Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Portret Adama - zakończenie

missjonash

Prawie dwa lata temu napisałam ten tekst o Adamie:

"Adam jest moją największą porażką jako terapeuty i jako człowieka. A właściwie nie Adam tylko to co się z nim stało - jego losy.

Adam tak jak jego poprzednicy z innych portretów ma inne imię. Należy do grupy młodzieży słuchającej reggae. Ma wielką szopę dredów i jest śliczny. Skończył 18 lat. Chodził do LO, ale został z niego później wyrzucony. Przywiozła go do mnie mama, która była u kresu wytrzymałości. Nie uczył się, wagarował, wychodził w nocy, nie odbierał telefonów itp. Czarę goryczy przelało okradanie młodszego brata. Potrafił wywęszyć każde pieniądze, wcześniej okradał też mamę, ale ona milczała. Przyszli do mnie w momencie kiedy Adam dostał ultimatum od dyrektorki szkoły: albo pozalicza przedmioty (6) i zacznie chodzić do szkoły albo go wyrzucą.

Ne od razu zrozumiałam co się w tej rodzinie dzieje. Rozbijałam się o solidarne i wypowiadane półgębkiem "wszystko jest ok". Pierwsza sypnęła mama. Pierwsze co powiedziała to, że mąż od ponad roku nie rozmawia z synem. pewnego dnia powiedział: "Nie ma, cię, nie istniejesz dla mnie". I tego się trzymał. Nie zauważył syna ani się do niego nie odezwał od 15 miesięcy. Jak myślicie jakie przestępstwo popełnił Adam? Cóż mógł zrobić takiego, że ojciec potraktował go gorzej niż bandytę i śmiecia? Otóż Adam nie zdał z klasy do klasy. Znacznie później dowiedziałam się dlaczego. Adam był niewidzialnym dzieckiem w rodzinie alkoholowej. Ojciec jest alkoholikiem i daje w domu ostrego czadu. Chłopak od zawsze uciekał do swojego pokoju i w swój świat. Gdy nie zdał i ojciec go odrzucił zaczął do tego palić trawę - gdy się spotkaliśmy palił codziennie po kilka razy. Ojciec zresztą odrzucił go już w ciąży. Od zawsze to Adam był dla niego powodem klęski i zrujnowanego życia. Szanowny tatuś musiał rzucić studia i zacząć zarabiać na dziewczynę i dziecko, które poczęło się przypadkowo. Nigdy tego Adamowi nie zapomniał.

Ja zaś nigdy nie zapomnę momentu kiedy chłopak zaczął płakać i wyrzucać z siebie wszystkie złe myśli na swój temat. Skoro dla ojca jest nikim to musi być NIKIM. Terapia się nie powiodła mimo nawiązania jako takiego kontaktu. Nie umiałam mu pokazać, że istnieje inne życie. Za wcześnie, za mało strat. Przez opary marihuany i tak bym się nie przebiła. Nie potrafił utrzymać abstynencji. Ośrodek terapeutyczny odrzucił kategorycznie. Nie zdał tych 6 przedmiotów, wagarował dalej, usunęli go ze szkoły. Ojciec natychmiast wystawił mu rzeczy na wycieraczkę odzywając się wreszcie: "Won!". I poszedł... Nie wiem gdzie jest i czy nadal w ogóle jest. Bardzo często o nim myślę. O nim i o jego udręczonej i bezradnej matce. Ona też nie chciała pomocy."

Wczoraj dowiedziałam się jaki był koniec tej historii. Otóż Adam do dawna nie żyje. Został znaleziony martwy, naszpikowany dopalaczami i narkotykami w tym alkoholem. Ojca na pogrzebie nie było...

Wszelka zbieżność jest przypadkowa bo w tym opisie sprzed lat zmieniłam mu imię, wygląd i wiek...

Długo myślałam czy to napisać. Mój blog jest już i tak bardzo trudny, a tematy ciężkie i straszne. Ale uznałam, że należy zakończyć tę opowieść. Dokończyć historię złych relacji, uzależnień i porażki. Jest mi bardzo, bardzo przykro, że tak to się skończyło i że nie można się nawet łudzić, że kiedyś będzie lepiej, że coś zrozumie, zacznie żyć pełnią życia. Pierwszy raz spotkaliśmy się trzy lata temu a ja nadal pamiętam każdy gest, każde słowo.

[*] [*] [*]

Porządki >

< Miszmasz

Wszystkie prawa zastrzeżone

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • Gość: [kocica] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Śmierć tak młodego człowieka zawsze rodzi pytanie - Dlaczego?To zrozumiałe,że Ty Miss jako terapeuta możesz odczuwać porażkę,ale winę TYLKO ponosi otoczenie,a przede wszystkim rodzina tego nieszczęsnego chłopca.Chociaż psychologicznie można to wytłumaczyć to zawsze gdy spotykam takie przypadki odrzucenia dziecka zastanawiam się jak to możliwe.Sama będąc dzieckiem bardzo kochanym i również najpierw bardzo pragnąć dzieci,a potem mimo różnych trudności bardzo je kochać trudno mi takie odrzucenia zrozumieć.Na szczęście moje dzieci wybrały dobrą drogę,ale kiedyś zastanawiałam się czy gdyby popadły w poważny konflikt z prawem przestałabym kochać.Dzisiaj rozumiem taką matkę,która pomimo,że syn został przestępcą nie przestaje go kochać miłością matczyną,bo to jej dziecko,krew z krwi.
    Przypadek przez Ciebie opisany ma wiele wątków prowadzących do ostatecznej tragedii.Myślę,że przede wszystkim najważniejszy jest alkoholizm ojca.Poza tym to człowiek egoistyczny,odrzucił dziecko,którego pojawienie pokrzyżowały jego plany,a przecież w życiu może być wiele różnych przyczyn nie pozwalających realizować zamierzenia.Bywa też,że rodzic odrzuca dziecko,które nie spełniło pokładanych w nim nadziei,a często zdarza się to wtedy,gdy sam rodzic czegoś nie osiągnął i szuka rekompensaty w osiągnięciach dziecka.Myślę,że właśnie to też są przyczyny postępowania tego ojca.Pozdrawiam,MK

  • Gość: [Piotr Opolski] *.internetia.net.pl

    Joasiu !!.
    Nikt nie wie ilu osobom przywróciłaś nadzieję a może i życie.
    Śmierć Adama jest powodem do smutku i zadumy ale nie powodem do rezygnowania z tego co robisz.
    Nie odpuszczaj.
    Pozdrawiam

  • missjonash

    Kocico - tak sobie myślę, że wszystko zależy od nastawienia człowieka i jego charakteru. Wielu innych młodych ludzi w takiej sytuacji nie rezygnuje z marzeń tylko je odkłada. I kogo tu można było winić za narodziny syna? Chyba tylko siebie... A jeśli chodzi o przestępcze dziecko. Zastanawiam się czy gdybym wiedziała, że mój syn jest seryjnym zabójcą albo kimś takim to co bym czuła... Teraz gdy patrzę na Zajączki jestem pewna, że nigdy nie mogłabym przestać ich kochać.

    Piotrze - dziękuję Ci bardzo i też serdecznie pozdrawiam. Ja nie ratuję życia. Ja jestem ewentualnie kierunkowskazem. A delikwent sam sobie to życie ratuje. Albo marnuje. Nie odpuszczę nigdy!

  • Gość: [Jaskółka] *.adsl.inetia.pl

    To wszystko jest takie trudne. Masz takie zakończenia niejako "wpisane" w zawód, który wykonujesz. I chociaż to zakładasz- przypuszczam, że tak robisz- to niezwykle trudno jest się pogodzić z tego rodzaju "porażką".
    Strasznie mi przykro, że jednak to się dzieje, że Cię to "boli". Chciałby się, żeby takich rzeczy działo się jak najmniej.
    Niestety, choćbyś nie wiem, jak się starała, to wszystko zależy od tej drugiej osoby.

  • Gość: [Mamma Mia] *.internetia.net.pl

    :(((
    w rodzinie mojego męża też jest taki Adam... (portia34.blogspot.com/2015/02/zycie-to-nie-jest-kurwa-bajka.html)
    oby nie skończył jak Twój znajomy :(

  • tetryk56

    Niestety, niepowodzenia są wpisane w każde nasze działania, a ty działasz na bardzo trudnym polu. Wszystko nie może się udawać...
    Szkoda człowieka... a rodzice ciężko sobie zapracowali na tę tragedię...

  • missjonash

    Jaskółko - tak wiem, smutne to wszystko. Ale obiecałam sobie, że jutro będzie jakaś historia z dobrym zakończeniem.

    Mamma Mia - inna droga, ale finał ten sam. Oby nie... Ale droga dla Szymona jest jedna:ponoszenie konsekwencji swoich czynów. Na nieszczęście nie swoich też :((

    Tetryku - ja mam szansę tylko na 20 - 30 % powodzeń :(( Szkoda chłopca :((

  • Gość: [Jaskółka] *.adsl.inetia.pl

    Miss, to nie chodzi o to, że przedstawiasz historie z takim zakończeniem. Po prostu źle jest nam wszystkim, kiedy uświadamiamy sobie, że są ludzie, którzy świadomie niszczą innych i są ludzie, którzy nie chcą dać sobie pomóc.
    O takich rzeczach trzeba pisać, bo przemilczanie też nie jest dobre.
    W każdym tekście są treści, które mogą być wskazówką.

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci