Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Cieszynianka i słoiki

missjonash

Już miałam tego tekstu nie napisać. Już rezygnowałam. I oto w jednym z portali społecznościowych zobaczyłam dodane przez znajomego zdjęcie z jakiegoś miejsca publicznego w Krakowie, gdzie w toalecie jest napis "Miłym Gościom z obecnej stolicy przypominamy o możliwości umycia rąk". Jakbym w twarz obskoczyła... I dlatego jednak napiszę...

Możliwe, że to ja jestem przewrażliwiona i taki tekst jak wyżej nic nie znaczy. Ja jednak odebrałam to jak chęć poniżenia. Podobnie jak kiedyś odebrałam żart znajomego, który udostępniał dowcip o tym, że powódź jest dobrą wiadomością bo Warszawiaków wytopiło. Ha, ha. Napisałam wtedy, że jakoś się nie potrafię ubawić, bo w tej paskudnej Warszawie została choćby moja siostrzenica z maleńkim dzieckiem. Tak, wiem - z pewnością nie mam poczucia humoru. W ogóle w tej sytuacji i tej dzisiejszej dostrzegam niechęć do Warszawiaków (i nie przekonuje mnie twierdzenie, że to tylko żarty). A dyskusja o takich żartach sprowadza się do tego, że Warszawiacy są nadęci, niewychowani, skąpi i w ogóle okropni. No wypisz wymaluj - ja!

Dlaczego do tego tekstu przymierzałam się już wcześniej? Z dwóch powodów. Oto dwa dni temu głośno zrobiło się w lokalnych portalach o pewnym stowarzyszeniu. Nie tylko dzięki artykułom informacyjnym, które masowo pojawiły się w tym samym czasie. Uwagę mieszkańców naszego miasta zwrócił też ten tekst opisujący stowarzyszenie: Stowarzyszenie (...) zostało założone przez rodowitych mieszkańców miasta, dla których najważniejszą wartością jest właśnie Cieszyn i jego dobro." Na marginesie - właśnie odkryłam na stronie stowarzyszenia zmianę tej preambuły na taką: "Stowarzyszenie (...) zostało założone przez rodowitych mieszkańców Cieszyna, co nie znaczy, że miejsce w stowarzyszeniu jest zarezerwowane tylko dla nich." Ale w pierwszej chwili, gdy preambuła była jeszcze taka jak poprzednio rozgorzały dyskusje: co to znaczy rodowity cieszyniak, jak to wykazać i czy taki urodzony w szpitalu śląskim jest lepszy czy nie. Przyznam, że i mnie się zrobiło przykro i poczułam się gorsza. Poczułam, że te 10 lat ścisłego związku z Cieszynem nie jest jednak najistotniejsze i ani promocja miasta, jaką staram się robić, ani codzienna praca na rzecz mieszkańców miasta nie jest aż tak istotna jak to, że nie jestem stela. Pierwszy raz poczułam, że stela nie jestem. I bardzo mnie to dotknęło. Bo ja kocham Cieszyn, czuję się tu jak u siebie, robię wszystko aby to miasto rozkwitło. Jestem cieszynianką!

Tak, stanowczo kocham Cieszyn!


I jeszcze jeden powód tego tekstu. Kilka dni temu trafiłam na artykuł o "słoikach". O pogardliwej nazwie nadanej przyjezdnym mieszkańcom Warszawy, którzy na weekendy czy z okazji świąt jadą do domu po wałówkę czy w ogóle ludziom nie ze stolicy. Pod artykułem rozgorzał spór o to kim jest "słoik" - czy to w ogóle jest termin obraźliwy i o to dlaczego istnieje. Ano ludność z innych miejscowości śmieci, płaci podatki u siebie i nie umie się zachować. Jednym słowem zasłużyli sobie na "słoika" i koniec.

W tym wszystkim widzę wspólny mianownik, możliwe, że nie we wszystkich przypadkach trafnie - niechęć do obcych (z określonej lokalizacji lub w ogóle) lub/i poczucie wyższości wobec innych. Odrzuca mnie to. Nie podoba mi się poniżanie kogokolwiek z jakiegokolwiek powodu - w tym przypadku z powodu miejsca zamieszkania / pochodzenia. 

Ja dostaję z każdej strony: w Krakowie jestem prostaczką, która nie umie umyć rąk, w reszcie kraju bogatą, nadętą snobką, u siebie obcą, nie stela (no i z miasta, które należałoby zatopić). Gdybym jeszcze pojechała do rodziny w odwiedziny to jest szansa, że i "słoikiem" bym zarobiła. I tak się dzieje dopóki jestem symbolem - kobietą pochodzącą z Warszawy. Ale mnie - żywej jednostce nikt nigdy nie dał mi odczuć, że mam umyć ręce, wynosić się do siebie itp. Ba, twardzi górnicy i inne chłopiska stela dają się "naprawiać"...

To może pamiętamy, że za każdym symbolem i statystycznym obiektem żartów stoją ludzie, a stereotypy często mogą zagrozić podjęciu dialogu i dostrzeżeniu tego człowieczeństwa. I nie poniżajmy innych ludzi. Nawet jeśli poczujemy się lepiej. To będzie gorzkie lepiej i lepiej na krótką metę. Jeśli nie z powodów moralnych to ze zdrowej obawy przed spiralą wyzwisk, wzajemnej niechęci i brakiem porozumienia.

Dyskusja >

< Blog Day 2014

Wszystkie prawa zastrzeżone

Komentarze (16)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Jo.] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    A no i sama widzisz...

  • bagienny.net

    Nazwę słoików nadali sobie sami przyjezdni. Mi musiano wytłumaczyć dlaczego słoiki i co to znaczy ;]
    Określeniem jakim warszawiacy vel warszawianie obdarzali przyjezdnych było pogardliwe określenie ;] Słoiki moim zdaniem są neutralne. W sumie, w gruncie rzeczy lokalsów (prawdziwych, nie naturalizowanych) chyba ten tego skąd kto jest. Z mojego doświadczenia wyjątkowym jadem przyjezdnych traktowali i traktują inni przyjezdni.

  • tetryk56

    Miss, szkoda zdrowia na branie wygłupów do siebie. Znasz swoją wartość, ci, którzy jej nie znają są - nie bójmy się tego powiedzieć - o tyleż głupsi...
    Na pocieszenie start dowcip n/t innych tradycyjnie rywalizujących społeczności:
    Po kolejnych zawodach wioślarskich między Oxford i Cambridge sternicy obu osad spotykają się przy pisuarze. Pierwszy skończył oxfordczyk i poszedł starannie myć ręce. Widząc, że jego rywal obojętnie mija umywalkę, odezwał się z nuta wyższości:
    - Nas w Oxford nauczono, aby myć ręce po sikaniu...
    Riposta była natychmiastowa i równie wywyższona:
    - A nas w Cambridge uczono, aby nie lać po palcach...

  • missjonash

    Jo - ano widzę ;)

    Bagienny - obawiam się, że neutralny ten słoi już nie jest - przynajmniej w artykułach, które czytuję. U nas stelacy są stela, z jadem różnie u nich bywa bywa. Przyjezdni zaś raczej nie są jadowici do innych przyjezdnych. Choć to są uogólnienia, z którymi sama walczę.

    Tetryku - no to się ubawiłam :D Pewnie, że trzeba palce omijać :)

  • bagienny.net

    Opowiem, krótką historyjkę. Mało kto mnie bierze za tubylca, jeszcze mniej, że jestem tutaj urodzony. Dość często jestem świadkiem podobnych scen jak i mimowolnym uczestnikiem.
    Siedzę ze znajomą w parku. I widzę jakąś osobę z walizeczką na kółeczka na tych durnych chodnikach robi tur tur. W pewnym momencie znajoma wypala, że gdyby nie te wsiury to to miasto byłoby całkiem znośne. Wsiury się pytam? Skonstatowała. A potem dodała... że w sumie to ona też jest ze wsi.
    Nie powiem, że codziennie miewam takie sytuacje. Ale chociażby na tej podstawie mogę spokojnie określić, że ktoś nie jest z stąd. Drugim hmm testem jest to, że przyjezdni mają rewelacyjną wiedzę jak się poruszać po mieście ;]

  • missjonash

    Bagienny :D

  • Gość: [Kneź] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    A do Bani z takim nastawieniem! :D :D :D

  • parafka7

    Mieszkam w mieście powiatowym. Od urodzenia, mogłabym rzec, gdyby nie to, że kiedy chciało mi się wyjrzeć na świat, porodówkę remontowali i się urodziłam w ówczesnym mieście wojewódzkim. No i się okazuje, że nie jestem rodowitą mieszkanką mojego miasta, bo rodziłam się gdzie indziej. Jak to pierwszy raz usłyszałam, to jakbym obuchem w łeb dostała, a teraz - niech se kto gada, co chce, a ja wiem swe :D

    PS: Wszystkiego najlepszego z okazji Blog Day 2014 ;)

  • Gość: [kocica] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Kiedyś prezydent Komorowski powiedział,że wszyscy jesteśmy ze wsi,to co dodał jeszcze było co najmniej niefortunnym stwierdzeniem,cóż prezydent szczególnie na początku kadencji często popełniał gafy,ale w pierwszym miał wiele racji .Niechęć między Warszawą i Krakowem nie powstała dzisiaj,ma to uzasadnienie w naszych dziejach historycznych.Trochę wypływa to z różnych kompleksów,trochę z zazdrości.Jestem owocem związku "galicjanina" z "królewianką",tak,tak,jeszcze całkiem niedawno,no jakieś dziesiąt lat temu krążyły takie określenia.Rodzina mamy związana z Warszawą,rodzina ojca z Krakowem,ale kiedyś bardziej Lwowem,po drodze jakieś małe miejscowości,bo losy Polaków od wielu pokoleń były niespokojne.Warszawa przeorana przez wojnę i zniszczona po Powstaniu zapełniła się ludźmi spoza,tych mieszkańców z korzeniami wielopokoleniowymi tego miasta jest stosunkowo niewiele,głównie są to osoby napływowe z wcześniejszym lub późniejszym biletem,ale ta sytuacja dotyczy wszystkich wielkich miast tylko w mniejszym zakresie niż stolicy.Kraków też przeżył najazd "obcych" i to kilkoma falami.Chociaż znam regionalne antagonizmy nigdy się nimi nie przejmowałam,moje obie rodziny"po mieczu i kądzieli" zaakceptowały się całkowicie i żyły w serdecznej przyjaźni.Wrogości regionalne dowodzą małostkowości,wąskich horyzontów,braku kultury i braku tolerancji w stosunku do innych,bo obcy.Dlatego drobnymi uszczypliwościami jak przytoczona z toalety dworcowej nie należy się przejmować,najwyżej wzruszyć ramionami.Gorzej gdy regionalne antagonizmy prowadzą do działań wręcz przestępczych,z takimi należy walczyć wszelkimi środkami,bo z nich wywodzą się różne tragedie.Aby ta walka była efektywna trzeba prowadzić odpowiednią edukację począwszy od dzieci,a skończywszy na dorosłych,bo nietolerancja bierze się z niewiedzy i głupoty.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie życząc dużo zdrowia,MK

  • pkanalia

    no tak... naukowo /:)/ rzecz biorąc mamy tu do czynienia z lokalnym szowinizmem z odrobinką ksenofobii... w tle tego, mamy odwieczny spór "kto jest prawdziwszy tutejszy" plus odwieczna przepychanka "starsi vs. mlodsi"... zjawisko odwieczne, relikt czasów, gdy słowo "terytorium" było rozumiane dosłownie... umiejętnie podsycane może być niezłym narzędziem walki politycznej, z drugiej strony trudno to narzędzie kontrolować... swojego czasu wojna w Jugosławii zaczęła się od odwiecznych naparzanek chłopaków z różnych dzielnic i wioch... do pewnego poziomu są one naturalnym, zdrowym elementem praktyki higieny psychicznej, powyżej niego mogą być groźne w większej skali... jak to się mawia: "odrobina ruchu na świeżym powietrzu nikomu jeszcze nie zaszkodziła", ale gdy sport dla rekreacji zmienia się w wyczynowy, znak plus zmienia się na minus...
    pozdrawiać jzns :)...

  • missjonash

    Kneziu - nie zajarzyłam :))

    Parafko - no pewnie, że Ty swoje wiesz najlepiej. Człowiek sam czuje kim jest :))

    Kocico - Tobie również życzę dużo zdrowia. A przejęłam się chyba nie tak strasznie, bo gdybym za każdym razem przeżywała to wszystko na poważnie to już bym była na kardiologii. W każdym razie ręce myję :))

    Pkanalio - bardzo mi się Twój wywód spodobał. 100 lat z okazji Blog Day 2014!

  • Gość: [Kneź] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    A bo to było "po kneziowemu"! :D :D :D

  • spo-kojny

    Co do organizacji zamkniętych to uwazam za normalne. Jezeli ktoś chce ograniczac dostep do organizacji to jego prawo . Nie jest to wykluczanie i gorsze traktowanie innych .Dla przykładu jeżeli nie chodziłem do jakiejs szkoły to nie mogę być członkiem klubu zrzeszajacego byłych uczniów danej szkoły .Nie jestem z tego tytułu
    gorszy. Tak samo jak nie jestem stąd, stela to nie jestem gorszy. Wrecz uwazam że dobrze ze na miano bycia stąd trzeba jakoś zapracować .
    Na ogół tak sie dzieje ze obywatele od dawna mieszkajacy w swym mieście mniej wiedza o nim od tych niedawno przybyłych (którzy nie wiedzac co im bedzie potrzebne do zycia chłona wszystkie informacje o swym nowym miejscu zamieszkania).

    Co do złej opinii o Warszawiakach , to częśto na to zapracowała tak zwana Zielona Warszawa, i ludność napływowa do przetrzbionej wojną Warszawy.
    Poniewaz zawsze (mimo pouczeń często róznych ludzi że lepiej nie przyznawać sie do
    bycia warszawiakiem ) mówiłem ze jestem z Warszawy , nieraz doswiadczyłem róznych niemadrych i głupich uwag. Raz niewiele brakowało, a bym oberwał z tego
    powodu . Dokładnie nie pamietam jak doszło do rozładowania atmosfery ale było to coś w rodzaju . Jeżeli macie kompleksy z powodu miejsca urodzenia i musicie je rozładowac to bijcie .
    Pracowników mam i tych stałych mieszkańców Warszawy i tych z poza - Słoików.
    Nikt nie traktuje okreslenia Słoik jako obraźliwe .

  • missjonash

    Spokojny - zważywszy na zmianę preambuły po awanturze jaka wybuchła, nie chodziło o zamykanie stowarzyszenia. Inaczej nie zmieniono by treści na taką, że stowarzyszenie dba o dobro wszystkich...

  • uziuzi23

    Jestem z dziada, pradziada mieszkańcem Warszawy i naprawdę nic nie mam do słoików. Napisze więcej kobietę mam z Wielkopolski, czyli tworzymy rodzinę półsłoików:). Zastanawia mnie tylko podejście do tematu mieszkańców Ziem zachodnich które wróciły do macierzy, jak oni nazywają przyjezdnych?

  • missjonash

    Uziuzi - niestety nie wiem. Pozdrawiam i witam na blogu :)

Dodaj komentarz

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci