Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Paradoks cierpienia

missjonash

Wczoraj przysłuchiwałam się wystąpieniom bardzo mądrych ludzi odnoście socjologicznego obrazu współczesnego nastoletniego użytkownika sieci. Najbardziej utkwiła mi informacja, że młodzi ludzie nie buntują się, nie walczą z systemem, nie stają na barykady. Jak im się coś nie podoba to "zlewają" to lub inaczej "mają wywalone na to" lub nawet "wyje..ne". Wierzę rzetelnym i długoletnim badaniom naukowym w tym zakresie. Mam jednak swoją refleksję. I jest ona co najmniej dziwaczna dla przeciętnego odbiorcy. 

Otóż od 5 lat pracuję z nastolatkami, spotkałam ich już setki i zdecydowanie najczęściej mam do czynienia z takimi, które przeżywają głębokie cierpienie, problemy życiowe i trudne emocje. Inna sprawa jak sobie radzą z bagażem doświadczeń, który wloką na plecach. Zdecydowanie najczęściej muszą się użerać z alkoholikiem w najbliższym otoczeniu (rodzic, dziadek, rodzeństwo lub inny członek rodziny mieszkający razem i zmieniający egzystencję w piekło), zaraz potem jest brak jednego rodzica i poczucie, że z jakichś przyczyn zostało odrzucone (nie zgadlibyście jak często nastolatki mówią tę samo frazę "ojciec mnie olał, nie widziałem go 5/ 7/ 10 lat") lub obojga rodziców (adopcja czy pobyt w rodzinie zastępczej), kolejne problemy to konflikty między rodzicami poważna choroba w rodzinie lub własna choroba (np. depresja) czy niepełnosprawność...

Oni nie mają wywalone na wszystko, nawet jeśli wyglądają na takich o wiele bardziej niż ich rówieśnicy. Przeżywają cierpienie i bunt. Czują się gorsi i odrzuceni. Każdy inaczej na to reaguje. Jedni szukają grupy rówieśniczej, która da akceptację i bliskość (a, że pali się tam trawę? Trudno, są ważniejsze rzeczy niż zagrożenie karą), inni starają się zwrócić na siebie uwagę aktami wandalizmu, zachowaniami agresywnymi i wrogością, jeszcze inni udają, że mają to wszystko gdzieś, kolejni uciekają najgłębiej jak się da w świat wirtualny... Ale niemal każdy ma o wiele głębsze życie emocjonalne i przemyślenia egzystencjonalne niż ich "bezproblemowi" rówieśnicy. Muszą o wiele więcej zastanawiać się nad sensem tego wszystkiego...

Nie są szczęśliwi, szukają przyjemności, która zagłuszy ból, ale jednocześnie nie są bezmyślni. Paradoks, nie? Ale to pokazuje starą prawdę o tym, że cierpienie ma swoje zalety, że jest potrzebne w życiu jak sól i pieprz w jedzeniu. Nie da się jeść cały czas tylko słodyczy...

Na marginesie: niesamowicie ciekawym zagadnieniem jest różnicą między zachowaniem pojedynczego nastolatka (nawet największego chahara) w okolicy, a grupą takich nastolatków. Wzmocnienia jakich sobie udzielają w grupie potrafią doprowadzić do tragedii już choćby dla popisu i niemożności wycofania się z jakichś niebezpiecznych zachowań bez utraty twarzy. Z jednym delikwentem niemal zawsze da się dogadać. 

Na koniec luźno związana z tematem opowieść. Muszę to napisać już choćby dla własnej autoterapii. Spotykam pewnego młodego człowieka (dorosły, ale młody), który sam o sobie mówi i myśli jako o największym bandycie w okolicy. Przeszedł w życiu bardzo dużo: biedę, alkoholizm w rodzinie, osamotnienie i pozostawienie samemu sobie. Robił wiele bardzo złych rzeczy, ma za sobą wyroki, stara się wyglądać na groźnego. Można się go bać. Ale ja się nie boję. Bo gdy z nim rozmawiam widzę tam w środku małego chłopca spragnionego miłości, troski i przede wszystkim zainteresowania. Wstyd mi za wszystkich tych, którzy doprowadzili do tego. Nie wiem na ile da się wyprostować zaburzenie wynikające z zaniedbań na etapie wczesnego rozwoju i zaburzenie osobowości. Pewnie niewiele. Ale chociaż chce sprawiać wrażenie osoby złej do szpiku kości, to zły nie jest. Nie jest też bezmyślny. Parę razy naprawdę mi zaimponował przemyśleniami socjologicznymi. 

 

W sieci >

< Suweren

Wszystkie prawa zastrzeżone

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • tetryk56

    Wydaje się, że wszystkie problemy o jakich tu piszemy, mają jeden wspólny mianownik: nie umiemy ze sobą rozmawiać! Oczywiście chodzi mi o powszechny, czy też średni poziom porozumienia, bo w układach dwu- czy kilku-stronnych niekiedy nam się to udaje. Pytanie, w jaki sposób (i czy w ogóle) można tę umiejętność odbudować w społeczeństwie?

  • missjonash

    Tetryku - chyba trafiłeś w dziesiątkę. Najbardziej przeraża mnie sytuacja, gdy orientuję się, że jestem jedyną osobą, która poważnie rozmawia z dzieckiem. A to jest rola rodziców...

  • Gość: [PKanalia] *.dynamic.chello.pl

    na wstępie zacytuję Ciebie:
    "a, że pali się tam trawę? Trudno, są ważniejsze rzeczy niż zagrożenie karą"
    jest to prawda... są ważniejsze powody, by małolat nie palił tej trawy w tym wieku... czyli innymi słowy, widać jasno, jak bezsensowne jest opieranie się na restrykcjach, traktowanie ich jako bazowego filaru profilaktyki narkotykowej i wychowania jako takiego... taka konstrukcja po prostu nie działa...
    tyle na temat "zagrożenia karą"...
    z tym brakiem buntu u młodych chyba jest trochę inaczej... filozofia "olewania" /i tak dalej/ pojawiła się wśród młodzieży wraz z odejściem "epoki hipisów" i początkiem "epoki punków" /są to rzecz jasna pewne umowne, symboliczne nazwy/, gdy otwarty bunt przeciwko systemowi /cokolwiek by pod tym słowem rozumieć/ zszedł do pewnego "podziemia" i przeszedł sporą ewolucję, której efekty widać obecnie... jednak sam bunt zniknąć nie mógł, bo wynika on z czystych praw fizjologii, przybrał jedynie formę coraz bardziej niewidoczną... zaś formułka "olewam" /itd/ jest jedynie pewną maską... no, i jak sama zauważyłaś, wzmacnia to grupa... maska znika dopiero podczas indywidualnego kontaktu i to też nie od razu, trzeba nad tym popracować...
    jak popracować?...
    chyba Tetryk już to podpowiedział, a ja potwierdzę, okraszając to cytatem, trawestacją Billa Clintona, którego chętnie używam w takich dyskusjach: "komunikacja głupcze!"... ten cytat dotyczy zresztą innych relacji, nie tylko na poziomie "dorosły - małolat"... w tym momencie zakończę, bo wpuszczę się w truizmy...
    dodam tylko, że ten motyw już poruszyłem pod Twoim poprzednim postem, wspominając o wyższości rozmowy nad inwigilacją i rewizjami w poszukiwaniu przysłowiowej już "trawy w skarpetkach" /akurat wtedy mowa była o treściach gier, ale przecież wiadomo, że chodzi o to samo/...
    pozdrawiać jzns :)...

  • Gość: [PKanalia] *.dynamic.chello.pl

    p.s. będzie jeszcze gorzej... zwróć uwagę na planowaną obecnie zmianę polityki systemu szkolnictwa, na sugerowane przesunięcie akcentów z edukacji na wychowanie... jest wprost mówione, że chodzi o ukształtowanie jednostki potulnej i zdyscyplinowanej...
    co przekłada się na to, że policja będzie miała sporo roboty podczas wojny z dopalaczami, których wysyp szykuje się taki, jak nigdy dotąd... ale może nie psujmy już sobie humoru rozwijaniem tego tematu...

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci