Gość: [Kadar] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Świetny wpis, uwielbiam tutaj wracać, pozdrawiam serdecznie!
    __________
    Targowisko Wiedzy

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci