Blog > Komentarze do wpisu

Co z tą marihuaną?

To jest groźna czy nie? A może to tylko takie miłe zioło działające rozluźniająco, rozweselająco i przeciwbólowo. 

Podobnie jak każda substancja psychoaktywna jest szkodliwa dla rozwijającego się ośrodkowego układu nerwowego. Chyba nikt nie zaprzeczy, że zarówno alkohol jak i nikotyna (oraz inne substancje psychoaktywne) są niewskazane dla młodego człowieka. Ba, tak naprawdę to i cola i energy drinki są absolutnie niewskazane dla dzieci i młodzieży ze względu na obecność kofeiny (w badanych w Polsce próbkach wykryto także alkohol w niewielkich ilościach). 

Zacytuję fragment strony Krajowego Biura ds. Zapobiegania Narkomanii o konopiach

"Objawy używania

Euforia, gadatliwość, poczucie odprężenia, zaburzenia koordynacji ruchowej, zwiększona wrażliwość na światło i dźwięk, obniżona koncentracja, trudności w zapamiętywaniu, nagłe napady śmiechu, chichot, zwiększony apetyt, przekrwione oczy, kaszel, czasem spadek nastroju, zamknięcie się w sobie i milczenie.

Długotrwałe używanie może prowadzić do:

Zaburzonej oceny sytuacji, spadku koncentracji uwagi, obniżonej sprawności w prowadzeniu pojazdów, przewlekłego zapalenia oskrzeli i krtani, astmy, ogólnego zobojętnienia. U osób zażywających przetwory konopii w stanie obniżonego nastroju mogą powstać stany depresyjne, lęki, a nawet psychozy.

Konopie - zespół abstynencyjny 

  • Głód psychiczny narkotyku
  • Zaburzenia nastroju: irytacja, złość, przygnębienie
  • Niepokój
  • Skrócenie i spłycenie snu
  • Bóle głowy
  • Brak apetytu

Nasilenie objawów jest umiarkowane, przebieg zespołu wielotygodniowy, nękający. Często objawy zespołu abstynencyjnego nie są łączone z odstawieniem konopi. Występowanie objawów psychotycznych np. nastawienia ksobne, urojenia, uczucie obcości własnego ciała lub zmiany poszczególnych jego części nie należy do rzadkości.  

Konopie - leczenie 

  • Zespół abstynencyjny zazwyczaj nie wymaga leczenia farmakologicznego i hospitalizacji. Zazwyczaj uzależnieni sami przerywają branie narkotyków.
  • W nielicznych przypadkach nasilonego lęku, czy zaburzeń snu po odstawianiu substancji halucynogennych może być wskazana konsultacja psychiatryczna
  • Występowanie zaburzeń psychotycznych (m. in. urojenia, omamy, pobudzenie ruchowe) czy to w okresie bezpośrednim po odstawieniu narkotyków, czy też w okresie abstynencji najczęściej wymaga konsultacji psychiatrycznej i leczenia lekami przeciwpsychotycznymi
  • Podstawą leczenia uzależnienia są oddziaływania psychoterapeutyczne. Nie ma opracowanych swoistych metod psychologicznych prowadzących do utrzymania abstynencji: zazwyczaj oddziaływania ukierunkowane są na indywidualne problemy pacjenta.
  • W Polsce nie ma wybranych, specjalnych ośrodków, poradni dla leczenia tej grupy chorych. Leczenie odbywa się w ogólnodostępnych ośrodkach rehabilitacyjnych oraz poradniach dla osób uzależnionych czy zdrowia psychicznego."

Jak widać zespół ekspertów nie tylko uważa, że od marihuany można się uzależnić, ale także, że pojawia się po jej odstawieniu zespół abstynencyjny o słabym nasileniu, za to długotrwały i dolegliwy co by wskazywało również na słabo zarysowane uzależnienie fizyczne (oprócz niewątpliwego psychicznego).

***

Substancją czynną w marihuanie jest THC - tetrahydrokannabinol. Nie podejmuje się tłumaczenia połączeń chemicznych, izomerów itp. W każdym razie działa na ośrodkowy układ nerwowy. Przy długotrwałym używaniu może wystąpić uzależnienie psychiczne oraz zjawisko tolerancji odwróconej czyli im dłużej się używa tym bardziej wrażliwy się człowiek staje (w przeciwieństwie np. do alkoholu gdzie wraz z czasem picia rośnie na niego tolerancja). Najgroźniejsze powikłania używania jak dla mnie to objawy psychotyczne oraz syndrom amotywacyjny czyli abulia zacytuję za Portalem Pomocy Psychologicznej PSYCHOTEKST:

"Abulia pojawia się w depresji, zaburzeniach nastroju, nerwicach, schizofrenii oraz w uzależnieniach. Z badań wynika, że w porównaniu z osobami nadużywającymi alkoholu, u palaczy marihuany syndrom amotywacyjny występuje znacznie częściej i utrzymuje się jeszcze długo po odstawieniu narkotyku. Długo, czyli w trakcie leczenia uzależnienia a także po terapii. Samo zaprzestanie palenia nie powoduje, że motywacja samoczynnie "odrośnie". Warto o tym wiedzieć, zanim zacznie się palić." 

więcej na stronie PSYCHOTEKSTU

***

Aha! Jeszcze jedno: to nie jest już ta marihuana co za pokolenia dzieci kwiatów. Tamta miała stężenie THC około 4%. Teraz w przeciętnej sadzonce jest 20% THC. 

***

Groźna czy nie? Zostawiam do oceny czytelników i zapraszam do dyskusji...

czwartek, 22 sierpnia 2013, missjonash
Wszystkie prawa zastrzeżone
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Piotr Opolski, 178.252.28.215.internetia.net.pl
2013/08/23 06:40:07
Nie mam wiedzy na ten temat. Uznaję tylko tyle że każe uzależnienie jest złe i nie prowadzi do pozytywnych skutków i musi być eliminowane z naszego życia.
Pozdrawiam
-
2013/08/23 06:41:40
Jasne, że szkodliwa. I co z tego? Kurczak z frytkami i napoje gazowane są szkodliwe sto razy bardziej, sądząc z epidemii otyłości. Spór jest na innej płaszczyźnie. Idzie o opresyjność niewspółmierną do zagrożenia, o wolności obywatelskie (w tym wolność do autodestrukcji), o logikę wreszcie, bo prohibicja THC nijak się ma do etanolowej legalności.
W dwóch stanach (Washington i jakiś tam) przeprowadzono referenda i legalizacja wygrała. Wynik na razie jest sprzeczny z prawem federalnym, ale 55% za robi wrażenie, zwłaszcza że odzwierciedla ogólnokrajowy podział głosów. Jeszcze parę lat temu to było 30%. Oznacza to, że za jeszcze parę lat będziemy mieli trzystumilionowy poligon doświadczalny. Podkreślam - legalizacja. Czyli wolność produkcji, dystrybucji i opodatkowanie takie jak przy alkoholu. Europejska depenalizacja to ukłon w stronę hipokryzji.
Wtedy wyjdzie rzeczywista skala zagrożenie. I takie posty jak Twój nabiorą terapeutycznego sensu. Teraz wpisują się w ideologiczną wojnę.
W tej sprawie od zawsze się nie zgadzamy, ale czy mi się zdaję, że lekko wymiękasz?:)
-
Gość: Sławomir Kyllyan Marusiński, rev101-66.mlyniec.gda.pl
2013/08/23 07:31:01
"Statystyki są bezwzględne; zgony spowodowane zażyciem marihuany są bliskie zeru, od opiatów umiera ok. 300 osób rocznie, od przedawkowania leków przeciwzapalnych dostępnych bez recepty - ok. 3 000 osób rocznie, od alkoholu 30 000"
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14474306,Prof__Platek__Kiedys_za_palenie_tytoniu_obcinano_nos_.html?as=1
-
2013/08/23 08:38:55
No i Sławku? Bo nie zrozumiałam co mi chcesz powiedzieć...

Starszy - ten tekst nie jest o penalizacji i legalizacji. Wydaje mi się, że chcesz ten temat tu wprowadzić i sprowadzić go do ideologicznej walki. Podkreślam - nie napisałam tu słowa o legalizacji. Gdyby ode mnie to zależało żadna substancja psychoaktywna oprócz niezbędnych leków nie byłaby legalna i dostępna. Nie zmieniałam niczego w swoim myśleniu. Pozdrawiam.

Pozdrawiam Piotrze.
-
2013/08/23 11:59:27
Ludzie palący marihuanę w zdecydowanej większości nie wyrządzają szkody otoczeniu, nie stają się agresywni, nie szukają zaczepki, nie urastają w swoich oczach jak po alkoholu, co zmuszałoby ich do wykazania się. Jeżeli czynnik szkodliwości dla społeczeństwa jest niski, to i karanie jest nadgorliwością. Co zaś do szkodliwości dla zdrowia (własnego) to jak przypadku innych używek znaczenie mają cechy indywidualne (pisałaś o tym). Wyjątkowo niska skala tragicznych skutków, praktycznie nieistniejąca, ukazuje że demonizowanie marihuany nie ma przyszłości.

Interesuje mnie to, dlaczego nie leczy się uzależnionych od nikotyny, a przynajmniej z taką aktywnością jak w przypadku innych narkotyków. Szkodliwość społeczna jest żadna, ale zdrowotna wyjątkowo wysoka. Obok tego osobiste frustracje, upadek poczucia wolności, silnej woli, dziura domowego budżetu itd. - to skutki o wiele cięższe niże te opisane w przypadku marihuany.

-
Gość: Sławomir Kyllyan Marusiński, rev101-66.mlyniec.gda.pl
2013/08/23 13:48:45
Ech. No tak. Link podałem tylko po to, by było wiadomo skąd pochodzą statystyki, które podałem, a nie by dyskutować nad całym tekstem. A te statystyki wyraźnie pokazują, gdzie jest problem, a gdzie go nie ma.
-
Gość: pkanalia, 89-74-140-46.dynamic.chello.pl
2013/08/23 14:04:17
"konopielka" /maryśka lub hasz/ wymyka się wszelkim klasyfikacjom... narkotyk, czy tylko używka?... a jeśli narkotyk, to uspokajacz, pobudzacz, czy psychodelik?... i czy uzależnia?... to prawda, że w nadmiarze szkodzi, ale nie na zasadzie "uzależnienia"... trzeba strasznego uparciucha, by się od niej uzależnić, bo trzeba używać długo, często, gęsto, by do stanu uzależnienia się doprowadzić... ale zanim do tego dojdzie, delikwent po prostu wariuje /nie jest to może naukowe określenie, ale zakładam, że wiemy o co chodzi/...
kiedy mamy do czynienia z uzależnieniem?... muszą być spełnione trzy filary...
1/ cierpienie /jakiekolwiek/ w przypadku deprywacji...
2/ kompulsywność używania /niekoniecznie stała, wystarczy sytuacyjna/...
3/ przestawienie priorytetów życiowych...
w całym swoim życiu zawodowym i prywatnym spotkałem JEDNĄ tylko osobę używającą "stuffu", która by te kryteria spełniała...
marycha szkodzi nadużywającym /mowa jest o dorosłych, bo w przypadku dzieciaków każde użycie jest nadużyciem/, ale nie nazywajmy tego "uzależnieniem", bo popełniamy zasadniczy błąd dający pożywkę dla demagogii...
...
teraz wykroczę poza temat, ale nie sposób rozmawiać o marihuanie w oderwaniu od tematu narkotyków /czyli alkoholu lub innych "twardych"/... choć Twój post /i cała dyskusja/ tego nie dotyczy, to nie sposób nie wyrazić swojego obrzydzenia dla zakłamanych "czcicieli alkoholu" w tym kraju, którzy demonizują marychę, zaś bagatelizują, wręcz przykrywają milczeniem większą szkodliwość /niezależnie od kryterium porównania/ powszechnie tolerowanego narkotyku ETOH...
znane przysłowie mówi, że "kto baka, ten mniej chla"... jest to rzecz jasna uproszczenie, ale oddaje istotę sprawy... najmniejszy procent uzależnionych /oraz innych problemów/ od "twardych" /alkohol i dalej wzwyż/ jest tam, gdzie maryśka jest przynajmniej quasilegalna...
tyle w skrócie, bo generalnie dyskusja jest rozwojowa...
pozdrawiam serdecznie :D...
-
Gość: , public-gprs40248.centertel.pl
2013/08/23 16:28:45
Czcigodna Missjonash
Bardzo Ci dziękuję za profesjonalny opis skutków jarania ziela. Jakże inny od bredni głoszonych przez cwelebrytów, libertynów opętanych misją zamiany świata w jedno wielkie szambo czy kryminalistów którzy za narkotyki już "garowali".
Pozdrawiam serdecznie
-
Gość: Stary Niedźwiedź, public-gprs40248.centertel.pl
2013/08/23 16:30:09
P.S.
Sorry, apomniałem się podpisać
-
2013/08/23 17:09:03
@ PKanalio

Nawet jeśli "mary" nie uzależnia (lub uzależnia nielicznych), to przyznasz, że w jakiś sposób "zmienia świadomość". Może i niektórzy potrafią używać tego dragu rozsądnie, lecz wielu pali notorycznie. A człowiek pragnący życia na wiecznym luzie już owo życie przegrał.

Co do legalizacji, to wypowiedziałam się post niżej - jestem za, choć uważam wszelkie ćpanie za zło. Ale cóż, wolna wola...
-
2013/08/23 18:56:20
Kiro - problemem jest to (co już wielokrotnie Ci pisałam), że to często nie jest wolny wybór. Bo trudno o taki u 13 latka (dużo tak młodych ludzi zaczyna "przygodę" z nikotyną a potem trawą). Poza tym bardzo mi się Twój komentarz spodobał :)) Pozdrawiam :)

Pkanalio - nie wiem kim jesteś z zawodu. Ja jestem terapeutą uzależnień i w większości oczywiście pracuję z alkoholikami, ale w jednym miejscu z marihuanistami. Otóż znam wielu uzależnionych od marihuany (nawet według Twoich filarów, bo objawy uzależnienia są lekko inne), a międzynarodowi specjaliści nie robią z siebie idiotów wpisując zespół uzależnienia od kanabinoli w ICD - 10 pod kodem F 12.2.

A gdybyś zadał sobie trud poczytania tagów w tym blogu, to byś wiedział, że o alkoholizmie piszę zdecydowanie częściej (i o nikotynizmie). Pozdrawiam serdecznie i witam w moich skromnych progach.

Stary Niedźwiedziu - proszę bardzo :)) Pozdrawiam :)

Sławku - nie wierzę, że jakikolwiek terapeuta uzależnień może powiedzieć, że w przypadku marihuany nie ma problemu. Bo ona dotyczy głównie młodych i bardzo młodych ludzi, którzy z czasem (w dużej mierze) i tak przerzucą się na alkohol lub inne narkotyki. A zgony są - możesz mi wierzyć. Osobiście wiem o wielu samobójstwach, w których jakąś rolę odegrała marihuana.

Realisto - w moim doświadczeniu zawodowym w zdecydowanej mierze marihuaniści wyrządzają szkodę otoczeniu już choćby kradzieżami i agresją po odstawieniu trawy. Myśl co chcesz. Ja niczego nie demonizuję - staram się bardzo obiektywnie opisać co i jak. Powstrzymałam się nawet od osobistego komentarza.
-
Gość: Malina_M, acjo23.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/08/23 21:39:47
według mnie grożna i to bardzo
ech - życie jest takie krótkie po co je niszczyć w tak młodym wieku
-
2013/08/23 21:53:19
Dzieciaki dostają napadów szału po odstawieniu im przez rodziców gier komputerowych a drobne kradzieże są na porządku dziennym wielu dorastających, którzy nie chcą odróżniać się od bogatych rówieśników. Zadałaś pytanie z tezą. Po co więc pytać, skoro wiesz i nie masz zamiaru rozmawiać? Stykasz się z patologią, która stanowi może 1% ogółu, czy z czystym sumieniem podchodzisz do naginania normy pod patologię? Równie dobrze można mówić o tym, że piwo zabija. Czy piwo jest groźne czy nie?

-
Gość: pkanalia, 89-74-140-46.dynamic.chello.pl
2013/08/23 22:19:25
@Kira...
nigdy nie przeczyłem /a trochę już rozmawialiśmy o tym/, że zabakanie jointa zmienia coś w umyśle... tak samo, jak seks, muzyka, medytacja lub wycieczka wysokogórska... ewentualne ZŁO :D nie tkwi w samej chęci "zrobienia sobie inaczej"... zło tkwi w motywacjach /np. zapijanie problemów/ oraz skutkach /np. rozrabianie "po pijaku"/, ale nie w substancji przyjmowanej do organizmu... nasz "ulubiony" miś /wiesz o kogo chodzi/ wciąż się chwali ilościami skonsumowanego burbona, czy innego płynnego shitu... dlaczego i po co to robi?... tego nie wiemy i raczej nigdy się nie dowiemy /sam będzie się upierał, że "dla smaku"/... zresztą, co nas to obchodzi?...

@Missjonash...
ani mi w głowie podważać Twoje kompetencje zawodowe... nie w głowie mi też zarzucanie Tobie, że bagatelizujesz alkonarkomanię /poczytałem kilka Twoich postów i sporo się z nimi zgadzam/... sam osobiście przez wiele lat robiłem "w opiatach" /zastrzegam, że pacjenci byli dorośli/ i wiem, że "moje" ćpuny zaczynały od alkoholu, zaś marychę mieli w pogardzie...
wiem, że to jest nie na temat powyższego posta... ale popatrz na to tak... epatowanie ludzi szkodliwymi skutkami NADużywania maryśki /bo takie przypadki rzeczywiście bywają/ podbija tylko bębenek zakłamanych, obłudnych debili, którzy twierdzą, że "alkohol to nie narkotyk"...
definicję "uzależnienia" może sobie chwilowo odpuśćmy... nie wszystko, co jest oficjalne, jest realne...
-
2013/08/23 23:07:31
Realisto - ależ właśnie rozmawiam i przedstawiam Ci to z czym ja się stykam. Z tymi procentami to jakoś się nie możemy porozumieć. Nie wiem czemu wszystko minimalizujesz. Tak, alkoholików piwo zabija.

Pkaalio - to był tekst "na zamówienie" i miał traktować tylko o marihuanie. Zdaje mi się, że niczego nie podbijałam w tym tekście, ani też niczym nie epatowałam. To prosty tekst i mam nadzieję, że bez szczególnej przesady w którąkolwiek ze stron. Dla mnie alkohol to narkotyk i nikotyna to narkotyk i to bardzo szkodliwe oba. Ale nie dam sobie wmówić, że maryśka to mało groźne roślinka, bo jest mniej szkodliwa niż alkohol czy opiaty.
Aha moje dzieciaki niejednokrotnie pisały o zmienionej świadomości, innym odbiorze muzyki, kolorów, dźwięków, czasu... Coś tam jednak zmienia...
-
Gość: Stary Niedźwiedź, public727616.centertel.pl
2013/08/24 00:16:26
Czcigodna Missjonash
Swego czasu zaprzyjaźniona bloggerka spytała ironicznie czy "ziele" jest równie nieszkodliwe jak landrynki. I od pewnego degenerata usłyszała że nie bo jaranie niczym nie grozi zaś amator landrynek może nabawić się cukrzycy. Jak dla mnie najlepszy dowód na to co THC może uczynić z ludzkim mózgiem. Dlatego obawiam się że prędzej przekonasz taliba iż jego mułła opowiada brednie niż zachwiejesz wiarą palaczy w to iż to świństwo jest taką używką jak kawa.
Pozdrawiam serdecznie.
-
2013/08/24 02:33:44
Jaki procent spożywających poddaje się terapii? Chyba nie ma sensu dyskutować z terapeutką o statystykach, bo masz swoje dogmaty i strzeżesz ich jak niepodległości, a przecież nie od twojej wiary w nałóg ale profesjonalizmu zależy to czy komuś pomożesz. Ilu zgłasza się do twojej poradni przyprowadzanych za rączkę przez rodziców lub policję a ilu z własnej woli? Sądzisz, że mają właściwą motywację? Nałóg u nich diagnozują rodzice na podstawie znalezionej lufki a ty ich potem leczysz, choćby to była 2 w życiu lufka. Podejrzewam masowe ozdrowienia. Porównaj sobie skutki spożywania amfetaminy z marihuaną, albo heroiny a może zbudujesz sobie perspektywę.

Czy nie uważasz, że wciskając ludziom do głów to, że są śmiertelnie chorzy po każdym kontakcie z używką wcale im nie pomagasz? Dajesz im uzasadnienie dla powrotów, bo to przecież taki straszny nałóg. Strach nie leczy. Leczy motywacja, tyle że o nią w tym kraju trudno.
-
2013/08/24 03:29:43
@ PKanalia

Nie śmiem nikomu wpychać się do życia ani go/jej pouczać, w jaki sposób powinien/powinna się relaksować. Wyrażam obecnie swoje zdanie wyłącznie o używkach, o "ćpunów" (narko czy alko) zahaczając jedynie przy okazji: postępują nierozważnie, delikatnie mówiąc. Najbardziej mnie jednak ciekawią MOTYWY, jakimi kierują się ludzie sięgający CZĘSTO po środki zmieniające świadomość (i uwaga - alkohol nie zmienia jej od razu!). Ciekawość zrozumiem; notoryczne "zmienianie sobie świadomości" - nie za bardzo (poza przypadkami, kiedy człowiekowi jest tak źle, że chce się już tylko sponiewierać - ale to już patologia).

Wspomniany przez Ciebie człowiek ma (ze sobą) znacznie większy problem niż jego rzekomy nałóg (nic zresztą o tej jego sferze nie wiemy), lecz nie ma co tutaj o tym pisać.
-
Gość: pkanalia, 89-74-140-46.dynamic.chello.pl
2013/08/24 03:59:05
@realista777...
znam przypadek dziewczyny, u której rodzice znaleźli lufkę po zielu, zaczęli wmawiać jej rzekomą "narkomanię", posłali na "terapię" po której dziewczyna się załamała i aby spełnić oczekiwania strzeliła strzała hardcore w postaci "brauna" i dopiero wtedy zaczęła się z nią jazda... zresztą sam się nieraz spotkałem z ćpunami /niekoniecznie małolatami/, którzy tylko dlatego się nimi stali, bo otoczenie im to "ćpuństwo" wmówiło...
z drugiej jednak strony, jest coś takiego, jak "syndrom zaprzeczania"... niejeden różowy misio będzie zapierał się czterema łapami, że ćpa mamrota tylko "dla smaku"... połapać się w tym czasem nie sposób, dlatego daleki jestem od oceniania czyjejś pracy w roli jako terapeuty na podstawie kilku postów /notabene niektórych dość sensownych/... niemniej jednak przeczytanie tekstu w dyskusji /cytuję/ "Gdyby ode mnie to zależało żadna substancja psychoaktywna oprócz niezbędnych leków nie byłaby legalna i dostępna" daje sporo do myślenia... ale nie uważam, by swoim ostatnim postem Missjonash komuś coś "wciskała"... po prostu zapodała to, w co wierzy, bo zostało przez jakieś dominujące gremium oficjalnie zatwierdzone, a jak wiadomo nauka i poglądy bardzo często się różnią od siebie... kiedyś uważano, że Ziemia jest płaska i było to bardzo "naukowe"...
-
Gość: pkanalia, 89-74-140-46.dynamic.chello.pl
2013/08/24 04:27:44
@Kira...
ten gość choruje na autyzm, zaś jego nałóg to tylko hipoteza, być może fałszywa...
natomiast rzeczywiście daje do myślenia, gdy ktoś zmienia sobie świadomość ZBYT CZĘSTO... ja akurat uważam, że zmienianie sobie świadomości dragami jako leku na problem jest chore, ale jestem w przeważającej mniejszości... znasz takie przysłowie "na frasunek dobry trunek"?... niestety hołota stosuje je w praktyce i efekty są takie, jakie są...
aha... "alko" to też jest jest "narko" i rozdzielanie tych tematów jest podążaniem zgodnie ze stadnym odruchem... wiem, że nie jest to proste by się temu nie poddać, w końcu media wszędzie trąbią "alkohol i narkotyki"... niedawno poznałem panienkę, która zapytała mnie zdziwiona: "to alkohol to też narkotyk?"... zaś wypowiedź pewnej dobrze Ci znanej dyskutantki blogowej /cytuję/ "alkohol odurza, ale to nie narkotyk" przejdzie chyba do historii wykuta na Kamiennej Tablicy Najgłupszych Cytatów Świata...
-
Gość: Stary Niedźwiedź, public-gprs517480.centertel.pl
2013/08/24 08:30:32
Czcigodna Missjonash
Okazało się że uznałaś substancję zażywaną po to aby coś sobie przestawić w baranim łbie za narkotyk bo w to wierzysz. I do tego uległaś wpływom jakiegoś gremium którego poglądy nie mają nic wspólnego z nauką.
Ale nie ma takiego idiotyzmu którego by nie powiedzieli osobnicy propagujący "wolność" od takich kołtuńskich wad jak zdrowy rozsądek czy elementarna przyzwoitość. Inny kłamca swego czasu negował istnienie opisanego w każdym porządnym medycznym podręczniku akademickim syndromu poaborcyjnego. Bełkocząc (zapewne po "gandzi") że ta informacja jest wynikiem presji wywieranej na polskich lekarzy przez "klechy".
Pozdrawiam serdecznie.
-
2013/08/24 09:49:04
Realisto - to JA diagnozuję uzależnienie a nie rodzice. I nie na podstawie jednej lufki czy użycia tylko na podstawie występujących objawów. Nikomu nic nie wmawiam tylko stwierdzam stan faktyczny. Jeśli są śmiertelnie chorzy to im o tym mówię, jeśli nie są to ich nie leczę - proste. Wielokrotnie mówiłam już rodzicom, że nie mają co panikować, bo kilka jointów to nie tragedia i nie należy np. lecieć na policję (bo taki mieli pomysł). Większość dzieciaków, które do mnie trafia nie jest uzależnionych. Ale sporo jest.
Po Twoim ostatnim komentarzu stwierdzam, że nie warto dyskutować, bo się po prostu na tym nie znasz, a tylko chciałeś zaatakować, że niby diagnozuję komuś uzależnienie bo mi o nim rodzice powiedzieli..

Pkanalio - mam prawo do swojego zdania. Nikomu go nie narzucam. Jest moje. Uważam, że alkohol i nikotyna (nie wspominając już o innych narkotykach) nikomu nic dobrego nie daje. Mam prawo do swojego zdania?
-
Gość: Sławomir Kyllyan Marusiński, rev101-66.mlyniec.gda.pl
2013/08/24 10:00:29
Według Światowej Organizacji Zdrowia narkotykami nazywamy wszystkie substancje mające wpływ na świadomość, w tym także kofeinę, nikotynę oraz alkohol etylowy.
A jeżeli Niedźwiedziu uważasz, że to nie naukowe, to przedstaw jak to wygląda według nauki.
Kiro. Alkohol zmienia świadomość od razu, choć człowiek pijący może tego nie zauważać.
-
2013/08/24 12:32:26
@ Missjonash, PKanalia

Myślę, że odrobina alkoholu dla smaku (kieliszek dla kobiety, dwa-trzy dla mężczyzny) raz na jakiś czas (nie codziennie!) niczego złego nie zrobi. Naturalnie nie należy pić dla dodania sobie animuszu.
-
2013/08/24 12:54:17
Podstawowy problem polega na tym, że straciłem orientację w tym, czy twoje zdanie Missjonash jest zdaniem prywatnym czy oficjalnym stanowiskiem terapeutów. Mieszanie nie jest zdrowe i podpieranie jednego drugim również, gdyż fakty to jedno a spekulacje drugie.

Uwaga pt. "po prostu się nie znasz" - jest bardzo nietrafiona i pozwól że utrzymam twój stan niepewności co za tym kryje się. Dodam przy okazji, że bywa często tak, że stwarzając problem można przesadzić i spowodować że stanie się śmieszny, jak dla 99% ludzi korzystających z używek. Prawda bywa trudna i dlatego spycha się ją na margines, zastępując komunałami o kontrowersyjnym pochodzeniu.





-
2013/08/24 13:49:13
Realisto - to co jest w notce jest oficjalnym stanowiskiem i skoro się znasz to o tym wiesz. Wobec tego nie mam żadnego stanu niepewności. To co jest w komentarzu do Starszego jest moim prywatnym zdaniem, do którego mam prawo i które stoi w sprzeczności ze zdaniem większości.
-
2013/08/24 13:50:44
A uwaga "nie znasz się" była do Twojego tekstu o tym jak to diagnozuję uzależnienie bo mi tym rodzice powiedzieli na podstawie jednej lufki. Nic o tym nie wiesz.
-
Gość: pkanalia, 89-74-140-46.dynamic.chello.pl
2013/08/24 17:08:36
@Missjonah...
może podsumujmy:
1/ najpierw wątek uboczny poruszony przez Realistę777... bywa tak, że rodzice przyprowadzają dziecko za ucho do terapeuty z "zarzutem" narkomanii, czasem też dorosły człowiek przychodzi z taką autodiagnozą pod naciskiem otoczenia... tymczasem okazuje się, że o żadnym uzależnieniu mowy nie ma, że problem jest zupełnie innego rodzaju /np. złej komunikacji w rodzinie/... chwała więc Ci za to, że /jak wynika z Twojej wypowiedzi/ nie stawiasz pochopnych diagnoz, co niestety wielu terapeutom się zdarza...
2/ wyjaśnię do końca, o chodzi z tym "uzależnieniem" od marihuany... otóż jak dobrze wiesz, THC długo zalega w mózgu i przy intensywnym nadużywaniu kumuluje się powodując różne dysfunkcje /czasem się kłania nawet tzw. "duża psychiatria"/... ale na Zamolxesa, nie róbmy ludziom wody z mózgu, nie nazywajmy tego "uzależnieniem"... jak wspomniałem wcześniej, w większości przypadków taki "nadużywacz" /bo nie "narkoman" jeszcze/ ma problemy innego rodzaju, zanim doprowadzi się do ewentualnego uzależnienia... w jednostkowych jedynie przypadkach mózg jest na tyle odporny na skumulowane działanie THC i można wtedy mówić o uzależnieniu sensu stricte...
3/ choć nie zajmowałem się małolatami, to zgadzam się, że metodyka ich terapii jest inna, niż moja ulubiona tzw. "antypedagogika", którą stosowałem wobec dorosłych /metodę "twardej ręki" rezerwowałem na pierwszą fazę leczenia w ośrodku/... niemniej jednak zmroził mnie Twój pogląd dotyczący prawnych zakazów... kojarzy mi się to z masowymi zatruciami i zgonami "lewym" bimbrem za czasów prohibicji amerykańskiej albo mięsem odpadającym od kości za sprawą rosyjskiego "krokodyla"... weźmiesz to na swoje sumienie?... bo ja nie..
...
jeszcze na koniec ciekawostka... w czasach, gdy mak "wysokooktanowy" był jeszcze legalny, pewien gość /stateczny mąż, ojciec, właściciel warsztatu samochodowego, niećpający NIC, nawet piwa karmelkowego/ w lecie wyjeżdżał na pola makowe i ćpał do przesytu... po kilku tygodniach wracał, brał z poradni pakiet leków na złagodzenie objawów "kaca", po kilku dniach odchorowania wracał do "zwykłego" życia... długo się zastanawialiśmy, czy to jest uzależnienie, czy nie?... obecnie można by to zakwalifikować jako "uzależnienie typu delta" /termin funkcjonujący przy alkoholizmie/, ale do tej pory mam wątpliwości, czy to nazywać uzależnieniem, czy tylko uwarunkowaniem?...
pozdrawiam jak zwykle niezwykle serdecznie i chętnie będę zaglądał, bo lubię sensowne dyskusje, nawet gdy trolle usiłują je zaburzać /taki jest net/...
-
Gość: pkanalia, 89-74-140-46.dynamic.chello.pl
2013/08/24 17:43:12
@Sławomir Kyllyan Marusiński /dłuższego nicka już nie było na składzie? :D/...
termin "narkotyk" funkcjonuje różnie w różnych kontekstach /metaforyczne pomińmy/...
najbardziej hermetyczne jest medyczne "narcotica", które dotyczy jedynie opiatów i opioidów /kokaina już jest klasyfikowana jako "anaesthetica"/...
w polskim prawie "narkotykiem" nazywa się wszystko, co jest wpisane na "czarną listę" /co powoduje zresztą koszmarną Wielkospołeczną Alkoholową Obłudę, którą zwalczam na każdym kroku/, co ciekawe, na tej liście w wyniku "paniki dopalaczowej" znalazła się roślina nieistniejąca...
zaś popularnie "narkotykiem" nazywamy wszystko, co zmienia świadomość, percepcję, tylko że ze względu na stopień, intensywność tej zmiany utrwalił się podział na "używki" i "narkotyki"... czyli np. kawa, papierosy, betel to używki, zaś np. alkohol, "koks", "helka" to narkotyki... w pewnym "rozkroku", na granicy niejako stoi marihuana... rzecz jasna lobby alkoholowe forsuje tezę, że Marysia to "narkotyk" /do tego bardzo "ZŁYYY"/, natomiast alkohol to tylko niewinna używka... jest to wynik W.A.Obłudy, o której wspomniałem wcześniej...
pozdrawiać :D...

@Kira...
odrobina czegokolwiek zaszkodzić nie może... tyle, że "trza umić"... no, może poza cyjankiem potasu... ale odrobinka wątroby ryby fugu podobno dostarcza niezłego haju... przyznam, że strasznie mnie korci taki trip, ale to już chyba w kolejnym wcieleniu go doświadczę /jeśli takowe będzie miało miejsce/ :D...
pozdrawiać jzns :D...
-
Gość: Sławomir Kyllyan Marusiński, rev101-66.mlyniec.gda.pl
2013/08/24 18:20:06
Sławomir Marusiński to moje prawdziwe imię i nazwisko. Kyllyan zaś to nick, pod którym występuje w grach i na różnych forach. Były terapeuta uzależnień, od pięciu lat na emeryturze. :-)
-
Gość: Sławomir Kyllyan Marusiński, rev101-66.mlyniec.gda.pl
2013/08/24 18:23:45
Ach. I jeszcze jedno. Żegnam się z dyskutantami na jakieś sześć tygodni. Wybieram sie do Santiago de Compostela. Wychodzę najdalej w czwartek.
-
2013/08/24 18:30:14
Pkanalio - Mam prawo tak uważać, a o swoje sumienie się nie martw bo zawsze będzie przyzwolenie na alkohol i nikotynę. Trochę Cię nie rozumiem: piszesz, że Ci którzy pomijają ich szkodliwość są zakłamani, a zmraża Cię czyjś prywatny pogląd, że nic dobrego nie wynika z używania tych substancji. Mój pogląd wynika pewnie z obserwacji setek tragedii rodzinnych oraz z tego, iż tak na prawdę nic dobrego nie wynika z używek. Można bez nich żyć szczęśliwie i bogato. Poza tym chyba wyraziłam się nie do końca precyzyjnie jeśli chodzi o moje pragnienia. Bardziej chodzi mi o pragnienie, aby ludzie nie używali niż o penalizowanie.

Sławku - szerokiej drogi...
-
Gość: pkanalia, 89-74-140-46.dynamic.chello.pl
2013/08/24 21:30:17
@Missjonash...
to nie tak... mnie zmroził raczej Twój zapał do prawnych zakazów /tak to odebrałem/, ale wyjaśniłaś już o co chodzi, więc zero problemu...
moje uwagi na temat zakłamania dotyczyły relacji w temacie "alkohol vs. inne dragi" i nie były bynajmniej adresowane do Ciebie... aż się prosi o teorię spiskową, bo skoro w krajach, gdzie podejście do "stuffu" jest liberalniejsze, jest mniejsze spożycie alkoholu /i innych "twardzieli"/ i mniej problemów na tym tle, to coś w tym musi być... tak?...
ludzie w Polsce /w sensie: większość/ mają nasrane w głowie, "kultura mamrota" się broni przed bardziej cywilizowaną "kulturą ziela" i używa dowolnych argumentów w celu ochronienia status quo... tak to widzę...
coś Ci opowiem... gdy Tusk /bezprawnie zresztą/ skasował tzw. "dopalacze", zadałem sobie trud i po miesiącu od tego aktu zamachu na wolność gospodarczą w ramach wycieczki rowerowej objechałem osiem znanych mi punktów... wszędzie było albo "alko24h", albo spożywczak z alkoholem, albo bar "szybka wódka na stojaka"...
ciekawe, prawda?....
pozdrawiać jzns :D...
-
2013/08/24 21:55:29
Pisałam już parę razy o państwowym biznesie alkoholowym i nikotynowym. Nawet napisałam list do wszystkich członków komisji zdrowia z pytaniem dlaczego wyłączono alkohol z listy substancji psychoaktywnych. Nie dostałam odpowiedzi. Bo co mi napiszą? Że budżet państwa stoi na tych dwóch filarach? Obawiam się, że tego się nie zmieni. I jak ktoś tu pisał z prohibicji też nic dobrego by nie wynikło. A państwo z monopolu nie zrezygnuje i tyle.
-
2013/08/24 21:55:52
Pkanalio - pozdrawiam serdecznie :D
-
2013/08/24 22:50:04
@ Missjonash

"piszesz, że Ci którzy pomijają" ......

Ja CIĘ bardzo proszę: nie pisz "ci" z dużej litery, jeśli NIE jest to zwracaniem się do kogoś! :( Toż to jakaś paskudna plaga!





@ PKanalia

Wierzę, że "zioło" jest bardziej estetycznym narkotykiem niż alkohol. Ale czy musimy jedno zamieniać na drugie?
-
2013/08/24 22:57:19
Kiro - to niechcący - odruch :D
-
Gość: pkanalia, 89-74-140-46.dynamic.chello.pl
2013/08/25 15:56:23
@Missjonash...
odbiegamy już od tematu, ale muszę Ci się zwierzyć z jednej rzeczy... z jednej strony jestem za wolnością /gospodarczą i nie tylko/, ale gdy co drugi sklep, który mijam, to dilernia alkoholu, to robi mi się niedobrze... nie jestem bynajmniej kompletnym abstynentem, bo od czasu do czasu, okazjonalnie lubię się nieco ogłupić tym narkotykiem /w formie jednej sztuki, może dwóch, dobrego gatunkowo piwa/, ale to, co obserwuję dookoła nie generuje we mnie pozytywnych emocji...
koncesje są sprzedawane każdemu, kto ma kasę na opłatę urzędową i łapówkę dla urzędasa za przyspieszenie sprawy... nie jestem ekonomistą, ale czasem się zastanawiam, jak to jest, że przy takiej podaży alkoholu na rynku nadal to się dilerom opłaca... i skąd ludzie mają na to chlanie, patrząc z punktu widzenia przeciętnych zarobków?...
na koniec ciekawostka... jakiś ponad rok temu dowiedziałem się, że na leczenie i profilaktykę alkoholizmu resort zdrowia zamiast wynikających z ustawy o "korkowym" 100 mln otrzymał jedynie 3 /TRZY!!!/... a gdzie reszta kasy?... bo ona przecież wpłynęła do budżetu... po usłyszeniu tej bulwersującej wiadomości złamałem swoje zasady i poszedłem strzelić piwo...

@Kira...
gadaliśmy już o tym... według mnie nie ma lepszego sposobu na skanalizowanie zjawiska narkomanii /rozumianego jako PRZEGINANIE w używaniu/, jak "polityka redukcji szkód"... legalizacja maryśki i lansowanie pewnej kultury jej używania uważam za jeden z elementów tej polityki...
tak już nie na temat, to istnięją pomysły mające na celu zakaz sprzedaży i produkcji wyrobów tytoniowych... wiesz co to oznacza?... to oznacza zalew syfu na czarnym rynku, czyli jak zwykle przy każdej prohibicji skutek będzie odwrotny od zamierzonego...
czy wiesz czym tak naprawdę trują się w Polsce ludzie palący zioło?... trują się syfem do tego zioła dodawanym... tego zjawiska nie ma ani w Holandii, gdzie istnieje ścisła kontrola jakości, ani w Czechach czy Portugalii, gdzie domowi hodowcy sami dbają, by zioło było uprawiane ekologicznie... ktoś, kto sprzedaje "doprawianą" marychę jest eliminowany z rynku z szybkością światła...
-
Gość: pkanalia, 89-74-140-46.dynamic.chello.pl
2013/08/25 15:59:34
@Kira /p.s./... chodziło mi o zakaz tytoniu na terenie Unii...
-
2013/08/25 18:50:14
A ja Pkanalio - jestem prawie 100% abstynentką (ostatnio w te upały wypiłam malinowe piwo po ponad 5 latach całkowitej abstynencji). Nie palę od ponad 10 lat. I żyję - całkiem nie najgorzej :))
-
2013/08/25 18:52:45
A o legalizacji marihuany nie ma mowy dopóki jesteśmy w Unii. Bo w całej Unii jest nielegalna (Holandia zrobiła jakiś szwindel bo w prawie federalnym jest nielegalna, a w lokalnym dopuszczalna). Kropka. Tak mi powiedzieli w Krajowym Biurze ds. Zapobiegania Narkomanii i nie mam powodu im nei wierzyć.
-
2013/08/25 19:10:59
@ Pkanalia

"legalizacja maryśki i lansowanie pewnej kultury jej używania uważam za jeden z elementów tej polityki..."

O ile legalizację popieram, to już lansowanie wkur... mnie niemożebnie.
-
Gość: Tie_Fighter, user-164-127-211-193.play-internet.pl
2013/08/25 20:15:04
Wypowiem się w kategoriach ekonomiczno - technicznych, gdyż na sprawach uzależnień się nie znam, a wiem tylko tyle, że gorzałka tylko tęgiej głowie służy, a siusiumajtek się porzyga po kilku piwach i jeszcze narobi chlewu. Co do alkoholu, to proszę się nie dziwić, że panuje tu ogólna pobłażliwość, gdyż wpływy z tego tytułu do budżetu państwa liczy się w setkach milionów złotych, a nie bez znaczenia pozostaje aspekt rynku pracy, czyli kilkadziesiąt miejsc pracy i wynikające z ich istnienia kolejne wpływy do budżetu. Tak więc te kilka milionów na leczenie uzależnień stanowi jedynie niewielki procent kwot ogólnych jakie w tym biznesie przepływają. Natomiast dołożenie do legalnych używek dajmy na to marychy, zwiększy niewątpliwie liczbę ludzi, których trzeba będzie leczyć - a każdy taki przypadek, to przecież dramat kilku osób z jego najbliższego otoczenia. Druga obawa wynika z prostej zależności tego zjawiska od świata przestępczego. Legalizując choćby miękkie narkotyki dokona się swego rodzaju amnestia i przedzierzgnięcie gangsterów w legalnie działających na rynku byłych bandytów - oczywiście ze względu na swoje szczególne umiejętności zmonopolizują oni od razu ten rynek. Jest to według niektórych większe zagrożenie niż sam miękki narkotyk, będący przedmiotem obrotu handlowego.

Pozdrawiam, TF.
-
2013/08/25 20:52:28
Tie Fighter - pozdrawiam - trudno się nie zgodzić!
-
Gość: pkanalia, 89-74-140-46.dynamic.chello.pl
2013/08/26 07:58:13
@T.F...
"dołożenie do legalnych używek dajmy na to marychy, zwiększy niewątpliwie liczbę ludzi, których trzeba będzie leczyć"...
z tym stwierdzeniem pozwolę sobie zapolemizować jeśli chodzi o legalizację marychy /plus jakieś tam inne egzotyczne ziółka, ale to jest bez znaczenia/...
populacja "używaczy" /sumarycznie/ specjalnie się nie zmieni, przerzuci jedynie zainteresowanie z bardziej niebezpiecznych, szkodliwszych substancji na mniej szkodliwą marychę... rzecz jasna nie znikną amatorzy hardcore'a, niewątpliwie jednak wielu potencjalnych hardcore'owców będzie wolała zapalić na legalu w coffe shopie jointa, niż wdawać się w podejrzane konszachty w przysłowiowej "bramie"... taka Holandia ma najmniejszy odsetek uzależnień i innych powikłań związanych z mocniejszymi substancjami, na ten przykład, ciekawostką zaś dodatkową jest to, że spożycie zielska plasuje się tam mniej więcej w połowie średniej europejskiej, bo już spowszedniało i odpadł syndrom "owocu zakazanego" /przodują Czechy, ale tam mają obecnie euforię "miodowego miesiąca" po zliberalizowaniu prawa, za jakiś czas ten procent spadnie/...
po drugie to istnieje korelacja /stwierdzona doświadczalnie/ pomiędzy spożyciem marychy i alkoholu... wspomniałem już, że "kto pali, ten mniej chla", szczerze mówiąc, to nie wiem, na jakiej to zasadzie działa, ale niejedna osoba, które ma za sobą doświadczenia imprezowe potwierdzi, że tam gdzie zabawa jest przy samym alkoholu, w połowie zaczyna go brakować /i rusza delegacja po dodatkowe zaopatrzenie/, natomiast gdy towarzyszy temu palenie maryśki, takiego problemu przeważnie nie ma, często rano zostają pełne butelki nie budzące niczyjego zainteresowania...
rzecz jasna owa legalizacja nie może przebiegać na zasadzie "od jutra wszystko wolno", ale krok po kroku, z głową... państwo zaś w wyniku spadku spożycia alkoholu nic nie straci, bo odbije to sobie na koncesjach i akcyzie z marychy...
wielu dilerów czarnorynkowych zapewne przejdzie na jasną stronę mocy, ale to chyba dobrze, że będzie nad nimi państwowa kontrola?...
...
rzecz jasna do kompletu musi dojść drakońskie prawo na temat udzielania smarkaczom, na pewno nie może być tak jak obecnie, że sprzedaż dzieciakowi piwa kończy się na naganie służbowej lub co najwyżej zwolnieniu z pracy... ale w tym temacie chyba już gadam truizmy...
pozdrawiam :D...
-
Gość: Tie_Fighter, user-164-126-54-21.play-internet.pl
2013/08/26 09:43:50
Nie do końca jestem przekonany, co do utrzymania status quo spożycia i ilości uzależnionych w przypadku wprowadzenia do obrotu kolejnej używki, a na wiarygodnych badaniach oprzeć się nie można, gdyż ich nie ma, bo być nie może. Powstaną one dopiero w warunkach ogólnej dostępności i legalnego użycia. Trochę to zbyt ryzykowne, bo mówimy o eksperymencie na żywym organizmie. Poza tym nie zaprzeczysz, że istnieje zagrożenie, że miękkie narkotyki często stanowią odskocznię do tych znacznie mocniejszych , bo to nawet ja wiem. I to wiem z autopsji. Opisywałem na Antysocjalu i u Erinti dwa przypadki moich przyjaciół. Wreszcie na koniec sprawa opanowania rynku przez określony typ "przedsiębiorców" Wygląda to tak, że na żadną jasną stronę mocy nie przejdą, bo gdyby chcieli, to zrobiliby to dawno, inwestując nielegalne pieniądze w legalne biznesy. Nie zrobili tego i teraz też posuną się do każdego możliwego nadużycia, a jedyny skuteczny czynnik weryfikacyjny w postaci konkurencji nie będzie istniał - bo co do tego nie ma wątpliwości. No chyba, że po staremu będziemy naiwnie liczyć na kontrolę państwowych organów, tyle że ich pracownicy sami ochoczo wyciągają łapy po łapówki, a co dopiero jak je dostaną na zasadzie w jednej ręce łapówa, a w drugiej do wyboru rewolwer i zdjęcie rodziny. Nie bądźmy aż tak naiwni by w te regulacje wierzyć, skoro określone służby nie potrafią sobie poradzić ze zjawiskiem faszerowania zwierząt rzeźnych antybiotykami, a tu mówimy o kontroli zatwardziałych bandytów, którzy innych modeli zachowań poza przemocą, groźbą i szantażem zwyczajnie nie znają. Słowem - w tej wersji opera nie przejdzie.
Pozdr, TF.
-
Gość: Tie_Fighter, user-164-126-54-21.play-internet.pl
2013/08/26 09:55:50
Nie do końca jestem przekonany, co do utrzymania status quo spożycia i ilości uzależnionych w przypadku wprowadzenia do obrotu kolejnej używki, a na wiarygodnych badaniach oprzeć się nie można, gdyż ich nie ma, bo być nie może. Powstaną one dopiero w warunkach ogólnej dostępności i legalnego użycia. Trochę to zbyt ryzykowne, bo mówimy o eksperymencie na żywym organizmie. Poza tym nie zaprzeczysz, że istnieje zagrożenie, że miękkie narkotyki często stanowią odskocznię do tych znacznie mocniejszych , bo to nawet ja wiem. I to wiem z autopsji. Opisywałem na Antysocjalu i u Erinti dwa przypadki moich przyjaciół. Wreszcie na koniec sprawa opanowania rynku przez określony typ "przedsiębiorców" Wygląda to tak, że na żadną jasną stronę mocy nie przejdą, bo gdyby chcieli, to zrobiliby to dawno, inwestując nielegalne pieniądze w legalne biznesy. Nie zrobili tego i teraz też posuną się do każdego możliwego nadużycia, a jedyny skuteczny czynnik weryfikacyjny w postaci konkurencji nie będzie istniał - bo co do tego nie ma wątpliwości. No chyba, że po staremu będziemy naiwnie liczyć na kontrolę państwowych organów, tyle że ich pracownicy sami ochoczo wyciągają łapy po łapówki, a co dopiero jak je dostaną na zasadzie w jednej ręce łapówa, a w drugiej do wyboru rewolwer i zdjęcie rodziny. Nie bądźmy aż tak naiwni by w te regulacje wierzyć, skoro określone służby nie potrafią sobie poradzić ze zjawiskiem faszerowania zwierząt rzeźnych antybiotykami, a tu mówimy o kontroli zatwardziałych bandytów, którzy innych modeli zachowań poza przemocą, groźbą i szantażem zwyczajnie nie znają. Słowem - w tej wersji opera nie przejdzie.
Pozdr, TF.
Napisz do Missjonash Page Rank Check