Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Trędowate

missjonash

Ostatnio ktoś mnie żywiołowo przekonywał, ze Zespół Aspergera nie istnieje i to tylko taki wymysł rozpasanych psychologów. Jak dla mnie istnieje jak najbardziej, bo mam okazję konfrontować teorię ze stanem faktycznym i wszystko mi się zgadza. Ale nie upieram się. Zresztą na potrzeby tego wpisu wystarczy mi odniesienie się do bardzo lekkiej formy autyzmu. Istnienia tego zaburzenia chyba nikt nie neguje.

Dziecko z całościowym zaburzeniem rozwoju znanym z literatury jako Zespół Aspergera (lub lekką postacią autyzmu) ma problemy z relacjami społecznymi, nie rozumie wielu interakcji, emocji i zachowań. Ma problemy z komunikacją społeczną przy braku upośledzenia umysłowego (ba często nawet to bardzo inteligentne dzieci wyprzedzające rówieśników pod względem np. zdolności matematycznych) i przy braku zaburzeń rozwoju mowy. Brzmi skomplikowanie i sucho.

A jaki jest tego efekt. Dziecko chodzi najczęściej do normalnego przedszkola (zaburzenie jest często słabo zaznaczone) albo do integracyjnego. Radzi sobie z wieloma rzeczami bardzo dobrze lub wręcz doskonale, ale najczęściej problemem jest kontakt z rówieśnikami. Dzieci potrafią być bardzo okrutne (ale nie same z siebie - raczej nauczone przez dorosłych wytykania wszelkiej inności). Dziecko z Aspergerem zachowuje się często dość specyficznie lub dziwnie. Inne dzieci tego nie rozumieją, wytykają, szydzą. Dobrze jest gdy bohater tego wpisu się nie orientuje, że dzieci z niego kpią. Wtedy cierpią tylko rodzice. A to boli możecie mi wierzyć. Gorzej gdy zaczyna rozumieć, że nie jest lubiane. Wtedy cierpi także ono. Gdy staje się coraz starsze to raczej nieuniknione. 

Dobrze by było gdyby rodzice, dziadkowie, opiekunowie potrafili swoim maluchom wytłumaczyć, że na świecie są różni ludzie i że to wcale nie źle, bo gdybyśmy byli tacy sami to byśmy się zanudzili. Pisałam tu kiedyś o chłopcu z autyzmem, z którym dzieci nie umiały nawiązać kontaktu. Wpis tutaj. Dobrze jest rozmawiać o takich rzeczach z naszymi następcami. Bycie słabszym i innym to nie znaczy bycie gorszym...

Komentarze (14)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Jo.] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Ciężka sprawa. Myślę, że również dlatego, że niepełnosprawność przez wiele lat w ogóle nie istniała w świadomości Polaków. No dobra - jakiś kombatant bez nogi. Albo niewidomy. Ale resztę chowało się w domach lub szpitalach, a powiedzieć komuś, że jest upośledzony umysłowo to była, i chyba nadal jest, jedna z większych obelg.

    Ludzie nie są przyzwyczajeni do niestandardowych zachowań, nie wiedzą jak na nie reagować, albo boją się nieobliczalności osoby, która od znanej im normy odbiega. Dzieci niepełnosprawne, zamiast chodzić do normalnych szkół i z pomocą asystenta tam funkcjonować, zamykane są w domach, albo szkołach specjalnych. Ani one nie uczą się życia, ani życie nie uczy się ich. W rezultacie obie strony podchodzą do siebie jak pies do jeża i trudno się temu dziwić. I prawdę mówiąc - nie widzę opcji wyjścia z tego patu.

  • Gość: [Kneź] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Trochę jakby nie całkiem na temat, ale o szkołach specjalnych. Mamy znajomych z dzieckiem, które w takich szkołach było. Za każdym pobytem w szkole specjalnej dziecko cofało się w rozwoju, wykazywało zachowania co najmniej dziwaczne i trudniej było z nim utrzymać kontakt. Postępy były jedynie gdy był w domu i chodził do normalnej szkoły, ale on się akurat do takiej nie nadawał. Twierdzę więc, że w jego przypadku szkoły specjalne nie spełniły swojej roli, chociaż powinny, natomiast sprawdziła się rodzina i normalni nauczyciele, chociaż to nie oni byli specjalnie do tego przygotowani. Podejrzewam, że podobnie jest z innymi dziećmi ze specyficznymi rozwoju, czy jakby to nie nazwać. Nasze szkolnictwo specjalne nie jest ani kompetentne, ani władne, ani też zainteresowane rozwiązywaniem problemów, a jedynie stawianiem pieczątek i spychaniem problemów na rodziny. Niepełnosprawne dzieci są potrzebne jedynie do brania pieniędzy za fikcję funkcjonowania takich ośrodków.
    My co prawda nie mieliśmy aż takich problemów, ale jednak unikaliśmy jak ognia tej pseudopomocy i urzędowego stygmatyzowania i prywatnie było to przez nauczycieli akceptowane, ale już oficjalnie musieli wystawiać wnioski, skierowania i notatki, że rodzice się nie stosują do ich zaleceń i procedur szkolnych. Bo liczą się "kwity", zaświadczenia i zrzucanie odpowiedzialności, a nie efekty pracy - dziecko z problemami najlepiej opisać, opieczątkować i mamy problem z głowy.

  • missjonash

    Jo - dokładnie - ludzie boją się inności oraz ludzi, którzy mogą zachować się nieobliczalnie (czasem nastolatki czasem osoby pijane).

    Kneziu - ja mam całkiem doskonałe doświadczenia z palcówką wspomagającą wychowanie i na szczęście z przedszkolem.

    Też jestem za tym, jeśli tylko to możliwe, aby dziecko trafiało do zwykłej szkoły. Ewentualnie klasy integracyjnej jeśli wiadomo, że to dobre miejsce dla dziecka.

  • Gość: [Jo.] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Kochani, bo u nas system jest do... no wiadomo, do czego!

    Zaburzony mocno autysta nie poradzi sobie w masowej szkole. Bo potrzebuje ciszy, spokoju i powtarzalności. Kuba w podstawówce funkcjonował fan-ta-sty-cznie. Ponieważ on to w ogóle szczególny przypadek, w szkole miał absolutnie wystarczającą opiekę pod każdym względem. I ja o jego podstawówce nie dam złego słowa powiedzieć, z całkowitym zastrzeżeniem, że mówię o niej w konkretnym kontekście mojego syna.

    Ponieważ ma "tylko autyzm", a wszystko inne, łącznie z inteligencją, powyżej normy, kazano nam iść do normalnego gimnazjum. Po szklanej bańce podstawówki dla autystów. Zero komentarza.

    Młodsze dziecię - to sobie czytacie u mnie, jaki cyrk ma rodzina z dzieckiem z ZA, którego w cholerę nie ogarnia system edukacji w naszej ojczyźnie. Opadają ręce i wszystko inne. U nas nie ma opcji - autystyczny, ale w normie intelektualnej. Nauczyciele nie mają pojęcia, co z takim przypadkiem zrobić. A przypadek jest kompletnie nieprzygotowany do życia w świecie poza bańką. I tyle.

  • Gość: [Edi800] *.internetdsl.tpnet.pl

    Trędowate, od trąd ;)

  • Gość: [Kneź] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Trendowate od trendi :D

  • missjonash

    Nieźle, nawet nie zauważyłam :))

  • Gość: [Kneź] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    No i co narobiłaś???!!! :)

  • missjonash

    Poprawiłam błąd ortograficzny ;)

  • tetryk56

    Lepsze jest wrogiem dobrego?

  • czarna1967

    Wszystko , co napisałaś i co w komentarzach się znalazło to święta prawda... niestety. Ciężko jest być innym i często żyć z innym, tzn. z tymi którzy mają problemy z sobą i tych problemów przysparzają bliskim i otoczeniu. Może tylko trzeba zrozumieć jeszcze, że gdyby oni mogli świadomie wybrać swoje życie, to wybraliby zdrowie i szczęście.Niepełnosprawni od urodzenia to nie lada wyzwanie dla rodziny.

  • missjonash

    Tetryku - :))

    Czarna - masz rację. Tylko gdybyśmy traktowali ludzi innych normalnie - to nie byliby dla nas problemem a partnerem, dzieckiem, członkiem rodziny. Tak po prostu :))

  • katja.asd

    Mam ASD i taka słaba, niepełnosprawna i okrutnie cierpiąca nie jestem. Zacznijcie traktować osoby ze spektrum normalnie. Nikt nie lubi traktowania jak niedorozwinięte biedactwo, które i tak nic nie rozumie.

  • missjonash

    Katja - witaj na blogu :)) Ty jesteś raczej dorosła, mój syn - nie. Ja traktuję go normalnie - rówieśnicy nie. Rozumie matematykę, ale relacji społecznych nie bardzo.

Dodaj komentarz

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci