Menu

Okiem obserwatora

Blog o problematyce społecznej i o Cieszynie. Z przerywnikami fotograficznymi przyrodniczymi i krajobrazowymi.

Inność

missjonash

Zastanawiałam się czemu mnie tak dotknęła kapania Olimpiad Specjalnych. Z powodu samej empatii? Nie, to coś więcej. Moje Zajączki nie mają Zespołu Downa. Ale i tak świetnie wiem jak to jest być innym w świecie gdzie bycie "normalnym" jest bezcenną wartością. Od dziecka byłam inna z powodu widocznej (drobnej, bo drobnej ale zawsze) dysfunkcji. Doskonale wiem jak czuje się takie dziecko, które nie może ukryć swojej odmienności. Ja miałam szczęście bo moi rówieśnicy nigdy na to nie zwracali uwagi, nigdy nie spotkałam się z pogardliwym komentarzem. Ale moje klasy w szkole podstawowej czy w liceum były wyjątkowe. Nie naśmiewano się z osób w okularach, rudych, otyłych itp.

Ale na co dzień tak się jednak działo i dzieje. Ostatnio szłam ze starszym Zajączkiem ulicą i usłyszałam jak pewna dziewczynka mówi do taty: "To jest Zajączek - ale jest gruby". Szczęka mi opadła. Zajączek gruby nie jest ani trochę. Zarówno wizualnie jak i w centylach mieści się w normie. Faktem jest, że jest bardzo wysoki i muskularny jak na swój wiek oraz, że jest wyjątkowo grubej kości. Ale daleko mu nawet do nadwagi. Jednak odbiega od reszty dzieci w grupie, które są wiotkie i bardzo szczuplutkie (jak ta dziewczynka właśnie). A skąd ona niby wie, że ktoś jest gruby? Idę o zakład, że od rodziców, którzy tak komentują mijanych ludzi czy też może widzianych w telewizji...

Od kilku dni żyłam tę kampanią billboardową, bo choć mój Zajączek nie ma Zespołu Downa, najprawdopodobniej ma inny zespół, który pewnie znacznie będzie utrudniał mu życie głównie wśród rówieśników. Na szczęście (czy nieszczęście - zależy jak na to spojrzeć) po nim nie widać, że może jest innym dzieckiem. Jest bardzo inteligentny, ma ponadprzeciętny zasób słów i wiedzy. Ale ma inne trudności. Już teraz boję się jak sobie poradzi wśród ludzi, którzy lubią etykietować, wskazywać kto jest gorszy a kto lepszy. Wystarczy poczytać komentarze pod zdjęciami na stronach internetowych: "maszkara, pasztet, grubas, szkielet, tłusta baba, wieszak" to tylko najładniejsze próbki możliwości naszych bliźnich. Szkoda, ze tak nas drażni odmienność. Bez niej byłoby nudno i sztampowo.

Plama Olimpiad Specjalnych Polska >

< Policzek od PO

Wszystkie prawa zastrzeżone

Komentarze (13)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Malina_M] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    oj Missi i ja jako dziecko zawsze byłam inna - to znaczy najwyższa w klasie, wyższa od wszystkich chłopaków, no taka chuda żyrafa albo fasola . Wtedy wzrost dla dziewczynki to był minus. Straszne miałam kompleksy bo ciągle jakaś pani nauczycielka pytała mnie czy ja jestem z przerostów, znaczy spadochronów

  • Gość: [kocica] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    W dzieciństwie spotkało mnie wiele złośliwości ze strony rówieśników z powodu koloru włosów,wiewiórka,marchewka itp.,może dlatego taka bliska była mi "Ania z Zielonego Wzgórza"?Mam kuzynkę prawie albinoskę(na szczęście nie ma oczu królika,tylko piękne fiołkowe).Nawiasem mówiąc była śliczną dziewczyną,ale z powodu swojej odmienności wiele wycierpiała.Kiedyś idąc razem ulicą(miałyśmy po 10lat) usłyszałyśmy do mijającego chłopaka "o ruda i biała małpa".Dzisiaj,chociaż to może brzmi brzydko mam pewną satysfakcję,bo te koleżanki z dzieciństwa już dawno osiwiały,farbują się często na nie zawsze ładny kolor,a my z moją kuzynką nie siwiejemy i jakoś zmarszczek też nie za wiele.Pozdrawiam,uściski dla Zajączków,MK

  • Gość: [Piotr Opolski] *.internetia.net.pl

    Nie lubie tego tematu bo chyba wiekszość z nas uważa że jak zamknie oczy to go nie ma a jak o czymś sie nie mówi to problema niet. Uważam że żadna choroba nikogo nie dyskwalifikuje a właściwe podejście do takich osób zdobywa sie z wiekiem. Musisz także przyznac że zbyt wielu ludzi chce na plecach niepełnosprawnych robic różne interesy. Jestem pełen podziwu dla tych którzy maja czelność wyjść do ludzi..........znam od małego chłopaka po cięzkiej chorobie który dzis porusza się na trójkołowcu a ten pojazd jest za szeroki aby wjechać po podeście do biedronki....wystarczy że stanie a okoliczni kupcy się zbieraja, i wnosza po schodach do Biedronki. Sam miałe zaszczy to zrobic dwa razy za...40 lat.
    Pozdrawiam

  • rycho_po_zawodowce

    Trzeba uczyć dzieciaka jak pozyskiwać przyjaciół i pielęgnować pozytywne relacje, które już udało się nawiązać. Wsparcie od rodzica jest ważne, ale trzeba pamiętać, że gdy zamykają się drzwi szkoły, to tak naprawdę pozostają małemu człowiekowi jedynie przyjaciele.

  • Gość: [Bonita] *.itsa.net.pl

    Tez byłam inna - znosiłam docinki typu : jedno oko na maroko ...
    Raz nie wytrzymalam i najgorzej dokuczającej odpowiedziałam: wole mieć zeza niż być córką kucharki. Oj działo się w szkole...
    Wcześniej nikt nie zauważył, że mi dokuczano, ale moja uwaga poruszyła całe grono pedagogiczne.
    Takie byly to czasy.

  • Gość: [Kira] *.adsl.inetia.pl

    I ja doświadczyłam prześladowań ze strony rówieśników ("za duży" biust, który teraz wcale nie jest za duży ;)). Ohydne. Ale cóż, młodzi zawsze byli okrutni. A dlaczego? Bo ich rodzice ZAWSZE byli okrutni.

  • spo-kojny

    Moze to dobrze , że dzieci potrafią być szczere i że czesto potrafią być przykre i złosliwe. Na tym etapie rozwoju jeszcze możemy nauczyć dzieci być dumne ze swojej inności.

  • Gość: [pkanalia] *.dynamic.chello.pl

    przypomnę cytat z Trylogii, nauki ojca Michała Wołodyjowskiego:
    "jak się nie będą ciebie bali, to się będą z ciebie śmiali"...
    bo prawda jest brutalna... w grupie rówieśniczej na poziomie niższej podstawówki akceptację dla swojej inności zdobywa się "piąchą", siłą fizyczną, a kto jej nie ma, musi poszukać alternatywnych rozwiązań, skompensować braki innymi walorami... bo inaczej /w skrajnym przypadku/ spadnie do rangi "syfa"...
    powiem po sobie... do jakiejś tam 5, 6 klasy byłem "gruby" /potem, jak moja Babcia zaprorokowała, "wyciągnąłem się"/... nie było lekko, czasem trzeba było komuś wlać, zaś silniejszych ogarnąłem tak, że chodzili za mną na pasku po prośbie o pomoc z matematyki... w wieku nastoletnim, licealnym /za moich czasów był system 8 + 4/ problem tuszy zniknął, ale dalej byłem "inny"... mentalnie... lepszy... jakoś instynkt stadny mi się nie rozwinął /co sobie bardzo chwalę/...
    sztuka w tym, by to, co bezmyślne stado uważa za wadę umieć przekuć na walor...
    jeszcze słowo o wspomnianym "syfie"... mieliśmy takiego w szkole... po /ok./ 20 latach okazało się, że stał się najmocniejszym gangsta w moim rodzinnym podwarszawskim miasteczku... i ponoć naprawdę sensownym kolesiem... czyli nie ma reguł...
    ...
    osobnym zupełnie problemem są ludzie BARDZO inni... tu bywa rzeczywiście różnie... buractwo potrafi takich udupić... ale to już temat na osobną dyskusję...
    ...
    pozdrawiać jzns serdecznie, a przy okazji pozdrawiam "za duże" piersi Kiry wraz z posiadaczką :D...

  • tetryk56

    Każdy z nas w młodości radziła sobie w jakiś sposób z "innością" - spora część niestety poprzez przesiąknięcie konformizmem, i to z tej grupy wywodzą się najaktywniejsi "wyrównywacze"...
    Wszyscy geniusze, zaludniający podręczniki historii, wyróżniali się innością...

  • pkanalia

    jeszcze coś dodam... swojego czasu, gdy działałem jako instruktor sztuk/sportów walki mieliśmy takiego chłopaka po chorobie Heinego-Medina... istne boje stoczyłem z jego rodzicami, by chodził do nas na treningi, by pojechał na /naprawdę/ ciężki obóz treningowy... tam się z nim nikt nie certolił... dał radę... był świetny... co więcej, z obserwacji moich niesprawność jego nóg sporo się cofnęła... nie wiem, co na to fachowcy lekarze, guzik mnie to obchodzi...

  • missjonash

    Malinko - jak widać inność może być dowolne i uwiera gdy rówieśnicy to wyśmiewają...

    Kocico - miałam przyjaciółkę o rudych włosach. Jakże ja jej zazdrościłam...

    Piotrze - też Cię pozdrawiam. Brakowało mi Ciebie :D

    Rychu - Twój komentarz kolnął mnie prosto w serce. Bo masz rację. Nie ochronię Zajączka - będzie wkrótce zdany na siebie i przyjaciół o ile da radę ich znaleźć. A Twój komentarz pod poprzednim wpisem był po prostu mistrzowski.

    Bonito - cieszę się, że potrafiłaś się skutecznie obronić. Co nas nie zabije to nas wzmocni. A tak w ogóle to witam Cię serdecznie.

    Kiro - masz rację. Jestem pewna, ze dzieci uczą się braku tolerancji dla inności od rodziny. Malutkie dzieci bawią się z dzieckiem o dowolnym kolorze skóry i nie robi im to różnicy (to samo można powiedzieć o tuszy itp.). Dopiero ktoś im musi powiedzieć, ze te inne dzieci są inne i do tego gorsze.

    Spokojny - jak wyżej. Dzieciom z początku nie robi różnicy czy kolega jest chudy czy gruby. Dowiadują się od kogoś jaka jest interpetacja tego faktu...

    Pkanalio - też Cię pozdrawiam serdecznie. Masz rację. Wiele dzieci np. bardzo niskich lub drobnych uczy do siebie respektu siłą lub sprytem...

    Tetryku - bardzo optymistycznie to zabrzmiało :D

  • viridianathewitch

    Od dziecka uczę Nieletnią - "jeśli ktoś ci się podoba lub nie podoba, lubisz kogoś lub nie - zamknij oczy i zobacz, co się stanie". Zamknięcie oczu jest oczywiście symboliczne, ale sprawdza się. Mnie osobiście uwierają wszelkie "normy" - bo zwykle określają większość, a ja nie zgadzam się z tym, że większość ma zawsze rację. Racja to racja i każdy może ją mieć. Zawsze wtedy przypominam sobie słowa, które usłyszałam u Wojewódzkiego i nigdy mnie nie opuszczają - "Miliony much nie mogą się mylić - w gównie musi coś być".
    Sama byłam prześladowana jako dziecko i to wcale nie z powodu różnic fizycznych. Nie byłam kujonem (miałam na to zawsze zbyt artystyczną duszę), ale czytałam, jak opętana, a moi rówieśnicy... nie rozumieli połowy słów, których używałam. Niestety, poprawa nastąpiła dopiero, kiedy napukałam swojej największej prześladowczyni, której wszyscy się bali, bo była gruba i wredna. Siła fizyczna, niestety, potrafi zdziałać cuda. Od tego czasu byłam w klasie na świeczniku. @Pkanalia ma rację - albo - albo.
    Pozdrawiam ciepło.

  • pkanalia

    @Missy...
    w sumie ta cała sprawa z innością nie dotyczy jedynie dzieci... masz rację /vide Twoja odpowiedź Spokojnemu/, że z powietrza się to nie bierze... bierze się z lęków rodziców /lub zawiści, co też jest pochodną lęku/... rzecz jasna dzieciaki uczą się też pewnych zachowań na podwórku, ale w końcu te inne dzieciaki też jakichś rodziców mają... tak się toczy spirala ksenofobii z pokolenia na pokolenie... szczególnie dotyczy to małych miasteczek /nadal jeszcze, mimo rozwoju komunikacji, mediów, neta etc./...
    wspomniałem o zawiści... znam taki przykład, że do takiego zadupia sprowadziła się samotna matka z dzieckiem, notabene piękna kobieta, RUDA /w marchewkowym odcieniu, tu pozdrawiam Kocicę/, nosząca włosy zaplecione w długi, gruby warkocz... no i się zaczęło... dziecko było małe, więc na szykany rówieśników się jeszcze nie załapało... ale matka miała przechlapane, pól miasta wzięło ją na ozory, choć niczego złego nikomu nie zrobiła, pracowała na jakiejś skromnej posadce w firmie u krewnych, nosiła się bardzo skromnie ubrana /skromnie nawet jak na kołtuńskie standardy/ ... wreszcie któregoś dnia kilku mężczyzn, bynajmniej nie meneli, lecz normalnych mieszkańców, dopadło babkę gdzieś w bramie i jej ten warkocz obcięli... po prostu stado zagoniło wyróżniającą się sztukę do szeregu...

Dodaj komentarz

© Okiem obserwatora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci