Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Upadły bohater

missjonash

Kwestia tego jaki powinien być bohater przewija się często zwłaszcza w kontekście polityki. Ale pamiętam już w czasach liceum dyskusje na języku polskim o odbrązawianiu bohaterów. Mówiliśmy o tym podczas omawiania lektury "Zdążyć przed Panem Bogiem". Marek Edelman, ku zgrozie wielu ludzi, mówił o bohaterach powstania w Getcie Warszawskim jak o zwykłych ludziach, którzy mieli zwykłe rodziny. A przecież wykazali się bohaterstwem i męstwem... Już od tamtej pory zostało we mnie przekonanie, że bohater (ktoś, kto jest zdolny do szczególnych czynów) nie musi być kryształowy. Potem zwracałam uwagę na ten wątek w kryminałach Agaty Christie, która wielokrotnie opisywała swoje postacie jako osoby zdolne do męstwa w chwilach szczególnych (głównie podczas II Wojny Światowej) a słabe czy wręcz czasem zdemoralizowane w okresie pokoju. Teraz pokrewny temat wrócił podczas dyskusji po śmierci Zygmunta Baumana... Znowu podniosły się głosy, że człowiek wielki nie może być splamionych żadnym błędem czy złym czynem. Nigdy i pod żadnym pozorem!

Wracając do tytułowego bohatera. Znam pewnego człowieka, który w sytuacji szczególnego zagrożenia zachował się jak wytrawny ratownik medyczny. Zachował zimną krew i uratował ludzkie życie sprawnie i bez chwili wahania. A sytuacja była bardzo trudna! To dobry i wrażliwy człowiek... To jedna strona medalu! Z drugiej strony to uzależniony od różnych środków psychoaktywnych, wściekły na cały świat, wulgarny facet.

Nie ma ludzi idealnych! Często wracam myślami do opisanego powyżej bohatera. Jest mi bardzo przykro, że ktoś przy kim mogłabym bez lęku dostać zawału, zjeżdża po równi pochyłej i spada w przepaść bez dna. A może tam gdzieś jednak jest dno. Znam większość powodów upadku i trudno mi się pogodzić z niektórymi z tych powodów, bo można je było wyeliminować. 

Najbardziej dotyka mnie, że spotykam młodych ludzi w momencie przełomu, kiedy jeszcze nic nie zostało przesądzone. Ale gdy osobista, rodzinna czy rówieśnicza sytuacja nie ulega zmianie uzależnienie staje się faktem. I dzieje się tam mimo iż ostrzegałam delikwenta (ale miałby słuchać takiej starej baby, która przynudza), a częściej jeszcze jego rodzinę, że tak się stanie jeśli nie zmienią postępowania. I wiecie co? Nie zmieniają go! Przychodzi rodzina i mówi: popsuło mi się dziecko, proszę naprawić. A gdy słyszą: to Państwo macie narzędzia żeby sytuację uzdrowić, nie robią tego... Dlaczego? I dlaczego bardzo często widzą tylko te złe strony dziecka, a nie widzą jego mocnych stron, nie widzą w nim bohatera, który siedzi w środku i czeka na odpowiedni czas?

Zakończę popularnym cytatem z naszej noblistki: "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" (Wisława Szymborska z wiersza "Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej"). Nie wiemy co zrobimy, gdy ktoś będzie przy nas umierał, nie wiemy co zrobimy, gdy ktoś przy nas będzie opluwany i lżony, nie wiemy co zrobimy, gdy przy nas będzie płonąć mieszkanie z czworgiem dzieci w środku, może nawet z naszymi dziećmi... Ja to wiem, że reakcje ludzkie są nieprzewidywalne. Nie oceniajmy innych pochopnie... Patrząc ze wstrętem na "pijaka" czy "ćpuna" możemy nie wiedzieć, że patrzymy na wczorajszego bohatera... 

Największa jest miłość >

< "Oczywiście, że Ci wierzę Kasiu"

Wszystkie prawa zastrzeżone

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • Gość: [PKanalia] *.dynamic.chello.pl

    to było jakoś tak... mniejsza z tym, kiedy... szliśmy w kilka osób ze Starówki na przystanek na Krakowskim Przedmieściu... onego czasu na tym odcinku ulicy funkcjonował tzw. "bajzel", czyli miejsce spotkań warszawskich narkomanów... niektóre mijane twarze świetnie znałem z pracy... nagle rozległ się głuchy huk... okazało się, że samochód uderzył na jezdni w dużego psa, z grubsza rasy "wilczur"... zanim się zorientowaliśmy, co się dzieje, na jezdnię wbiegło kilku moich "znajomych"... jeden zatrzymał ruch, reszta się zajęła psiakiem... po tamtym aucie nie było już śladu, większość przechodniów nawet nie spojrzało w stronę miejsca wypadku... pies nie dawał już oznak życia, znieśli go na chodnik, położyli na skrzyni z piaskiem do posypywania śliskiej jezdni... odbyła się gorączkowa dyskusja, co robić, gdzie zadzwonić, kogo wezwać, szukanie monety do automatu /czasy były "przedkomórkowe"/......
    - my już się tym zajmiemy...
    tak mi powiedzieli, a gdy wracałem na przystanek naszła mnie refleksja, jakie to intrygujące, że jako pierwsze zareagowały i coś zaczęły robić właśnie te pogardzane i nielubiane "ćpuny"...
    pozdrawiać jzns :)...

  • missjonash

    Pkanalio - ładna historia i bardzo mi tu pasuje! Dziękuję :) Tak to właśnie jest nigdy nie wiadomo kto jak się zachowa. Dlatego lepiej nie gardzić innymi. Uściski!

  • spo-kojny

    Upadły bohater to raczej taki który, tak uwierzył w swoje bohaterstwo że zaczął pomiatać innymi.
    Ty raczej piszesz o bohaterze, który nie bardzo ceni siebie.
    Poprzedni tekst był o tym żeby do wszystkich podchodzić z miłością , ten jakby
    dopowiada nie traktuj nikogo źle bo nigdy nie wiesz, kto tak właściwie będzie bohaterem.

  • Gość: [PKanalia] *.dynamic.chello.pl

    @Spo-Kojny /oraz Missy, rzecz jasna :)/...
    termin "upadły bohater" rzeczywiście można różnie rozumieć... akurat Twoja definicja jest niezła, choć można by ją rozszerzyć na człowieka, który dokonał czegoś /pozytywnie/ nadzwyczajnego, ale tak w ogólności zbyt nadzwyczajny nie jest, być może raczej niekiedy /albo bardziej, niż niekiedy/ wprost przeciwnie... zwłaszcza po tym akcie bohaterstwa, wtedy to bowiem powstają oczekiwania, by wciąż postępował nadzwyczajnie... gwoli skomplikowania tematu można dodać pytanie, kto tworzy owe oczekiwania... czy on sam wobec siebie, czy otoczenie wobec niego...
    ...
    podzielam Twoje spostrzeżenie, że ten tekst Missy można śmiało potraktować jako suplement do poprzedniego... zaś puentą może być... hm... może na przykład taka opcja, by nie przesądzać z góry zachowań ludzkich /w sensie: zachowanie konkretnego centralnie człowieka/, zwłaszcza zachowań sytuacjach skrajnych... o ocenianiu już nie wspomnę...
    pozdrawiać :)...

  • rycho_po_zawodowce

    Istnieją ludzie idealni, bohaterowie bez skaz na życiorysach, odznaczający się heroiczną postawą w każdej sekundzie swojego życia (a nawet po śmierci). Powiem więcej - ten rodzaj szczególnego bohaterstwa bywa dziedziczny. Tak jest np. z dynastią Kimów, Kaczyńskich...

  • Gość: [PKanalia] *.dynamic.chello.pl

    @Rycho...
    yeah! :)... dodałbym jeszcze, że życiorysy piszą ludzie /jedni drugim lub sami sobie/, co daje niesamowite możliwości w tworzeniu coraz większej rzeszy bohaterów, takich "100% bohatera w bohaterze" :)...

  • rycho_po_zawodowce

    @PKanalia
    Życiorysy dla PiS-owców mają bardzo plastyczną formę i mogą być "modelowane" zależnie od potrzeb bieżącej polityki. Np. z Piotrowicza potrafią zrobić bohatera stanu wojennego, a w Wałęsie widzą tylko "Bolka". Z obiektywnie ocenionej jako popełniającej "liczne błędy" w orzekaniu sędzi Przyłębskiej osobę, która "wyróżnia się wiedzą prawniczą". Dla prezesa albo ktoś jest biały (użyteczny), albo czarny (wróg).

    Kontynuując jeszcze wątek "polityczny" (pozdro spo-kojny) pragnąłbym zwrócić uwagę jak obecna autorytarna władza narzuca społeczeństwu swoich bohaterów wykorzystując do tego instytucje państwa (naszego, wspólnego!). To już nie tylko deifikacja klanu Kaczyńskich, ale również awans dla Kuklińskiego, inicjatywa na rzecz degradacji Jaruzelskiego, kult tzw. "żołnierzy wyklętych" itd. Chyba nie muszę tłumaczyć, że są to postacie "kontrowersyjne", a ich społeczny odbiór bywa biegunowo różny. Czy wyborcza wygrana daje PiSowcom mandat do używania instytucji państwowych jako narzędzi do rozstrzygania tego typu sporów na swoją korzyść?

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci