Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Po co nam prawo?

missjonash

Takie pytanie zadałam sobie już dwa razy w ciągu niedługiego czasu. Dostrzegłam bowiem, że wielu z nas uważa, że generalnie prawa przestrzega, ale są takie idiotyczne przepisy, których nie przestrzega i przestrzegać nie będzie.

Pierwszy raz zadałam sobie to pytanie gdy poczytałam o zatrzymaniu aktorki Joanny L. za prowadzenie pod wpływem 1,2 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Zastanówmy się na marginesie jaki sens ma pisanie Joanna L. i zamieszczanie zdjęć z czarnym prostokątem na oczach, skoro nie utrudnia to w żaden sposób jej identyfikacji. Co więcej uważam, że informacja o prowadzeniu pod wpływem alkoholu powinna być ogólnie dostępna. Ale przepisy prawa stanowią inaczej. Wracając do meritum notki - choć uważam, że pisanie aktorka L. jest idiotyczne przestrzegam prawa, bo uważam, że nie jestem od decydowania, który przepis jest właściwy i godny przestrzegania, a który nie. Okazuje się, że niektórzy uważają niektóre przepisy za niepotrzebne lub usprawiedliwiają ich naruszanie faktem, że "tak robią wszyscy". Ze zgrozą wyczytałam bowiem, że prawie każdemu z nas zdarzyło się prowadzić pod wpływem alkoholu. Tak broniła koleżanki Katarzyna Skrzynecka. Śpieszę zawiadomić, że jestem w mniejszości, bo nie dość, że nie mam prawa jazdy, to jeszcze jak żyję nie prowadziłam niczego pod wpływem alkoholu. Poza tym 1,2 promila o 9 rano nie może być wskazaniem po wypiciu niewielkiej ilości wina wieczorem. Alkoholowe liczydełko ze strony www.parpa.pl podpowiada mi, że Joanna L. wypiła co najmniej litr wina o mocy 16% kończąc rozrywkę około północy z zawartością 2,7 promila we krwi. Linia obrony Katarzyny Skrzyneckiej  jest skazana na porażkę, wykazywała ona bowiem, że koleżanka wypiła mało i nie była świadoma, iż jest pod wpływem.

Ponownie pytanie o sens przestrzegania prawa pojawiło się we mnie gdy poczytałam o zatrzymaniu aktora Marka B. za posiadanie ponad 7g marihuany. Jego kolega Łukasz Płoszajski bronił kolegi, twierdząc, że po trawce nikt nikogo nie zabił, a po alkoholu tak! Tu pojawia się we mnie stare powiedzenie (nielogiczne) "co ma piernik do wiatraka". Łukasz Płoszajski chciał wpisem na Facebooku zasugerować, że ten przepis jest głupi, bo trawka nikomu niczym złym nie grozi...

No właśnie abstrahując już od tego przepisu zastanawiam się jakby wyglądał nasz świat gdyby każdy postępował wedle własnego uznania uważając, że niektóre przepisy prawa go ograniczają i nie będę przestrzegane. Dla Pana Płoszajskiego może to być przepis o zakazie posiadania narkotyków, a dla psychopatycznego sadysty zakaz podnoszenia ręki na drugiego człowieka czy zwierzę.

Jeśli prawo jest dziwne lub głupawe należy lobbować za jego zmianą, ale prawa należy przestrzegać, aby nie zapanował chaos. To moje zdanie :))

Szczęście jest proste >

< Rekord jak z bajki

Wszystkie prawa zastrzeżone

Komentarze (23)

Dodaj komentarz
  • almetyna

    Prawo jest narzędziem i choćby dlatego podlega krytyce i może skłaniać do różnych form nieposłuszeństwa. Ale rozumiem, że chodzi Ci raczej o przestrzeganie przepisów służących nierobieniu krzywdy innym. Pijaństwo i brawura kierowców, te przeraźliwe hałasy motorów jadących nocą 200 na godz jakby odrzutowiec przeleciał nam przez głowę, czy narkomania mogłyby sobie być aprobowane, gdyby nie dotyczyły otoczenia sprawcy, a tylko i wyłącznie jego samego.
    Osobiście jestem wpieniona na przepisy prawa, które kłócą się nie z moim komfortem, lecz z powszechnym zdrowym rozsądkiem. Prawo o ruchu drogowym i jego realizacja w praktyce często wykazują się idiotyzmami. Ograniczenie prędkości do 30 km/g mimo że roboty od miesięcy skończone, pozostawianie sygnalizacji w działaniu mimo że jest niedziela i praktycznie nie ma ruchu (a co, niech barany stoją i czekają, przecież mają czas, jest niedziela) i tego typu działania władz zgodne z prawem ale sprzeczne z rozumem powodują, że ich nie zawsze przestrzegam przepisów. Czasem mnie złapią i bulę, ale trudno. (Nawiasem mówiąc, parę razy udało mi się przekonać stróżów prawa, żeby odstąpili od karania mnie w tak błahej sprawie, za to poproszę o pouczenie ;- ).

    Działanie na rzecz poprawy prawa jest często niemożliwe, o czym świadczą różne pudła z podpisami wyborców w kwestii referendum, które są chowane pod stół, lub obalane mimo że konstytucja mówi co innego. Może na szczeblu lokalnym sytuacja jest lepsza, bo radny jest blisko wyborców, może. Tego życzę i mam nadzieję, że będziesz coś mogła zrobić dla Cieszyna.
    Uściski
    A.

  • Gość: [Piotr Opolski] *.internetia.net.pl

    Zgadzam sie całkowicie chociaż nie widzę sprawy tak ponuro jak Almetyna. Także nie widzę powodu, że my jesteśmy tacy sobie a prawo miałoby być idealne. Dodać trzeba że prawo zawsze jest tworzone pod naciskiem większości lub przez ich reprezentantów. Nigdy wszyscy nie będa zadowoleni z ustanowionego prawa ale cały dowcip tkwi w jego stosowania w ciężko chorym naszym wymiarze /nie/sprawiedliwości.
    Pozdrawiam

  • lesniczy.lp

    jasne, zgadzam się z Toba Missi i starą maksymą: twarde prawo, ale prawo... Jednak u nas, jak uczy nas życie, prawo nie jest równe dla wszystkich, często ustanawiane pod kątem korzyści jakiejś grupy a nawet osoby no i nie zawsze mądre jak pisz Almetyna. Bo skoro po posypaniu drogi taczką żwiru 2 tygodnie "na wszelki wypadek" stoi 30 lub stoi znak STOP przy nieistniejącej linii kolejowej to jak wymagać od ludzi przestrzegania przepisów? Politycy i tzw. celebryci to zupełnie inna bajka... Prawo powinno być mądre i rzeczywiście równe dla wszystkich (dlatego ten czarny pasek na fotce Joanny L.) a z kolei jego egzekucja przez służby i wymiar sprawiedliwości nie musi polegać tylko na bezwzględnym "puszkowaniu" każdego winowajcy. Wiele jest tu do poprawienia ale prowadzenie auta po pijaku to rzecz bezwzględnie karygodna ale jak działa wymiar sprawiedliwości pokazuje sprawa niejakiego "froga" rajdującego po mieście i polewającego się z policji, który do dziś nie usłyszał wyroku i stał się celebrytą! Paranoja!!!

  • Gość: [Krzysztof z Gdańska] *.centertel.pl

    Dzień dobry

    Masz rację ale...
    Żyjemy w kraju w którym co chwila zmienia się prawo, coś, co było przestępstwem staje się legalne (a czasem nawet godne pochwały) a coś co było legalne staje się "nagle" przestępstwem...
    W tej sytuacji ludzie głupieją i nie wiedzą czy to, co OBECNIE jest zabronione, za jakiś czas nie stanie się normą dozwoloną przez prawo. Duża w tym "zasługa" naszego sejmu, który zmienia przepisy "jak im czapka stanie" zapominając, że równie ważna jak przepis prawny jest jego trwałość i niezmienność, która rodzi zaufanie do w/w przepisu.
    Posłużę się przykładem.
    Niedawno zrobiliśmy sobie maraton filmów z porucznikiem Borewiczem (07 zgłoś się). W jednym z filmów bohater z narażeniem życia walczył z przestępcami sprowadzającymi gremplinę z zagranicy, sprzedającymi na krajowym rynku a następnie z cinkciarzami wymieniającymi złotówki (otrzymane za gremplinę) na waluty i kupującymi za te waluty następną partię grempliny za granicą...
    Minęło kilka lat i ci "przestępcy" stali się szanowanymi biznesmenami prowadzącymi handel zagraniczny i prowadzącymi sieć kantorów wymiany walut...
    W innym odcinku bohater radzi prostytutce, która "wpadła" żeby poszła się "wyskrobać". Minęło kilka lat i "wyskrobanie" (oraz sama rada, żeby to zrobić) stało się przestępstwem zagrożonym wysoką karą (oraz wyklęciem przez miejscowego proboszcza).
    Podobnie z posiadaniem marihuany.
    Przez wiele lat było to legalne, obecnie jest to przestępstwo, za jakiś czas (jak sądzę) będzie to znowu legalne...
    Jak w takich warunkach zachować szacunek dla prawa?

    Pozdrawiam

    Krzysztof z Gdańska

    p.s. A co do przejeżdżania na czerwonym świetle...
    Niemiecki Sąd Najwyższy wydał kiedyś orzeczenie, że jeśli wokoło nie ma zagrożenia, nie ma pojazdów, które mogłyby niespodziewanie nadjechać, to przejechanie na czerwonym świetle nie jest wykroczeniem, ponieważ wolność osobista człowieka jest konstytucyjnie ważniejsza od jakichś "światełek" zakazujących ruchu. Na studiach omawialiśmy to na zajęciach z prawa konstytucyjnego (chyba).

  • missjonash

    No tak, ale przy takim podejściu do sprawy to każdy sam będzie decydował, które prawo jest głupie, a które głupsze. Ja bym wolała aby tak nie było bo nie mam gwarancji, że ludzie otaczający mnie wybiorą jako głupie akurat te przepisy, które są głupie faktycznie. A co do wolności to jestem gotowa zrzec się jej części dla dobra ogółu. Jestem gotowa poświęcić kilka sekund czekając na zielone światło :D

  • Gość: [Krzysztof z Gdańska] *.centertel.pl

    Nie do końca o to mi chodziło.
    W swojej wypowiedzi zwracałem uwagę, że obecnie panuje kompletne pomieszanie wartości i to, co kiedyś było dobre (dozwolone) obecnie jest złe (zabronione) i odwrotnie.
    W tej sytuacji łatwo o relatywizację i usprawiedliwianie przestępcy.
    Też uważam, że prawa należy przestrzegać, jednak mam świadomość, że nie za wszelką cenę, bo zaraz się może okazać, że to, za co dzisiaj ścigaliśmy i wsadzaliśmy "do palki" jutro będzie całkowicie legalne... I jak MY wtedy będziemy wyglądać?

  • Gość: [Kneź] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Głupie prawo to głupie prawo i tyle - nie żadna świętość, tylko coś co trzeba zmienić. Dlaczego wypicie piwa w zagrodzie z kołków i desek jest legalne po jednej stronie, a już po drugiej jest nielegalne? Przecież to tylko kilka centymetrów! Dlaczego byle kto ściga człowieka pijącego piwo w parku, a kurwa obok nawalona jak szpak robi co jej właściwe bez przeszkód? Biedny palacz goniony jest jak groźny przestępca, a obok dymi sobie cały śmietnik? Przechodząc przez zupełnie pustą ulicę, w "niedozwolonym" miejscu, narażam się na mandat, a przecie większość wypadków zdarza się własnie na oznakowanych przejściach. Paradoksy i sprzeczności co i rusz. Ograniczenia, kary, bzdury i egzekwowanie tych bzdur zajmujące gros czasu służb, które powinny zająć się prawdziwymi zagrożeniami jak chociażby pijane persony w stylu celebryci, notoryczni przestępcy czy chociażby politycy szalejący pod wpływem, nie mówiąc i o co poniektórych biskupach.
    Tak, w tym kraju doszliśmy do paranoi prawnej i naprawdę można się czuć zagrożonym i to wcale nie przez przestępców, a np. na spacerze w lesie, bo nie daj boże weszliśmy na jakiś zakazany teren, albo co? Przecież w moim dzieciństwie takie zakazy obowiązywały niezmiernie rzadko.

  • Gość: [pkanalia] *.dynamic.chello.pl

    zacznijmy od tego, że prawo stanowione to nie tylko kodeks karny /lub wykroczeń/, ale także różne inne procedury /np. prawo cywilne, handlowe, celne, etc/... to tak tytułem wstępu, być może zbędnego, ale nie raz zauważyłem, że w wielu dyskusjach o prawie ogranicza się ona jedynie do kodeksu karnego /ew. drogowego/...
    odpowiedź na pytanie "czym jest prawo" nie jest jednoznaczna... można ją wypunktować /przykładowo/ tak:
    1/ odbicie pewnych norm moralnych uznawanych przez przeważającą większość /np. kodeks karny w temacie zabójstwa, kradzieży czy innych sposobów robienia drugiemu człowiekowi krzywdy/...
    2/ odbicie zaspokojenia potrzeb pewnych grup społecznych mających władzę lub chociaż tzw. "siłę przebicia"... tu zaznaczę, że niekoniecznie musi chodzić o kwestie materialne, ale także np. o obniżenie poziomu lęku u kogoś, kto ma paranoję /np. ustawa narkotykowa, aborcyjna lub prozaiczny nakaz jeżdżenia autem w pasach/...
    3/ ułatwienie, uproszczenie życia w jakiejś zbiorowości żyjącej w takich, czy innych warunkach... kwestie, co jest ułatwieniem, a co utrudnieniem pomińmy, bo nie gadamy teraz o konkretnych procedurach...
    itede, etece, takich punktów można zapewne wyliczyć jeszcze wiele... te punkty zresztą są ze sobą powiązane...
    kluczowe pytanie brzmi, jaki kto ma stosunek do prawa?...
    z grubsza biorąc, postawy są dwie:
    1/ legalizm, zwany też /bardzo manipulacyjnie/ "uczciwością" lub "szacunkiem do prawa"... tak naprawdę, jest to postawa niewolnicza, zamienienie się z podmiotu w przedmiot, z człowieka w bezmyślny automat...
    2/ elastyczność, rozsądkiem zwana... tu zawiera się cała gama postaw, wszystko zależy od wszystkiego... dużą rolę odgrywa na przykład kalkulacja ryzyka, czy złamać /przekroczyć, nagiąć/ prawo, które wydaje się nie mieć sensu... to są makro i mikro decyzje... czasem się je podejmuje spontanicznie, czasem intuicyjnie, spontanicznie...
    banalny /bardzo zresztą uproszczony/ przykład, to czerwone światło na przejściu dla pieszych... legalista android stoi jak zamurowany zawsze, nawet na pustyni... człowiek kalkuluje /podświadomie/ ryzyko... ocenia ruch uliczny, ryzyko pojawienia się policjanta... ale to jeszcze nie koniec... dochodzą jeszcze inne czynniki...
    /osobiście inaczej się zachowuję, gdy jestem sam, inaczej zaś, gdy jestem z dzieckiem lub psem na smyczy... w tym drugim przypadku staję się androidem i "grzecznie" czekam na zielone... ale to już inna historia/...
    pozdrawiać jzns :)...

  • pkanalia

    nie wiem, dlaczego mnie wylogowało... chyba za długo marudziłem z pisaniem tego komentarza powyżej... ale był mój, nikt się nie podszył...

  • tetryk56

    Problem nie tyle w przestrzeganiu prawa, co w osądzaniu jego naruszeń - często przechodzący pustą ulicę na czerwonym świetle jest traktowany tak samo, jak wjeżdżający na czerwonym świetle w ludzi na przejściu.
    A co do "maskowania tożsamości", rekordem były swego czasu informacje w prasie o "Jarosławie W., synu byłego prezydenta"...

  • Gość: [Krzysztof z Gdańska] *.centertel.pl

    Dzień dobry

    Na pytanie "czym jest prawo" zwykle cytuję starą łacińską regułkę ze studiów, która mi się bardzo podoba: prawo jest sztuką tego co dobre i słuszne (Ius est ars boni et aequi, czy jakoś tak :). Zwykle po takim cytacie moi rozmówcy pukają się w czoło albo zmieniają temat natomiast wydaje mi się, że ta definicja trafia w sedno - prawo jest w gruncie rzeczy niesprawiedliwe jeśli pominie się dobro człowieka i zasady słuszności, dlatego sprawiedliwe jest gdy policjant pogrozi palcem przechodniowi zatrzymanemu po przejściu pustej ulicy na czerwonym świetle podobnie jak sprawiedliwe jest wymierzenie mandatu za to samo podczas wzmożonego ruchu pojazdów, zagrażające bezpieczeństwu na drodze. Sztuką jest umiejętność właściwej oceny czyjegoś zachowania (dlatego w definicji określono to jako "sztukę") stąd tyle doniesień o zamykaniu kogoś do więzienia za "kradzież batonika" lub wypuszczaniu za dużo cięższe przestępstwa.

    Pozdrawiam

  • celinka90

    bardzo przemyślane i mądrze napisane.
    Pozdrawiam

  • almetyna

    Jest ciekawy i aktualny przykład z dziennikarzem, który się podszył pod kogoś innego, żeby zrobić reportaż w ośrodku dla uchodźców. Został skazany, ale obie strony chcą się odwoływać.
    fakty.interia.pl/tylko-u-nas/news-kontrowersyjny-wyrok-dla-dziennikarza-budzi-niepokoj,nId,1499261

  • leszekkowalikowski

    Droga Miss. Patrzę na ten problem dokładnie tak jak Ty.
    Podam jeden przykład, bez jego oceniania. Czytelnicy zechcą może zrobić to sami.
    Otóż mam szwagra, który jeszcze w stanie wojennym wyjechał do Norwegi. Zamieszkał w Oslo. Jak z nim rozmawiałem, to zaskoczył mnie informacją, że w stolicy Norwegi tylko główna ulica jest uprzywilejowana. Na wszystkich pozostałych obowiązuje zasada pierwszeństwa z prawej.
    Gdy po pewnym czasie przyjechał do Polski, nie dało się z nim jeździć samochodem. Nie dość, że zwalniał przed każdym przejściem oznaczonym zebrą, to jeszcze próbował ustąpić pierwszeństwa tym z prawej. Nawet jak widział znak informujący, że to on ma pierwszeństwo. Co to znaczy siła przyzwyczajenia!
    Zapytany, czy lepiej jeździ mu się w Oslo, gdzie co chwilę ma uliczkę z prawej, czy w Polsce, gdzie istnieją ciągi ulic z pierwszeństwem - odpowiedział, że początkowo bardzo był zestresowany. Ciągle uważać na tych z prawej.
    Ale po paru latach stwierdził wyższość tego systemu. Po prostu nie musiał pamiętać zbyt wielu zasad, znaków itp.
    Parę tygodni temu, na moim osiedlu też wprowadzono zasadę pierwszeństwa z prawej. Na razie jest trudno. Większość jeździ na pamięć. Ale już zaczynam się przyzwyczajać. Jeżeli przed upływem roku, nie nastąpi jakaś zmiana - chyba polubię taką organizację ruchu.

  • missjonash

    Chwilowo odpowiem zbiorczo, potem się poprawię - nie chciałabym żyć w kraju, w którym każdy z nas decyduje gdzie może pić alkohol (skoro można pod chmurką, to czemu nie pod przedszkolem), gdzie będzie się onanizował (zaspakajanie swoich potrzeb jest przecież zdrowe i naturalne ), czy będzie jeździł zgodnie z przepisami czy nie, czy będzie decydował o tym czy dotrzymać umów handlowych (bo może cytując nazewnictwo Knezia umów zawartych z "kurwą" nie należy dotrzymywać) itp. itd. Nie przeszkadza mi, że jestem bezmyślnym automatem (czy jak to ujął Pkanalia) w przeciwieństwie do elastycznych myślicieli. Myślę, że lepiej na tym wyjdę... Choć oczywiście notka dotyczy i mnie i legalistką jestem nie do końca, bo dla dobra kogoś innego zdarzało mi się naginać prawo.

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie i obiecuję jutro więcej i precyzyjniejsze komentarze :D Dobranoc życzy Wam zagoniona jak gończy Miss :))

  • Gość: [Kira] *.adsl.inetia.pl

    Witaj, Missjonash.

    Z pewnością złamałabym złe prawo. Zdobyłabym - gdybym umiała! - środki przeciwbólowe pokątnie, gdyby przepisy nie zezwalały na legalne ich zdobycie. Kryłabym człowieka, który przekroczyłby granice obrony koniecznej i połamał kończyny złodziejowi. Pracowałabym na czarno za godziwą stawkę, gdybym miała wybór. I tym podobne, i tak dalej...

    Prawo stanowione dysponuje, rzecz jasna, SIŁA. Może mnie ukarać. Jestem tego w pełni świadoma.

  • missjonash

    Kneziu - no właśnie - trzeba zmieniać, a nie samemu decydować które jest głupie, bo jak już napisałam wcześniej dla Ciebie jest głupi zakaż picia alkoholu na ławce w parku, ale dla sadysty może być głupie prawo zabraniające mu katowania psa lub kota...

    Pkanalio - a co się takiego złego stanie gdy postoisz 20 sekund czekając na zmianę światła? Jak już wspomniałam - godzę się z tym, że mnie nazywasz automatem - uważam, że lepiej na tym wyjdę w większości przypadków.

    Tetryku - myślę, że Twoja wypowiedź to strzał w dziesiątkę. Chyba bardziej chodzi o to aby rozsądnie różnicować te kary. W wielu przypadkach wystarczy upomnienie i tego rodzaju konsekwencje...

    Krzysztofie - genialny cytat i w pełni się z Tobą zgadzam. Sama naciągałam prawo kierując się dobrem człowieka. Jeśli nie można go zmienić od razu to czasem trzeba używac go tak aby pomagać a przynajmniej nie szkodzić.

    Celinko - dziękuję Ci bardzo. Witaj :))

    Almetyno - innym tematem jest także sposób interpretowania prawa i korzystanie z całego wachlarza przewidzianych konsekwencji przez sędziego. Niektórzy nie używają całkiem mądrych instrumentów jak nadzwyczajne złagodzenie kary, prace społeczne, upomnienie, skierowanie na jakiś kurs itp.

    Leszku - dziękuję, podniosłeś mnie na duchu :))

    Kiro - ja także dla dobra innych ludzi naciągałam prawo, ale go nie łamałam. Znalazły by się pewnie momenty kiedy miałam na to ochotę, może nawet z jakichś wysokich pobudek bym to zrobiła. Ale zadaję sobie pytanie: czy ja jestem mądrzejsza od tych, którzy nad tym prawem pracowali... I doprawdy nie sądzę.

  • Gość: [Kira] *.adsl.inetia.pl

    Nie wiesz, co jest dobre, a co złe? Co mądre, a co głupie? Cóż...

  • missjonash

    Ja może i wiem, ale tak samo powie i psychopatyczny sadysta... I cóż?

  • Gość: [Kira] *.adsl.inetia.pl

    I po to jest prawo stanowione: żeby SIŁĄ podporządkowywać sobie ludzi. W tym nie ma nic dobrego ani mądrego. Prawo MOŻE być dobre i mądre, ale nie musi. Przede wszystkim musi być SILNE.

  • Gość: [Antydogmatyk] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Prawo ograniczające prędkość maksymalną samochodów na gęsto zabudowanym terenie miejskim do 30km/h jest uzasadnione bezpieczeństwem mieszkańców i pieszych oraz utrzymaniem płynności ruchu. Wyższe prędkości powinny być dozwolone jedynie na arteriach komunikacyjnych, łączących poszczególne dzielnice, umożliwiając szybszy dojazd do poszczególnych, kluczowych punktów w mieście.
    Ograniczenia prędkości do 30km/h i w ogóle ograniczenia ruchu samochodowego w centrach miast są powszechnie stosowane w miastach niemieckich, które m. in. dzięki temu przestały się wyludniać (w odróżnieniu od polskich). Nie tak dawno temu odwiedziłem Lipsk, Berlin i Kolonię. Zwłaszcza w Lipsku niewielki ruch samochodowy rzucał się w oczy, centrum pomimo relatywnej biedy sprawiało wrażenie przestronnego. Samochody zatrzymywały się ok. 10-15m przed przejściami dla pieszych. Powietrze było z oczywistych przyczyn czystsze niż w polskich miejscowościach podobnej wielkości (Lipsk liczy ok. pół miliona mieszkańców).
    Kilka dni temu przyszedł czas na Poznań. Koszmar. Hałas, smród spalin, centrum zamienione w jeden, wielki korek. Brak kultury kierowców, samochody zajeżdżające drogę tramwajom i zastawiające wjazdy do bram. Nawet na wyłączonej z ruchu starówce słychać było wszechobecny szum poruszających się sznurów aut.
    Nic dziwnego że ludzie wynoszą się na przedmieścia lub na wieś.
    Liczby nie kłamią. Poznań się wyludnia, Lipsk szybko zyskuje nowych mieszkańców.

  • missjonash

    Antydogmatyku - i nikt nie protestuje, że wolność ma ograniczaną? No właśnie, bo niektórzy potrafią się zrzec części prawa z powodu wyższego dobra jakim jest bezpieczeństwo...

  • Gość: [Antydogmatyk] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Nie wiem, pewnie niektórzy protestują (ci, którzy wcześniej nie mieszkali w centrum i nie wdychali ton spalin?). Wątpię żeby władze niemieckich miast kiedykolwiek się wycofały z wprowadzania zmian w takim kierunku, gdyż w tym przypadku po stronie ograniczania prędkości i samego ruchu stają jeszcze inne racje niż bezpieczeństwo: przede wszystkim natury społecznej i ekonomicznej.
    Budowa autostrad w środku miast i stawianie na zwiększanie natężenia ruchu się nie opłaca z wielu powodów, spośród których najważniejszymi są: wysokie koszty budowy nowych i napraw starych dróg, stale rosnąca przestrzeń zajmowana przez samochody kosztem przestrzeni przeznaczonej dla pieszych i obszarów, które mogłyby być wykorzystane pod inwestycje, utrudnienia w przemieszczaniu się (znany paradoks mówiący o tym, że im więcej miejsca dla samochodów, tym więcej aut i korki wcale się nie rozładowują), utrata miejsc wypoczynku, rekreacji/obszarów zieleni, wspomniana suburbanizacja powodująca wyludnianie się śródmieścia i powodująca wzrost kosztów budowy infrastruktury i transportu, budowa zewnętrznych enklaw (osiedli) pozbawionych udogodnień lub ubogich w udogodnienia dla mieszkańców (takich jak szkoły, przychodnie lekarskie), co w przyszłości będzie się odbijać szczególnie na mieszkańcach w starszym wieku...

Dodaj komentarz

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci